Pozytywne Inspiracje
Forum => Rozwój osobisty i prosperity => Wątek zaczęty przez: Indra w 2013-03-19, 23:44:41
-
Zakładam nowy wątek, myślę, że może się przydac, bo chyba większość z nas boryka się z jakimś tam poczuciem braku. Zapraszam wszystkie osoby, którym udało się to choćby z grubsza uzdrowić do podzielenia się z nami, jak sobie radziły. Chciałabym się dowiedzieć, jak uzdrawiać poczucie braku, jeżeli podświadomosc nie zna niczego innego, niż brak, na tym bazuje od zawsze, brak to dla niej naturalny stan. Jak wówczas pokazac, że istnieje pełnia, że coś takiego w ogóle jest możliwe? Nie chodzi tylko o materię, ale mam na myśli też innych ludzi.
Logicznym lekarstwem na poczucie braku jest doświadczenie pełni, ale póki się ma swiadomosc braku to ona przeciez nie pozwala przyciągnąć tego, czego nam brakuje. Jak to obejść? jak obejść wiarę pś, że tego, czego pragnie po prostu NIE MA?
-
Indirka - ano, ano...
Na niedawnej sesji/zabiegu u Leszka załapałam jedno - zamiast skupiac się na braku, np.; tego, ze nie przychodzi coś czego chcemy - warto skupić się na DOCENIENIU tego co przychodzi mimo, samo z siebie, niby obocznie. Kiedy skupiamy się tylko i wyłącznie na braku, to blokujemy coraz bardziej przepływ... aż nawet te "oboczne sukcesy" przestają sie zjawiać, zwiększa sie stres, poczucie nieszczęścia, żalu itp. Czyli de facto sami sobie dowalamy.
Ja się zatem teraz ćwicze w docenianiu "pobocznych sukesów". Choć nie da się ukryć, ze chętnie bym podoceniała i pocieszyła się też z tych "głównych" ;) ... to już rozumiem, ze póki nie zacznę się cieszyć z tego co mam i wykorzystywać to z korzyścią dla siebie i innych - to pewnie będe nadal blokowac spełnienie w tym, czego najbardziej chcę.
Myślę, ze jednak dobry Bóg nie wyposażałby nas w pragnienia typu związki miłości, dostatek, zdrowie, bezpieczeństwo itp. - nie dając przy tym mozliwości ich spełnienia. Zatem wszelkie pragnienia główne i podstawowe, zgodne z ND, na pewno zostaną spełnione, o! Tym bardziej, ze przeciez te elementy zawierają sie w boskiej pełni :)
-
Asia
no własnie ;)) już w trakcie pisania poniższego posta sama poczułam, że sama sobie szkodzę skupiając się na braku, poczułam, jak mocno poswięcam uwagę temu, czego nie mam. W dodatku sama się nakręcam przekonaniami, iż nie tylko tego czegoś nie mam, ale nigdy miała nie będe, bo to zwyczajnie nie istnieje nigdzie na swiecie. No i tym samym dupa zbita ;)) chciałabym jakoś przekonać pś, że to nie jest prawda, ale w tym wypadku musi mi wierzyc chyba na słowo, bo pokazac nie mam jak. No i sama mam mocne wątpliwosci co do istnienia tego, czego pragnę ;)) zatem wymysliłam sobie, iż zacznę dawać sobie/przyjmowac od innych coś pokrewnego do tego, o co mi chodzi, co dość szybko jest dla mnie mozliwe do osiągnięcia i to bez większego wysilku z mojej strony. Aczkolwiek na razie nie będę na forum pisala o co chodzi, bo to dość kontrowersyjna sprawa ;) ale sedno jest takie, aby poczuć, iż we wszechswiecie jest jakaś pełnia i mogę jej doswiadczac.
"Myślę, ze jednak dobry Bóg nie wyposażałby nas w pragnienia typu związki miłości, dostatek, zdrowie, bezpieczeństwo itp. - nie dając przy tym mozliwości ich spełnienia. Zatem wszelkie pragnienia główne i podstawowe, zgodne z ND, na pewno zostaną spełnione, o! Tym bardziej, ze przeciez te elementy zawierają sie w boskiej pełni :)" -- dzięki za to!! pięknie napisane i przemawia do mnie :)))
-
Sprawa jest prosta. Afirmować dostatek lub nadmiar.
A do tego odreagować bol rozstania z łożyskiem. Ten ból jest zazawyczaj przejety telepatycznie od matki.
-
Rozumiem, że afirmowanie dostatku lub nadmiaru sprawdza się również przy poczuciu braku harmonijnych partnerów do związku? bo odnośnie bogactwa materialnego sprawa wlasnie wydaje się w miare prosta, gorzej z potencjałem ludzko-anielskim ;>
-
Ja póki co zajadam ten brak :(
-
Gdzieś na fb przeczytałem, że człowiek dąży do tego, żeby zostać KIMŚ, a nie docenia tego, KIM jest już teraz i w efekcie jego TERAZ nie jest doświadczeniem pełni. A TERAZ jest ciągle i żeby się zmieniło jakościowo, trzeba zacząć zmieniać TERAZ a nie za rok.
-
Indra,
nadmiar i dostatek to stan świadomości nie odnosi się tylko do posiadania czegoś (np. pieniędzy). Więc rozwijanie nadmiaru sprawdza się w każdej dziedzinie, tylko trzeba temat kontemplować :).
-
Kinga
Dziękuję :))) też mi się tak wydawalo :) chyba trzeba skupić się na pełni w sobie, poprosić Boga o inspiracje i pokazanie tej obfitosci, na początek to chyba sluszny kierunek.
-
Pewnie :) Bóg to zawsze słuszny i dobry kierunek :))
-
Jak to mówią:
Pokochaj siebie, a inni cię też pokochają.
Tylko bez przesady. Nie żadać, by nas wszyscy kochali :)
-
Ok, kochaj siebie, otwieraj się na pełnię - to rzeczy oczywiste, lecz dla kogoś, kto przez długi czas doświadczał uczucia permamentnego braku czegos konkretnego (np.: związku, pieniędzy, bezpieczeństwa itp) - mogą być abstrakcyjne i trudne do wykonania.
Sądzę, że pierwszymi krokami do niwelowania poczucia braku w życiu, jest stopniowe docenianie tego, co się ma (zarówno materialnie, jak i z umiejętności/talentów), przekierowywanie na to swojej uwagi, zaprzestanie porównywania się z innymi, zaprzestanie nadmiernejkrytyki wobec samych siebie. Do tego praca nad podniesiem samooceny (tak, by móc zacząć naprawdę kochac siebie).
Jak tu droga zostanie przetarta, to mozna coraz bardziej otwierać sie na koncepcję pełni i nadmiaru - bo wtedy będzie już miała szanse zostać przyjęta (bez złości i frustracji), a i otwartość będzie wtedy większa, by ów nadmiar i pełnia mogły zacząc się manifestować.
-
Temat w sam raz dla mnie. Od najmłodszych lat czuję, że czegoś,kogos mi brak. Nie wutwarzałam tego poczucia w sobie nie skupialam sie ono poprostu było, żaden mężczyzna na dłuższą metę nie zapełnił tej pustki, nie zapełniło tez niestety dzieciatko. Całe zycie mam wrazenie ze czekam na kogos, tak jakby mial sie ktos w moim zyciu pojawic. To nie sa jakies babskieromantyczne wymysly, to jest glęboko we mnie. O co chodzi? Jak moge sie tego pozbyc.
-
Cóż, dzieciątko nie zapełnia pustki. Wprost przeciwnie - uwypukla ją. Dopiero wtedy widać kogo tu jeszcze brakuje :(
Poza tym dzieciątko nie od tego jest , nieprawdaż ? :)
Mi sie wydaje, ze to poczucie pustki-braku, może też jest spowodowane dość powszechnym przekonaniem, że "Nie można mieć WSZYSTKIEGO".
I że to niby jest jedno z głównych praw materii.
Czyli jeżeli ma sie pieniądze, np, to już nie szczęście, itp, itd.
A niby dlaczego, pytam ?
-
Poczucie pustki, braku to bardzo ważny temat.
Dusza odrzuca z powodu traum aspekty siebie. W tym miejscu powstaje pustka, brak.
Na rzeczywistym poziomie duszy, jest ona pełna. W wyniku wypierania aspektów siebie, powstaje pustka i poczucie braku.
Traumy powodują odcięcie świadomości od rzeczywistych aspektów siebie. I wchodzi się wtedy w pustkę.
Dusza wtedy dąży do wypełnienia tej pustki. Niestety, zazwyczaj zamiast cofnąć się, wejść w traumę, przekroczyć ją, szuka tego, czym może wypełnić pustkę gdzieś indziej, a konkretnie w iluzji. I tak pustkę wypełnia substytutami aspektów siebie.
Nigdy to nie jest stałe, takie wypełnienie substytutami. Trzeba ciągle je nakręcać. Trzeba działać w pętli, żeby zamazywać poczucie pustki w danym obszarze, żeby uciekać świadomością od tej pustki i mieć ciągłe wrażenie, że tej pustki nie ma.
Zawsze, jeżeli będzie się uciekać od poczucia pustki, będzie się uciekać w iluzję. W iluzję, że coś mamy itd.
Poczucie pustki bazuje na kłamstwie, w które dusza wierzy. To kłamstwo tworzy brak świadomości tego, co tak naprawdę składa się na nas na poziomie duszy.
Dusza nie widzi czegoś, co tak naprawdę ma. Ma poczucie pustki w tym miejscu i stara się to wypełnić.
Gdy np. nie ma kontaktu ze swoją rzeczywistą wartością z powodu traumy, jest tam pustka, bo ten rzeczywisty aspekt jest wypierany poza świadomość i znika z oczu duszy. Wtedy ona dąży do wypełnienia tego wartością, ale jest to sztuczna wartość, substytut. Wartość, którą dusza bierze z zewnątrz do wewnątrz. Ktoś może np. studiować 3 kierunku na studiach, żeby stworzyć poczucie wartości siebie. Innymi słowy, żeby przestać czuć brak wartości siebie.
Inny przykład. Gdy nie ma się kontaktu z dostatkiem w sobie, rzeczywistym aspektem siebie, dąży się do wypełnienia tego, zdobycia tego, a ponieważ jest trauma, która odgradza nas od rzeczywistości, szukamy na zewnątrz siebie dostatku. Z zewnątrz czerpiemy ten dostatek do wewnątrz. Zarabiamy więcej, kupujemy więcej przedmiotów, żeby stworzyć wewnętrzne poczucie dostatku. Czyli, żeby wypełnić poczucie braku dostatku.
I tak dalej.
Według mnie, rozwiązaniem nie jest ucieczka od poczucia braku. Bo zawsze będzie się wchodzić w substytuty czegoś, co tak naprawdę już w nas jest. A substytuty to iluzja, to sen. Rozwiązaniem jest wejście w tą pustkę. Nie walka z nią, wejście w nią. Pustka jest iluzją.
Każde działanie oparte na uciekaniu od poczucia braku, wzmacnia realność tej iluzji, że czegoś nie mamy, wzmacnia realność pustki, braku. I to tworzy jeszcze silniejsze odcięcie od nas rzeczywistych.
Im większe działanie z poczucia pustki, żeby od niej uciec, tym silniejsze odcinanie świadomości siebie rzeczywistych, pełni, która już teraz w nas jest.
Pustka to iluzja. Powstaje w wyniku wypierania ze świadomości aspektów siebie z poziomu rzeczywistości. Na pewnym poziomie siebie zamykamy oczy i nie widzimy czegoś, co tak naprawdę w nas jest i jesteśmy przekonani, że tego nie mamy, bo tego nie widzimy, nie czujemy.
Kreacje bazujące na poczuciu pustki, tworzą iluzję, tworzą substytuty. Wchodzimy jeszcze bardziej w świat iluzji. Może być super, fajnie, ale to dalej sen. W śnie też może być przyjemnie i fajnie, ale sen to sen.
Czym innym jest kreacja, która jest ekspresją pełni w nas. Wtedy taka kreacja jest przedłużeniem czegoś, co już w nas jest.
Pustka nie jest czymś rzeczywistym w nas. To iluzja. Więc, gdy nasze działania służą zapełnieniu tej pustki, wymazaniu jej ze świadomości, tworzymy kolejną warstwę iluzji, którą przykrywamy tą iluzoryczną pustkę.
Z tego, co zauważyłem, nawet, jak coś niby się ma, zazwyczaj są to substytuty jakichś aspektów siebie rzeczywistych. Takie substytuty trzeba ciągle podtrzymywać. Trzeba ciągle tworzyć ich realność. Wtedy dana osoba, jej poczucie ja, jest osadzone w sztuczności, jest osadzone w iluzji.
Miłość, nawet najprzyjemniejsza, może okazać się substytutem tej rzeczywistej. Rzeczywistą odrzuca się na bardzo głębokim poziomie siebie, i wypełnia powstałą pustkę substytutem tej miłości, iluzoryczną miłością, sztuczną.
Większość działać ludzi, dusz, to tworzenie, gromadzenie substytutów. To dążenie do pełni. Jednak dzieje się to w złym kierunku. Bo to dążenie prowadzi do iluzji. I wchodzi się w coraz przyjemniejsze iluzje, w których nie czujemy pustki czegoś.
Kreacje bazująca na pustce, na poczuciu, że czegoś się nie ma, zawsze prowadzą głębiej w iluzję. Kontrolujemy światem zewnętrznym tak, żeby uciekać świadomością od poczucia pustki w różnych obszarach siebie. Wchodzimy w związki, żeby dały nam miłość, bo czujemy jej brak, ale to, co dostajemy, to substytut. Poczujemy go przez jakiś czas i związek zacznie się psuć. Coraz trudniej będzie kontrolować sytuację, żeby odczuwać miłość. Związek zacznie się psuć, rozsypywać. Dlaczego? Bo taki związek służy generowaniu substytutów w sobie. Nie jest miejscem, gdzie następuje ekspresja miłości w sobie, ekspresja siebie rzeczywistych.
Czym innym jest związek, gdy wchodzi się w niego, żeby dostać miłość, a czym innym jest związek, gdy wchodzi się w niego, żeby wyrażać miłość, która już w nas jest.
