Autor Wątek: Uzdrawianie zwierząt  (Przeczytany 3260 razy)

carolieen

  • Wiadomości: 1 062
  • Płeć: Kobieta
    • www.openwings.pl
  • Karolina Kozielska, terapia WHH i Stanów Szczytowych, zebiegi węzłów karmicznych, www.openwings.pl,
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2017-02-20, 05:41:46 »
dzieki Kinia :)

jaskier

  • Wiadomości: 908
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2017-02-16, 16:48:53 »
Czy zwierzęta mają Wyższe Ja, dusze czy coś takiego? Reinkarnują? Co się z nimi dzieje po śmierci?

kinga roszczyniała

  • Wiadomości: 903
    • www.czysteswiatlo.com
  • Kinga Roszczyniała, www.czysteswiatlo.com (konsultacje,analizy,wypalanie węzłów,sesje regresingu)
  • Status: Terapeuta
[#]   « 2017-02-16, 16:37:50 »
Chciałabym Wam bardzo polecić moją przyjaciółkę Karolinę, która robi świetne zabiegi zwierzętom. Tutaj jej strona: https://openwings.pl/
Ale do rzeczy.... :)

Pół roku temu, wzięliśmy sunię z hodowli - owczarek niemiecki, ona miała wtedy już 0,5 roku. Powoli się do nas przyzwyczajała, ale od razu zauważyliśmy, że jest dosyć wylękniona, boi się wielu rzeczy, mało też jadła i często bywała osowiała. Karolinka zrobiła jej kilka zabiegów, ale praktycznie już po pierwszym było widać bardzo duże zmiany i efekt był praktycznie po kilku godzinach - sunia zaczęła normalnie jeść. Teraz jest ułożoną, piękną suką, grzeczną, dobrą, ale i bardzo radosną :). Uwielbia ludzi i inne zwierzęta.

Drugi przykład....kilka dni temu wzięliśmy pieska - owczarek szkocki -1,5 roku. Pies został zaadoptowany z przytuliska, ale tak naprawdę chwilę wcześniej oddała go rodzina, której już się znudził. Piękna psina, ale tak wylękniona, że boi się własnego cienia. Przez swoje lęki, trochę agresywny: warczał na mnie, warczał na sunię, tylko mój partner bardzo szybko go sobie ułożył, na tyle że mógł z nim robić wszystko. Z Rimą (naszą suką), w ogóle się nie bawił, ja też go nie dotykałam :p. Wczoraj miał pierwszy zabieg z samego rana. I co się dzieje dalej. Wieczorem psy zaczynają się bawić, szaleją w domu :). Dzisiaj to samo, biegają razem po podwórku, nawiązuje się relacja. Kiedy ja dzisiaj zeszłam do salonu, gdzie oboje śpią, Baks przywitał mnie machając ogonem, bawiliśmy się też na dworze. Zmiana jest OGROMNA. Owszem, psiak nadal ma dużo lęków i widać je na każdym kroku. Ale to, co było przed zabiegiem, a po zabiegu, przerosło moje najlepsze wyobrażenia :)).

Polecam Wam bardzo Karolinę, zresztą nie tylko do pracy ze zwierzakami :).
« Ostatnia zmiana: 2017-02-16, 16:41:40 wysłana przez kinga roszczyniała »

jaskier

  • Wiadomości: 908
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-11-20, 12:36:49 »
A tam. Znajoma umarla na raka pluc. W zyciu nie wypalila papierosa, rak mial chyba podstawy genetyczne. Jak ona chciala zyc! Walczyla i chodzila do pracy mimo przyjmowania chemii.... i nic...

ontoja

  • Wiadomości: 1 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-11-19, 22:25:20 »
Co do długości życia to wola i chęć do życia są w moim odczuciu najważniejsze .Wcale nie zdrowy tryb życia ,aktywność czy nawet pogodny temperament i optymizm.

ontoja

  • Wiadomości: 1 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-11-19, 22:21:33 »
Zwierzęta, tak jak i ludzie, muszą mieć intencję do uzdrowienia. Trzeba im pokazać, jakie są korzyści ze zdrowia.  A najczęściej tego nie potrafimy.

