Pozytywne Inspiracje
Forum => Rozwój Duchowy => Wątek zaczęty przez: Indra w 2012-08-23, 18:50:59
-
Olga
W trakcie swoich zabiegów rozmawiasz, czy też jakby odczuwasz duszę osób, którym wypalasz węzły? Jakoś mnie to interesuje, ciekawa jestem :)
-
Indra
Rozmawiam, widzę, czuję, słyszę, ale tylko wtedy gdy chcę, lub gdy ma iść istotny przekaz.
:)
Aha, może dodam czym jest dla mnie dusza, bo z tym określeniem często jest zamotka. W sumie nie wiem na 100% czy to co okreslam duszą- nią jest czy też jest inną częścią. Najlepiej jakby trzeźwy jasnowidz powiedział mi czy dobrze określam to z czym pracuję:)
Mam kontakt z tą częścią nas która jest jakby nasza matrycą. Wypełnioną różnymi energiami, historią, doświadczeniem, to zawiera informacje nt karmy, dobrej, złej itd. A także zawiera infomacje o wyrzszych światach, wyrzszych stanach
-
No i dusza nie jest WJ ani PŚ.
Moje WJ mówi mi że dobrze czuję:) Ja ufam
-
Olga,
a jak czujesz duszę, jak to się ma do WJ, pś wg Ciebie?
-
Olga
Wysłąłem ci PW
-
Mariusz ok
Wj dla mnie jest bardziej jak Duch [ ale nie że taki z horrorów: p] Jest boskością.
A pś jest dla mnie czymś niskim. Niższym Ja.
-
mi chodziło o coś innego, czym różni się dusza od WJ, jak to czujesz?
Ja to czuję tak, że WJ jest jakby mniejsze od duszy, zawiera się w niej, jest tą boską częścią, którą możemy w pełni przejawić. Duszę zaś odbieram jako coś, co ma konkretny plan do wykonania, ma jakby swoje pochodzenie, które pewne rzeczy determinuje odnośnie danej istoty. Choć nie wiem czy tak rzeczywiście jest.
-
Wybacz ale nieodpowiem ci w jednostkach miary:D
Ale mogę w jednostkach boskich:
WJ/Duch
PŚ/ niskie Ja
Dusza: nie jest ani WJ ani PŚ, wiesz Karola, dochodze do wniosku że pracuję jednocześnie na kilku poziomach, bo i niskie ja [ pś] i wyrzej. Ale nie jest to WJ więc okresliłam to sobie duszą ;)
Narazie nie będe tego rozważać głębiej, bo to nie kostka rubika. To co piszę nie opiera się na tym co czytałam, tylko na tym czego doświadczam, więc mogę jeszcze w pełni nie umiec wyrazić się:)
Wraz z medytacją przyjda odpowiedzi, za jakis czas.
Czym się różni dusza od Wj, dusza nie jest z założenia oświecona, jest czymś na poziomie czego pracujesz ze sobą, min [ tak to odbieram]
-
Olga
To super, ze mozesz przekazac cos duszy :) gdybym miala mozliwos chciałabym ze swoją pogadac, zapytac o kilka spraw i poprosic o cos
Karola
tez tak postrzegam duszę i WJ, ktore jest oswieconą częscia duszy
-
Olga
To znaczy, że to co nazywasz duszą, nie jest ani pś, ani WJ, tylko jeszcze czymś pomiędzy? Tak to czujesz?
-
Jakoś tak:)
Nie umiem wytłumaczyć wszystkiego co czuję, jestem juz ostrożna z rzucaniem hasłami;))
-
Tak podziele się moim doświadczeniem.
