Autor Wątek: W poszukiwaniu poprzednich wcieleń  (Przeczytany 103002 razy)

pkrl5758

  • Gość
[#]   « 2015-02-08, 14:10:52 »
niekoniecznie jest w tym sprzeczność, zależy z czym się utożsamiamy, Duch wysyła jakimś tam kanałem swoją cząstkę-duszę/swoje cząstki które jakoś tam krążą w cyklach reinkarnacji np. tej planety, czasem może być tak, że jak one gdzieś tu poutykały na amen, to wydziela z siebie i wysyła jakąś kolejną w "trybie awaryjnym" np. z misją odnalezienia i uwolnienia tych wcześniejszych... i dla takiej duszy jest to tutaj pierwsze wcielenie... ale już z ciężką ziemską karmą 
: )

Moglbys nieco bardziej sprecyzowac? Bo troche nie zlapalem tego, co napisales :).

Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-02-08, 13:55:09 »
Cytuj
Osoba, ktora robila mi portret astrologiczny powiedziala, ze moja dusza pochodzi z gwiazd i jest to moje pierwsze wcielenie ziemskie. Oczywiscie potraktowalem to jako duza alegorie bo na pewniaka juz wczesniej po Ziemi sobie chodzilem tu i tam
niekoniecznie jest w tym sprzeczność, zależy z czym się utożsamiamy, Duch wysyła jakimś tam kanałem swoją cząstkę-duszę/swoje cząstki które jakoś tam krążą w cyklach reinkarnacji np. tej planety, czasem może być tak, że jak one gdzieś tu poutykały na amen, to wydziela z siebie i wysyła jakąś kolejną w "trybie awaryjnym" np. z misją odnalezienia i uwolnienia tych wcześniejszych... i dla takiej duszy jest to tutaj pierwsze wcielenie... ale już z ciężką ziemską karmą 
: )

pkrl5758

  • Gość
[#]   « 2015-02-08, 12:56:05 »
Pytanie do bardziej ,,zakreconych" :).

Powszechnie uwaza sie, ze miedzy smiercia a narodzinami istnieje 12 miesiecy pobytu w tzw. astralu plus 9 miesiecy na ciaze. Czyli daje nam to 12 + 9 = 21 miesiecy poza cialem fizycznym/materia.

Proboje od dawna dociec, dlaczego nie moge przypomniec sobie ostatniego wcielenia (jakkolwiek by to mialo wygladac - czy to odczuc, czy cos zauwazyc itp.). Co jakis czas przepytuje dyskretnie rodzine o rozne fakty z mojego i ich zycia a dzisiaj wypytalem czy mniej wiecej w tym samym okresie, kiedy przypadalaby moja ostatnia ,,smierc" (to jest 21 miesiecy przed moimi narodzinami na tenczas) ktos bliski (rodzina lub znajomy) nie odszedl. No i okazalo sie, ze jednak nie. Ale co znamienne, dowiedzialem sie o dacie slubu moich rodzicow. Byl to 11 lutego, czyli bardzo silna liczba mistrzowska 11/2. W portrecie numerologicznym moj tzw. pierwszy okres zycia (czyli w nazewnictwie ezoterycznym cykl forumujacy) to wlasnie 11/2. Przypadek?

I teraz: czy mozliwe, ze skoro mama az tak silna osobowsc, Ego, czy mozliwe jest abym siedzial nieco dluzej w astralu niz zwykli ,,smiertlenicy"? ;). Pytalem tez, czy kapke wczesniej ktos z rodziny nie odszedl ani czy jacys szczegolnie bliscy znajomi moich rodzicow nie pozegnali sie ze swiatem ale kompletnie nic. Dopiero kilka lat do tylu odnotowalm smierc matki mojej matki. Duzo wczesniej, bo az ponad dwadziescia lat (czy nawet trzydziesci) zmarl ojciec mojego ojca. Czyli to troche dlugo jak na przebywanie w astarlu miedzy kolejnymi wcieleniami. Nurtuje mnie to, bo na stowe z moimi obecnymi rodzicami laczy mnie karma a ponoc najczesciej inkarnujemy w obrebie tej samej grupy dusz, czesto na przemian jako dzieci i rodzice, przyjaciele, rodzina. A u mnie sladow brak. Osoba, ktora robila mi portret astrologiczny powiedziala, ze moja dusza pochodzi z gwiazd i jest to moje pierwsze wcielenie ziemskie. Oczywiscie potraktowalem to jako duza alegorie bo na pewniaka juz wczesniej po Ziemi sobie chodzilem tu i tam ale i tak interesujace jest ten brak pamieci karmicznej z okresu otstaniego wcielenia/wcielen, tak mniej wiecej do jakis 100 lat od chwili obecnej.

