Zakładam wątek, bo to u mnie temat-rzeka :/
Proszę o przemyślenia w temacie, jak to sami rozwiązaliście, jak działa taka mentalność itp -- wszystko

Głównie w temacie roszczeniowósci wobec życia. Reszta postu to moje wynurzenia, niekluczowe dla wątku

W domu w tym temacie była sieczka, dostawałem albo dużo albo bardzo mało、ale też zawsze miałem wmawiane o ile lepiej mam od innych, materialnie i emocjonalnie. Z perspektywy czasu widzę że u tych innych to była już patologia;)
Ogólnie cały czas odbija mi się karmicznie ten "zły król" -- nadużycie mocy aby sprawować władzę i krzewić swoje poglądy. Oczywiście "w dobrej wierze."
Jakiś czas temu usłyszałem, że u mnie moc kreacji otworzy się, kiedy wypali się roszczeniowo-brylująca cżęść mojego ego. I zgadzam się, prawie wszystkie udane kreacje wypływały u mnie z potrzeby dzielenia się z innymi. Wszelakie "zachłanne" wizualizacje w stylu pływania w pieniądzach lub wysłuchiwania cudzych komplementów zawsze odbierałem jako nie OK, i były raczej nieskuteczne. (Nie OK dla mnie, oczywiście. Dla ludzi bez moich obciążeń mogą działać.) I OK, to ego powoli się zmniejsza. Znów -- w dobrym tego słowa znaczeniu, to umniejszanie wynikające ze świadomości, a nie że się poniżam a żal dupę ściska

Ostatni tydzień pokazał mi że chyba jestem w stanie największego "uniżenia" dotychczas, i że nie mam już tak wielkiej potrzeby nadrabiania sobie za poprzednie braki.
Gdybym teraz dostał 100 milionów? Pierwszą myślą nie są jachty, samochody czy gadżety, a jak to mądrze wykorzystać dla wszystkich. Bo to by znaczyło nie że WRESZCIE BÓG SIĘ NA MNIE POZNAŁ ŻE MI ZALEŻY HAHAHA a że Bóg powierzył mi to w jakimś celu. I żadnego głoszenia ideologii

Tylko z tego wszystkiego rzeczywiście już zaburzyło (a może naprostowało?

) mi się postrzeganie tego na ile zasługuję, ile dawać w zamian i kiedy przestać dawać. Oraz o ile prosić -- znów nie ludzi, a świat? Uff ._.