Dusza to takie Ty, ponadczasowe, ponadwcieleniowe, dusza ma swoją historę, swoje doświadczenie, swoje plany, chęci, niechęci. Ogólnie warto z nią rozmawiać wejść z nią w kontakt, bo to ona manifestuje się we wcielenach jako My, My zazwyczaj utożsamiamy się z wcieleniem, które jest manifestacją duszy która chce doświadczyć pewniech rzeczy, zgodnie z tym co sobie założy ( dobrze lub źle ) . Dusza też potencjalnie jest WJ, lub inaczej można powiedzieć ma potencjał w pełni być WJ :) Może nie chcieć, może mieć złe doświadczenia których się trzyma (karmicznie), wtedy WJ widać w duszy jako ziarno, mały zalążek czy pierwiastek, nie przejawiany, odrzucany itd, jakby dusza idzie własną drogą wtedy, olewa WJ itd. Ogólnie WJ jest boską częscią duszy, chodzi o plany manifestacji duszy, plany WJ tam jest czysta boskość, dusza może to potencjalnie przejawiać, ale jak nie chce, to może odcinać się od tego i działać na własną rękę. Tak w dużym skrócie, z wieloma niedomówieniami :)
Olga,
czytam opisy wrażeń po twoich zabiegach, i aż mnie to zaciekawiło co ty tam robisz ;) Fajnie że ci się udało z tym uzdrawianiem wyjść na prostą i z tak dużymi sukcesami ;)
-
Ta rozmowa jest na tyle ciekawa, że została wydzielona :)
Sama wtrącę,jak widzę kwestię duszy - choć raczej rzadko posługuję się tą nazwą - ja odbieram, że dusza to rodzaj całości naszej istoty duchowej (pozamaterialnej) - dusza zawiera w sobie zarówno pś, świadomość i WJ - czyli jest rodzajem całości możliwości i doświadczeń. Tą indywidualną cząstką boskiej energii, jaką się jest, wraz z zebranymi doświadczeniami.
-
Nie potrafię tego wyjaśnić. Jedynie czuję. To taka trwająca obecność we mnie, z której może wyłonić się wszystko. :)
Wycisza, uspokaja, przynosi inspirację. Najlepszy dom jaki kiedykolwiek istniał :)
-
Niby tak. Tyle ze WJ nie magazynuje karmy, dlatego ja nie umiem WJ traktować jak część duszy.
To co wynika z mojego doświadczenia to:
Są 2 typu rozmów [ w moim przypadku] z daną osobą:
1. na poziomie jej niższego ja
2. na poziomie jej WJ
Mi narazie to wystarczy ;)
ad.1. Czuję ze dusza obejmuje niższe ja, aczkolwiek dusza nie jest PŚ :) Puki co traktuję duszę jak matrycę istnienia.
Pozostaje kwestia, jak się ma dusza do oświecenia, do WJ [ w przypadku który opisałam] Czy dusza sie rozpuszcza w ramionach WJ i oświeca się?;))
-
Olga,
Dusza może przejawiać się w pełni jako WJ, wypełnić się nim. Hmmm... , dusza jak przejawi WJ, to jej ciała zostaną dostrojone do WJ, tak żeby WJ mogło swobodnie na wszystkich planach działać na których manifestuje się dusza. WJ jest częścią duszy, widać to jak się patrzy na plany, oraz ciała duszy. To że nie dostraja się całkowiecie, do WJ to inna kwestia.
-
Nie lubię tematu DUSZA, ponieważ każdemu wydaje się na jej temat co innego i każdy najmądrzejszy :)
-
No to teraz Leszek zabiłeś ćwieka wszystkim tym co chcieli się wypowiedzieć w temacie :)
Ps. Faktycznie nie lubisz tego tematu :D
-
Mnie jakoś irytuje ten temat, bo tak jak Leszek napisał, wiele osób to róznie pojmuje, a to miesza. Mam jakieś złe doświadczenia z tym. Dużo istot wkręcających głupoty używało tego słowa i we mnie wywoływało to pomieszanie, jakieś dziwne koncepcje się z tym wiązały, ale cięzkie energie. Gdy próbowałam zrozumieć o co im chodzi to robiło się ciężko i czułam że miesza mi sie wszystko, zwlaszcza w relacji z Bogiem.
Choć to co Olga napisałaś chyba jest mi najbliższe.
-
Laka
Bo tutaj chodzi nie o sam temat, a o to kto ma racje. Z tego powodu są spięcia.
-
Umysł lubi dzielić to co widzi na drobne i stąd te kontrowersje na różne tematy. Z duszą jest jak z drzewem. Umysł postrzega część korzenną, pień i koronę. Tymczasem wszystko to stanowi nieodłączną całość. I tak jest z nami. Dusza, podświadomość, nieświadomość, umysł, świadomość, nadświadomość to tylko części niepodzielnego "JA", tyle, że na różnym etapie rozwoju. Ewolucja przebiega jak w przypadku drzewa. Kiedy jego jedna część rozwija się ku słońcu, inna stanowi podporę, a jeszcze inna znajduje się jeszcze pod ziemią, "w ciemności".