Dodam, ze jak narazie tylko taka droga umozliwia mi badanie moich wcielen, wiec pytam :).
« Ostatnia zmiana: 2015-02-08, 12:58:31 wysłana przez pkrl5758 »

Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-02-06, 19:10:00 »
Cytuj
Wg mnie to jest tak, że jeżeli coś myślisz, w coś wierzysz - to możesz się mylić, ale jeżeli coś czujesz to na pewno tak jest.   
 
,
Lilliole - piękne :)

"Czucie i wiara silniej mówią do mnie
Niż mędrca szkiełko i oko". Mickiewicz.

Zaufać temu - trudna sprawa :)

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-02-06, 18:44:27 »

na koniec okazuje się, że ja już parokrotnie uświadamiałam sobie sedno czemu u mnie i u niej takie postawy i dlaczego ale ja nie ufam sobie ani nie wierze w siebie na tyle, ze wciaz szukam sytuacji, w której jesli ktos z zewnatrz mi cos powie to tojest prawda a jesli nie to nie i ja jestem w błedzie


Ja tez tak miałam. Nie ufałam sobie totalnie. Nadal jeszcze ciesze się jak ktos potwierdza moje czucie czegoś. Chociaż ma to juz coraz mniejsze znaczenie.

Pamiętam jak po raz pierwszy zaczęłam sobie uświadamiać, że to wszystko co czułam od dzieciństwa, moje postrzeganie  nie było jakimś zmyśleniem jak mi wmawiano , lecz było zgodne z rzeczywistością. Płakałam ze wzruszenia. To było jak powrót do domu. Świadomość, że moge sobie ufać daje mi mnóstwo siły.
Wg mnie to jest tak, że jeżeli coś myślisz, w coś wierzysz - to możesz się mylić, ale jeżeli coś czujesz to na pewno tak jest.   


Wilson

  • Wiadomości: 774
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2015-02-06, 09:27:56 »
Diękuję za inspirację Lilliole :)

podobnie kombinowałam , a to pytanie to strzał w 10 !

na koniec okazuje się, że ja już parokrotnie uświadamiałam sobie sedno czemu u mnie i u niej takie postawy i dlaczego ale ja nie ufam sobie ani nie wierze w siebie na tyle, ze wciaz szukam sytuacji, w której jesli ktos z zewnatrz mi cos powie to tojest prawda a jesli nie to nie i ja jestem w błedzie
stale ciężko wierzyć w siebie kiedy  wedle osadu mamy jest smrodem , leniem i kupą gówna a jak ma dobry nastrój to jednak zdolną i sprytną dziewczyną z talentami, która potrafi z ludźmi być i radośnie się przejawiać
i stale się dziwię czemu mi tak na jej miłości i akceptacji zależy mimo dorosłości

Pozytywne na pewno jest to, że już teraz widząc jakich fajnych rodzicow maja inne dzieci , takie rodzące się choćby znajomym wybieram dla siebie już teraz lepszą opcję na przyszłość, ciekawa jestem na ile się uda :))

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-02-05, 19:51:04 »
Można tez w sumie dać bezpośrednie polecenie do podświadomości np

"Ja .... z bożą pomocą uwiadamiam sobie wszystkie moje intencje w stosunku do ....... To bezpieczne, mądre i w porządku gdy uświadamiam sobie wszystkie moje intencje w stosunku do... "

No i modlitwa o oczyszczenie intencji:
Niech wszystkie moje intencje w stosunku do ....... zostaną oczyszczone i jako czyste niech wrócą do mnie.

Jak zostaną oczyszczone to wszystko stanie się jasne.

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-02-05, 19:01:25 »
i tak głośno myślę, czy bez korzystania z metod jest możliwym rozpoznanie prawdziwych intencji dla których dorosłe dziecko  czuje  wewnętrzny przymus doprowadzać jednego z rodzicow do zdrowia mimo, że reszta rodziny olała sprawę dawno
może to misja i jeszcze więcej złego niż dobrego niesie


Wydaje mi się, że jest to możliwe. Przy dużej uważności.
Można spróbować opisać tę relację gdzieś na kartce. I zwrócić uwagę na "nieadekwatne" słowa. Np. u mnie w domu jak byłam chora i kaszlałam to mówiono mi "Nie zdychaj". I dla mnie to wydawało się normalne. Dopiero niedawno uświadomiłam sobie, że do człowieka nie mówi się "nie zdychaj". Tak się mówi np do psa.
Jeżeli chodzi o relacje to takim uświadamiającym pytaniem jest pytanie do podświadomości: "A tak naprawdę to za kogo on (ten rodzic ) mnie ma"?
To jest pytanie o funkcję jaka się pełniło w rodzinie i wobec tej osoby. Podświadomość wie.
Tyle co mi na razie przychodzi do głowy...


Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-02-05, 16:55:18 »
Wilson,
Dziękuję :)

Jedna z osób profesjonalnych - nie wiem jak okreslić jej profesję, tyle tego :) - powiedziała "Duszo, dlaczego tyle wzięłaś na raz ?". Ja nie wiem dlaczego. Ale jak juz to konkretnie ;))

A z tym
Cytuj
te odczucia nad grobem - doświadczam nad 1 :)
 
- wiesz to jest o tyle fajne, że wiesz, że jest na pewno reinkarnacja. Rozmyslasz wtedy co i jak było, masz "dowody" :)
I stąd już lżejsza droga do postanowień, wniosków.

A co przymusu.
Przymus po jakims czasie może zrodzić bunt.
Lepiej by było jakby twoje działania wynikały ze współczucia.

A już najpiękniej z Miłości :)

Wilson

  • Wiadomości: 774
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2015-02-05, 16:31:15 »
Też tak uważam. I nie ma przeproś :). To trzeba przepracować, bo inaczej to tylko pudrowanie noska zamiast realnej zmiany.

i tak głośno myślę, czy bez korzystania z metod jest możliwym rozpoznanie prawdziwych intencji dla których dorosłe dziecko  czuje  wewnętrzny przymus doprowadzać jednego z rodzicow do zdrowia mimo, że reszta rodziny olała sprawę dawno
może to misja i jeszcze więcej złego niż dobrego niesie


Tess, pięknie opisałaś :) odważna duszo gratuluje wytrwałości !

te odczucia nad grobem - doświadczam nad 1 :)

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-02-04, 16:36:27 »

Lecz generalnie związki z rodzicami to są najsilniejsze karmicznie związki jakie znam ! 

Też tak uważam. I nie ma przeproś :). To trzeba przepracować, bo inaczej to tylko pudrowanie noska zamiast realnej zmiany.

Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-02-04, 13:59:34 »
Często dotąd spotykałam się z poglądami rozwojowców, niektórych oczywiście, ze rodzice to przypadek, obce dusze. No taka zależność  bezemocjonalna, karma. Wszystko na zimno i takie tam.

Otóż uważam, ze to jest eskapizm. Uciekanie od sprawy. Nie ma przypadków !  Relacja z rodzicami to nie jest przypadek.

Może się zdarzyć czasami, że jedno z rodziców, albo matka albo ojciec, 'jest bo jest, bo ktoś musiał byc do pary' - choćby na ten moment.

Lecz generalnie związki z rodzicami to są najsilniejsze karmicznie związki jakie znam ! 

I ucieczka, narzekanie, trwanie w transie użalania się, granie ofiary tej relacji, nic nie da !
Trzeba sie temu przyjrzeć, zaakceptować i coś z tym zrobić.

Na przykład powierzyć lub nieustannie powierzać ją   do skutku, do odczucia poprawy,   Bogu, i prosić go o uzdrowienie jej w Jego Miłości, Świetle i Jego Mocą.

Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-02-03, 14:06:50 »
W tym temacie, poszukiwanie poprzednich wcieleń,  chcę coś napisać. Bo chyba coś konkretnie znalazłam.
I czuję, że muszę to napisać :)

Leszek wspomniał, że najkrótszy okres miedzy wcieleniami to 12 m-cy + 9 m-cy na ciążę.

Otóż, do ubiegłego roku, sądziłam, że w  moim ostatnim wcieleniu zostałam podczas wojny skazana ( oskarżona pod wpływem intrygi, donosu, skazana i zamordowana - chyba w obozie w Niemczech ). Osoby "intrygująco/skazujące" to istoty z mojej obecnej pracy :(  Karma - musi być oczyszczona . Mniejsza z tym.

Więc  myślałam dotąd, że to właśnie TO było moje poprzednie  wcielenie.

Kiedyś,  kiedy jeździłam  intensywnie na warsztaty regresingu, dość spontanicznie i jakby nie na temat ( co znaczy, że jeszcze wtedy nie miałam tego przerabiać, to nie był ten czas ), przypominałam sobie , że jeszcze się w międzyczasie rodziłam i umierałam jako dziecko. Ale nie traktowałam tego serio, bo myślałam, że podpinam się pod wspomnienia rodzinne,  miałam rodzeństwo, które zmarło.

Dopiero w zeszłym roku dowiedziałam się, że to JA jeszcze  dwa razy "zdążyłam nawrócić" ;))

Otóż gdy byłam dzieckiem, to latem do moich obowiązków należało pójście na cmentarz i dbanie o kwiatki na grobach mojego braciszka i siostrzyczki. Grabiłam, podlewałam te kwiatki. Siadałam sobie obok i coś tam "do nich" mówiłam. Głównie, że szkoda, że umarli, bo miałabym rodzeństwo i miałabym z kim sie bawić.( Mam brata ale on jest starszy ode mnie 9 lat i nigdy za bardzo więzi miedzy nami nie było)
Ale specjalnego smutku nie czułam wtedy.

