Ze dwa lata temu kolega wróżył mi z resztek kawy, nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że to Kurd, a nauczyła go tego z dziada pradziada jakaś tam ciotka czy babka.
Całe wróżenie polegało na tym by wypić kawę turecką (taką z mielonej kawy, bardzo gęstą i słodką w malutkiej filiżance), a po wypiciu nałożyć spodeczek na filiżankę i odwrócić do góry nogami (tak by fusy? z kawy osiadły na ściankach). Czeka się jakieś 15 minut.
Kolega wziął mnie później na bok (mimo iż inni chcieli słyszeć co ma do powiedzenia), twierdził iż to poufne rzeczy. Fajnie do tego podszedł, twierdził iż to nie jest zabawa czy pierdoły, ale rzecz, której uczył się od małego i w jego rodzinie tylko parę osób to potrafi, zaczął czytać ze ścianek filiżanki. Było to coś jakby analiza psychologiczna, mówił różne rzeczy na mój temat, które były prawdą, a później zaczął opowiadać o przyszłości, takiej niedalekiej. Cała atmosfera była bardzo magiczna (ale w pozytywnym sensie), dość intymna i taka, że doceniałam każdą sekundę (ciężko znaleźć mi odpowiednie słowa). Mówił o moim podejściu, jakby intencjach na dany moment (które rzeczywiście były wtedy niezbyt ok). Zaskoczyłam się dość solidnie, ale niewiele mówiłam. Po tych wróżbach modliłam się kilka razy dość intensywnie o oczyszczenie intencji na ten temat co wyszedł z kawy. Po kilku dniach poprosiłam go żeby znowu mi "powróżył i pierwsze co powiedział po zobaczeniu kawy to "co zrobiłaś? zmieniłaś coś w sobie, bo nie ma już tego niefajnego na twojej drodze" i dużo fajnych rzeczy wtedy usłyszałam o swojej przyszłości, o świeceniu od środka, o tym, że bardzo dużo dobrego spotka mnie w życiu itp. (choć gościu pojęcia nie ma o rozwoju duchowym).
Rozmawiałam później z koleżanką, której czytał z kawy i też była bardzo zaskoczona tym co powiedział.