Starfire,
no to witaj w klubie

"Łańcuchy oddechowe i fotosynteza tak mi się spodobały, że dostałam 6 z pierwszego kolo nt ;}"
biorąc pod uwagę skalę 2-5 na studiach, dostanie 6 no.. brawo brawo!

"Powodzenia w realizacji swoich zamierzeń! Świat teraz potrzebuje specjalistów, którzy jednocześnie nie byliby związani z lobby farmaceutycznym, tacy ludzie mogli by bardzo dużo wnieść dla przemian świadomości, która mają obecnie miejsce na naszej planecie. Jak to mówią w UK, sound science powiązana z duchowością zamiast z jednej strony konserwatywnego lobby a z drugiej 'nawiedzonego newage'a'

"
Chciałam spróbować jak to wygląda od strony praktycznej, czy rzeczywiście można coś podziałać, przez ostatnie kilka miesięcy miałam praktyki w Instytucie Onkologii. Najpierw pracowałam na białkach (głównie spektrometria mas białek nowotworowych, uczenie się samodzielnej elektroforezy, tworzenia matryc), ale z jednej strony to był trochę hardcore, bo sporo rzeczy po angielsku (w tym obsługa programów, do dziś tego nie rozumiem), a z drugiej to co bardzo mi się tam nie podobało - konieczność podporządkowywania się zwierzchnikom. Nie mam na myśli tu siebie, bo nie byłam normalnym pracownikiem tej placówki, ale właśnie naukowców, którzy tam pracowali. Nie mogli wychylać się poza określona ramy, a przecież na tym polegała ich praca.. by eksperymentować. Podsuwałam koledze artykuły, czasem naukowe ze stron uniwersyteckich, czasem inne na temat alternatywnego leczenia raka. Interesowało go to, ale wprost powiedział, że oni muszą wykonywać pracę wg określonych projektów, które przychodzą z góry. Wymyślali tam też swoje prace badawcze, ale zawsze musiały się one mieścić w tych sztywnych ramach. Poza tym stwierdził (jako pracownik), że kogo interesowałoby potwierdzenie, że wit C może mieć wpływ na uleczalność raka? przecież tego nie da się opatentować więc i nie byłoby z tego kasy (jego prywatne zdanie jest zupełnie inne, na szczęście jest za uleczalnością, a nie wiecznym i mało skutecznym leczeniem).
I szczerze... skuteczność tych wszystkich badań moim zdaniem, jest dość niewielka, tym bardziej, że moja opiekunka wprost mi powiedziała kiedy jedno doświadczenie mi nie wyszło, żebym się przejmowała, bo 90% pracy ich wszystkich idzie tu na marne. No cóż.. to mi jeszcze bardziej podcięło skrzydła.
Wiedza tych ludzi jest przeogromna, ale wg mnie to mało sensowne wykorzystywanie ich potencjału.
Z drugiej strony, później przeniosłam się na hodowle komórkowe, co już dużo bardziej mi pasowało, bo tu wreszcie robiłam dużo manualnych rzeczy. Testowaliśmy wpływ różnych związków chemicznych na migrację komórek nowotworowych, głównie glejaków. Całkiem to ciekawe było, nauczyło mnie dużej precyzji i dokładności. Miałam też okazję zobaczyć hodowle komórek macierzystych serca.. choć wyglądało to niezbyt apetycznie

Generalnie podobało mi się, ale w tym środowisku szuka się coraz to mniejszych cząsteczek, czegoś to ma wpływ na raka, czegoś co da ostateczną, naukową odpowiedź, jak i dlaczego powstaje rak. Jeśli chce się w tym siedzieć, to ilość wiedzy jaką trzeba sobie przyswoić jest ogromna, w tym słownictwo tak dziwne i trudne, że czasem trzeba się zastanowić czy aby dana osoba mówi w tym samym języku

Właśnie ta wiedza, plus wielokrotność powtórzeń eksperymentów i do tego stosowanie się do założeń "góry" bardzo mi nie pasuje. Na pewno na dzień dzisiejszy nie chciałabym poświęcić życia takiej pracy, może ewentualnie kilka lat. Bardziej mnie to interesuje jako hobby.
Odnośnie MMS-a, to kiedyś na cudzie coś tam próbowałam rozkminić i pisać jak to działa od strony molekularnej, choć już nie pamiętam z tego za dużo: (podałam tam chyba też parę linków)
http://www.cudownyportal.pl/forum/watek.php?id=402&pid=409516&p=26#409516