Autor Wątek: Terapia wewnętrznego dziecka  (Przeczytany 189697 razy)

Wniebowziecie Grubego

  • Wiadomości: 2 288
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-12-09, 23:18:23 »
piękno  jest  po  to  by  zachwycało

Atlanta

  • Wiadomości: 1 407
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-12-09, 22:43:52 »
Sylvia
jaka ty jesteś piękna
tzn. tak to odebrałam

Ladaco

  • Wiadomości: 378
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-12-03, 01:44:30 »
PS. Tylko tak, zeby wyrazic sie precyzyjniej, uczy sie ze jest co nie w porzadku z tym jak sie wlasnie czuje, kiedy placze, bo sie przewrocilo, a mowi mu sie, ze jest wszystko OK, dlatego ze w tej chwili wszystkie sygnaly na swiecie mu mowia, ze jednak OK nie jest.
I tak sie tez uczy ignorowac te sygnaly.....

Ladaco

  • Wiadomości: 378
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-12-03, 01:15:41 »
No tak wlasnie sobie myslalem ostatnio, zeby powysylac swojemu wewnetrznemu dziecku milosc i taka akceptacje. Zeby mi puscily rzeczy, o ktorych nawet nie mam pojecia... Takie, ktorych przyczyn nie czuje, nie widze, takie kompletnie wyparte. Dzieci przystosowuja sie do oczekiwan rodzicow, itd, no wiadomo. Kiedy dziecko placze, bo sie przewrocilo (podajac taki bardzo prosty przyklad), a mama mu mowi ze jest wszystko OK, juz dobrze juz dobrze, to ono uczy sie ze jest cos nie tak z tym jak sie czuje, ze to niewlasciwe. Uczy sie, ze tak nie wolno reagowac, tlumi takie emocje w dalszym zyciu. Albo kiedy sie zlosci i spotyka sie z dezaprobata swojego zachowania, to tutaj sie zaczyna tlumienie gniewu, wypieranie. Potem czlowiek w doroslym zyciu nawet nie wie, ze jest w srodku pelen wielkiego gniewu, az kipi, wydaje mu sie ze jest wszystko OK, spokojny z niego czlowiek, bo na tym to zepchniecie, wyparcie polega, ze tracimy kontakt z emocjami, tak jakby niby ich nie bylo. Mysle, ze bezwarunkowa akceptacja, milosc, jest w stanie bardzo duzo tu uzdrowic w naszym wewnetrznym dziecku (na wychowywaniu w praktyce sie nie znam, ale rozumiem pewne zasady). Moze nie ekspresowo, ale beda sie te tlumienia rozpuszczac, gdy te emocje wewnetrznego dziecka spotkaja sie z bezwarunkowa akceptacja.

Sylvia

  • Wiadomości: 2 128
  • Płeć: Kobieta
    • www.sylwiawolf.com
  • Sylwia A. Tender Wolf - terapeuta, trener EFT, Instruktor Theta Healing, Regreser, Matryca Energetyczna, Bars, więcej www.sylwiawolf.com Artykuły: http://www.ezosfera.pl/sylwiawolf/artykuly
  • Status: Ekspert
[#]   « 2014-12-02, 19:41:26 »
Tak mi przyszło do głowy, że jak jest miłość i bezwarunkowa akceptacja, to i docenianie czy chwalenie jest zawsze właściwe. Bo wypływa z miłości i bezwarunkowej akceptacji :)

Też to tak czuję:)
A jak to odbierze dziecko, czy dorosły, to już oddzielna sprawa. Nie można tego kontrolować jaką ktoś ma percepcję.

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-12-02, 14:05:14 »
w artykule zawarta jest idea że albo się chwali (i jest to złe) albo akceptuje  , jest w tym zawarte pewne kolejne ograniczenie i przegięcie, tzn. na pewno warto położyć większy nacisk na bezwarunkową akceptację, gdy ona "leży" i gdy chwalenie jest odbierane przez dziecko jako presja itp. ,

Tak, rzeczywiście. Może to wynika z tego, że autorka miała sporo chwalących, a nie akceptujących  rodziców jako klientów... :)

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-12-02, 14:00:43 »
Lillione
:)
Moim zdaniem nie ma nic złego w chwaleniu za konkretne osiągnięcia, jeśli na pierwszym miejscu jest bezwarunkowa akceptacja.
Informacja zwrotna w formie doceniania też ma swoją pozytywną rolę w integrowaniu siebie.
Łączenie bezwarunkowej akceptacji z docenianiem werbalnym daje jednak pozytywne efekty.
Osoby często krytykowane w dzieciństwie i tak usłyszą raczej to co negatywne i to rozdmuchają. Często też nie zauważa i nie oddzielą bezwarunkowej akceptacji od uwarunkowanych życiowo komunikatów. Odwrotnie też to działa. Pozytywy w dzieciństwie ukierunkowują na pozytywy w dorosłości - przeważnie;)