Nie wiem czy u zwierząt też, ale na pewno u ludzi, równie ważne co korzyści z uzdrowienia, są sposoby jak osiągnąć będąc zdrowym to co daje choroba(oczywiście mówię  ukrytych gratyfikacjach bo oprócz wszelkich cierpień spowodowanych chorobą ,takie też istnieją) .Dla podświadomego umysłu a nawet  i swiadomości bilans korzyści i strat ,mimo dostrzegania korzyści ze zdrowia  i tak czasem wychodzi na minus.

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-11-14, 14:57:07 »
Tak, na pewno najłatwiej jest kiedy mamy z konkretnym zwierzęciem zbudowaną pewną relację, wzajemnie porozumienie, wtedy można w jakiś sposób wpłynąć na zwierzę swoją obecnością no i sam zwierzak kiedy jest przywiązany do właściciela i ma fajne życie to ma wtedy większą wolę, aby przetrwać. Tak mi się wydaje;)

Widzę to po mich szczurkach, bo te trafiły mi się wyjątkowo udane:) Mają fajne charaktery, wiecznie dobre humory, uwielbiają się bawić, jeść różnego rodzaju smakołyki, lubią pieszczoty i są bardzo przyjazne dla ludzi. Kiedy biegają po podłodze zachowują się jak takie miniaturowe pieski, podbiegają do mnie, abym się z nimi bawiła albo porządnie wygłaskała:) Jedna z naszych ulubienic Diana miała bardzo silną wolę życia, pani weterynarz była naprawdę w szoku kiedy tak szybko wróciła do zdrowia. Tak sobie myślę, że ona po prostu lubi swoje życie i może wyczuwa jakieś korzyści płynące z jej życia. Kiedy była na kwarantannie bardzo chciała wrócić do swoich i znów pobiegać po mieszkaniu, ale niestety ze szwami po operacji nie mogła tego robić. Może się mylę, ale widzę, że wcześniejsze nasze stado nie było już tak zabawowe jak to, niektóre samiczki były nawet agresywne i nie tak przywiązane do mnie jak te, bo nie udało mi się z nimi stworzyć takiej relacji. I jakoś tak szybko odchodziły, jedna po drugiej, na takie błahe choroby, mimo że zawsze miały zapewnione dobre leczenie. Nie widać też było, że im po prostu jakoś specjalnie na czymkolwiek zależy.

KorneliaX

Dzięki:) Gdzieś słyszałam o tej metodzie, ale się nie zagłębiałam:) Szczurek potrafi usiedzieć grzecznie, ale to zależy od osobnika:) Samce są zazwyczaj bardziej skore do pieszczot i lubią być głaskane po głowie i brzuszku;)

https://www.youtube.com/watch?v=NxIpUrEf-IQ :)
« Ostatnia zmiana: 2016-11-14, 14:59:46 wysłana przez Arwena »

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2016-11-13, 17:39:31 »
Zwierzęta, tak jak i ludzie, muszą mieć intencję do uzdrowienia. Trzeba im pokazać, jakie są korzyści ze zdrowia.  A najczęściej tego nie potrafimy.

KorneliaX

  • Wiadomości: 848
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-11-13, 16:58:31 »
Arwena
Zawsze mi się robi ciepło na sercu jak ludzie dbają o braci mniejszych :) Fajnie, że to opowiedziałaś i założyłaś taki wątek.

Ostatnio natknęłam się na przykłady uzdrowień zwierząt za pomocą metody BSM. Zwierzaki mają mniejszy mózg niż ludzie, więc nie przykłada się rąk w specjalnych układach, tylko trzyma dłoń pomiędzy uszami (np. psa). W przypadku szczura to by musiał być chyba palec... ;))) Zresztą nie wiem, czy by usiedział.
2 przykłady wyleczenia zwierząt:
http://www.samoleczeniebsm.pl/opinie.html





Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-11-13, 15:54:16 »
Ultraviolet

Dziękuję:) W obu przypadkach to było podejście "spróbuję, nie mam nic do stracenia", a wiedziałam, że na pewno w żaden sposób im nie zaszkodzę, bo za bardzo je kocham;) Bardzo się cieszę, bo znów przekonałam się jak niewiele trzeba na tak wspaniałe efekty:) Nawet kiedy wierzyłam, że im pomogę to nie spodziewałam się, że te efekty przyjdą tak szybko.