-
Wg mnie jak na razie nie było tutaj przekonywania, ze moja prawda jest najmojsza ;) Uważam, ze takie wymiany poglądów mogą być kształcące pod wieloma względami.
Raczej następowała wymiana spostrzezeń i poglądów. I to jest dla mnie ok, choć tez myślę, ze i tak konkluzja może być w tym temacie jedna - nie ma jednej i 100% pewnej definicji duszy, co własnie taka dyskusja może uświadomić :) Termin "dusza" jest po prostu zbyt płynny i zbytnio podatny na nieokreśloność, jako ze materia dyskusji jest dość subtelna ;)
Na co dzień przyjmuje podział - WJ, świadomość i NJ, plus odczuwam i dzielę na warstwy energetyczne - tzn. astralne, mentalne, przyczynowe, duchowe itp. Dlatego jakbym już miała używac terminu dusza, to użyłabym go do tej całości, w obręb której wchodzą te wszystkie elementy osobowości i aury boskich istot.
Olga "Tyle ze WJ nie magazynuje karmy, dlatego ja nie umiem WJ traktować jak część duszy."
Owszem, WJ nie magazynuje karmy, ale przeciez kto powiedział, ze dusza służy tylko do magazynowania karmy? :)
"To co wynika z mojego doświadczenia to:
Są 2 typu rozmów [ w moim przypadku] z daną osobą:
1. na poziomie jej niższego ja
2. na poziomie jej WJ"
Z tym się zgadzam.
"ad.1. Czuję ze dusza obejmuje niższe ja, aczkolwiek dusza nie jest PŚ :) Puki co traktuję duszę jak matrycę istnienia."
No ale przeciez podświadomośc to to samo co nizsze ja, tak przynajmniej zawsze byłam przekonana :)
To tylko inna nomenklatura - jeden nazwie te elementy WJ, ŚJ i NJ, a drugi - nadświadomosć, świadomosć i podświadomość. Te terminy tyczą się tego samego.
No chyba że źle zrozumiałam Twój wpis i chodzi Ci o to, że dusza wg Ciebie obejmuje NJ, ale nim nie jest (bez wzgledu na nazwę - NJ czy PŚ).
-
kompletnie nie rozumiem jak dusza czy "JA" może ewoluować
-
Kawałek z filmu dzień świra :)
http://www.youtube.com/watch?v=Tb1XTIcqaa4
-
kompletnie nie rozumiem jak dusza czy "JA" może ewoluować
A ja nie bardzo rozumiem, czemu JA miałoby nie ewoluować? :)
-
hehe WojtekD, tak "mojsza i twojsza" :D
-
to ja się zapytam co to jest "JA" ? :P
-
ale na czym dokładniej polega ta ewolucja?
-
to ja się zapytam co to jest "JA" ? :P
Słuszne pytanie - najpierw pewnie nalezy przed dyskusją podawać definicje używanych terminów - jak kto to widzi :)
Czym jest dla Karoli JA - tego nie wiem.
Dla mnie JA - to świadomość siebie.
-
ale na czym dokładniej polega ta ewolucja?
Karola, to zdefiniuj czym jest dla Ciebie JA - to wtedy łatwiej bedzie określić, czym może być lub nie może być dla niego ewolucja.
Dla mnie ewolucja ja/mnie samej (całościowo) - to po prostu rozwój - częścią tego rozwoju jest tez np.: dzisiejszy, ziemski rozwój duchowy. Jest to ewolucja, są to zmiany i to realne:)
-
hydrozagadka,
JA również odbieram jako świadomość, tylko zastanawiam się jak ona miałaby podlegać procesowi ewolucji?
Generalnie sama ewolucja (tutaj bardziej z biologicznego punktu widzenia) jest procesem bardziej zmian niż rozwoju (choć jedno drugiego nie wyklucza i z naszego punktu widzenia jest to widziane jako rozwój), adaptacji do danych warunków, akurat patrząc po naszych przodkach idzie ona od form bardzo prostych typu bakterie do bardzo skomplikowanych, typu człowiek. Jednak polega bardziej właśnie na adaptacji do danych warunków (wzmacnianiu cech przydatnych i eliminowaniu niepotrzebnych).