Dlatego uważam, że prędzej czy później i tak zmęczymy się tym uciekaniem od tej pustki, od poczucia braku i wtedy wejdziemy w to poczucie pustki, a wtedy okażę się, że... światełko zapali się i zobaczymy pełnię swojej istoty. A wtedy będzie dziać się emanacja pełni nas, aspektów nas, które już teraz są. Nasze działania będą wypływać z czegoś, co już w nas jest, a nie z iluzorycznego poczucia pustki.
-
Martinus, pięknie !
"Czym innym jest związek, w który wchodzimy, żeby dostać miłość, a czym innym związek, w który wchodzimy, żeby wyrażać miłość która już w nas jest".
Dziękuję.
Bardzo :)
Wynika z tego, ze odczuwanie braku/pustki może być zbawienne.
Bo dopiero wchodząc w pustkę - dajemy szanse światełku, żeby zaiskrzyło :)
Ale jest taki lęk przed tym wejściem !
Bo chyba trzeba najpierw wejść w tą traumę od której się tak ucieka, którą nie chce się już pamiętać i do niej wracać.
I do tego taka melancholia, ssanie, nuda, lęk, po prostu.
Że już nie ma nic. Żadnej nadziei.
I jak w tę pustkę wejść - bezpiecznie ?
Pozwolić jej na zaistnienie ?
Medytować na pustkę ?
Czy po prostu już opuścić ramiona , usiąść w załamaniu kompletnym i powiedzieć - dalej już nie daję rady ? :)
-
Odkrywać w sobie miłość i nią zapełniać tą pustkę.
Najlepszym sposobem na poradzenie sobie z pustką czy poczuciem braku jest koncentracja na przeciwieństwie tego, czyli dostatku tego czego nam brakuje.
-
Martinus fajnie, że to napisałeś :) Tak jest, działanie w swoich pętlach karmicznych. Coś udało nam sie uzyskać na poziomie iluzorycznym, to powstaje przekonanie, że tak własnie należy działać. Utwierdzanie się w swojej petli z której ciężko wyjść, bo to jest „znane” używane często. Odpuszczenie prowadzi przez wejście w swój strach , a tego nikt nie lubi doświadczać, więc wracamy do znanego w swoje pętle.
Marylka, są tacy ludzie co potrafią duszy pokazać wyjście z pętli :) ale jeżeli pracujemy sami, to jednak nie mozemy unikać pokonania swojego strachu nie wchodząc w niego. Moja dusza zmierzała mocno do śmierci, wiec żeby przestała naciskać, musiałam posiedzieć w tej śmierci.. Fizycznie opadłam z sił maksymalnie, energia mnie składała, ale przecież to od nas wszystko zależy. Pozwolenie sobie na przekonanie się, że to tylko nasz kod na duszy, a przecież i tak jesteśmy tu i teraz i nic nam nie grozi. Po takich przejściach zaczynamy rozumieć swoją siłę, że my decydujemy o naszej energii, a nie ona decyduje o naszym życiu.
-
Davvidia,
wibracja śmierci ( w różnych wariantach - czy to chorob czy to ludzi, którzy z uporem maniaka zawzięli się żeby zniszczyć człowieka, totalnie w proch - skąd ja to znam ), towarzysząca człowiekowi, kiedy on ucieka i stara się ratować za wszelką cenę.
Wejść w to ? Strach samemu :(
Są ludzie pomagajacy wyjść z tej pętli ? Really ? :)
Clint - easier said than done :)
Trudno koncentrować się na dostatku znając tylko brak, bo nawet trudno go sobie WYOBRAZIĆ !
W sensie , jak to wygląda.
Podobnie z ODKRYWANIEM w sobie miłości . Trochę to może przypominać takie 'wyduszanie' na siłę.
-
Trudno koncentrować się na dostatku znając tylko brak, bo nawet trudno go sobie WYOBRAZIĆ !
W sensie , jak to wygląda.
Podobnie z ODKRYWANIEM w sobie miłości . Trochę to może przypominać takie 'wyduszanie' na siłę.
To wcale nie jest takie trudne - wymaga tylko motywacji, cierpliwości i samozaparcia. Przede wszystkim każdą cechę urzeczywistnienia, której nam brakuje można kontemplować. Kładziemy łapkę na odpowiedniej czakrze i powtarzamy sobie dane słowo koncentrując się na odczuciach i obserwacji tego co się dzieje. Przy większych oporach można przeafirmować to, co nam blokuje daną cechę. Jak się człowiek uprze to nie ma szans, żeby to nie wyszło, nawet gdyby to miało zająć lata i wymagało dodatkowych zabiegów.
Ja miałem ogromne braki w miłości, gdy zaczynałem rozwój. Strasznie tęskniłem za nią i potrzebowałem, żeby ktoś mi jej w końcu dał, bo przez całe życie praktycznie w ogóle jej nie doświadczałem. Siebie nienawidziłem, czułem tylko niechęć i brak akceptacji dla tego jaki byłem. No, ale zależało mi na tej miłości, więc poświęciłem naprawdę dużo czasu na jej kontemplacje i medytacje w temacie. Starałem się też ją dawać sobie na różne sposoby - mówić do lustra, że się kocham, zmieniać nastawienie do siebie, afirmować, wizualizować sobie jak daje miłość tym niekochanym częścią mnie, itd. Dużo pracy w to włożyłem, ale efekty przeszły moje najśmielsze oczekiwania.
W tym naprawdę nie ma nic trudnego. Trzeba tylko szczerze chcieć i być gotowym zrobić to, co konieczne.
-
Cierpliwość i samozaparcie - nie są moją mocną stroną. Nie kojarzą mi się miło z poprzednich wcieleń. Byłam cierpliwa dla idiotów. I z samozaparciem harowałam, chociaż nie musiałam.
To było 'in vain' ;))
Ale łapka na czakrze przemawia do mnie :)
Kontemplacja troche trudna ( bo jak zacznę to może zacznie się coś niemiłego uruchamiać ), ale ok with me, bo mało wysiłku, a ja już ciut zmęczona jestem.
Lustro ? Too.
Chociaż jak widzę tą kobitkę w lustrze, która tak próbuje i próbuje, to albo czuję zażenowanie, albo mnie to śmieszy i zniechęca :)
Ale w sumie "W tym naprawdę nie ma nic trudnego" , tylko motywacja, cierpliwość i samozaparcie. Choćby lata . . . ;)))
-
Odkrywać w sobie miłość i nią zapełniać tą pustkę.
Najlepszym sposobem na poradzenie sobie z pustką czy poczuciem braku jest koncentracja na przeciwieństwie tego, czyli dostatku tego czego nam brakuje.
To daje dobre efekty, jednak nie każdy potrafi wytworzyć w sobie pożądany stan czy cechę. Mi w medytacji najlepiej udaje się koncentrować na radości i zadowoleniu i tak też robię. Z miłością idzie nawet dobrze, ale zawsze po drodze jakieś opory wychodzą. Im więcej tych oporów, tym kontemplacja trudniejsza, pojawia się senność, uciekanie myślami ;) Rączek do czakr nie przykładam, bardziej staram się całą sobą wprowadzić w konkretny stan, na przykład poczucie wdzięczności.
-
Każdy sposób jest dobry, jeśli działa :)
Ja lubię przykładać dłonie do czakry przy kontemplacji, bo pomaga to w koncentracji jakby na źródle danej cechy. Tak jakoś konkretniej potrafię to poczuć.
-
Polecam wszystkim książkę "W dżungli niepewności" Beaty Pawlikowskiej. Jest to dialog autorki listowny z jedną z jej czytelniczek właśnie o braku poczucia własnej wartości, braku miłości. Szczera do bólu książka, czytelniczka pisze o tym jak czuje się jak śmieć, a Beata wspiera ją i daje swoje wskazówki z drogi, którą juz sama przeszłą. Dla mnie ta książka jest bardzo osobista i kobieca, ale być może i mężczyźni tam odnajdą coś dla siebie.
-
Gdy np. nie ma kontaktu ze swoją rzeczywistą wartością z powodu traumy, jest tam pustka, bo ten rzeczywisty aspekt jest wypierany poza świadomość i znika z oczu duszy. Wtedy ona dąży do wypełnienia tego wartością, ale jest to sztuczna wartość, substytut. Wartość, którą dusza bierze z zewnątrz do wewnątrz.
Według mnie, rozwiązaniem nie jest ucieczka od poczucia braku. Bo zawsze będzie się wchodzić w substytuty czegoś, co tak naprawdę już w nas jest. A substytuty to iluzja, to sen. Rozwiązaniem jest wejście w tą pustkę. Nie walka z nią, wejście w nią. Pustka jest iluzją.
Kreacje bazujące na poczuciu pustki, tworzą iluzję, tworzą substytuty. Wchodzimy jeszcze bardziej w świat iluzji. Może być super, fajnie, ale to dalej sen. W śnie też może być przyjemnie i fajnie, ale sen to sen.
Miłość, nawet najprzyjemniejsza, może okazać się substytutem tej rzeczywistej. Rzeczywistą odrzuca się na bardzo głębokim poziomie siebie, i wypełnia powstałą pustkę substytutem tej miłości, iluzoryczną miłością, sztuczną.
Tylko jak rozpoznać że to nie miłość prawdziwa, gdy się czuje że ona jest tak wspaniała i cudowna że na pewno jest prawdziwa?
Temat bycia w pustce i kreacji substytutów jest mi bardzo znany i analizowany u siebie od kilku lat.
Ja w wyniku traumy odcięłam się zupełnie od siebie i stworzyłam nowy substystut siebie, nową sztuczną siebie, nową sztuczną osobowość którą oparłam na wzorowaniu się na starszej siostrze.
Poczucie pustki miałam bardzo silne, czułam się samą pustką, bo nawet nie potrafiłam dostrzec swojego istnienia.
Miałam w swoim życiu przyjemne okresy z dużą ilośćią przyjemnych uczuć i będąc pewna że to przejawiam się prawdziwa ja z prawdziwymi emocjami.
Teraz wiem że potrafiłam stworzyć sobie substytuty przyjemnego życia dzięki sprzyjającemu otoczeniu i śćiągając to od innych ludzi. Gdy otoczenie się zmieniło, nie potrafiłam tych uczuć utrzymać i znikły mi wszystkie. Z zewnątrz wprowadzałam do wewnątrz.
Ja cały czas stosuje metodę wychodzenia z pustki poprzez wchodzenie w nią, na tyle ile dam radę bo to jest trudne i trzeba do tego odwagi aby dać radę to poczuć.
Njałatwiej to poczuć podczas sesji oddechowej.
-
Inga,
kiedyś miałaś substytuty, bo inaczej byś nie przetrwała.
Cos o tym wiem :)
Teraz znikły, bo widocznie dasz radę ? :))
Bless you !
-
Tylko jak rozpoznać że to nie miłość prawdziwa, gdy się czuje że ona jest tak wspaniała i cudowna że na pewno jest prawdziwa?
Temat bycia w pustce i kreacji substytutów jest mi bardzo znany i analizowany u siebie od kilku lat.
Ja w wyniku traumy odcięłam się zupełnie od siebie i stworzyłam nowy substystut siebie, nową sztuczną siebie, nową sztuczną osobowość którą oparłam na wzorowaniu się na starszej siostrze.
Poczucie pustki miałam bardzo silne, czułam się samą pustką, bo nawet nie potrafiłam dostrzec swojego istnienia.
Miałam w swoim życiu przyjemne okresy z dużą ilośćią przyjemnych uczuć i będąc pewna że to przejawiam się prawdziwa ja z prawdziwymi emocjami.
Teraz wiem że potrafiłam stworzyć sobie substytuty przyjemnego życia dzięki sprzyjającemu otoczeniu i śćiągając to od innych ludzi. Gdy otoczenie się zmieniło, nie potrafiłam tych uczuć utrzymać i znikły mi wszystkie. Z zewnątrz wprowadzałam do wewnątrz.
Ja cały czas stosuje metodę wychodzenia z pustki poprzez wchodzenie w nią, na tyle ile dam radę bo to jest trudne i trzeba do tego odwagi aby dać radę to poczuć.
Njałatwiej to poczuć podczas sesji oddechowej.
Nie wiem, jak ktoś może rozpoznać miłość, czy inną rzecz, czy to substytut, czy nie. Raczej potrzebna jest duża samoświadomość. Czasami te silniejsze bardzo, bardzo trudno u siebie zobaczyć, praktycznie niemożliwe. Tak bardzo utożsamiamy się z tym, scalamy. Im pewnie silniejsza trauma na duszy, tym silniej trzymamy się jakiegoś substytutu, żeby stracić świadomość tej traumy.
Z tego, co zauważyłem, większość tego, co robią ludzie, to wchodzenie w substytuty. Większość działań ludzi odcina świadomość od traum na duszy, żeby wchodzić w substytuty.
Mi jakiś czas temu pojawiła się zdolność widzenia, czucia przestrzeni w duszy, i czuję obszar, gdzie jest aspekt, co symbolicznie pokazuje mi się też jako stojąca postać, i jednocześnie w innym miejscu widzę i czuję część zapętlonej świadomości danej osoby, w takiej pętli, gdzie ta świadomość jest w sztucznej tożsamości, która robi pewne działania w celu gromadzenia, tworzenia danego substytutu. Im więcej tych działań, tym więcej substytutu i większe zamknięcie w tworzonej iluzji. Mniejsza świadomość tego, co jest poza.
Te pętle można przyrównać do takich kokonów. W tych kokonach zamknięta jest część świadomości, która utożsamia się z daną sztuczną tożsamością. I z tej sztucznej tożsamości wykonuje się jakieś działania, których celem jest właśnie gromadzenie, tworzenie substytutów. Im większe zamknięcie w takim kokonie, tym słabsze widzenie, że jest się w kokonie, że jest się w iluzji, że to substytut, a nie rzeczywistość.
Jak zobaczę z dalsza daną osobę, widzę jak wiele jej części tkwi w takich pętlach karmicznych, ciągle tworząc, gromadząc substytuty, aby tylko odcinać się od głębszych poziomów siebie.
Z tego, co widzę od dłuższego czasu, większość ludzi, którzy idzie niby duchową ścieżką, tak naprawdę ucieka od traum na duszy, i tworzy swój iluzoryczny, piękny i uduchowiony świat. Taki sen. Fajny, uduchowiony sen. Wydaje się wtedy, że wszystko jest ok, bo jest w życiu fajnie, bo są fajne uczucia itd., ale jak patrzę na to z zewnątrz, to widzę, jak bardzo dana osoba jest zamknięta w swoim kokonie. Żyje we śnie.
