Tylko, że to mitochondrialne DNA ma też swoje znaczenie w organizmie

więc mimo wszystko powstałe organizmy są genetycznie modyfikowane i ma to wpływ na cechy jakościowe danego organizmu - przynajmniej według genetyki.
Mitochondria są dziedziczone w linii żeńskiej (zdarzają się nikłe, bardzo nikłe przypadki, że jakiś osobnik odziedziczy mitochondria po ojcu) więc w ten sposób można zobaczyć i ustalić swoje drzewo genealogiczne.
Odtąd już moje przemyślenia.
Jedna sprawa, mniej istotna, to to, że zmieniając takie DNA robi się zamieszanie odnośnie pochodzenia i dany osobnik może "załapać" podatność na choroby genetyczne z innej linii rodowej (co powinno być sprawdzone przed takim transferem-sprawdzając drzewo genealogiczne taj osoby).
Ważniejsze, moim zdaniem, są choroby genetyczne wynikające z uszkodzeń w DNA mitochondrialnym, np. cukrzyca połączona z głuchotą jest wynikiem mutacji w mitochondrialnym DNA. I teraz, sprawdzając drzewo rodowe załóżmy danej kobiety, która chce mieć dziecko i określając, że wystąpiła dana choroba związana z zaburzeniem w DNA mitochondrialnym można by wyciąć taki odcinek i wkleić zdrowy od innej kobiety, u której we wcześniejszych pokoleniach taka choroba nie wystąpiła. Teoretycznie można by stworzyć projekt zdrowej komórki pod kątem prawdopodobnych chorób wynikających z uszkodzeń w mitochondriach. Choć niestety z mutacjami jest tak, że nie da się ich przewidzieć więc nawet mimo dobrego projektu nowego mitochondrium, może nastąpić jego popsucie. Całkowicie pomijam tutaj wpływ intencji, duchowości itp.
A, nie opowiadam się za takimi metodami (żeby mnie ktoś źle nie zrozumiał). Dla mnie samej jest to temat dość kontrowersyjny i trochę przerażający.