Frisky
Zasadniczo wiem o co Ci chodzi. Np. taki Picasso – mendowaty egocentryk unieszczęśliwiający bliskich, ale czy się komu jego dzieła podobają czy nie, warte są grube miliony. Genialni naukowcy czy wynalazcy – beznadziejni partnerzy życiowi, jeszcze gorsi rodzice, tylko że fajnie jest nam wszystkim teraz wieczorem pracować czy czytać przy żarówce zamiast przy świeczkach. Przeważnie nie jest to zła wola, tylko konstrukcja psychiczna, która umożliwia to i owo (bardzo pożyteczne), kosztem tego i owego.
A co jeżeli jest metoda, żeby trochę mniej uprzykrzać życie innym? Metoda jest tak trywialna i prosta, że uważam, że nawet ekscentrycy z wystrzelonymi w kosmos erdami potrafią ją opanować. Nie jestem genialną ekscentryczką z zasługami i erdami, ale i tak potrafię dać się ludziom we znaki. Stosuję ją więc co raz częściej, bo jakoś tak z wiekiem i samoistnie zaczęło mnie coraz bardziej obchodzić co czynię innym. Nie wiem, może erdy mi spadają i dlatego.
Metoda nie jest uniwersalna, nie da się jej zastosować normalnie w życiu i na żywo, ale na forum internetowym jest jak znalazł. Zawsze to coś. Opiera się na klawiszu Backspace.
Robi się to następująco:
1) Piszemy wszytsko, nie ograniczamy się. Np.:
„Nie chodzi o to i o tamto, tylko o tamto i owamto, nie widzisz różnicy czy tylko udajesz głupiego?”
2) Wciskamy Bacspace i kasujemy wszystko łącznie z przecinkiem po słowie owamto, a przecinek zastępujemy kropką.
Nie trzeba kastrować wszystkiego do zera, najważniejsze są momenty, kiedy zwracamy się bezpośrednio do kogoś, oceniamy i obrzucamy go zasłużonymi często inwektywami. A już szczególnie, że robimy to publicznie.
3) Po przeredagowaniu całego tekstu klikamy przycisk „Wyślij”.
Zalety stosowania takiej metody są następujące:
- Część merytoryczna wypowiedzi jest lepiej widoczna i ma większą moc rażenia. To jest zresztą główna i najważniejsza zaleta. Inwektywy, zdradzanie emocjonalnego podejścia, złośliwostki, czasem nawet żarty osłabiają niepotrzebnie czytelność naszych argumentów merytorycznych. Odwracają od nich uwagę. Adresat zamiast uświadomić sobie swój błąd, zajęty jest byciem urażonym. Publika zaś albo jest oburzona, albo zadowolona, że ktoś komuś dowalił. Nie musimy też zaczynać wypowiedzi od opinii typu: „dawno nie czytałem takiej bzdury”, bo jeżeli mamy argumenty popierające tę tezę, to one wystarczą. Inteligentny czytelnik sam wyciągnie wnioski, a na innych nam aż tak bardzo nie zależy. Zyskujemy więc dodatkowo, a efekt i tak osiągnięty.
- Wydajemy się bardziej wiarygodni i zrównoważeni. Mniej osób dzięki temu będzie próbowało weryfikować to co mówimy;)
- Nie dajemy dyskutantowi haków sami na siebie. Musi taki dyskutować tylko z naszymi niewygodnymi dla siebie argumentami i faktami, albo się zmyć, bo nie ma o co zaczepić.
- Na wypadek gdyby się okazało, że z pośpiechu opatrznie zrozumieliśmy czyjąś wypowiedź, nie ryzykujemy, że niechcący zrobimy mu przykrość.
Jeżeli nie chcemy stosować takiej metody, wtedy warto zadać sobie pytanie dlaczego aż tak bardzo zależy na publikowaniu treści kwalifikujących się do Backspace'a? Czy może jest to wręcz przymus? Co nam to daje, co dobrego zyskujemy?
Osobiście uważam, że stosowanie tej metody, to zwykła drobnostka, żadna trudność, ani żadne wielkie poświęcenie, a może rozwiązać niejeden duży konflikt.
Trzeba ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć:) Każde nawyki można zmienić pod warunkiem, że się samemu uznało, że jest taka potrzeba. Nic na siłę.
PS.
Ten post częściowo został napisany metodą Backspace.