Czasami jest tak, że jakaś zachcianka się musi "wysycić" aż sama odpadnie. Takie świadome pozwalanie sobie na coś i obserwacja tego też ma sens przez jakiś czas. Czasami długi 
gdy ktoś nie ma nad tym władzy to zostaje mu zaakceptowanie i obserwacja i to jest ok (o ile w jego stanie psychicznym/ emocjonalnym jest zdolny do jednego i drugiego).
może tak być u jednej osoby, że sie tym zmęczy, a u drugiej (i to jest większość) się to wcale skończyć nie musi i kończy sie jak życie albo zdrowie jest już w ruinie.
to "przesycenie" to chyba wlasnie z tego wynika, że ktos sobie zda sprawę, że właśnie w kierunku ruiny to zmierza.
generalna zasada jest taka, że im dalej w uzależnienie, tym gorzej, a w samo branie nie jest wpisany koniec z własnej woli, częściej koniec z jakiejs formy wyniszczenia , energetycznego lub fizycznego.