Kiedyś bardzo marzyłam o tym, aby zostać weterynarzem, nawet kształciłam się w tym kierunku, ale częsty kontakt ze zwłokami, chorobami i cierpieniem zwierząt był dla mnie zbyt odrzucający. Im wrażliwsza się stawałam, tym bardziej mi to przeszkadzało i okazało się, że cała misja ratowania zwierząt nie była warta mojego odrzucenia siebie i odcięcia się od swojego wnętrza.

Takie duchowe pomaganie zwierzętom jest dla mnie dużo przyjemniejsze i zagłębianie się w takie praktyki i rozwijanie ich ma dla mnie teraz większy sens, bo sama dzięki temu w jakiś sposób zbliżam się do siebie i poszerzam swoją świadomość.

Co do tego czegoś "elfiego" we mnie, to widocznie coś w tym jest, bo nie jesteś pierwszą osobą, która postrzega mnie w podobny sposób ;)


Ultraviolet

  • Wiadomości: 213
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-11-12, 23:48:24 »
Arwena
Cieszę się słysząc o Twoich sukcesach w uzdrawianiu zwierzątek :) . Masz w ogóle w sobie coś  takiego "elfiego" a podobno duchy natury są właśnie jakby opiekunami zwierząt, i podobno można je prosić w modlitwach o pomoc dla zwierząt.

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-11-11, 18:51:09 »
Cześć:) Interesuje mnie temat uzdrawiania zwierząt. Czy mieliście z już z taką pracą do czynienia? Jakie znacie techniki i co o tym myślicie? Kiedyś zainteresowałam się bioenergoterapią dla zwierząt, ale jakoś do końca tego nie czułam i nie zagłębiałam się jakoś mocno w temat. Teraz miałam pewne pierwsze doświadczenia w pracy z energią z moimi szczurkami i muszę przyznać, że sprawiło mi to dużo radości i było bardzo ciekawym dla mnie doświadczeniem. Czuję, że mam ze zwierzętami jakieś takie dobre połączenie i że mogłabym im naprawdę w ten sposób pomagać (tym którym naprawdę da się pomóc, a nie po to żeby przedłużać ich cierpienia).

Pierwszą sytuację miałam po warsztatach u Kingi Roszczyniały z uzdrawiania duchowego, sporo fajnych rzeczy się nauczyłam, otworzyłam na coś nowego dla mnie i nabrałam ochoty na więcej, więc zaczęłam sobie czytać na ten temat, ale tak na spokojnie, bez większych planów. Pokryło się to z chorobą mojej szczurki, która już dwa razy miała wycinany nowotwór. Za pierwszym razem nie męczyła się, ale guzek trzeba było wyciąć, bo rósł w dość szybkim tempie. Dianka jakoś wróciła do siebie, była bardzo dzielna i miała silną wolę przeżycia, a do tego wspierałam ją modlitwami (pani wet mówiła, że w całej jej karierze nigdy nie widziała, żeby szczur tak szybko wybudził się z narkozy i od razu wstał na nogi). Niestety w krótkim czasie w tym samym miejscu pojawił się drugi guz i znów trzeba było ją operować. Po drugim zabiegu nie mogła już dojść do siebie, byłam u najlepszej pani weterynarz specjalizującej się w chorobach szczurów w mieście, ale za wiele nie mogła zaradzić. Powiedziała, że nie może mieć niestety pewności, że wycięła wszystko, bo guzki znajdowały się w tkance mlecznej, która u szczurzyc zajmuje sporą część ciała i fizycznie nie można jej w całości usunąć tak jak np. w przypadku listwy mlecznej u suk. Szczury bardzo ciężko diagnozować, nie ma też w tym celu specjalistycznego sprzętu, który mógłby wykrywać choroby w tak małych organizmach. Chemia też nie wchodziła w tym wypadku w grę. Prawdopodobieństwo wystąpienia przerzutów było wysokie i jedyne co można było zrobić to sterylka, która u szczurzyc jest bardzo ryzykowna, a nawet nie miałyśmy pewności czy przyczyną nowotworu były hormony związane z układem rozrodczym. Dianka bardzo się podłamała, ciężko znosiła kwarantannę (szczury to stadne zwierzęta i źle się czują samotne w klatce), była osowiała, zalękniona i co najgorsze okropnie schudła. Wet, który ściągał jej szwy się przeraził i kazał stosować specjalną dietę i wmuszać w nią jedzenie, ona z kolei karmę wywalała z miski i jak już coś łaskawie zjadła to tylko smakołyki podane do pyszczka i to w bardzo małych ilościach.

