Lilliole, masz rację i jej jednocześnie nie masz.
Po pierwsze: to, co piszę, piszę z pozycji osoby dorosłej, a nie dziecka. I piszę to DO osoby DOROSŁEJ, owszem, w temacie wewnętrznego dziecka, ale na to, jak czyjeś wewnętrzne dziecko to przyjmie nie mam wpływu - nie znam historii tej osoby, jej lęków i urazów. Mogę pracować tylko z własnym wewnętrznym dzieckiem, nie czyimś. Nawet terapeuta jest w takiej pracy tylko przewodnikiem.
Po drugie: jeśli nauczymy dziecko, że ma prawo być niemiłym i na pewnym etapie tego nie skorygujemy, to mamy taki świat, jaki mamy - wszyscy przyznają sobie prawo do obrażania innych, walenia łopatką po głowie i wyrywania zabawek. Na wyprzedażach wyraźnie widać te prawa dwulatka. Ale chyba nie do tego dążymy? I dlatego z dzieckiem trzeba rozmawiać, rozwiewać jego lęki, zapewniać o BEZWARUNKOWEJ MIŁOŚCI, a jednocześnie wskazywać, że ta miłość nie jest egoistycznym zaspokajaniem wszystkich pragnień, a dążeniem do równowagi.
Ostatni post jest najbliższy temu, co miałam na myśli pisząc o szacunku i zasługiwaniu. Bo ktoś, kto szanuje siebie, automatycznie wzbudza szacunek u innych. I nic nie musi - wystarczy, że jest tego świadomy.