Większość kreacji, czy to wykorzystując źle napisane afirmacje, czy inne metody, tak naprawdę tworzy cięcie świadomości od tych głębszych poziomów siebie, gdzie są nieprzyjemne odczucia, gdzie są traumy na duszy itd., i tworzy również ten kokon energetyczny, w którym zamykana jest świadomość. A w tym kokonie wchodzi się w trans, iluzję. Jest fajnie. Jest przyjemnie. Ale dla mnie to podobny stan, jak po wzięciu narkotyków.
Bardzo ważna jest szczerość do siebie w tym wszystkim.
Jeszcze jedno. Może komuś się to nie spodoba, co napiszę, ale z tego, co widzę, większość osób, które używa rozwoju duchowego, tak naprawdę ucieka od siebie. Afirmacje, dekrety itd. po to, żeby uciec od siebie, w jakąś wersję fajniejszą, uduchowioną siebie. Ciągle takie bycie odwróconym plecami do siebie i szukanie czegoś fajniejszego. Bo ja jestem niedoskonały, bo ja jestem niepełny, bo czegoś mi brakuje, bo coś trzeba zmienić we mnie itd.
Prawdopodobnie jest tak, że im silniejsze odcinanie czegoś w nas, tym silniej będzie się to przejawiać przed naszymi oczami, w otaczającej rzeczywistości, w lustrze. I będą pojawiać się w naszym życiu osoby, które będą nas drażnić.
Nie wszystko da się przeafirmować. Osobiście nie lubię afirmacji, bo zauważyłem, jak one odcinają od głębszych poziomów siebie. Jak wrzucają w te kokony, w którym tworzy się kolejną iluzję. Traci się wtedy świadomość głębszych poziomów siebie. Bardzo głębokich poziomów siebie. I ma się wtedy wrażenie, że to działa. Tak, działa, ale jakim kosztem. Działa, bo wrzucamy siebie w kolejny sen, jednocześnie tracąc świadomość rzeczywistości.
Afirmacje działają jak farba. Jest coś w nas, co nam się nie podoba, afirmujemy, i tworzy się warstwa farby na tym. Jest super, to, co było wcześniej, zniknęło. Niestety, raczej nie zniknęło.
Na pewno są pewne afirmacje, które tak nie działają. Trzeba je też odpowiednio stosować. Na pewno nie na siłę, żeby wypieprzyć syf z siebie (nie lubię tego określenia), jak to często wiele osób robi.
Takie moje myśli z tego, co zauważyłem ostatnio, od jakiegoś czasu. Nikogo oczywiście nie zmuszam, żeby się zgadzał z tym. Najlepiej sprawdzić samemu.
Ja stosuję sesje z duszą do integracji tych wypieranych aspektów siebie. Widzę, jak jakaś część mnie jest w pętli, jak wykonuje jakieś działanie, które podtrzymują dany substytut. Potem czuję opór duszy przed rzeczywistym aspektem, następuje odstrojenie duszy od wyobrażeń, myśli itd., związanych z tym, potem dusza wchodzi w taki obłok światła, w którym widzi naturę danego aspektu, wtedy otwiera się na przyjęcie tego aspektu, potem poznaje informacje związane z tym aspektem, z jego naturą, i na koniec jest przyjęcie tego aspektu, integracja.
Na początku trudno mi było zauważyć, że jestem w pętli, ze wchodzę w taką pętlę, z czasem zacząłem wchodzić w pętle, jednocześnie obserwując to. I wtedy zacząłem też czuć w tle dany rzeczywisty aspekt.
-
Ooojjj.....:)
Dobrze piszesz
Własnie tak jest, ze często rozwuj, jego narzedzia, są wykorzystywane do tworzenia miłych kokonów. Narzędzia takie jak afirmacje, dekrety, ale nie tylko. Różne kursy bazujące na energi "skądś".
Z technikami jak z nożem. Mozesz sie nim zabić lub ocalić życie. W zalezności od intencji wszystko działa.
Często stosuje sie techniki rozwoju by nie widzieć głębszych ran w sobie i móc zwalić tzw lustro w zyciu na karmę negatywną innych wobec nas. Często się zdaża.
-
Martinus, fajnie piszesz co do afirmacji.
Przez ostatnie 20 lat zastosowałam ich chyba 5-6 .
Nigdy nie lubiłam ich pisać.
I faktycznie te, które pisałam - zadziałały :)
Ale ja je czułam ! I pisałam chętnie.
Wolę modlitwę. Wizualizacje. Regresing.
-
Marylka:)
Afirmacje blokują bardzo często głebokie uzdrowienie u osób z lękami, u osób z toksycznych rodzin z silnym zaznaniem bycia ofiarą. Takie osoby są zbyt przerazone wewnętrznie. I mozna je poznać na 1szy rzut oka po zacisnietej energii, aurze. Takie kruszynki, puki co:) mogłyby spotkac na swej drodze w uzdrawianiu ludzi, któży wytłumaczą im w jakiej pozycji są i z czego to wynika i jak można z tego wyjść, i ze można. to często daje więcej, niż afirmacja, która np o bezpieczeństwie- przyprawic moze o jeszcze wiekszy lęk z ktorym sobie ta osoba nie poradzi i nabieze złych przekonań do afirmacji- które same w sobie nie są złe, sa dobre. jest tylko czasem zły czas na afirmacje a lepszy na terapię i inne techniki, takze z działu rozwoju ducha. Ale przedewszystkim- samoświadomośc położenia.
-
Olga, no na-resz-cie !!!
Nareszcie sie ciut rozjaśnia.
Bo afki nie sa złe.
Ale . . . Nie zawsze dobre :)
Np afki bezpieczeństwa, przecież to rusza lęk. A jeżeli ruszy ten podstawowy ?
Ten basic fear ?
Przecież człowiek sam sobie z tym nie poradzi !
Leszek kiedyś wspominał, że kiedy go on naszedł, wtenczas przez 3 dni z łóżka nie wychodził, do łazienki to pod ścianą przemykał :)
I dziekuję za te 'kruszynki' - tak ciepło to nazwałaś :))
Znam ich kilka. I o dziwo jedną taką baaardzo znajomą, z lustra ;))
-
A czy kreowanie sobie czegokolwiek za pomocą afirmacji ma cokolwiek wspólnego a duchowością? Ja wątpię. Dla mnie to coś w rodzaju sztuczki magicznej.
-
I czy podniesienie jakości życia jest równoznaczne z wyższym poziomem duchowym? Wg mnie nie. A afirmacje do tego służą.
-
Inga
To zależy od tego co się zrobi z tym co się wykreuje i od tego po co się to kreuje. Może ale nie musi służyć rozwojowi duchowemu.
-
Zależy co kto rozumie przez jakość życia, jedni chcą fury komóry i skóry, dla innych jakość to wyrzsza wartość, np spokojne zycie na wsi i zdrowe relacje z bliskimi, a jeszcze dla innych jakośc zycia łączy się z duchowością by duchowośc ostatecznie reprezentowała jakość zycia, jakośc istnienia, czyli najwyrzsze wartości.
Afirmacji nie urzywałam nigdy, ale wiem że wielu osobom przynosza skutki dobre jeśli podchodzą do tego bardzo świadomie, jesli wczuwają się w wibracje energii płynącej wraz z afirmacją. Ci co maja zablokowane czucie będą to robić bez efektów, najpierw trzeba odblokować się.
Wysoka samoświadomośc siebie i świata po uprzednim uporządkowaniu znacznym spraw z działu psychologii osobowości, dzialu zwykłego zycia, relacji, wolności od innych [ szczerej i prawdziwej a nie oszukanej], kontrola nad sobą, swoją energią = silna wola i promieniująca witalna aura czyli mocna energia takze do transformowania świadomości i blokad w ciele. Silna wola to silne skupianie energii uzdrawiającej na sobie, to jedno a drugie, medytacja, samoobserwacja. kreowanie tez jest połączone z wolą i siłą stwurczą, im czystrzy umysł i nastawienie na dobro i miłość tym wszystko samo sie dzieje i nie trzeba nic kreować. Sztuka jest pokonanie lęku przed zaprzestaniem kreacji i puszczenie się w nurt światła. Ci co są nastrojeni na dobro i inne cechy ktore wypisałam w tym akapicie, w duzym %, dostaną to, co trzeba. Pojawi sie to, co trzeba, i ile trzeba. puszcza napięcie zajmowania się wieloma ziemskjimi sprawami, one poprostu są, często aż w nadmiaże, no bo tak to u Boga jest, ze jak go wpuścisz to tak cie obleje wszystkim ze ho ho;) ale trzeba puscic napięcia w tematach.
-
A czym są afirmacje? Niczym innym jak regularną koncentracją na określonej treści i uczuciu z tym związanym. Jak to może być samo w sobie złe bądź dobre? Przecież to oczywiste, że sama koncentracja (czyli afirmowanie) nie jest dobre bądź złe, ale sposób w jaki się to robi. Można się na koncentrować na sensownych, korzystnych treściach, jak i na ograniczających bzdurach. Można sobie coś na siłę wciskać, a można też na luzie przyjmować pewną treść. To wszystko robi ogromną różnicę w efektach.
Co złego może wyniknąć z tego, że ja będę się np. regularnie koncentrował na uczuciu z którym świadomie się zgadzam i które rozumiem: "zasługuje na miłość"?
Dlatego ja zawsze preferowałem ogólnikowe afirmacje otwierające na jednoznacznie korzystne i dobre rzeczy, a nie afirmowanie np. konkretnej pracy, kiedy nie mam pewności przecież że jej dostanie jest zgodne z moim ND.
Można sobie afirmować rzeczy, które pozwolą nam się trzymać z dala od sedna problemów i tworzyć sobie złote klatki. No, ale to już każdy na własną odpowiedzialność kreuje swoją rzeczywistość.
W ogóle to ciekawa dyskusja wynikła - sam się szczerze mówiąc zastanawiałem ostatnio nad ograniczeniem ilości afirmacji i nie robieniem tego już tak masowo jak kiedyś. Lepsze chyba będą pojedyncze, uderzające w sedno afki, a do tego inne techniki, medytacje i takie tam.
-
W ogóle, a propos afirmacji , to tak sobie myślę, że dobrze bywa, gdy np najpierw jest usuniecie "kłody"- różnymi technikami, np regresingiem, a potem dopiero koncentracja na pozytywach, np przez afirmowanie.
Najpierw musi zaistnieć przestrzeń, pustka - dopiero potem jest miejsce, na to, żeby coś tam wprowadzić :)
-
Ostatnio "zwalczyłam" w sobie poczucie braku, poprzez przekierowanie energii i uwagi z tematu, w którym czułam brak i na tymże braku się skupiałam, aż do frustracji i zniechęcenia - na dziedzinę, która przynosi mi teraz satysfakcję na bieżąco, chociaż trzeba jej poświęcić trochę pracy, czasu... i energii :)
I nie chodzi tutaj o "zapracowywanie się" czy "działanie, by nie mysleć" - a o autentyczne przekierowanie energii i uwagi, kórą wpychaliśmy brak, w działanie, które moze przynieść nam poczucie zadowolenia i satysfakcji na bieżąco i przez dłuzszy czas.
Na pewno nie jest to jedyny sposób, ale dla mnie jest nie tylko skuteczny, ale i twórczy :)
-
Według mnie są 2 rodzaje kreacji. Podobnie jak jest działanie i niedziałanie (np. taoizm).
(1) Kreacja ze sztucznej tożsamości (ego). Podstawą takiej kreacji jest wiara w nieprawdę. Ze czegoś nam brakuje, że coś jest nie tak z nami itd. Zaczynamy w czymś takim od nieprawdy, w jaką wierzymy. Więc każda budowla na tej nieprawdzie, będzie wzmacniać jej realność, realność iluzji. Z czasem, zejdzie to poza świadomość, ale dalej będzie. Taka kreacja powoduje zamykanie się na coś więcej. Zamykamy się w kokonie iluzji, w śnie. Mamy swoją kreację, doświadczamy jej, ale to jest jak doświadczanie świata snu podczas spania. To sen, to nie rzeczywistość.
(2) Kreacja z poziomu siebie rzeczywistego. Można to nazwać podobnie jak działanie-niedziałanie, niekreacją. Już nie ego kreuje, ale kreacja dzieje się. Jest wyrazem czegoś, co jest w nas. Jest w nas miłość, miłość wyraża się na milion sposobów, np. nawet, że mieszkamy w fajnym mieszkanku, pojawiamy się w związku fajnym itd.. Życie w takim mieszkanku jest wyrazem miłości do siebie, która jest w nas. Taka kreacja wyraża rzeczywistość w nas. To dzieje się praktycznie samo. Dlatego podobnie, jak w taoizmie, można nazwać to niekreacją. Kto inny kreuje niż poprzednio. Z innego miejsca kreacja zaczyna się. Tutaj kreacja jest wyrazem czegoś, co już w nas jest.
Tą drugą kreację - z tego, co widzę, co zauważyłem ze swoich wglądów itd. - blokuje ta pierwsza. Coś chcemy, wpychamy się w różne obszary, bo chcemy, żeby były po naszemu, ale po naszemu w sensie zgodnie z tym, jak chce ego, czy sztuczna tożsamość, w której tkwimy. A ona - czy musi wiedzieć, co tak naprawdę jest dla nas najlepsze? Czy na pewno najlepsza jest dla nas ta i ta praca? Czy na pewno najlepszy dla nas jest ten i ten partner, czy ta i ta partnerka?
Badałem ostatnio afirmacje w przestrzeni duszy, którą widzę i zauważyłem właśnie, że wiele z nich, które się stosuje, odcina świadomość na głębokim poziomie duszy, od traum duszy, a niżej od jej rzeczywistych aspektów. Tworzy się taki wir najpierw, potem kokon, i tam zamykana jest część świadomości. Od środka jest pięknie, ale z zewnątrz widać, że to kokon, jakaś zamknięta przestrzeń.
