Oglądałem właśnie start drugiej połowy ekspedycji 34 na międzynarodową stację kosmiczną. Nic szczególnego, nawet najbardziej typowy lot najpowszechniej wykorzystywanej rakiedy (Sojuz) i też powszechnego modułu (też Sojuz) na środku dupy świata (Bajkonur). Ale to pierwszy start jaki obserwowałem na żywo, i najpierw się wzruszyłem a potem już centralnie popłakałem

))
Ludzie uczący pokoju czy porozumienia miedzy religiami tak na mnie nie działają -- tak naprawdę rozwiązują tylko problemy stworzone przez innych ludzi. Ale loty kosmiczne... to przekroczenie ostatecznej granicy, która jest jak najbardziej realna i fizycznie istniejąca. I nawet mimo tego że kiepsko nam to idzie (ostatni człowiek chodził po księżycu 40 lat temu), to... I tak samo to że się staramy przekroczyć swoje największe ograniczenia, które będą wymagały tytanicznego wysiłku, ze strony wszystkich ludzi na planecie, niezależnie od koloru, narodu czy religii.
Samo to że się staramy czyni nas niesamowitą rasą

))) Nawet jeśli 99,99% z niej nie ma zielonego pojęcia o Kosmosie, poza tym że to te kropki na niebie w nocy