Dla mnie ewolucja ja/mnie samej (całościowo) - to po prostu rozwój - częścią tego rozwoju jest tez np.: dzisiejszy, ziemski rozwój duchowy. Jest to ewolucja, są to zmiany i to realne:)
Zmiany są, ale one są przynajmniej wg mnie urzeczywistnianiem tego, co już od zawsze w sobie masz/miałaś. Nie jest wytwarzanie czegoś nowego, a odkrywanie na nowo tego co w Tobie jest.
-
Carolieen - zatem zgadzamy się, ze JA to jest (samo)świadomość. Jako istoty ze świata przyczynowego (ta część osób) faktycznie częściowo nie odkrywamy czegoś nowego, lecz odzyskujemy to, co było poblokowane. Z drugiej strony - również jako istoty pochodzące ze świata przyczynowego - anioły wg mnie nie były w 100% rozwiniete samoświadomościowo i świadomościowo. Tak to widzę i czuję. M.in. dlatego przezyły upadek świadomości, bo nie były zdolne do przewidywania pewnych konsekwencji - bądź na to się poblokowały; były też naiwne.
Były też inne anioły, które ze swiatów przyczynowych "poszły w góre" - do światów duchowych - czyli rozwinęły bardziej swoją samo(świadomość).
Nawet biorąc pod uwagę to, ze wszyscy jestesmy boskimi istotami i wszyscy pochodzimy od Boga - nie wszyscy wydzieliliśmy sie (nie mylić z oddzieleniem) jako boskie istoty na tym samym poziomie świadomości. Prostym przykładem są też ludzie, których świadomość ewoluuje od zbiorowej (zwierzęcej) po jednostkowa, również doskonaląc się w trakcie.
Daleka też jestem od ograniczania Boga i boskości twierdzeniem, że się nie rozwija, nie ewoluuje - i co z tego, ze Bóg zawsze jest i był doskonały? To nie wyklucza rozwoju.
-
hydrozagadka,
Daleka też jestem od ograniczania Boga i boskości twierdzeniem, że się nie rozwija, nie ewoluuje - i co z tego, ze Bóg zawsze jest i był doskonały? To nie wyklucza rozwoju.
a jak można rozwijać doskonałość? biorę pod uwagę, że być może jest to poza pojęciem rozumowym czy umysłowym, jednak jakby się dało, to prosiłabym o odpowiedź
Z drugiej strony - również jako istoty pochodzące ze świata przyczynowego - anioły wg mnie nie były w 100% rozwiniete samoświadomościowo i świadomościowo. Tak to widzę i czuję. M.in. dlatego przezyły upadek świadomości, bo nie były zdolne do przewidywania pewnych konsekwencji - bądź na to się poblokowały; były też naiwne.
Były też inne anioły, które ze swiatów przyczynowych "poszły w góre" - do światów duchowych - czyli rozwinęły bardziej swoją samo(świadomość).
Nawet biorąc pod uwagę to, ze wszyscy jestesmy boskimi istotami i wszyscy pochodzimy od Boga - nie wszyscy wydzieliliśmy sie (nie mylić z oddzieleniem) jako boskie istoty na tym samym poziomie świadomości. Prostym przykładem są też ludzie, których świadomość ewoluuje od zbiorowej (zwierzęcej) po jednostkowa, również doskonaląc się w trakcie.
na dzień dzisiejszy nie uznaję podziału na anioły, ludzi, elfy itd. Rozumiem jeśli chodzi o podział pod kątem obciążeń, że przyjmuje się terminologię np. UA żeby ułatwić rozpoznawanie odpowiednich wzorców i się od nich uwalniać.
Ale nie czuję czegoś takiego jak podział pod kątem pochodzenia na istoty ludzkie czy anioły. Choć czuję istnienie aniołów, ale takich jakby to powiedzieć z wyższej półki, bardziej jako opiekunów duchowych.
-
Dla mnie doskonałość nie jest czymś statycznym - podobnie jak energia nie jest czymś statycznym - jest ruchem, zmianą; A zmiana i ruch mogą generować z pewnej perspektywy rozwój - rozwój przecież też jest zmianą i ruchem.
Mam wewnętrzne przekonanie - i jest mi bliska teoria - że Bóg (boskość) jest w ruchu, zmienia się, rozwija - m.in. poprzez nasz własny rozwój, otwieranie się na nowe, wcześniej nie przejawiane
możliwości, talenty; Zakładam też że nie każda, nawet oświecona boska istota przejawia wszystko na raz - i wcześniej już wszystko przejawiała. Samo oświecenie też nie jest wg mnie statyczne, tylko umozliwia przejawianie się boskości na nowe sposoby.