Sprawdzałem różne afirmacje i niektóre mam wrażenie osłabiają opór duszy przed jej rzeczywistymi aspektami. Ale też, zacząłem je sprawdzać po kilka razy, wymawiać kilka razy i zauważyłem, że to jest złe, bo wtedy robię to z intencją usunięcia tego oporu. Zacząłem robić to ze sztucznej tożsamości. A jak siedzę w iluzorycznym siebie, walcząc z iluzją, tak naprawdę wzmacniam tą iluzję, powołuję ją do życia.
Np. takie afirmacje: "To w porządku, gdy wyrażam miłość". Czuję, że jak to powie się raz, świadomie i tyle, tylko raz, wtedy to osłabia opór. Ale jak zacznie się to wałkować z intencją usunięcia oporu przed miłością, wtedy ten opór się tylko wzmacnia.
W ogóle od dłuższego czasu pracuję z puszczaniem kontroli w różnych obszarach życia i efekty mnie zadowalają. Gdy przestaję kontrolować, wychodzi na powierzchnię świadomości coś fajniejszego, być może to moja wyższa jaźń, być może ja prawdziwy. Wtedy jest takie płynięcie. Rożne rzeczy same się dzieją. Robię sobie sesję, nie muszę się przejmować, co dalej, nie muszę się wysilać, napinać, samo się dzieje. Podobnie z wglądami. Kiedyś robiłem wglądy w dusze i był tam wysiłek, chciałem mieć wgląd, chciałem, żeby się to udało. Teraz, odprężam się, nie idę za impulsami, żeby coś tam zrobić, gdy czuję, że to sztuczne tożsamości, aż w końcu jest moment, gdy pojawia się taka obojętność na to, czy będę miał wgląd, czy nie, i wtedy właśnie zaczyna się wgląd.
Ostatnio powoli testuję też z kreacją w takiej formie. Czucie intencji i puszczenie wszystkiego, kontroli itd. Kontrola wypływa ze sztucznych tożsamości. Widzę to tak, że jak jakaś sztuczna tożsamość w nas kontroluje jakiś obszar w nas, w naszym życiu, nasze prawdziwe ja stoi w tym miejscu i czeka. Kontrola ze sztucznej tożsamości można powiedzieć, że jest taką blokadą na zadziałanie z poziomu naszego prawdziwego ja.
Jak ktoś zechce, będę mógł kiedyś napisać, co robiłem, żeby ta kontrola znikała. Głównie stosowałem tzw. mapki, jak wyczuwałem, że jakaś sztuczna tożsamość chce przejąć pałeczkę, robiłem mapkę. Wtedy znikały. I kontrola zmniejszała się danego procesu. Tutaj opisuję tę technikę: http://terapiaduszy.pl/o-mapach-mysli-wiecej/. Robiłem np. wglądy i czułem, że chcę na siłę coś osiągnąć, więc robiłem mapkę, zaczynałem np. od myśli "musi mi się udać ten wgląd" itd. W końcu na tyle kontroli znikało, że pojawiał się stan obojętności, czy będzie wgląd, czy nie, i wgląd... zaczynał się dziać. Samo się działo. Czasami wtrącała się znowu jakaś sztuczna tożsamość, ale znowu robiłem mapkę, i odpadała, znikała. I tak dalej. Nie dzieje się to oczywiście w ciągu tygodnia, miesiąca itd. Zrobiłem pewnie z ponad 3000 mapek i dalej jest wiele we mnie kontroli, ale porównując z tym, co kiedyś, dużo mniej.
Ja np. wolę stosować takie mapki zamiast afirmacji, bo wtedy dochodzę do sztucznej tożsamości, przez którą normalnie pisałbym afirmację. Np. czuję pustkę, nie ma we mnie miłości. Zamiast pisać afirmację "kocham siebie itd.", ja wolałem robić mapkę od myśli np. "muszę kochać siebie", "chcę, żeby miłość była we mnie", "chcę kochać siebie" itd. W pewnym momencie odpada sztuczna tożsamość i znika ta chęć, że muszę siebie pokochać. Nie ma miłości we mnie, ok. Nie muszę z tym już walczyć, że nie ma we mnie miłości.
-
Martinus, super są te mapki.
To taki swoisty brainstorming :)
-
„Kreacje bazujące na poczuciu pustki, tworzą iluzję, tworzą substytuty. Wchodzimy jeszcze bardziej w świat iluzji. Może być super, fajnie, ale to dalej sen. W śnie też może być przyjemnie i fajnie, ale sen to sen.”
„Czym innym jest związek, gdy wchodzi się w niego, żeby dostać miłość, a czym innym jest związek, gdy wchodzi się w niego, żeby wyrażać miłość, która już w nas jest.”
Czasem ludzie po jakimś czasie bycia w związku, są niezwykle zdziwieni tym, że nie dostali tego o co im chodziło (miłość, ciepło, wsparcie, akceptacja). Przecież weszli w związek dokładnie z taką intencją, by partner/ka zapełnił w końcu pustkę, której oni sami nie byli w stanie. Więc czemu tego nie dostali, jak tak bardzo chcieli? Nieświadomie przyciągają osobę, która chce tego samego (zapełnienia pustki). Efekt jest taki, że spotyka się dwóch nieszczęśliwych ludzi, którzy próbują tworzyć szczęśliwy związek.
Hydrozagadka, też ten sposób stosuje, u mnie się świetnie sprawdza :)
-
Mimo wszystko lepiej obudzić się z przyjemnego snu niż z koszmaru ;)
-
Inga
To zależy od tego co się zrobi z tym co się wykreuje i od tego po co się to kreuje. Może ale nie musi służyć rozwojowi duchowemu.
Też tak myślę.
Dlatego gdy się widzi że ktoś kto się rozwija podniósł sobie jakośc zycia materialnego i towarzyskiego poprzez kreacje za pomocą afirmacji, to nie można po tym wnioskować że jego poziom duchowy też wzrósł.
Czytam czasami wypowiedzi osób które dzięki afirmacjom spełniają swoje marzenia kreując sobie to czego pragną i się zastanawiam czy to że im jest teraz dobrze w życiu jest równoznaczne że są na wyższym poziomie duchowym.
A może to byc tylko jak pisze Martinus, stworzenie sobie miłych substytutów odcinających od traum.
-
Tacy np magowie mieli ogromne zdolnośći kreacji a poziom duchowy żadny.
Dlatego ja kreowania za pomocą afirmacji w ogóle nie wiążę z duchowośćią.
-
. Sztuka jest pokonanie lęku przed zaprzestaniem kreacji i puszczenie się w nurt światła.
No właśnie, to jest prawdziwa duchowość i cel rozwoju.
Nigdy nie rozumiałam dlaczego umiejętność kreowania ma mnie wznosic na wyższe poziomy duchowe i co jest w tym duchowego oraz dlaczego mam do tego dążyć jako wyznacznika mojego uduchowienia.
Tak samo jest zresztą z róznymi zdolnościami paranormalnymi, które też nie są wyznacznikiem uduchowienia.
-
Badałem ostatnio afirmacje w przestrzeni duszy, którą widzę i zauważyłem właśnie, że wiele z nich, które się stosuje, odcina świadomość na głębokim poziomie duszy, od traum duszy, a niżej od jej rzeczywistych aspektów. Tworzy się taki wir najpierw, potem kokon, i tam zamykana jest część świadomości. Od środka jest pięknie, ale z zewnątrz widać, że to kokon, jakaś zamknięta przestrzeń.
W ogóle od dłuższego czasu pracuję z puszczaniem kontroli w różnych obszarach życia i efekty mnie zadowalają. Gdy przestaję kontrolować, wychodzi na powierzchnię świadomości coś fajniejszego, być może to moja wyższa jaźń, być może ja prawdziwy. Wtedy jest takie płynięcie. Rożne rzeczy same się dzieją. Robię sobie sesję, nie muszę się przejmować, co dalej, nie muszę się wysilać, napinać, samo się dzieje. Podobnie z wglądami. Kiedyś robiłem wglądy w dusze i był tam wysiłek, chciałem mieć wgląd, chciałem, żeby się to udało. Teraz, odprężam się, nie idę za impulsami, żeby coś tam zrobić, gdy czuję, że to sztuczne tożsamości, aż w końcu jest moment, gdy pojawia się taka obojętność na to, czy będę miał wgląd, czy nie, i wtedy właśnie zaczyna się wgląd.
Cieszę się że ktos potwierdza moje odczucia że afirmacje na najgłebszym poziomie odcinają od siebie prawdziwego, chcociaż są bardzo łatwym środkiem do dokonywania zmian na poziomie płytszym.
Zresztą piszac taką afirmację ma sie poczucie kontroli i wpływu na to co się dzieje. A to daje poczucie bezpiecześnstwa z poziomu ego.
Tak samo możliwość kreowania sobie za pomocą afirmacji daje poczucie bezpieczeństwa i panowania nad swoim zyciem.
-
Ah te afirmacje:)
Moje zdanie na ich temat jest takie jak twoje Inga i Martinusa, zdanie poparte i wglądami, i pracą z innymi, i swoją własną drogą. A jednocześnie mam pozytywne zdanie na temat afirmacji i dodatkowo neutralne ponieważ:
- jeśli jest to głęboka kontemplacja, energetyczne otwarcie poprzez wniesienie najpierw do umysłu hasła pt" otwieram się na cos tam" - to to działa dobrze. Jest to wtedy intencja i energetyczne działanie na otwarcie w sobie czegoś tam.
-codziennie potrafimy wypowiadać na głos lub w myślach afirmacje, bez intencji afirmowania. Np "ale mi dobrze", "czuje się wspaniale". Ale potrafimy też myśleć i mówić " poniedziałki są do dupy", "świat jest zły". Nieświadome afirmacje działają czy chcemy czy nie. Wnosimy coraz głębiej do podświadomości przekonania. Wszystko, każda myśl powtarzana kilka razy jest nieświadomym afirmowaniem. Tak samo jest z emocjami.
Podsumowując, są różne możliwości stwarzania w umyśle i aurze różnych energii za pomocą afirmacji.
Sprubujcie przestać myślec w pewien zły sposób i czuc przy tym konkretne emocje- a przestaniecie afirmować negatywnie. Sprubujcie przestać myslec pozytywnie a przestaniecie afirmować pozytywnie. Tak też można do tego podejść:)
-
Cytat :
"Bo afki nie są złe.
Ale nie zawsze dobre".
I nie przesadzajmy ( jak powiedział kon do jeźdźca ;) ) - ani w tę ani we wtę ;)))
-
Inga, jeszcze odnośnie kreacji.
Kreacja nie wnosi na wyrzszy poziom duchowy, to prawda:)
Wznosi zgoda na siebie a dzięki niej zaczyna się chcieć układać/kreowac zycie jaknajbardziej zgodnie ze sobą.Jeśli masz bardzo dobry cel, dla siebie samej, i w sercu pragniesz by się to stało, to wyrażasz swoją wolę. A wola łączy się z kreacją. na początku świadomego życia, ta wola [sprawcza energia]moze być słaba a cele potrzebują zasilania. W tym celu jedni sie o cos modlą, inni cos tam innego robią. Najważniejsze w tym wszystkim jest jakzwykle nie oszukiwanie siebie i innych. Czyli gdy jest słaba energia [boska, sprawcza] to trzeba skupiac uwagę na celu. W głąb rozwoju duchowego, gdy wola jest ubrana w moc sprawczą, gdy aura promieniuje prawdziwością, zgodą ze soba, ze światem, z własna boskością, to nie trzeba już skupiac uwagi, bo ta energia juz jest. Dlatego SAMO SIE DZIEJE.
Sa tez kreacje inne, oczywiście:)
Piszę wyrzej o naturalnym procesie w ujęciu POZYTYWNYM. Zresztą to samo jest z afirmacjami, zanim cos się urzeczywistnia, mozna sobie dzieki kontemplacji przypominać o celu, dostrajac się. W UJĘCIU POZYTYWNYM. ;)
-
Ja uważam że lepiej jest wykorzystywać swój czas, energię i wysiłek na zbliżanie się do siebie niż na kreowanie sobie łatwego i przyjemnego życia czy też na osiąganie wytyczonych celów.
-
Nie mówię o mercedesach i pokojówkach. Wola istnienia to też kreacja [stwarzanie] harmonii w sobie. To nie tylko magia i oddzielanie się od siebie. Wiele narzędzi ma 2 bieguny. Mi łatwe zycie przyszło samo i mam to co potrzebuję jako efekt coraz większej zgody ze sobą. Ale kieedyś prubowalam uzyskać to bez zgody ze sobą- i zapewne o to ci chodzi. :)
-
Olga,
kontemplować, dostrajać sie do celu.
Czyli leżąc sobie na szezlongu - marzyć sobie przyjemnie ? ;)
Bo jakby co - to jestem ZA :)
-
Tylko nie odlatuj na tym szezlongu;)
-
Olga, rozumiem, jest tak jak piszesz.
Mam na bieżąco taki przykład.
Muszę posprzątać, a tak mi się nie chce. Muszę się jakoś do tego zmusić. I od razu mi przyszła do głowy pozytywna motywacja. Powiem sobie że opłaca mi się sprzątać, bo potem będzie tak ładnie i czysto a ja się poczuję przyjemnie. Przy sprzątaniu trochę poćwiczę więc to dla mojego dobra.
I od razu sprzątanie stało się łatwiejsze.
To było stosowanie substytutów po to aby odciąć się od niemiłych uczuć a prowadziło do odcięcia się od siebie.
Druga możliwość to czuć te niemiłe uczucia świadomie, czuć to dlaczego nie chce mi się sprzątać, wchodzić w te syfy w sobie i poznawać siebie. Zaczęłam to robić i nie dałam rady bo coś okropnego zaczęło sie pojawiać.
Ta metoda prowadzi do konataktu ze sobą prawdziwą, do zapełniania pustki w sobie. Ale jest trudna i nieprzyjemna, bo dotyka traumy.
-
"Muszę posprzątać, a tak mi się nie chce. Muszę się jakoś do tego zmusić. I od razu mi przyszła do głowy pozytywna motywacja. Powiem sobie że opłaca mi się sprzątać, bo potem będzie tak ładnie i czysto a ja się poczuję przyjemnie. Przy sprzątaniu trochę poćwiczę więc to dla mojego dobra.
I od razu sprzątanie stało się łatwiejsze."
Ok, a moja wersja byla by taka:
Czy muszę sprzatać?
Nie muszę
Co jak jednak się zmuszę?
