W trzeciej klasie liceum wozili nas po Krakowie, Chorzowie i Katowicach w ramach wycieczki szkolnej. W końcu wylądowaliśmy na dworcu w Oświęcimiu, bo w programie było zwiedzanie obozu czym nie przejmowałam się aż do chwili wyjścia z pociągu. Na dworcu oświadczyłam, że dalej nie idę, tu sobie poczekam. Wychowawca, starszy człowiek o zapędach dyktatorskich na głowie stawał, ale musiałby mnie tam chyba zanieść. Nie wiem dlaczego nie chciałam, o karmie i energiach jeszcze dobrych parę lat później nawet nie słyszałam, protestu nie planowałam. Po prostu wysiadłam tam z pociągu i wiedziałam, że dalej nie pójdę i nie ma dyskusji. Może uchyliłam się od przerabiania karmy, nie pierwszy raz.