A że Bóg jest w nas, a my zawieramy się w Bogu - to gdy my się rozwijamy, przejawiamy coś nowego - to ten ruch przekłada się też na boskość.
Ok, poteoretyzowałam i pofilozofowałam, a teraz przykład:)
Zakłada się, że Bóg i boskość są nieskończone - jednak to wcale nie musi oznaczać, ze niezmienne. Załóżmy, dla potrzeby przykładu, że ludzka cywilizacja jest pierwszą tego typu. Wraz z rozwojem (otwarciem) się ludzi na nowe możliwości - w tym nowe umiejętności, wynalazki, talenta - wzrasta różnorodność przejawiania się boskości.
Zatem rozwój w sferze przejawiania się boskości wśród ludzi, miałby wpływ ogólny na samą boskość, której ludzie są przecież częscią.
Przy okazji - zgadzam się też, że w Bogu zawiera się to wszystko co najlepsze ludzie mogą przejawić - i wiem, ze można z tego punktu stwierdzić, iż nie ma w związku z tym niczego nowego, niczego, czego nie byłoby w boskim potencjale (bądź boskiej energii, zamyśle - zwał jak zwał:). Rozwój boskości w moim odczuciu jest właśnie coraz wiekszym przejawianiem się tego boskiego potencjału przez różne boskie istoty. Póki potencjał nie zostanie przejawiony, zostanie czyms możliwym, w pączku, jak nierozkwitły kwiat.
W paczku jednak nie ma niedoskonałości, to też jest doskonałość sama w sobie :)
Stąd ruch-rozwój - nie jest dla mnie w zadnym przypadku czymś sprzecznym z doskonałością.
I fakt, jest to trochę trudno przekładalne w pełni na słowa - bo w tej kwestii mam bardziej odczucia, przebłyski. I pozostaje to teorią, nie twierdzę na 100%, ze jest właśnie tak, jak napisałam.
Po prostu mi samej zgrzyta myślenie o doskonałości i Bogu jako czyms niezmiennym, statycznym.
-
Ale nie czuję czegoś takiego jak podział pod kątem pochodzenia na istoty ludzkie czy anioły. Choć czuję istnienie aniołów, ale takich jakby to powiedzieć z wyższej półki, bardziej jako opiekunów duchowych.
ok, a jak uważasz rozwijali się i rozwijają ludzie? Zawsze są na tym samym poziomie (samo)świadomości?
-
Dlatego zdziwiło mnie, ze Ty się dziwisz, że np.: JA moze ewoluować :)
A jeszcze przy okazji mnie zastanowiło - jak Ty łączysz Ja (samoświadomosć) z duszą, skoro wymieniłaś je w jednym zdaniu?
-
Może być ruch, może nie być rozwoju (świadomości). Doskonałość sama w sobie się nie rozwija bo jest pełna - zawiera w sobie nieograniczone możliwości. Rozwijać się może tylko sama świadomość doskonałości - doskonałość w trakcie się tak naprawdę nie zmienia, sama świadomość, doświadczanie jej. Można założyć że świadomość Boga się poszerza, ale jeśli Bóg już teraz ma pełną świadomość swoich nieograniczonych możliwości i świadomość ich skutków, to gdzie tu pole do rozwoju świadomości? Rozwój świadomości doskonałości nas samych, polega tak naprawdę do odwołania się do istniejącego już w pełni uświadomionego źródła - Boga. Do czego miałby się odwoływać Bóg? :)
Bogu nie jest człowiek do niczego potrzebny, to człowiek może potrzebować (przyjąć) Boga:) Ludzie też nie mają wpływu na Boga - złudzenie tego może się pojawić, ale w gruncie rzeczy chodzi o to, że jak się otwieramy (np. prosząc) to po prostu otwieramy własny kurek, czując się usatysfakcjonowani, zakręcamy go z powrotem. Widać to też w ciałach urzeczywistnienia (przyczynowe, buddyczne, atmiczne) - tam nie ma żadnego tworzenia struktur przez osobę, jest tylko stopień otwartości i jego przejaw w tych ciałach. Przekaz jest w zasadzie jednostronny - płynie tylko od Boga do nas, "od nas" do Boga pojawia się tylko wtedy gdy jesteśmy w jedności ze świadomością boską, ale tak naprawdę wynika to z tego, że wewnątrz Boga jest jego samo-doświadczanie siebie - bezwarunkowego szczęścia, bezwarunkowej miłości, spełnienia - czyli tak naprawdę nie wpływamy na Boga, a doświadczamy względem siebie tego, czego doświadcza względem siebie Bóg. Myślę że adekwatny jest przykład Leszka w tej kwestii, że chodzi o dostrojenie się do boskiej fali nadawanej w radiu. Żeby odbierać coś z radia potrzeba je tylko ustawić na odpowiednią częstotliwość. Brak nadawania, tylko odbiór
