Aha

. No bo powiem szczerze, ze ja tez nie place podatkow i robie wszystko, aby - jesli zaloze dzialalnosc - nie placic jej w tym kraju, bo nie chce lozyc na to pasozytnictwo ani na to oglupiale, nic nie chcace zmienic spoleczenstwo ale ciekaw jestem czy jest lamanie jakiejs karmy czy nie. I tyle

.
I to tez jest przyczyna (tak czuje), co mnie totalnie demotywuje do dzialania. Po prostu odczuwam calym soba, ze zyjac tutaj, w takim a nie innym srodowisku, gdzie przytlaczajaca wiekszosc ludzi ciagle narzeka i tylko czeka, az im ktos cos da, nie umiem stworzyc sobie pozytywnego, kreatywnego srodowiska do pracy, do zainicjowania dzialan, ktore dawalyby mi satysfakcje i spelnienie zawodowe (to zwiazane z zarobkami takze). Odbieram to tak, jakbym byl otoczony taka jakby mgla tworzona przez innych ludzi, gdzie kazda inicjatywa, chec powstania czegos od razu spotyka sie z dezaprobata, niechecia do dzialania itp. Nawet zaczalem juz wstepnie rozmawiac z osobami bedacymi za granica o wyjezdzie, pytac sie o realia, przegladac oferty pracy, ale w glebi czuje ze ja - nawet jesli wyjade stad - chcialbym od razu robic tam to, co robie tutaj. Szkopul w tym, ze ciagle nie zarabiam na tym tyle, aby taki wyjazd mi sie tam oplacal (a obliczylem, ze potrzebaby mi bylo minimum na miesiac okolo $2000-3000 jesli nie wiecej, i to na sam start, bo chce jeszzce inwestowac w rozwoj tego, co robie).
Gdzies tutaj musi byc jakas blokada, miedzy mna a swiatem, ktorej nie potrafie rozwalic poki co. Cos mnie blokuje, czegos nie dostrzegam ale nie wiem kompletnie, w ktora strone szukac tego czegos, aby w koncu wyrwac sie z tego stanu jakby niemocy dzialania, dostrzegania, przyciagania odpowiednich okolicznosci, zdarzen, ludzi i sytuacji pozwalajacych na to, o czym pisze wyzej.