Czyli zarówno braciszek jak i siostrzyczka - to byłam ja !
To był szok. Ale jednocześnie  ulga :) Coś pojaśniało.

A co do tego czasu jaki jest potrzebny  między inkarnacjami.
 Mam dokumenty rodzinne, tzw "Książkę rodzinną", pamiątka po moich  rodzicach  ( tu chciałam napisać "nieżyjących rodzicach" - ale to mijałoby się z prawdą. Wiem, że  żyją :))   ).

I tam jest napisane, że  braciszek zmarł 23 lutego  ( żył 20 dni ),  a siostrzyczka urodziła się 1 listopada następnego roku ( żyła pół roku ).
Między lutym - smiercią a listopadem - narodzinami następnego roku mija - 12 m-cy + 9.
Szybko poszło . Na styk wręcz ;)
 
Dzieci umierały bo widać ewidentnie bały się tego wcielenia.
Co do mnie bezposrednio.
Gdy juz mama zaszła ze mną w ciążę, to będąc w jej połowie, dźwignęła miskę z mokrym praniem. Ciężkie to było,  więc dostała potężnej przepukliny.  Lekarz jej powiedział, że albo mnie usunie i będzie żyć, albo zaryzykuje urodzenie mnie i może umrzeć.
 Wybrała naturalnie to drugie.
Tak, że zaczęło się coś takiego.
"Lepiej ty żyj - ja sobie umrę. Nie żyj ty mamo, ja jeszcze się przecież nawet nie urodziłam". Itd, itp. Dziwna i okropna sprawa.

( na regresingu wielokrotnie odreagowywałam medytację wymiany -  dosłownie prawie co sesję. Brud nazbierany, że szok ! Nawet teraz, a właściwie do niedawna, gdy kogoś dajmy na to pomasowałam, np bratową bolał bark - pomasowałam i ... ledwo do domu doszłam ! A ona mi dzwoni szcęśliwa, że jaka ulga ! Przestało boleć :))
A ile ludzi mi się wyżalało ! . Ludzie czasem traktują drugiego człowieka jak odkurzacz na swoje brudy !

No ale z tym moim urodzeniem - zdarzył się cud.
 Mama przeżyła. Urodziłam się całkiem normalnie. W domu - odebrał mnie tata . Z położną w tle ;)
 Pamiętam jego mocne, męskie dłonie. Takie "pewne", "stabil" :)

Tylko ... No własnie. Przez  pół ciąży obie żyłyśmy ze  śmiercią na ramieniu. Wibracja śmierci.
Zaważyło na dalszym życiu.

Nie od razu wyszło. Dużo później.

Podsumowując.
Człowieczek taki  czasem  odważnie się decyduje. Mówi sobie "No to idę. Już czas . Trzeba się zmierzyć" :)
Ale potem "wymięka". I im bardziej ku wyjściu, tym większe przerażenie go ogarnia. Bo wie ...

I może jest  czasem taka szansa, opcja, ze kiedy urodzi sie w trochę innej konfiguracji, ciut ciut innej, na przykład jedno z rodziców bedzie "lepszym wariantem", albo polepszy sie sytuacja polityczna, finansowa. Czy coś ;)
 
Nie twierdzę, że totalnie.
Ciut, odrobinkę. Z małymi modyfikacjami.
To może zmierzy sie ze swoja karmą w bardziej komfortowych warunkach ? :)

Bo może dziecko chce się spotkać tylko z jednym z rodziców, bo albo maja wspólną karmę albo wie, że to właśnie ten rodzic, pomoże mu mimo wszystko.
A tu,  jeżeli tenże rodzic tkwi w jednej,  relacji no to nie ma wyboru.
I  czas się wcielać.  Tylko potem okazuje się,  że   coś ten drugi rodzic jest albo zły, albo w ogóle nieistotny. Nie ma więzi.
I czasem jest tak, że po poczęciu rodzice sie rozstają. Nic np ojca do dziecka nie ciagnie. Bo nie maja "wspólnych tematów" :))
Są z innych bajek.

Wniebowziecie Grubego

  • Wiadomości: 2 288
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2015-01-14, 22:15:25 »
pkrl5758

Odpowiem  trochę później, ponieważ  mam  kłopoty  z  kompem , a  że  udzielam  się  w  różnych  miejscach  to  mam  ,,zaległości "  i  nie  wiem  od  czego  zacząc.
Pozdrawiam

Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-01-14, 21:20:53 »
:)