Poza tym - świadomość doświadczająca (oceniająca je jako takie) kolejnych docierających do niej bodźców jako takie same (a nie są takimi, bo każda chwila jest inna od poprzedniej), zaczyna się nudzić, ale tak naprawdę nudzi się bo blokuje zdolność doświadczenia kolejnej chwili jako czegoś nowego (świeżego, unikalnego i jedynego w swoim rodzaju). Leszek coś wspominał o facecie który pracuje na taśmie w fabryce i lubi to, przychodzi do niego kolejna część do złożenia (czy co tam:) i on za każdym razem przeżywa to, jakby robił to pierwszy raz w życiu:)
-
Myślę że kwestie czy Bóg doskonały się rozwija czy nie, można sobie luźno przemedytować, gdy wibracje oświeceniowe zaczynają się przejawiać, ale nie wiem czy jest sens szukania prawdy, teraz, bo częśto szukamy jej poprzez nieoczyszczone intencje do oświecenia, wzorce oświecenia, które filtrują a o których możemy nawet jeszcze niewiedziec że są. Prawda na ten temat może być nielogiczna, w sumie nie wiem jaka, po prostu boska świadomość ma inny punkt widzenia.
Tak wiem że zbliżając sie do 36 erd mamy coraz więcej boskiej świadomości w sobie ale czuję że o wielu rzeczach przekonany się puźniej. Mnie przynajmniej temat przerasta pomimo jakis tam przebłysków:)
-
No dobrze, ale skoro sami jestesmy boskimi istotami, z potencjalnie boskimi możliwościami, częścią Boga - to czemu mam zakładać, ze jestesmy tylko i wyłącznie odbiornikami? Im bardziej przejawiamy boskość, tym mamy więcej boskich możliwości. A boską możliwością jest również tworzenie, stwarzanie, kreacja. Tworzenie jest zwykle działaniem w jakiś nowy sposób lub w sposób umożliwiający stworzenie czegoś nowego - a powstanie czegoś nowego jest zmianą i rozwojem. Przynajmniej dla mnie i tak m.in. pojmuje rozwój w tej sferze.
To tak jak z tym wcześniejszym przykładem z pączkiem - który sam w sobie jest doskonały - a jak rozwinie się w kwiat - nadal jest równie doskonały, a mimo to nastapił przeciez rozwój. Zatem rozwój nie jest sprzeczny z doskonałością. W moim odczuciu nie jestesmy tylko odbiornikami, lepiej lub gorzej dostrojonymi do boskości - ale równiez boskimi istotami, z boskimi możliwościami przejawiania, działania i kreacji. Bóg ma nieprzeliczoną ilość możliwości działania - może działac i emanowac (kreować) niejako bezpośrednio, moze tez działać i kreować przez nas samych;
A że Bóg nie jest na zewnątrz, nie jest jakimś jedynie źródłem nadawania, tylko jest w nas, jest też nami - może stwarzać nowe (rozwijać) również przez nas, naszymi "rękoma". I w ten sposób pojawia się casus, który można rozpatrywać jako nasz wpływ na rozwój przejawiania się boskości.
Być może dla Was kreacja, powstawanie czegoś nowego, co było wczesniej tylko w boskim zamyśle, mozliwościach - nie jest rozwojem - w moim postrzeganiu jednak jest. A jak to jest w całościowo boskim postrzeganiu - nie wiem :) I nikt nie wie w 100% z obecnych dyskutantów. Dlatego mi dobrze z tym, ze nie ograniczam boskości do niezmiennej doskonałości.
-
Doskonałość sama w sobie się nie rozwija bo jest pełna - zawiera w sobie nieograniczone możliwości.
