Chyba mija mi już:)Na sam koniec choroba, ale spoko, czuję w sobie od tygodnia, w sercu, taka moc, światło, wczesniej tego nie miałam i nie czułam, tak, bo ja to fizycznie odczuwam, jakbym miała w środku płomień, ognisko, światło bardzo jakby gorące, to jest przyjemne dla serca, ale i dla ciała, daje to tez odczucie bezpieczeństwa, jakbym sie odnalazła w sobie.. Co ciekawe, ni z gruchy ni z pietruchy zmieniły mi sie intencje w kilku tematach, które wczesniej uwarzałam że sa dobre i właściwe i napewno "sama" bym ich niezmieniła bo było perfekt;) Przyzwyczajam się, zaufanie do Boga napewno wzrosło, i spokuj, jakas walka mi odpuściła, której nawet wczesniej nie zauwazałam.
ps, mozliwe że to chodzi tylko o serce anie ogólnie o energie, chyba że wpłyneło to na wszystko ale głównie na serce. Mimo otwartego serca, fizycznie wczesniej nie czułam przepływuw w tym rejonie;/ i czułam jakis kompleks w tym temacie i upośledzenie. Na sercu ficzycznie nie czułam w medytacji przyjemności i ciepła. Teraz czuję jakbym miała tam rurki przez które płynie paliwo, odkrywam fizyczne aspekty ruchu energi, wkońcu;p a medytacje są gorące;p
zachwycam się ta nowością dla mnie:)
I cieszę, że pokonałam swuj kompleks i uwierzyłam, że mam piękne serce.