Przeciwdziałam temu co chcę [być w bałaganie] ale będzie porządek
Czy chcę by było czysto?
Tak
Dlaczego?
Bo jest przyjemniej i od razu jasniej w umyśle
---> z tego powodu CHCĘ posprzatać.
A z jakich powodów uwazam ze MUSZĘ, i co/kto mi KARZE, będe rozpracowywać od teraz, etapami jesli jest to trudne.
To nie jest substutut, to że jak posprzatsz to bedzie milej- jest PRAWDĄ:) I warto to zrobić i zając sie jednoczesnie uzdrawianiem przyczyn.
Abstrachując od twoich przyczyn a skupiajac sie na sprzataniu oraz innych czynnościach które nam kazano robić a nie mieliśmy na to ochoty [ nie chcielismy] np chodzic do szkoły, czytać, opiekowac sie młodszym rodzeństwem-gdy juz nikt nam nie kaze to sami sobie każemy bo czujemy wewnętrzny przymus. Wtedy też dla odreagowania jak się już sprzata czy czyta to mozna to podświadomie przerywać by choc na chile oderwac się i zrobic cos na co mamy naprawde ochote, np popatrzeć za okno lub zadzwonić do koleżanki, czyli to, czego zkolei nam ZABRANIANO.
-
Olga,
Ale tak wracając do mojego szezląga/-gu , czy istotnie takie marzące dostrajanie sie do celu może spełniac swoją funkcję jako kreacja, w sensie ? :)
Molestuje tak, bo słyszałam że "marzenia się nie spełniają", bo pozostają marzeniami, są zbyt ulotne.
Nie mają siły przebicia .
What do YOU think ? :)
-
Substystutem była pozytywna motywacja, ponieważ zastosowałam ją jako ucieczkę przed niemiłymi uczuciami.
I niestety ale potem powtarzało mi się już to samo automatycznie przez cały okres sprzątania, bo w ten sposób sobie radziłam przez całe życie z tym czego nie chciałam robić- wmawianie sobie że jest to przyjemne.
Posprzątałam i nie weszłam w nieprzyjemne uczucia, a teraz po fakcie nie dam rady niczego z tym zrobić, bo już niczego nie czuję.
-
Kolejnym krokiem jest patrzenie na to posprzątane miejsce i wzbudzanie w sobie uczuć przyjemności z tego powodu że jest czysto. Powtarzanie sobie w duchu że jest tak ładnie i przyjemnie teraz, że opłacało mi się posprzątać, że ja teraz czuję się miło i przyjemnie.
To jest mój powtarzający się schemat.
A wszystko na odcięciu od siebie i nie dochodzeniu do tego co naprawdę czuję i czy ta czystość rzeczywiśćie mnie cieszy.
Wszystko sztuczne i wmówione.
-
Ja sobie sama mówię co powinnam czuć i potem staram się to czuć, opierając się na tym co inni czują w takich chwilach.
-
rozumiem twoje połozenie tak:
Z powodu wielu traum jesteś odcięta od doświadczania siebie prawdziwej[pozytywnej]
W dzieciństwie doświadczałaś tylko tych traum w wyniku zaburzenia miłości w rodzinie- i tylko z tym masz kontakt. Dla takich osób najwazniejsze jest bezpieczeństwo. W patologicznych sytuacjach aczkolwiek takich nie znam, taka podzielona osoba uwiesza się choćby na narkomanie czy mordercy by mieć przy sobie kogokolwiek, ponieważ sama sobie nie umie dać niczego, w wyniku odcięcia.
jesli ktos nie wie kim jest, ma zagubiona tożsamość, to czerpie od innych i ty tutaj zaczerpnełaś światopoglad nt porządku. Przez co faktycznie nadal nie wiesz co naprawdę czujesz nt sprzatania a świadomość tego co robisz mozliwe ze ciebie frustruje, mozliwe bo nie wiem, dobija bardziej, wbija w rozłączenie od siebie. A z drugiej strony masz wkodowane sztuczne poczucie bezpieczeństwa.Sztuczne bezpieczeństwo chamuje ciebie. Teoretycznie w takiej sytuacji trzeba w to wejść, ale mówisz ze to zbyt druzgocące na ten czas. Wiec nic z tym nie zrobisz w tej chwili. jakbyś to uzdrowila to by oznaczało że zlapałas kontakt ze swoim źródłem dobra pogwalconym przez rodziców. Widocznie na ten moment, w tym aspekcie nie jesteś gotowa się połączyć. Ale to nie jest nie mozliwe, by sie stało w innym momencie. Tak to rozumiem, naprostuj mnie
dzieciństwo jest efektem naszych przekonań z wcieleń, wiec nie bede juz wieżdzać w karmę.
czytasz ksiązki o milości, związkach, o czymś fajnym? jestem ciekawa
-
Marylka, jeśli wiezysz ze marzenia sie niespełniają- to ci sie niespełnią, bedziesz siedziała na szezlągu i rozpływała się w nieistniejacej rzeczywistości i oddalała od zycia. Podczas gdy ta rzeczywistość, dla innej osoby moze być realna, ponieważ nie oddala jej od siebie. Nie wiem jakie masz marzenia, ale jesli są ci potrzebne na twojej drodze z jakiś czystych przefajnych powodów, to sprowadz je na ziemie, niech będą celem, który pojawi sie sam w odpowiednim momencie:) albo nie pojawi, jeśli to nie jest az tak potrzebne a ty zyjesz w zgodzie ze swym sercem:)
-
to nie ja myślę, że marzenia się nie spełniają.
Czasem myślę, ze dając nadzieję, przy życiu trzymają.
I moje pytanie dotyczyło tego, czy takie DOSTRAJANIE SIĘ do milych marzeń = koncentrowanie sie na celu, jakby juz byl zrealizowany, ale bez afek i takich tam, MA MOC SPRAWCZĄ ? :)
-
oj przepraszam:) czytać ze zrozumieniem czasem nie umiem
Nierzadko tak jest i przykro mi z tego powodu, bo wiem, że każdy z nas ma wpisana w siebie nieskończona ilość szans na wyjście z każdej opresji. Wiem też ze czasem moze być bardzo ciężko. miałam wiele takich lat. I wyszlam!:) bo w końcu to pragnienie wyjścia stało się celem na tu i teraz
"I moje pytanie dotyczyło tego, czy takie DOSTRAJANIE SIĘ do milych marzeń = koncentrowanie sie na celu, jakby juz byl zrealizowany, ale bez afek i takich tam, MA MOC SPRAWCZĄ ? :)"
ma:), bo skupiasz na tym swoja uwagę i część ciebie ma możliwość zaakceptowć to, przyjąć:)
ale musisz wiedzieć, ze jest to naprawde możliwe.
-
No problemo, boss ;)
-
tylko nie boss:)
-
Odnośnie pisania afirmacji. Przy dobrym kontakcie z WJ przy afirmacjach uwalniających i transformujących może przeczyścić przez wszystkie poziomy, a afirmacje na kreacje mogą być jak modlitwy, gdyż połączenie ze Źródłem nadaje temu głębszy wymiar i szersze pole działania.
Zauważyłam, że kreować można z różnych poziomów energii czy świadomości:
- niektórzy kreują z czakry podstawy poprzez dobre zakorzenienie i czerpanie energii z Ziemi
- niektórzy ze splotu poprzez wykorzystanie emanacji złota, bogactwa charakterystycznych dla tej czakry
Nie trzeba się rozwijać, by kreować z dolnych czakr. Kreacje te mogą iść z ego, ale również przy inspiracji WJ.
- słyszałam, jak niektórym uruchomiło się przyciąganie bogactwa po większym otwarciu czakry serca i przepływu miłości
- i wiele rzeczy może się zadziać przy otwarciu korony na świadomość wszechspełniającą i świadomość obfitości, że zawsze jest pod dostatkiem dobra i dla wszystkich starczy. I tutaj nawet nie trzeba mieć dolnych czakr rozkręconych, by się udawało.
-
Olga , Shrek, remember ?
Puss in Boots ? ;))
A własciwie, 'why not boss' ? A boss ? The boss ? ;))
-
małgosia, dokładnie :) fajnie to opisałaś :).
-
jak skutecznie mozna otworzyc czakry? czytalam o roznych metodach, ale jak to jest w praktyce?
-
Kinga :)
Perska,
Zapewne większość tych technik działa. Nie działają wtedy, gdy się ich nie stosuje ;).
Czasami wystarczy po prostu skupiać się na danej czakrze, by zaczynała ożywać, dążyć do rozblokowania i otwierać się. A jak za bardzo wywala, to zastosować jakąś technikę oczyszczającą umysł. I do przodu :)
-
W patologicznych sytuacjach aczkolwiek takich nie znam, taka podzielona osoba uwiesza się choćby na narkomanie czy mordercy by mieć przy sobie kogokolwiek, ponieważ sama sobie nie umie dać niczego, w wyniku odcięcia.
czytasz ksiązki o milości, związkach, o czymś fajnym? jestem ciekawa
Olga
Zgadza się to co napisałaś
Ja się uwiesiłam na recydywiście który spędził w więzieniu kilkanaście lat, bo tak bardzo potrzebowałam kogokolwiek.
Książek nie czytam już żadnych bo
- po co mam czytać coś co i tak od razu zapomnę a podczas czytania koncentruję się na czymś poza sobą, kieruję swoją energię gdzie indziej czyli nie mam kontaktu ze sobą przez ten czas
- nie ma niczego co by mnie interesowało
- czytanie nie sprawia mi żadnej przyjemośći
- Przeczytałam już wszystko co było ciekawe i dostępne dla mnie. Co jakiś czas przeglądam jakąś literaturę z nadzieją że może znajdę coś ciekawego i nie udaje mi się to. Intersuje mnie tylko psychoterapia a książek na ten temat nie ma.
- nie chce mi się czytać o miłośći bo co mi z opisów czyichś uczuć gdy ja i tak niczego nie czuję i to są dla mnie tylko puste słowa które mnie nudzą
- reaguję emocjonalnie podczas czytania o cierpieniach, krzywdzie i okrucieństwie i wczuwam się w te opisy chcąc pomóc tym ludziom i czując się bezsilna. Ale nie chcę za dużo o tym czytać.
- książek rozwojowych też już nie czytam bo nie znajduję tam niczego co by mi było pomocne
-
Indra,
chcę ci podziękować, za założenie tego wątku.
"Logicznym lekarstwem na poczucie braku jest doświadczanie pełni, ale póki się ma świadomość braku to ona przecież nie pozwala przyciągnąć tego, czego nam brakuje."
Tez tak uważam.
Czasami do tego poczucia braku dochodzi jeszcze paniczny lęk, że BEZ tego czegoś przecież nie da się przetrwać ( np praca, dochody - lęk o byt ).
Tak, że dziękuję :)
-
Martinus,
Mam pytanie, bo nie rozumiem do końca pewnego momentu.
Otóz piszesz, że jeżeli robimy mapkę w jakimś celu, oznacza to, że robimy ja przez sztuczną tożsamość. I stan pustki nie pojawi się.
No ale ja myślę, że zawsze nam przyświeca CEL. Że siadamy wręcz do robienia mapy - z celem.
I dalej piszesz, że jeżeli robimy mapkę z intencją uzdrowienia czegoś w sobie, zapisujemy to, np "Muszę to uzdrowić, tego nie może być".
Czyż to nie jest cel ?
Wyjaśnij to proszę, bo trochę się pogubiłam.
Chcę uzdrowić sprawy w pracy.
Dalej tak nie może być. Chcę mieć miłe warunki pracy. Jak taki problem ugryźć. Mam wszak CEL :))
-
Czasami do tego poczucia braku dochodzi jeszcze paniczny lęk, że BEZ tego czegoś przecież nie da się przetrwać ( np praca, dochody - lęk o byt ).
Tak, że dziękuję :)
Brak najlepiej przestudiować. Wtedy gdy szczerze całym soba się chce dostac do prawdy, bez względu na to jaka ona jest. Ja np zanim dodrapałam sie do prawdy o moim pierwotnym lęku, zanim to rozpisałam w skutkach i zanim rozpisałam korzeń lęku i było to prawdziwe, to oszukiwałam sama siebie, idealizowałam i gloryfikowałam siebie. Z szacunku do rozwoju i świadomości ze faktycznie cos ze mna jest nie tak, dłubałam w temacie, ale dopiero gdy zrozumiałam klu programu-pękła sprężyna samooszukiwania siebie i utrzymywania sztucznej tożsamości i dopiero wtedy to jest ten moment, to jest ten czas na wydobycie tych kokonów i rozcięcie ich, zrozumienie by wiedzieć co zmieniać, jakie intencje na jakie. Psychologia łączy się z rozwojem duchowym plynnie, nasze dzieciństwo przezywaliśmy setki razy w podobny sposób, nasze zycie dorosłe przezywaliśmy setki razy w podobny sposób, wiec nie trzeba daleko uciekać wstecz by załatwić trzon leku. On jest ciągle tutaj, ale jest połaczony liniowo z róznymi traumami duszy w przestrzeni. gdy leczymy pierwotny lęk z dzieciństwa, czyli najgłebszy problem z tego zycia, to jest on też największym problemem w ogóle. Ciagnie w stecz, w przestrzeń nawałnice uzdrowień a medytacje rozpuszczaja karmę i jednoczą, przezucają stopniowo świadomość "ja" z niższego, na wyrzsze, które cyklicznie rozpala się się w środku naszych ciał. To łatwo poczuć. Intuicyjnie rozpalone wyrzsze ja to rejony ciała ktore są przejrzyste, swietliste, gdy w jądrze mojej czarnej plamy zaczyna sie coś zapalac- wiem ze zachodzi, zaczyna zachodzić stopniowe uzdrowienie. WJ jest w srodku nas, czy to nie piekne?:) zeszłam z tematu.
lęk ze bez czegos nie da sie przetrwać jest uzaleznieniem od tego czegoś. Wymaga to głebszej analizy i informacji od danej osoby. BEZWZGLĘDU NA TO CO TO JEST czy sa to pieniądze, czy partner, czy kawa- działa to tak samo. nie chodzi o to by sobie afirmować ze mam wszystko czego potrzebuje. Chodzi o to by dostac się do źródła lęku i uświadomic sobie jego cała struktórę, a dla bardziej zaawansowanych takze struktóre energetyczna i wszystkie połaczenia w ciele i aurze i znaleźc centrum dowodzenia tym. jeśli brak leczy sie wypełnieniem, to rodzi to corazwiększa frustracje, rozzalenie, rodzi to corazwiększe uzaleznienie, często obsesję. I nawert jak to jest, to nie daje to uczucia STALEGO spelnienia. Poniewaz jesteśmy uzaleznieni wciąż. od uczucia braku. Potem pojawiaja sie pytania i stwierdzenia ze jestem bezwartościowy bo mam juz to i to nie daje mi spelnienia, jestem pusty?..brak bezpieczeństwa w dzieciństwie uczuciowego, materialnego tak min działa. Każdy brak rodzi dziurę od zapełniania której czlowiek może sie uzaleznić i czuć nieustanny lęk i przed sama dziurą i przed przedmiotem zapełniania.
