U mnie falami zmieniało się nastawienie do rzeczywistości wokół mnie. Najczęściej był to przejmujący lęk z depresją, zdarzały się również doświadczenia szczytowe, gdzie dominowała ogólna radość, przytomność, ekstaza wręcz. Można powiedzieć, że na pewnym etapie wynikało to z praktyki medytacji oraz rebirthingu, uświadomień - takich mini oświeceń gdy wchodziłam w inny ważny da mnie etap rozwoju. Potem zostałam przytłoczona, przez silniejsze obciążenia, które musiałam ruszyć bardziej zaawansowanymi technikami. Rzeczywiście pomagało, stany które opisuje Grant w swojej książce o peakstates, są mi teraz coraz bliższe. Nie potrafię ich rozróżniać tak jakbym tego chciała, jednak bardzo często jestem głęboko spokojna, zadowolona, pozostaję w stanie zakochania. Gdy poddaję się medytacji przychodzi coś podobnego jak w czasie praktyki i doświadczania tantry - błogość i przyjemność. Chciałabym bardziej rozróżniać te wszystkie stany - jak na razie zlewają mi się w coś ogólnie pozytywnego - jako jedna przyjemność.
Miałam raz w życiu doświadczenie ekstazy i prawdę mówiąc nie mogłam tego przetrzymać. Moje ciało świrowało, serce nie dawało rady. Po konkretnej praktyce WHH (około 20 razy), odblokowałam sobie pewne ważne ośrodki, moje ciało stało się wolne po latach ugruntowanej depresji. W bliskim czasie spotkałam bardzo harmonizującego partnera co mi dołożył dodatkowo wibracji.
Był okres, około 2 tygodni gdy trwałam w stanie olbrzymiej błogości i ekstazy. Czułam ją głównie w głowie i na sercu. Nie mogłam chodzić wtedy na zajęcia, bo blokady w nogach i dłoniach, trochę dawały o sobie znać. Wykręcało mi od tej przyjemnej energii ciało, ciągle się przeciągałam, nie mogłam leżeć w miejscu. Rozsadzało mi czakry z przyjemności, miałam wrażenie że tego nie wytrzymam. Śmiałam się i płakałam co jakiś czas, tak dziwnie wyginało mi ciało, które nie mogło znieść zbyt wysokiej harmonii i tych doświadczeń, na które się otworzyłam. Trwało to dwa tygodnie, a ja myślałam, że zgłupieję. Wtedy właśnie zaczęłam nieco pojmować Boga, który jawił mi się jako nieskończona miłość, przyjemność i błogość. Rozchodziła mi się z serca taka miłość, że nawet pragnęłam aby to już zniknęło, skończyło się i przestało mnie męczyć. Po jakimś czasie miałam skurcz w okolicach klatki piersiowej, gdzie przyjemność ostatecznie się rozeszła. To nieco niesamowite, ale wiem, że można dostać orgazmu na czakrach, bądź tylko wybranych. To było jedno najsilniejsze wydarzenie, doświadczenie szczytowe jakie miałam szansę doświadczyć w tym życiu.
Po tym okresie, ono odnawiało się jak i inne, jednak nie w takim dużym nasileniu. Najwspanialsze jest kiedy ta przyjemność i ekstazja może czyścić, umysł, duszę, ciało...po prostu nie ma wtedy przed Bogiem niemożliwego.
Obecnie czuję dużą błogość i przyjemność na sercu od 3 dni, jednak nie potrafię sprecyzować co to za stan bądź doświadczenie. Wiem, że ekstaza i błogość wynikająca z długich medytacji i uzdrawiania może naprawić wszystko. To cud!!!

)