Gdy dojdziesz do poziomu, że z tej kasy, która Ci zostaje masz już dostatek, to co Ci szkodzi fakt, że to co Ci zabierają jest w dużym stopniu marnotrawione?
->Moze dlatego, ze pieniadze to energia a ja nie chcialbym aby moja energia szla na ,,zle" cele?
Zdrowe podejście do bogactwa sprawia, że traktujemy tę energię i jej przejawy w postaci pieniędzy czy przedmiotów nie jaką coś "tylko mojego", ale coś co jest wspólne, a z czego ja po prostu korzystam na tyle ile chce. Bogactwo jest jak miłość - to energia która sobie płynie między wszystkimi, którzy są na nią otwarci i w takich ilościach na ile są otwarci. Jak jestem otwarty na bogactwo to płynie ono przeze mnie i mam go tyle, ile potrzebuje. I teraz kiedy moja praca ma wpływ na przepływy tej energii to jedyne co mnie obchodzi, to to aby tej energii do mnie przepłynęło tyle ile chce. To, że w wyniku mojej pracy powstało więcej bogactwa i spora część go została zmarnowana przez innych mnie nie obchodzi, gdy mam świadomość że i tak ilość bogactwa jest nieskończona i niezależnie od tego jak wiele inni będą go marnować - dla mnie zawsze będzie wystarczająco dużo. I tylko ego woła "ale to moje, to nie może być marnowane!"
->Rozumiem. Jesli tak to w porzadku. Nie mam nic przeciwko.
Na dodatek to, że pracujesz i to, że wyniki twojej pracy są kupowane zawdzięczasz współuczestniczeniu w społeczności. Piekarz nie miałby swojej pracy i jej efektów, gdyby ktoś mu nie zbudował piekarni, nie stworzył urządzeń, nie wyhodował i nie dostarczył składników, nie kupił chleba. Tak więc to nie jest tylko jego praca. To jest jego wkład w ten wielki, żywy organizm - w to wspólne, społeczne dzieło.
Przepływ jest niezbędnym składnikiem bogactwa. Bycie integralną częścią społeczności jest warunkiem zdrowego życia w niej. A to wymaga akceptacji dla warunków tworzonych przez tą społeczność. Jak się nie podoba to można sobie poszukać innej, ale jak się chce zostać - to niech się nie gra jej kosztem i niech się jej nie oszukuje, tak aby była stratna.
->Widzisz, jest u mnie maly problem - dla mnie przytlaczajaca wiekszosc tego, czego laknie spoleczenstwo mnie nie jest potrzebna a wciska mi sie to wszelkimi mozliwymi sposobami. Natomiast jakos nie moge zostac zrozumiany jesli idzie o moje wlasne potrzeby, bo sa one totalnie rozne od zapotrzebowan przytlaczajacej wiekszosci i ktore stoja w jawnej opozycji do tego, co wiekszosc traktuje jako pozytek publiczny czy jak to sam nazwales, wymiana energii. I jak tu ma byc wymiana energii skoro mnie ciagle obliguje sie do dawania a nie otrzymuje osobiscie nic w zamian?