-
Olga, dziękuję.
Teraz wiem, dlaczego dotąd tak niechętnie zwracalam się ku afirmacjom. Byłoby to na siłę, gdybym pisała częściej.
Rzeczywiście, rdzeń sprawy jest powtarzany. Wystarczy popatrzeć na dzieciństwo, dotrzeć do źródła i zacząć :)
Cytat " WJ jest w środku nas, czy to nie jest piękne ? :)"
Jest ! To cudowne ! Pieknie, że nam to przypomniałaś .
I dobrze, że zeszłaś z tematu ;)))
-
Generalnie to co wybralismy sobie do przerobienia w tym zyciu, to z jakimi intencjami przyszliśmy na świat, jakich rodziców sobie wybralismy, ma głębszy sens, nie tylko wypadkowy jako suma intencji. I przerobienie tego, odzyskanie kazdego braku w sobie- powinno byc najwazniejsze. karma sie odslania bo to jest połączone z przeszłością, płynnie. Mi w uświadamianiu wielu rzeczy pomógł bardzo RSR.
nerwicę oświeceniową zostawiam tym, któży nie chca sie oświecić:)
edit, do Marylki,
Afirmowac można, ale poprostu co innego i w świadomości znajomości przyczyn:) nie sztuczne zapełnienie. Ale zeby wiedzieć dlaczego masz afirmować bezpieczeństwo - bo to oczywiste ze o to chodzi;) to musisz zrobić sobie analizę przeszłości. czyli wchodzić urzywając swojej woli poprzez rózne narzędzia dla ciebie najlepsze- w sytuacje, i zmieniac intencję. odkręcać przeszłość az zniknie:)
Powodzenia i szczerze trzymam kciuki
-
Cytat"Gdy leczymy pierwotny lęk z dzieciństwa, czyli najwiekszy problem z tego życia, to jest on też największym problemem w ogóle."
Uważam, że jeżeli o kwestię lęku chodzi, to dotrzeć do niego starać się możemy sami, ale leczyć go lepiej z pomocą profesjonalistów :))
-
Jesli chodzi o głebokie lęki, te naj,bez twojej pracy /aktywnej bardzo/- efekty będa mizerne:) sam Bóg ci wtedy nie pomoże.
Dlatego tez do niektórych tematów muszą urosnąć jaja. :D czyli bardzo duza gotowośc i chęc dzialania. Wtedy zachodzą najpiękniejsze uwolnienia i zmiany w zyciu:) Wtedy otwierasz Bogu furtkę i poprzez innych on działa. Bo może:)
-
A jak ta praca, indywidualna, aktywna bardzo :) może się zacząć, przy tym lęku ? Od czego ? Any hints ? :)
-
Tak jak w rsr, dochodzisz do pierwotnej przyczyny leku w tym zyciu mając narazie na uwadze to zycie.
I rozpisujesz jakie przynioslo to skutki czyli jakim mechanizmom dało to początek.Jak nauczyłas się reagować na świat, ludzi, pieniądze w skutek zaznania lęku. Najlepiej poczytać tez o psychologii by mieć podstawy do poruszaniu się w zrozumieniu swojego psychicznego modelu by potem się z niego wydostać. To podstawa, samoświadomość. Ona daje siłę do zmian i poczucie ze w końcu znasz temat swojej bolączki. Tylko tak można dokonać zmiany. W zalezności od stopnia lęku i oderwania sie od siebie i intencji wyjścia z tego- róznie trwa takie wychodzenie. Ale zakładając ze wiesz juz o co chodzi musisz nauczyć się zmienić swoje zycie poprzez zmianę jądra twoich reakcji wyuczonych na zycie. Reakcje wyuczone to fałszywa ty. Dzięki zmianom otwierasz sie na swoje spontaniczne piekne ja i naradzasz sie na nowo w swoich własnych ramionach.
Trzeba odreagować wszystkie skutki tega mechanizmu, np współuzaleznienie od innych czy tak jak ja mialam ucieczke w samoidealizowanie się by odciąć się od cierpienia. To wymaga czasu i dobrej woli:)
Wtedy masz jakieś zakotwiczenie w tym zyciu bo to nie zycie ciebie kontroluje, tylko ty swoje zycie. gdy masz grunt zaczepienia mozesz wchodzić w poprzednie zycia i rozpuszczc powiązane z tym nici, te które zostały. Ale z doświadczenia mogę powiedzieć, z doświadczenia osoby nie oderwanej od siebie ale która przezyła duze upokorzenie w dzieciństwie, najwazniejsza praca jest z tego zycia.
Gdy to odfajkujesz w duzym stopniu, karma innych tematów szybciej i lepiej schodzi, bo głeboka trauma serca jej uzdrowienie sprawia wielkie połączenie se sobą na kazdym poziomie. jest wyrazem gotowości do kolejnego zcalania, które nie będzie juz tak bolesne, tak męczące. uzdrowienie pierwotnego leku z dzieciństwa [ oczywiscie nie kazdy go ma a ja pisze do osob ktore to przechodziły] odbudowywuje stabilność, odpowiedzialność za siebie, odbudowywuje SAMOOCENE- bez której na porządnym poziomie- nie będziemy umieć przyjąć swojej własnej boskości:)
I nie ma co sie bajerować, czasem najlepiej iśc do psychologa jak sie nie ma wiedzy psychologicznej a sie chce sobie pomuc zrozumieć siebie- i bez cisnienia ze trzeba ja miec juz teraz, pujdzie sie do psychologa to sie ja nabędzie.:) O ile godnośc pozwoli;) bo wiem ze niektóży maja taka sztuczna tożsamośc nadymaną, ze w zyciu nie pujdą. Umieja stworzyc idealny świat, wyuczyc sie reakcji, ale w środku troche szaro:) ale pozory sa tak silne, ze nie do przeskoczenia często dla osoby nie widzącej. Ale na wszystko jest czas:)) ja sama błądziłam wiele lat.
-
Inga dzięki za odpowiedź. tak sobie myśle co by było gdyby cierpienie od ktorego jestes współuzalezniona, a wiec i od ludzi któży ci to cierpienie zapodają- znikneli i niemogłabyś znaleźć zastepców.gdyby nikt nieodpowiadał na twoje podświadome potrzeby. Co ps na to, umarłaby? czy jest to swiat niewyobrazalny, nie ma go.
W jakis sposób trzeba nawiązac kontakt ze światem po drugiej stronie lustra, jesli chcesz tam przejść:) bo chyba chcesz? nawet jak nie masz pojęcia co to za świat, i co to za ty, ta tłumiona tęsknota za sobą, jest zakopana gdzieś, trzeba ją odkopać
-
"Dzięki tym zmianom otwierasz się na swoje spontaniczne, piękne ja i naradzasz sie na nowo w swoich własnych ramionach."
Jak pięknie :)
Jak prosto.
Motywujące.
Myślę, że do siebie zaufanie mam - ufam tym ramionom :))
Musiałam. Od wcieleń.
-
Martinus,
Mam pytanie, bo nie rozumiem do końca pewnego momentu.
Otóz piszesz, że jeżeli robimy mapkę w jakimś celu, oznacza to, że robimy ja przez sztuczną tożsamość. I stan pustki nie pojawi się.
No ale ja myślę, że zawsze nam przyświeca CEL. Że siadamy wręcz do robienia mapy - z celem.
I dalej piszesz, że jeżeli robimy mapkę z intencją uzdrowienia czegoś w sobie, zapisujemy to, np "Muszę to uzdrowić, tego nie może być".
Czyż to nie jest cel ?
Wyjaśnij to proszę, bo trochę się pogubiłam.
Chcę uzdrowić sprawy w pracy.
Dalej tak nie może być. Chcę mieć miłe warunki pracy. Jak taki problem ugryźć. Mam wszak CEL :))
Jeżeli siadamy do robienia mapek z celem, oznacza to, że siedzimy w jakiejś sztucznej tożsamości, która chce zrealizować jakiś cel robiąc mapki. Wtedy trzeba zapisywać najpierw myśli związane z tym celem. Muszę zrobić to, muszę uzdrowić siebie, tego nie może być, muszę się pozbyć tego, muszę siebie kochać, muszę uzdrowić sprawy w pracy, dalej tak nie może być itd. W pewnym momencie, sztuczna tożsamość, przez którą zaczęliśmy robić mapki, odpadnie, pojawia się ten stan pustki i potem proces zacznie dziać się sam. Będzie się świadkiem procesu, który się sam dzieje. W praktyce potem to widać, tą różnicę. W pewnym momencie na tyle się zwiększy świadomość, że będzie się łatwo odróżniać, kiedy działa się poprzez sztuczną tożsamość, a kiedy poddaje się procesowi, który dzieje się z poziomu siebie prawdziwego.
Działania przestaną być z poziomu sztucznej tożsamości, będą się dziać z poziomu siebie rzeczywistego. Najlepiej to doświadczyć w praktyce. Będzie takie płynięcie, brak wysiłku. Proces się będzie sam dział, proces uzdrawiania, a my będziemy świadkami tego.
W twoim przypadku, gdy chcesz uzdrowić sprawy w pracy, zacznij od tych myśli. W pewnym momencie poczujesz ulgę, pojawi się pustka, odpadnie sztuczna tożsamość, którą czułaś jako siebie, a przez którą chciałaś uzdrowić tą sytuację w pracy i nagle proces będzie się dział sam, zacznie się dziać z poziomu rzeczywistego. Gdy odpadnie sztuczna tożsamość, odblokuje się intencja z poziomu rzeczywistego. Wtedy Ty zamienisz się z dążącego do celu w obserwatora realizowania się celu. Proces sam zacznie się dziać, a Ty będziesz go obserwować. Myśli związane z pracą będą się same pojawiać, twoim zadaniem będzie tylko zapisywanie tych myśli i tyle.
Mi na początku robienia map co chwilę wyskakiwały cele. Zapisywałem myśli, odpadały sztuczne tożsamości, pojawiała się pustka i odblokowywał się proces. Na początku robiłem jedną mapkę nawet po 40 minut. Teraz już praktycznie w ogóle nie pojawiają się te sztuczne tożsamości z celem. I dzięki temu robienie mapki trwa u mnie teraz do minuty.
-
Martinus,
Mam pytanie, bo nie rozumiem do końca pewnego momentu.
Otóz piszesz, że jeżeli robimy mapkę w jakimś celu, oznacza to, że robimy ja przez sztuczną tożsamość. I stan pustki nie pojawi się.
No ale ja myślę, że zawsze nam przyświeca CEL. Że siadamy wręcz do robienia mapy - z celem.
I dalej piszesz, że jeżeli robimy mapkę z intencją uzdrowienia czegoś w sobie, zapisujemy to, np "Muszę to uzdrowić, tego nie może być".
Czyż to nie jest cel ?
Wyjaśnij to proszę, bo trochę się pogubiłam.
Chcę uzdrowić sprawy w pracy.
Dalej tak nie może być. Chcę mieć miłe warunki pracy. Jak taki problem ugryźć. Mam wszak CEL :))
Myśli związane z celami, same cele, że muszę coś uzdrowić, muszę być doskonalszy itd. pochodzą ze sztucznych tożsamości. I jak się podda tym myślom, zacznie się działać z tej sztucznej tożsamości, dążąc do realizacji jakiegoś celu. A sztuczna tożsamość zawsze bazuje na jakiejś nieprawdzie. Więc wszystkie działania bazujące na niej, będą cały czas jako podstawę miały jakieś kłamstwo, które w ogóle nie będzie ruszane, wręcz odwrotnie wzmacniane. Bo każde działanie, które wychodzi od takiego kłamstwa, jest jednocześnie afirmacją tego kłamstwa, potwierdzeniem, że to kłamstwo jest prawdą.
Czym innym jest poddanie się intencjom pochodzącym z poziomu rzeczywistego. Wtedy, jak się je odblokuje, proces uzdrawiania sam się dzieje, mapki same się dzieją, po prostu pojawia się myśl, a my zapisujemy je i tyle. I w pewnym momencie odpada kolejna sztuczna tożsamość itd.
-
Martinus, a ja dalej mam pytania ;)
1) Co z ta pustką ? Czy pustki nie powinno sie czymś zapełnić ? Czy tak sobie wstać od tej mapki i z ta pustką pomaszerować ku nowym wyzwaniom .
2)Czy, gdy podczas pisania mapki na jakis konkretny temat, np praca, pojawi się nagle myśl nie związana z pracą , a np z jakąś , niemiłą, osobą z rodziny, to kontynuować ta mapkę, czy zacząć obok inną, pt rodzina ?
3)Czy te zdania, mysli, które zapisujemy, mają mieć formę stwierdzeń, np 'boje się tego a tego, że to a to', czy tez mogą mieć forme pytań, np 'czy oni, te strzygi ;)) mnie chcą wykończyć, zabić ? albo 'czego oni ode mnie chcą, do cholery ? , ?
4)Jeżeli piszemy sobie takie luźne negatywy i nagle pojawia się taka 'normalna' myśl, np "Chcę mieć kasę na podróże", to zapisać to na tej mapce, czy nową zacząć ?
5)Czy pisze się również mapki "dziękczynne" - tak jak listy/spis rzeczy, za które jesteśmy wdzięczni ?
-
Martinus, a ja dalej mam pytania ;)
1) Co z ta pustką ? Czy pustki nie powinno sie czymś zapełnić ? Czy tak sobie wstać od tej mapki i z ta pustką pomaszerować ku nowym wyzwaniom .