Tak. Chwalenie za osiągnięcia , gdy jest akceptacja rzeczywiście jest ok. Gorzej jak tej akceptacji nie ma, a chwalenie jest na czymś co ma ją zastąpić. Raczej nie zastąpi.
Tak mi przyszło do głowy, że jak jest miłość i bezwarunkowa akceptacja, to i docenianie czy chwalenie jest zawsze właściwe. Bo wypływa z miłości i bezwarunkowej akceptacji :)


Sylvia

  • Wiadomości: 2 128
  • Płeć: Kobieta
    • www.sylwiawolf.com
  • Sylwia A. Tender Wolf - terapeuta, trener EFT, Instruktor Theta Healing, Regreser, Matryca Energetyczna, Bars, więcej www.sylwiawolf.com Artykuły: http://www.ezosfera.pl/sylwiawolf/artykuly
  • Status: Ekspert
[#]   « 2014-12-02, 13:40:08 »
Lillione
:)
Moim zdaniem nie ma nic złego w chwaleniu za konkretne osiągnięcia, jeśli na pierwszym miejscu jest bezwarunkowa akceptacja.
Informacja zwrotna w formie doceniania też ma swoją pozytywną rolę w integrowaniu siebie.
Łączenie bezwarunkowej akceptacji z docenianiem werbalnym daje jednak pozytywne efekty.
Osoby często krytykowane w dzieciństwie i tak usłyszą raczej to co negatywne i to rozdmuchają. Często też nie zauważa i nie oddzielą bezwarunkowej akceptacji od uwarunkowanych życiowo komunikatów. Odwrotnie też to działa. Pozytywy w dzieciństwie ukierunkowują na pozytywy w dorosłości - przeważnie;)
« Ostatnia zmiana: 2014-12-02, 13:43:17 wysłana przez Sylvia »

Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-12-02, 13:14:53 »
w artykule zawarta jest idea że albo się chwali (i jest to złe) albo akceptuje  , jest w tym zawarte pewne kolejne ograniczenie i przegięcie, tzn. na pewno warto położyć większy nacisk na bezwarunkową akceptację, gdy ona "leży" i gdy chwalenie jest odbierane przez dziecko jako presja itp. ,
ale tak jak na początku dziecko jest całkowicie zależne od rodziców a potem stopniowo się uniezależnia i uczy samodzielności, tak samo może jednak warto wprowadzać coraz więcej elementów motywacji i rozwijania odpowiedzialności ?
odbiór tego będzie zależał od podstawy, chwalenie podstawą nie jest, ale nie jest też zbędne i szkodliwe

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-12-02, 13:02:51 »
Artykuł o samoocenie dzięki akceptacji dziecka TAKIM JAKIE JEST w miejsce chwalenia.
http://agnieszkastein.mamadu.pl/114895,mamo-jestem-glupi

Świetny artykuł. Dzięki za link. Tak czułam, ze jest coś nie tak z tym chwaleniem, ale nie wiedziałam do końca co....i w jaki sposób to działa.  Ja byłam tak wychowywana poprzez chwalenie. Że niby taka mądra, cudowna i wspaniała. Często czułam, ze to na wyrost. Że to jakiś rodzaj manipulacji. Że to zasłona przed brakiem akceptacji.
To koduje potworny lęk przed porażką. I że w razie porażki wszyscy sie odwrócą.
I bardzo oddziela od innych...

Sylvia

  • Wiadomości: 2 128
  • Płeć: Kobieta
    • www.sylwiawolf.com
  • Sylwia A. Tender Wolf - terapeuta, trener EFT, Instruktor Theta Healing, Regreser, Matryca Energetyczna, Bars, więcej www.sylwiawolf.com Artykuły: http://www.ezosfera.pl/sylwiawolf/artykuly
  • Status: Ekspert
[#]   « 2014-12-02, 12:18:58 »
Artykuł o samoocenie dzięki akceptacji dziecka TAKIM JAKIE JEST w miejsce chwalenia.
http://agnieszkastein.mamadu.pl/114895,mamo-jestem-glupi

