Sluchajcie, a mnie interesuje ta kwestia wiary. Ostatnio nadgonilem troche materialy o metodach, sposobach, technikach itp I nie rozumiem jednego. Jak to jest, ze posrod tylu miliardow ludzi jest tyle religii, teorii, praktyk, wierzen, polowa przeczy sobie nawzajem, kazda mimo to ma miliony pewnych swoich racji zwolennikow z opaslymi tomiskami dowodow. Gdzie lezy prawda tak w zasadzie? Rozumiem, ze niektorzy falszywi prorocy sie podszywaja dla kasy, inni nie chca sie przyznac do bledu ze strachu I zeby nie zostac z niczym. Musza byc przeciez jakies prawdy stale: woda jest mokra, ogien jest cieply, z ziemii wyrastaja rosliny. Ale co poza tym? Nie pytam nawet o boski plan, cel reinkarnacji, mechanizm karmyw oparciu o wolna wole. Ale wszystko sklada sie z energii, ktora sie przenika na plaszczyznie materialnej. Co sie dzieje, gdy niechcacy zabijam mrowke? Czy ona ma jazn? Jesli tak to czym sie rozni zabicie I zjedzenie kurczaka od zrobienia tego z czlowiekiem? Jesli zwierzeta sa gorsze to dlaczego ludzie maja opory przed ich krzywdzeniem? Ile z naszych wierzen jest prawdziwych a ile sobie implikujemy? Pobozne zyczenia, brak wiedzy, nieoswiecenie, strach, niepewnosc, samotnosc - glowne przyczyny dlaczego rozwijamy wiare. Ale jaki jest tego stosunek do obiektywnej rzeczywistosci? Mysli I energia maja moc kreacji ale miliardy ludzi na Ziemii mimo zarliwych modlitw dowolnych systemow duchowych koniec koncow tlumacza sobie wlasne niepowodzenia pycha lub brakiem mocy. Ale tak mozna usprawiedliwic wszystko I brnac we wszystko. Jak sie uwolnic z tego blednego ciemnego kola, odrzucic ziarna od plew I isc do przodu jasna droga prawdy I pewnosci?