haha też nie wiedziałem, Dosia wymiata! oł... albo lepiej Ousz... : ))
maryna
to jest duchowy wpływ, oczywiście u tych u których sprowadza się to do powierzchownych stanów zauroczenia dość szybko to mija i tacy wracają potem w stare koleiny, albo idą dalej swoją drogą (na tym forum jest sporo ludzi którzy byli na darszanach V. i jakoś ich nie uwiódł, ale wykorzystał moment zanim odpaliły im się systemy przekonań blokujące ich otwartość na niego i jemu podobnych), ale zawsze odchodzą wzbogaceni o pewne duchowe doświadczenia i energie... pomijając wyjątki od tej reguły, czyli tych którzy opierali swoje podejście do V. na jakichś poza duchowych celach, oczekiwaniach, czy fascynacjach i się baaardzo rozczarowali, co jak wiadomo jest niewybaczalne i domaga się sprawiedliwości ; )
a duchowego wpływu, w takiej czy innej otoczce kulturowej, nie ma się co bać, więc i najlepiej samej sprawdzić na sobie? zobaczyć górę na własne oczy to nie to samo co słuchać opowieści, że jest ona milion razy większa niż oglądany kamień : )