maryna - Jak dla mnie to pokazujesz pewne skrajności, przy okazji wpadając w te przeciwne, a prawda tkwi nieco bardziej po środku.
moim zdaniem osoba chcaca na tym zarabiac powinna miec przedewszystkim zero problemow z pieniedzmi , bo bedzie to rzutowac na jakosc jej uslug , ktore musza wyplywac z czystego energetycznie zrodla i czystych intencji , bez zaburzen po drodze. to musi byc oryginal.
Z tym się kompletnie nie zgodzę. Na mojej drodze rozwoju pomogły mi bardzo różne osoby i zdecydowana większość z nich miała większe bądź mniejsze problemy z pieniędzmi, a przynajmniej jeszcze nie zarabiała tak jakby chciała. To, że ktoś ma problem z kasą czy z czymś tam innym, nie znaczy że nie będzie mi w stanie zrobić trafnej analizy, porządnej sesji regresingu, skutecznej modlitwy czy cudownie działającego zabiegu uzdrawiającego. Świat nie jest czarno biały i nie dzieli się na niemal oświeconych mistrzów i duchową hołotę.
Ja sam miałem przez długi czas problemy z zaniżanie duchowej wartości innych ludzi. Jak widziałem u kogoś jakieś większe wady to łatwo mi było przekreślać taką osobę, jako rozwojowca, ale to było bardzo niesprawiedliwe i głupie. Na szczęście w końcu mi to puściło i potrafię zauważać, ile cudownych rzeczy potrafią mieć do zaoferowania ludzie wokół mnie. I nie muszą być genialnie rozwinięci. Wiesz, nawet ktoś kto ma mocno obciążoną karmę i dużo problemów na głowie, może mieć mocno rozwinięty talent i czyste intencje co do przejawiania go. I taka osoba, mimo że na pierwszy rzut mocno niepoukładana - może Ci zaoferować coś naprawdę cennego. No, ale z takim podejściem to odbierasz sobie szansę na doświadczanie czegoś takiego, a z własnego doświadczenia powiem Ci że nie warto

Jasne, na świecie jest pełno pseudorozwojoców - oszustów, nieprzytomnych świrów i innych nieciekawych osobników. To jest bardzo specyficzny światek, który jak ktoś pisał wcześniej - przyciąga cały przekrój ludzi. Można się więc i naciąć i pozytywnie zaskoczyć. Grunt to mieć otwarte serce do ludzi i starać się nie patrzeć na nich przez swoje filtry.
Nastawianie się, że "zaufam tylko wysoko urzeczywistnionym mistrzom" sprawia, że z automatu odrzucasz mnóstwo wartościowych możliwości. A jeszcze te wyobrażenia o tym, co znaczy bycie wysoko urzeczywistnionym mistrzem też mogą być błędne i koniec końców można się znowu naciąć. Nie szufladkujmy więc odgórnie ludzi i dajmy sobie i innym przestrzeń. Z miłością, otwartym sercem zawsze jesteśmy bezpieczni w tej przestrzeni, więc nie musimy innym narzucać naszych wyobrażeń o nich. Wtedy może się okazać że ktoś całkiem niepozorny może dużo dobrego wnieść do naszego życia.
A przy okazji chciałbym zauważyć, że osoby o niższej świadomości to też nie mają za bardzo czego szukać u znacznie wyżej urzeczywistnionych mistrzów, ponieważ tacy mistrzowie z reguły mają już inne postrzeganie rzeczywistości. Mam na myśli przede wszystkim fajną cechę jaką jest prostota. Kiedy wszystko staje się takie proste i oczywiste, nie da się już wchodzić w te skomplikowane i porąbane struktury mentalne, w jakich się tkwi na niższych pułapach świadomości. Taki mistrz widzi proste i oczywiste rozwiązanie np. "odpuść ten wysiłek i zaufaj bardziej Bogu", a taka osoba potrzebuje podrążyć, poanalizować, itp. bo dla niej to są zbyt ogólne rady i ona nie wie co z nimi zrobić w praktyce.
No i tu z pomocą przychodzą ludzie, którzy oświeconymi buddami nie są, mają coś fajnego do powiedzenia, ale sami jeszcze pracują nad różnymi rzeczami, więc im się chce pewne tematy drążyć i analizować. I taka osoba pomoże w takim przypadku znacznie skuteczniej.
To jest taki pozorny paradoks, że im ktoś wyżej od Ciebie będzie rozwinięty, tym mniej skutecznie może być w stanie Ci pomóc! Bo on nie będzie zniżał swojej świadomości, żeby Cię zrozumieć i dotrzeć do Ciebie, a Ty nie będziesz sięgać do niego, żeby zrozumieć w pełni co on ma na myśli.
Sam się spotykałem też z przypadkami, że pisząc o związkach jeszcze za czasów jak nie spotkałem mojego ideału i wylewałem swoje żale, że wciąż muszę czekać - zarzucano mi, że moje rady związkowe nie są wartościowe i że pogadamy jak stworzę ten idealny związek. I tacy ludzi zamykali się na to, co miałem wartościowego do przekazania (a co nieco by się na pewno znalazło, mimo że część poglądów mi się zmieniła, ale to standard przy pracy nad sobą), tylko dlatego że nie pasowałem im do pewnej wizji. Teraz nagle stałem się jakimś tam autorytetem w tych tematach i ludzie dużo chętniej mnie pytają o związkowe sprawy, mimo że pewną mądrość posiadałem w tych tematach już wcześniej. Te same rady wcześniej były bezwartościowe, bo nie były potwierdzone moim urzeczywistnieniem, a teraz nagle już są

W kwestii pieniędzy mam jeszcze nad czym popracować, jest coraz lepiej, ale urzeczywistnianiem bogactwa zdecydowanie nie można tego nazwać. Wiem jednak w jaki sposób do tego bogactwa można dojść i sam tą drogą podążam, co prędzej czy później skończy się moim urzeczywistnianiem w tym temacie. I co teraz? Znowu nie jestem godny wypowiadania się na temat pieniędzy, bo nie zarabiam kokosów i nie realizuje jeszcze pracy życia? Tak się składa, że mam pewne bardzo mocno talenty związane z prowadzeniem innych ludzi i wskazywaniem im ich problemów, skutków działań czy rozwiązań, więc jestem w stanie pomóc komuś dużo zmienić w życiu, nawet kiedy sam mam jeszcze z czymś problemy.
Ten rozdźwięk wynika z tego, że po prostu podłączenie się pod Boską mądrość, intuicje, prowadzenie jest duuuużo łatwiejsze niż urzeczywnistnie tego wszystkiego. Ta mądrość jest na wyciągnięcie ręki i można z niej obficie korzystać, ale realizacja tej całej mądrości, kiedy się tak daleko od niej odeszło - wymaga czasu i tego się nie przeskoczy. Toż to potrafią minąć lata od uświadomienia do urzeczywistnienia danej rzeczy! A dzielić się można świadomością, nie tylko urzeczywistnieniem i właśnie to pierwsze jest wystarczające w wielu przypadkach do skutecznego prowadzenia innych ludzi.