2)Czy, gdy podczas pisania mapki na jakis konkretny temat, np praca, pojawi się nagle myśl nie związana z pracą , a np z jakąś , niemiłą, osobą z rodziny, to kontynuować ta mapkę, czy zacząć obok inną, pt rodzina ?
3)Czy te zdania, mysli, które zapisujemy, mają mieć formę stwierdzeń, np 'boje się tego a tego, że to a to', czy tez mogą mieć forme pytań, np 'czy oni, te strzygi ;)) mnie chcą wykończyć, zabić ? albo 'czego oni ode mnie chcą, do cholery ? , ?
4)Jeżeli piszemy sobie takie luźne negatywy i nagle pojawia się taka 'normalna' myśl, np "Chcę mieć kasę na podróże", to zapisać to na tej mapce, czy nową zacząć ?
5)Czy pisze się również mapki "dziękczynne" - tak jak listy/spis rzeczy, za które jesteśmy wdzięczni ?
Tak szybko odpowiem, bo nie mam dużo czasu w tej chwili.
(1) "Co z ta pustką ? Czy pustki nie powinno sie czymś zapełnić ? Czy tak sobie wstać od tej mapki i z ta pustką pomaszerować ku nowym wyzwaniom ."
To nie jest taka pustka, jak pisałem niżej itd. Ja tak sobie umownie nazwałem stan, który się pojawiał u mnie. Nagle przestają pojawiać się myśli, czuć, jak coś dzieje się w głowie, jakieś przestawienia. Trudno w tym stanie mieć myśli. Ten stan, który nazywam pustką trwa kilka - kilkanaście sekund i mija, i znowu pojawiają się kolejne myśli. Najlepiej to poczuć doświadczalnie, bo tak to się pojawiają różne wyobrażenia itd., co to może być itd.
(2) "Czy, gdy podczas pisania mapki na jakis konkretny temat, np praca, pojawi się nagle myśl nie związana z pracą , a np z jakąś , niemiłą, osobą z rodziny, to kontynuować ta mapkę, czy zacząć obok inną, pt rodzina ?"
Nie, nawet, jak się pisze na jakiś konkretny temat, to pisze się wszystkie myśli, jakie się same pojawiają. Tutaj jest obserwacja myśli, które same wyskakują, więc jeżeli nawet wyskakują inne tematycznie, tak po prostu ma być. Tutaj nie powinno być kontroli umysłu, myśli. Obserwacja tego, co się wydarza, pojawiających się myśli, i zapisywanie ich. Tylko tyle. Minimum ingerencji w to, co się wydarza.
(3) "Czy te zdania, mysli, które zapisujemy, mają mieć formę stwierdzeń, np 'boje się tego a tego, że to a to', czy tez mogą mieć forme pytań, np 'czy oni, te strzygi ;)) mnie chcą wykończyć, zabić ? albo 'czego oni ode mnie chcą, do cholery ? , ?"
Tak, jak Ci się pojawia myśl, tak zapisuj. Jeżeli pojawi się myśl "chuj", zapisujesz "chuj", jeżeli pojawia się myśl "nie wiem, co mam pisać, nie mam myśli", zapisujesz właśnie tą myśl, jeżeli pojawia się myśl "ta metoda jest jakaś idiotyczna, nie działa", zapisujesz właśnie tą myśl, jeżeli pojawia się myśl "nienawidzę wszystkich", zapisujesz taką myśl. Umysł będzie podawał przeróżne myśli, często nawet takie, żeby namieszać w głowie, żeby dać sobie z tym spokój. Jeżeli pojawia się pytanie, zapisujesz pytanie. Obserwacja tego, co wychodzi z umysłu w obszar świadomości i zapisywanie tego. Bez kontroli, bez modyfikacji itd. Jak czujesz potrzebę zmieniania, zapisujesz myśl np. "muszę to zmienić".\
Dużo to opisuję, ale ta metoda jest naprawdę prosta. Może się wydawać na początku trudna, bo jesteśmy nauczeni do metod, w których coś musimy robić. Coś pisać, coś obstukiwać itd. A tutaj nic praktycznie nie robimy poza obserwacją myśli, które SAME wychodzą w obszar świadomości i zapisywaniu ich w mapie. Reszta to już nie nasza sprawa, co się będzie dziać. Samo się zdarzy we właściwym momencie.
Ta metoda bardzo dobrze działa na świadomość. Z czasem zauważa się rzeczy, których się wcześniej w sobie nie widziało.
Ta metoda jest jak medytacja bardziej. Obserwacja umysłu i zapisywanie w mapie pojawiających się w świadomości myśli.
Możną ja porównać do oglądania telewizji i zapisywania tego, co się tam widzi. Nie zmieniamy programu, po prostu oglądamy i zapisujemy w mapce to, co się w telewizorze pojawia.
(4) "Jeżeli piszemy sobie takie luźne negatywy i nagle pojawia się taka 'normalna' myśl, np "Chcę mieć kasę na podróże", to zapisać to na tej mapce, czy nową zacząć ?"
Zapisujesz na tej mapce. Jeżeli zaczynasz kontrolować myśli, jakie powinny się pojawiać itd., oznacza to, że działasz przez jakąś sztuczną tożsamość, wtedy trzeba poobserwować to i zauważyć, jakie są myśli z tym związane, zapisać je w mapie itd., i w pewnym momencie powinien pojawić się stan pustki przez kilka sekund, potem powinny znowu zacząć pojawiać się myśli, ale już inne
(5) "Czy pisze się również mapki "dziękczynne" - tak jak listy/spis rzeczy, za które jesteśmy wdzięczni ?"
Nie.
W tej technice zapisuje się myśli, które się SAME pojawiają w umyśle. Jeżeli zaczyna się kontrolować ten proces, oznacza to, że działa się przez jakąś sztuczną tożsamość. Jeżeli zaczynasz pisać jakieś swoje wymyślone myśli, wtedy to już nie jest ta technika. Umysł sam ma dawać swoje myśli nam, nie my mamy dawać umysłowi jakieś swoje myśli.
Wychodzą jakieś myśli w obszar świadomości i zapisuje się je w mapce. One same wychodzą, nie trzeba grzebać w umyśle itd. Wychodzi to, co ma wychodzić w danym momencie.
Ważne też, żeby być szczerym przed sobą. Jak czujesz emocje i myśli typu "nienawidzę tego pierdolonego chama", zapisujesz właśnie tak. Wszelkie modyfikacje tego, co się samo pojawia, są złe.
-
Martinus,
Dziękuję za odpowiedź :)
Got it .
Bez kontroli.
Bez modyfikacji.
OBSERWACJA tego, co wychodzi z umysłu ( a wychodzi to, co ma wychodzić w danym momencie ) w obszar świadomości i . . .
ZAPIS.
I w pewnym momencie odpada kolejna sztuczna tożsamość .
Ta metoda istotnie jest prosta. Stąd moje pytania, bo wydawała mi się ZBYT prosta :))
Przypomina to takie wygadanie się, "wywnętrznienie się" z problemów przed uważnie słuchającym, cierpliwym i tolerancyjnym przyjacielem. Tylko przy tym przeskakiwaniu z myśli na myśl, z tematu na temat, nawet najfajniejszemu przyjacielowi tolerancja z cierpliwością by się rychło skończyła ;)))
A tak btw, pytania powstały pod wpływem empirii ;))
Mam nadzieję, że to wszystko nie tylko mi się przyda :))
-
Mam jeszcze pytanie dotyczące pustki, ale tej "wyższej" pustki. Takiej kiedy"samo się dzieje".
Tylko pytanie CO ?
Kreacja z WJ ?
A jeżeli w rzędzie stoi np 10 osób z tą 'pustką' , każdemu samo się dzieje a mimo to każdy kreuje coś innego ?
Intencje są aktywne nadal ?
-
Marylka,
rzeczywiste "samo się dzieje", to nic innego jak stan w którym możesz w pełni zyć chwilą obecną, zaś wszystko inne ukłąda się w dobry dla ciebie sposób, co może wyglądać jako samo się dzieje, jednakże jest to zwykły naturalny stan.
-
Jezu, toż przecież o to chodzi !
Ale to jest tak piękne, że aż nierealne ! :))
Żyjesz sobie TU I TERAZ a reszta ? Się konfiguruje :)))
-
Ale to jest tak piękne, że aż nierealne ! :))
Piękno jest realne :)
-
lukaszlm,
:)))
W filmie "Notting Hill", kiedy Hugh Grant spotyka Julię Roberts mówi, że to jest "Surreal - but nice " :)))
-
Marylka,
Na szczęście to tylko film ;)
-
Zaglebilem sie w ten watek dopoki tematy nie zaczely sie zbyt rozgaleziac i wtedy postanowilem zadac to pytanie. Jesli strach i obawa pochodza z klamstwa a to co jest klamstwa nie jest prawda, ergo nie jest to prawda to jak wyglada element smierci? Dlaczego ci, ktorzy sie jej boja i nie wierza w egzystencje poza potrafia byc tak samo zagubieni jak ci, ktorzy optuja za opcja wiecznej egzystencji? W obydwu zakladam, ze moga byc to sugestie sztucznych tozsamosci i zadna nie przynosi odpowiedzi dajacej spokoj ani chocby obietnicy 3ciej mozliwosci z uwagi na sama nieprawdziwa nature zrodla watpliwosci. Ale przeciez "jakos to musi byc zorganizowane", zatem jak to jest?
-
Jedna sprawa to logika i intelekt. A druga to emocje zalegające w podświadomości oraz programy na nich zbudowane.
Z badania intelektu nic nie wynika, poza intelektualizowaniem.
Za to praca z emocjami, z docieraniem do ich pierwotnych przyczyn, może przynieść zdumiewająco korzystne efekty.
-
Ale czy nie jest tak, ze na dluzasza mete prawie kazdy mniej lub bardziej obawia sie smierci albo perspektywy wiecznosci w tych czy innych warunkach? Czy tutaj istnieje jakas pierwotna przyczyna takiej niemozliwosci wyobrazenia? Przepraszam jesli dywaguje ale staram sie zrozumiec przez poznanie bo inaczej chyba nie umiem ogarnac zagadnienia ;)
-
Ktoś juz kiedyś popełnił artykuł mnie więcej w temacie ;p
http://www.ezosfera.pl/leszek/artykul/256
-
Ale czy nie jest tak, ze na dluzasza mete prawie kazdy mniej lub bardziej obawia sie smierci albo perspektywy wiecznosci w tych czy innych warunkach? Czy tutaj istnieje jakas pierwotna przyczyna takiej niemozliwosci wyobrazenia? Przepraszam jesli dywaguje ale staram sie zrozumiec przez poznanie bo inaczej chyba nie umiem ogarnac zagadnienia ;)
problemy chyba biorą się z utraty pamięci życia poza ciałem fizycznym, czyli sprzed inkarnacji oraz z błędnych nauk na ten temat np katolickich(katolicy boją się sądu ostatecznego). Dla tych co doświadczyli istnienia poza ciałem smierć jest iluzją.
-
Ale perspektywa utkniecia w wiecznym kole reinkarnacji i ciaglego cierpienia i ciaglych lekcji z ktorych nie da sie wyrwac i ponad to przeswiadczenie, ze jestesmy sami jak palec a wszystko co mamy w koncu tracimy..... To troche "nieprzyjemna" perspektywa, az ciarki przechodza :(
-
A dlaczego utknięcia na zawsze? W każdej chwili możesz się zacząć z niego wykręcać
-
Ok ale na wykrecenie i tak potrzeba kilku wcielen - a to troche jak kilka lat w wieziennej celi. A jak sie juz taka istota wykreci to jaka opcja? Destrukcja lub niesmiertelnosc? Tez forma zniewolenia przez koniecznosc wiecznej egzystencji. Panika sie wlacza :(
-
Ale perspektywa utkniecia w wiecznym kole reinkarnacji i ciaglego cierpienia i ciaglych lekcji z ktorych nie da sie wyrwac i ponad to przeswiadczenie, ze jestesmy sami jak palec a wszystko co mamy w koncu tracimy..... To troche "nieprzyjemna" perspektywa, az ciarki przechodza :(
Magic, spokojnie.
Po pierwsze skup sie na sobie, nie sluchaj kazdego i wszystkich, bo to rzeczywiście można stracić grunt pod nogami. Pamiętaj, że jesteś zawsze w Teraz. I od teraz możesz wszystko zmienić. Jaka ta karma nie była, to ona BYŁA.
Podstawą jest obserwacja siebie, ponieważ „karma” to nic innego jak odtwarzanie pewnych schematów. Więc czym szybciej zaczniesz sie skupiać na obserwacji siebie i swoich emocji tym wcześniej zaczniesz wyodrębniać schematy, które są czasami takim przymusem duszy. Jak jest przymus to trzeba zadawać sobie pytania odnośnie tego co sie dzieje, aż dojdziesz do wniosków dlaczego tak robisz.
Ważne, żeby niczego w sobie nie negować i nie odrzucać. Zgadzać sie na wszystkie swoje emocje, pozwalać im być, ponieważ tylko tak pokaże się wiecej. (Jaką sobie dasz troskę, cierpliwość, tolerancje, akceptacje tyle z Ciebie sie Tobie ujawni)
Chodzi cały czas we wszystkim o Twoje poczucie JA. W czym sie czujesz teraz. Głowna sprawa to obserwator, który jest zawsze. Co by sie nie działo jest jakaś część Ciebie która ZAWSZE JEST. Poczuj ją i przypomnij sobie, że tyle w Twoim życiu sie wydarzyło a był tam zawsze obserwator i jemu NIC SIE NIE STAŁO, przezył, przetrwał, nadal jest cały i zdrowy.
Usypiasz w nocy? I co sie z Tobą dzieje? Nadal jesteś? – to jest dokładnie to samo co ze śmiercią. Ty nadal będziesz - ZAWSZE.
Jeżeli skorzystasz z regresji kiedyś i poznasz siebie w różnych miejscach, to poczujesz tego obserwatora siebie. Czy we wcieleniach, czy miedzy wcieleniami zawsze patrzysz z tego poziomu – to jest zawsze, nie umiera.
Strach , niepokoje są tylko wtedy kiedy poczuciem JA jesteś w jakiejś części siebie i masz zawężoną świadomość – czyli nie patrzysz z poziomu obserwatora.
