Cała ta historia bardzo mnie zasmuciła ponieważ zawsze wierzyłem że ludzie którzy rozwijają się duchowo a bynajmniej coś ze sobą robią to ludzie UCZCIWI.
Też w to naiwnie wierzyłam i ufałam długo, aż się kilka razy przekonałam, że
ludzie w rozwoju duchowym to cały przekrój społeczny.
Są ludzie uczciwi, spokojni, z otwartym sercem, życzliwi, przyjaźni, uprzejmi, kulturalni, bezpieczni, budujący, pozytywni, harmonijni, radości, wspierający, w miłości, normalni w kontaktach społecznych, z adekwatnym poczuciem własnej wartości,
ale są też kłamcy, zaburzeni psychicznie, patologiczni, nieżyczliwi, plotkarze, psychopaci, chamscy, agresywni, negatywnie nastawieni do wszystkiego co inne, zakompleksieni i przez to umniejszający tych co są z tej pierwszej grupy lub całe otoczenie, udający lepszych niż są pod otoczką "mistrzowską", a w dodatku mierzący miarą tych swoich dysfunkcji i tak oceniający otoczenie.
Po tych doświadczeniach zdystansowałam się i dojrzałam i nie mierzę ufną miarą deklaratywnego i pokazywanego rozwoju duchowego, tylko patrzę na człowieka bez tej aury. Jest teraz o wiele lepiej i prościej w kontaktach z ludźmi:)