JenKa

  • Wiadomości: 287
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-04-18, 08:32:51 »
Ostatnio chodzi mi po głowie pewna myśl w temacie DDA, DDD, DDTR - właśnie w związku z tymi literkami. Bo mam wrażenie, że osób przejawiających w mniejszym lub większym stopniu związane z nimi zachowania nie jest wcale tak mało. Praktycznie tylko w nielicznych rodzinach dzieci miały i mają szansę na dorastanie w atmosferze akceptacji, mądrej miłości i wsparcia. Napisałam "mądrej miłości", bo niekiedy nawet bardzo kochając dziecko robi mu się krzywdę w imię różnych dziwnych wklepywanych przez pokolenia poglądów. I - co najsmutniejsze - w kolejnych pokoleniach schemat się powtarza. I wyrastają kolejne KUKUŁKI.
Jak sądzicie, czy taka nazwa nie rozróżniająca i nie różnicująca stopnia problemu ma szansę się przyjąć?

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-04-14, 15:48:55 »
Vanilka,

nie przerażaj się:P;)

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-04-13, 22:10:55 »
W moim przypadku nie chodzi o pępowinę, moja mama jest bardzo szczęśliwa z tego , że się usamodzielniłam, że w końcu wyprowadziłam się z domu, że sobie radzę i układam życie. Wiem, że szczerze cieszy się moim szczęściem. Widzę to, że jest ze mnie dumna kiedy przejawiam jakieś oznaki kobiecości, ale ja mimo to czuję blokadę, by poczuć się z tym w pełni w porządku. I dlatego czuję, że to ze mną jest coś nie tak. Wiem że ona by mnie z tą kobiecością i poczuciem pewności siebie zaakceptowała i cieszyła się z tego, to ja z jakiegoś powodu nie chcę przy niej tego okazywać.

Ona godzi się na to, że mieszka z ojcem i bratem i nie trzyma mnie przy sobie na siłę. Nie musimy być ze sobą w stałym kontakcie, bardzo rzadko do siebie dzwonimy, teraz na przykład zadzwoniłam po dłuższym czasie tylko w sprawie noclegu i każda rozmowa, nawet taka, jest pełna miłości i pozbawiona jakichkolwiek pretensji, czy braków, że za mało rozmawiamy, bo dla nas to nie jest  za mało. To jest naprawdę cudowne. Gdyby była ode mnie zależna, albo nie godziła się z tym, że mnie z nią fizycznie nie ma to by do mnie dzwoniła non stop i emocjonowała się, sugerując żebym wróciła. Ona nie chce żebym wracała do domu, chce mojego szczęścia, ale wcale nie kosztem swojego. Jej szczęście daje to, że byłam w stanie się wyrwać z toksycznego domu. Ja widocznie jestem tą która się nie godzi z tym, że mama tam została, że ona nie potrafi się z tego wyrwać. Wiem, że to jej decyzja, ale widocznie nie mogę się z tym pogodzić.

Chyba dalej czuję się za nią odpowiedzialna, będąc przy tym kimś kim nie jestem, czyli tą małą dziewczynką (nie wiem dlaczego przybrało to taką formę). Hm… Może mając dalej te wzorce ratowania mamy, jako dorosła kobieta nie czuję się dostatecznie silna żeby jej pomóc i ją przekonać do zmian, więc moja pś jedyne słuszne wyjście widzi w tym, że będę dalej tą małą kochaną, niewinną córeczką, która rozświetlała mamie życie i która jest nadzieją na to, że gdy dorośnie wyciągnie ją z tego bagna. Może boję się że, że gdy na jej oczach stanę się pewną siebie kobietą i nie będę w stanie jej pomóc (bądź po oczyszczeniu intencji uznam, że nie będę się bawić w ratowanie rodziny i zostawię im wolną rekę na podejmowanie decyzji bez wtrącania się) to ona się na mnie zawiedzie. Wiem, że realnie mi to nie grozi, bo naprawdę wiem, że ona mnie kocha i nie wymaga ode mnie świadomie takich rzeczy. To ja mam widocznie cały czas parcie na ratowanie jej a to co się teraz ze mną dzieje to wypadkowa tej potrzeby i mojego podnoszenia samooceny. Nie wiem tylko co mam z tym zrobić:p A nie chcę ruszać wszystkiego na raz.

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-04-13, 19:42:55 »
Niestety matki bardzo czzęsto nie mają zgody w sobie na dorośnięcie i usamodzielnienie się ich dziecka, poprostu będzie to wymagało odcięcie pępowiny, a matka wtedy będzie się musiała zmierzyć ze swoim poczuciem samotności i niezależności i jest to bardzo nie wygodne.