-
Dziekuje Ci bardzo, bardzo mocno, trafia to bardzo do mnie i wiem chyba o czym mowisz. Najzabawniejsze, ze ja zawsze mialem taka nieuswiadomiona swiadomosc (wiem, ze smiesznie brzmi) obserwatora przez czas i przestrzen - zwlaszcza po regresjach, z ktorymi sie zetknalem. Dziwi mnie tylko jeno - ze z tej perspektywy wiecznosc nie przeraza - a przeciez powinna. Jak to mozliwe?
I jeszcze jedno jesli moge: pojecie JA, pojecie EGO. Dlugo wpajano we mnie, ze ego nalezy sie wyzbyc bo jes zle, niskie i egoistyczne. Ze ja jako ja nie istnieje, bo jestem wieksza czescia i wszelki wzrost duchowy prowadzi do zatarcia siebie nad czym usilnie pracowalem.n Nie ma znaczenia co JA chce, ani mysli, ani dostrzega bo wazne jest dobro wyzsze i takze do materii nie nalezy sie przywiazywac ani jej osiagac bo to obniza wibracje. Czyli, ze nie tedy droga i to nie tak.....?
-
Magic,
Ego skoro jest stworzone to jest tak samo dobre jak wszystko inne. Chodzi tylko o postrzeganie. Ego jest naszą mocą. I od nas zależy jak tą moc wykorzystasz. Jeżeli w zgodzie ze sobą to już jest dobrze, a jeżeli w zgodzie z najwyższym dobrem to jest wspaniale. Chodzi tylko o Twoja własną prawdę, jak Ty się czujesz ze sobą. Jak się ze sobą pogodzisz i ze swoją prawdą, to dalej można to nazwać harmonijnym życiem.
I prosze Cie pogódź sie juz z tym, że „Ci wpajano” :) bo czuć żal. Takie to było, że w tym okresie czasu na Twojej drodze byłeś okrętem bez kapitana, ale tak miało być, żebyś sie przebudził i chciał sam sterowac swoim okrętem. Nie ma co trzymać tego co było :)
-
Martinus,
Czasem mapki wygladają jak elaboraty ;))
Trudno ująć to w bardziej zwięzłą formę .
It's ok , I hope ;)
-
Martinus,
Czasem mapki wygladają jak elaboraty ;))
Trudno ująć to w bardziej zwięzłą formę .
It's ok , I hope ;)
:) Na początku mi wychodziły duże, czasami ogromne, i jedna mapka zajmowała i ze 40 minut. Teraz zrobienie mapki, czyli dojście do stanu pustki zajmuje mi z 20-30 sekund.
Zobacz sobie ten pdf. Link jest tutaj http://tinyurl.com/mapki-duza-i-mala
Pierwsza to mapka, którą robiłem około rok temu, jest ogromna. Tyle zajmowało mi, żeby pojawił się ten stan pustki. Drugą mapkę robiłem wczoraj. Zapisałem 4 myśli, pojawił się stan pustki i poczułem silniejszy przepływ energii.
-
Cóż, rzeczywiście.
Różnica jest - daje nadzieję ;)
Mimo wszystko u ciebie były to stosunkowo krótkie 'wypowiedzi'.
A u mnie to jest jak list ! :))
-
Cóż, rzeczywiście.
Różnica jest - daje nadzieję ;)
Mimo wszystko u ciebie były to stosunkowo krótkie 'wypowiedzi'.
A u mnie to jest jak list ! :))
:) A piszesz w formie mapki, czy zdanie pod zdaniem?
-
Chęci mam na mapkę, zawsze !
Piszę na srodku temat.
Ale bez tematu też - tak też sugerowałeś.
W kazdym razie zaczynam od środka ;)
Ale potem ? Potem to już elaborat !
Staram sie te zdania "rozrzucać". But . . .
-
Martinus, bardzo fajny artykul o mapach, naprawdę.
Mi się to przyda.
Chce ci też napisać, że mam wrażenie że przez twoje poglądy przebija błędne zdanie co do afirmacji w ogóle, że one oznaczają tworzenie sztucznej tożsamości, tylko innej. Powiedziałbym raczej: nie zawsze powodują wyjście z danej tożsamości. Myślę, że masz racje, że może tak być, że można pójść za daleko i na podstawie tej błędnej tożsamości wprowadzić zbyt wiele i stworzyć sobie 'świat alternatywny'. Jednak założenie jest takie, że nawet funkcjonując dłuższy czas w tej mylnej acz bardziej pozytywnej tożsamości, sprawi to że pod wpływem życia ta stara konstrukcja się zawali (trauma zostanie odkryta). Gdy ktoś pracuje nad sobą i ma intencje prawdziwego rozwoju (głębii), nie będzie używał afirmacji do zamknięcia się na zawsze w takim kokonie.
Myśle że częśc traum jest nie do przekroczenia za pomocą afirmacji (albo w danym momencie życia) dlatego mimo pisania, czasem nie zostanie wyłonia główna przyczyna, sprawiająca że całe napięcie związane z daną kwestią pryska i pojawia się kreacja z poziomu siebie rzeczywistego, o której pisałeś. Sądze że to zalezy też od celu z jakim się "siada" do afirmacji. Jeśli twoim celem będzie głębsze odczuwanie tej głębi o której piszesz, to dotrzesz za ich pomocą (albo i nie) do przyczyn , które to uniemożliwiają, jednak nie będzie ci grozić to o czym piszesz. Natomiast przystępując do tego od niewłaściwej strony i osiągając np. cele typowo osobiste (które czesto istnieją z powodów traum) może to spowodowac taki efekt.
(1) Kreacja ze sztucznej tożsamości (ego). Podstawą takiej kreacji jest wiara w nieprawdę. Ze czegoś nam brakuje, że coś jest nie tak z nami itd. Zaczynamy w czymś takim od nieprawdy, w jaką wierzymy. Więc każda budowla na tej nieprawdzie, będzie wzmacniać jej realność, realność iluzji. Z czasem, zejdzie to poza świadomość, ale dalej będzie. Taka kreacja powoduje zamykanie się na coś więcej. Zamykamy się w kokonie iluzji, w śnie. Mamy swoją kreację, doświadczamy jej, ale to jest jak doświadczanie świata snu podczas spania. To sen, to nie rzeczywistość.
(2) Kreacja z poziomu siebie rzeczywistego. Można to nazwać podobnie jak działanie-niedziałanie, niekreacją. Już nie ego kreuje, ale kreacja dzieje się. Jest wyrazem czegoś, co jest w nas. Jest w nas miłość, miłość wyraża się na milion sposobów, np. nawet, że mieszkamy w fajnym mieszkanku, pojawiamy się w związku fajnym itd.. Życie w takim mieszkanku jest wyrazem miłości do siebie, która jest w nas. Taka kreacja wyraża rzeczywistość w nas. To dzieje się praktycznie samo. Dlatego podobnie, jak w taoizmie, można nazwać to niekreacją. Kto inny kreuje niż poprzednio. Z innego miejsca kreacja zaczyna się. Tutaj kreacja jest wyrazem czegoś, co już w nas jest.
No ale my point is: ta rzeczywista kreacja (2) jest generalnie celem stosowania afirmacji w tym sensie i w taki sposób w jaki zalecany jest przez "szkołę" regresingu i rebirthingu. Natomiast punkt (1) jest pewnym zjawiskiem które może występować gdy się nie przepracuje pierwotnej przyczyny. Nie jest to powód by całkowicie odrzucac afirmacje.
-
Chęci mam na mapkę, zawsze !
Piszę na srodku temat.
Ale bez tematu też - tak też sugerowałeś.
W kazdym razie zaczynam od środka ;)
Ale potem ? Potem to już elaborat !
Staram sie te zdania "rozrzucać". But . . .
Ok, to dobrze.
Bo niektórzy piszą zdanie pod zdaniem, ale zauważyłem, ze to blokuje naturalną ekspresję umysłu. Lepiej tak rozrzucać pojawiające się myśli.
-
Martinus, też tak czuję. Nie blokować naturalnej ekspresji umysłu.
Full spontan :)
Tylko czasem jak mnie najdzie ! Szczególnie takie mega wkurzenie na taką jedną strzygę, która jest "od zbyt długiego czasu zbyt blisko" , to ta strona, z której cholerowanie zaczełam, zabiera pół kartki - muszę skonczyć, wiesz, rozumiesz, aż do pustki ;))
Ale nastepną myśl staram sie zaczynać w innym miejscu.
spontanicznie wybranym :)
Tylko mimo wszystko, jak kuknęłam na twoją mapkę to tam było dużo ale zwięźle. Tak po męsku.
A u mnie jest z wykrzyknikami, podkresleniami, znakami zapytania, nawet buźki się zdarzają ! :)
I to jest ta różnica ;)
-
Tylko mimo wszystko, jak kuknęłam na twoją mapkę to tam było dużo ale zwięźle. Tak po męsku.
A u mnie jest z wykrzyknikami, podkresleniami, znakami zapytania, nawet buźki się zdarzają ! :)
I to jest ta różnica ;)
Rób, jak Ci wychodzi. Ważne, żeby to samo wypływało z umysłu. Wysłuchiwanie umysłu i zapisywanie w mapce. Oglądanie telewizji umysłu i zapisywanie w mapce, co się widzi. Bez prób zmieniania tego, co się widzi, co się pokazuje. Oczywiście, jeżeli pojawi się chęć zmiany, to też jest część tego, co się pokazuje w telewizji umysłu :). Więc to też należy zapisać wtedy w mapce.
Bardziej jest to niedziałanie, niż działanie. Na początku, wiadomo, będzie i działanie i kontrola, ale z czasem będzie się to polepszać. Więcej będzie otwarcia się na procesy, które się same dzieją.
To trochę można porównać do płuc, czy serca. Płuca same oddychają, nie musimy specjalnie oddychać 24 godziny na dobę, kontrolować to, żeby oddychać. Samo się dzieje. Ingerowanie nawet przeszkadza. Serce tak samo. Podobnie z tymi mapkami. Umysł wie, jak się uzdrowić. Wystarczy mu na to pozwolić, a nie narzucać sposób, jak to powinno się dziać.
-
Ja uważam że lepiej jest wykorzystywać swój czas, energię i wysiłek na zbliżanie się do siebie niż na kreowanie sobie łatwego i przyjemnego życia czy też na osiąganie wytyczonych celów.
To w sumie nie do końca wątek na ten temat ale te słowa padły tu. Tak się zastanawiam czy jest to możliwe osiągnięcie nie tyle tylko łatwego i przyjemnego życia ale nawet wysokich wibracji bez kontaktu z sobą tłumiąc emocje? Bo jakoś mam wrażenie że mnie to dotyczy.
Miałam stan w którym czułam się szczęśliwa, czułam miłość, radość, a potem było wielkie bum, praktycznie z dnia na dzień i głęboka depresja. Całe moje życie to dążenie do odzyskania tego stanu, no i za każdym razem gdy go odzyskiwałam (choć nigdy nie do końca) znowu bum i za każdym razem większe, żeby ciężej było wyjść. Owszem sukcesy duże ale bym też nieprzeciętne. Teraz mam wrażenie, że znów stoję na progu tego stanu ale boję się, że znów coś się stanie i szukam przyczyny tego że wcześniej tak się działo.
-
Może masz coś podobnego jak ja miałam. Kilka razy w zyciu przechodziłam fazy wzlotu i upadku, z tym że upadek był aż do granicy samobójstwa. A wszystko było sterowane okolicznościami zewnętrznymi. Ja wtedy też za wszelką cenę dążyłam do tego aby mi było dobrze. I udawało mi się to osiągać. Gdy to dobrze trwało za długo to zaczynały narastać podświadome lęki i działo się cos strasznego. Traciłam wszystko co mi dawało szczęście i zostawałam zupełnie sama z ogromnymi problemami.
Ostatnie bum było już trwałe.
-
Kaja
Całe moje życie to dążenie do odzyskania tego stanu, no i za każdym razem gdy go odzyskiwałam (choć nigdy nie do końca) znowu bum i za każdym razem większe, żeby ciężej było wyjść.
Wydaje mi się, że chodzi o proces rozwoju duchowego, w którym zachodzą pozytywne zmiany. Otwierasz się na wysokie wibracje, które oczyszczają i odsłaniają traumy przeszłości. Traumu pod wpływem miłości wychodzą bliżej powierzchni świadomości i dlatego je odczuwasz. Potem ta część ujawniona uzdrawia się, a Ty odczuwasz pozytywne stany. Po nich proces dalej zachodzi, znowu "działa miłość" więc ponownie pojawia się bum, ale juz trochę inne, bo to ciąg dalszy.
-
Mateusz, tylko ten proces mnie uwstecznił niestety.
Zastanawiam się czy nie przesadziłam z podnoszeniem wibracji nie oczyszczając negatywów, tylko je stłumiłam.
-
Podczas podnoszenia wibracji zachodzi pewne oczyszczanie, ale te cięższe trzeba uwalniać, zwłaszcza przez pozwalanie sobie na ich ujawnianie, puszczanie. Ważna jest świadoma intencja, oraz, że:
jesteś bezpieczna ze swoimi wspomnieniami karmicznymi.
Żeby nie tłumić negatywów, ale je uwalniać warto stosować techniki uwalniające. Jak dla mnie najlepiej nadaje się regresing, węzły, modlitwa, rebirthing, tech uwalniania, EFT. Poszukaj też metody, która proponowała Inga, gdzieś w różnych wątkach, bo nie pamiętam.
-
Teraz to ja już wiem co robić żeby nie tłumić negatywów. Chodzi mi o przyczyny tych wcześniejszych upadków, żeby historia się nie powtórzyła. Bo pewna nie jestem czy to przez tłumienie czy jeszcze przez coś innego i dlatego ten lęk.
-
Skasowało mi się przez pomyłkę. Pisze od nowa...
Jeśli teraz już wiesz, to zrobisz z tym, co się pojawi tak, jak mówisz.
A przyczyna tych upadków, tak czy inaczej, sama się pojawi gotowa do uzdrowienia.
Dlatego potrzebne jest czucie się bezpieczną.
Chodzi mi o przyczyny tych wcześniejszych upadków, żeby historia się nie powtórzyła. Bo pewna nie jestem czy to przez tłumienie czy jeszcze przez coś innego i dlatego ten lęk.
Moze chodzić o przeżycia karmiczne. Trauma upadków to bagaż przeszłosci, bądź też reakcja na nią.