Zamiast więc wpychać w nią jedzenie na siłę postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i zrobiłam jej spontanicznie zabieg oczyszczający. Na początku bałam się ją dotykać i skupiać na komórkach nowotworowych, bo nie miałam do siebie pełnego zaufania co do swoich własnych intencji, nie chciałam aby to przeszło na mnie, a wiem że takie energie lubią się do ludzi "przyklejać". Skorzystałam więc z oczyszczającej energii ognia i zapaliłam przed klatką świeczki. Po wyciszeniu, krótkiej medytacji i modlitwie wszystko działo się spontanicznie, intuicyjnie czułam co mam robić. Pozdejmowałam z niej napięcia i przy okazji wizualizowałam jak komórki chorobowe wychodzą z niej i wpadają do ognia, spalają się i znikają. Wzmacniałam w niej zdrowie, zrobiłam modlitwę i powierzyłam wszystko Bogu. Diana podczas zabiegu miała nieco zdziwioną minę:D Ale ogólnie była spokojna, choć z natury jest bardzo ruchliwa.

Po wszystkim zostawiłam ją w spokoju i niedługo później zastałam ją w miseczce jak, że tak to ujmę - wpierdzielała karmę aż jej się uszy trzęsły, której od tygodni nie chciała tknąć. Szczęka mi opadła kiedy to zobaczyłam, wcześniej ułożyłam jej specjalną dietę, żeby nabrała apetytu i nic. Od dnia zabiegu całymi dniami jeśli nie spała to jadła i jadła, skubała wszystko co było w klatce. Chciałam zrobić jej jeszcze jakiś wzmacniający zabieg, ale nie czułam aby była taka potrzeba. Diana szybko wróciła do siebie, jak na razie nie ma przerzutów, jest wesoła, energiczna, futro jej odrosło, dzięki apetytowi jest już dwa razy większa, czyli taka jaki powinien być zdrowy szczur. Ciężko uwierzyć, że to przypadek, szczególnie że mam szczury od wielu lat i nigdy nie widziałam tak nagłej zmiany w zachowaniu zwierzęcia i stanie zdrowia w tak krótkim czasie.

Ostatnio inna ze szczurzątek Freya odczuwała jakiś ból związany chyba z kręgosłupem. Promieniowało jej to też na łapki, tak że nie mogła się wspinać i potem kulała też na jedną łapkę. Ona ogólnie ma jakieś wady związane z budową jej ciała, ale do tej pory funkcjonowała normalnie. Tutaj widziałam, że coś jest nie tak, wiedziałam że cierpi, spała samotnie w nienaturalnej pozycji.

Zrobiłam jej zabieg, przebiegał nieco inaczej, tutaj głównie czułam, aby powierzyć ją całkowicie Bogu. Otwierałam się na wszystko co najlepsze dla niej, niezależnie czy ma to być uzdrowienie czy zakończenie jej życia. Moją intencją było to, aby przestała cierpieć. Wizualizowałam też jak boskie światło przepływa przez jej ciało wzdłuż kręgosłupa i go oczyszcza. Czułam w trakcie niesamowite ciepło na sercu, tą przyjemność odczuwałam aż fizycznie. Czułam, że z miłości do niej oddaję ją w pełni Bogu, bo wiem, że przy Nim jest całkowicie bezpieczna. Dziś mijają dwa dni od zabiegu, a ona chodzi, je i wspina się już normalnie. Po tym doświadczeniu nie miałam już potrzeby zastanawiać się już nawet czy to zbieg okoliczności czy to moja Moc zadziałała, tylko podziękowałam Bogu za wparcie i cóż... Jeśli będę miała kolejne przypadki będę próbować i ćwiczyć dalej:)