No własnie - możliwości. I z mojego punktu widzenia własnie zmiana z możliwości w przejawienie tej możliwości, jest też zmianą, rodzajem rozwoju.
Rozwijać się może tylko sama świadomość doskonałości - doskonałość w trakcie się tak naprawdę nie zmienia, sama świadomość, doświadczanie jej. Można założyć że świadomość Boga się poszerza, ale jeśli Bóg już teraz ma pełną świadomość swoich nieograniczonych możliwości i świadomość ich skutków, to gdzie tu pole do rozwoju świadomości? Rozwój świadomości doskonałości nas samych, polega tak naprawdę do odwołania się do istniejącego już w pełni uświadomionego źródła - Boga. Do czego miałby się odwoływać Bóg? :)
Czyli jednak rozwój świadomości - i samoświadomości - realnie występuje:) - w 100% jeśli tyczy się to nas samych, naszego JA itp.
Co do rozwoju boskości z tego punktu widzenia - wyjaśniłam powyżej, jak to widzę :)
-
To tak jak z tym wcześniejszym przykładem z pączkiem - który sam w sobie jest doskonały - a jak rozwinie się w kwiat - nadal jest równie doskonały, a mimo to nastapił przeciez rozwój. Zatem rozwój nie jest sprzeczny z doskonałością.
Asia,
Też tak uważam :) I myślę że tego nie da się zrozumieć logicznie czy wywnioskować, ale da się poczuć, zaobserwować :)
-
Hydrozagadka i WitekD - oboje mają racje, różnica jest tylko w podejściu do tematu. Hydrozagadka mówi o praktycznej stronie zagadnienia, WitekD bardziej z poziomu medytacyjnego.
Witek wspominał o otwartości na to co Boskie.
Tutaj bym dodał że otwartość to również akt wolnej woli wynikającej ze świadomości lub jej braku, a to wszystko wyrażone jest w działaniu. Więc warto zwracać uwagę na co się otwieramy i z jaką świadomośćią :)
Niezmienność i doskonałość Boga - nie świadczy o tym że nie może doświadczać rozwoju.
Bo na co Bogu, by był cały ten potencjał, jak mu tylko by "stał".
Gdzie tu miejsce na radość, ruch-otwartość, naturalność, swobodę, wolną wole, przepływ pozytywnej energii, która prowadzi do spełnienia - tym mówi Hydrozagadka.
Tak jak my doświadczamy rozwoju po przez otwartość na Boga, tak Bóg doświadcza rozwoju, po przez naszą świadomość w jej wyrażaniu i stosowaniu w codziennym życiu, pracy, w związkach.
Bóg jest nieograniczony (ekspansywny) wyrażaniu własnej Boskości - do tego jesteśmy mu potrzebni tak samo jak on nam.
BTW
Bardzo fajny przykład z kwiatkiem :)
-
WojtekD
Pare postow nizej pisales ,ze ten temat budzi spiecia ,bo jest udawadnianie jeden przed drugim kto ma racje:)
A tutaj otwarcie przyznajesz:hydrozagadka i WitekD- macie racje:))
Malo tego ja uwazam,ze tez mam racje w poszczeganiu duszy,dlatego ten temat nie jest z gatunku ,ze mozna go opisac slowami:)
-
Semira
Napisałem to w odpowiedzi na post Laki w którym stwierdziła że temat więcej zamiesza niż wyjaśnia.
Poprzedni post jest moją refleksją nad tym co napisała Hydrozagadka, WitekD a nie Laki.
Zresztą sam wątek trochę odskoczył od tematu i nic jeszcze nie napisałem o duszy.
-
Wojtek
Napisales,ze oboje maja racje wiec oceniles ich wypowiedzi,bedac pewnym ze Ty wiesz czym jest dusza skoro przyznales im racje.
Temat dla mnie jest mniej wiecej jak zastanawianie sie i sprzeczanie:co bylo pierwsze kura czy jajko?,kura czy jajko?,kura czy jajko?....:))
I zgadzam sie ze wiecej wprowadza zamieszania niz pozytku.
-
Chciałam napisać właśnie, że można sobie pomedytować nad tym czym jest rozwój wg Boga.
I zobaczyłam że Olga o tym napisała:)
Ja się z nią zgadzam. Myślę, że temat może być dla kogoś ważny ze względu na to, że Przedwieczni kodowali aniołkom negatywne wyobrażenia na temat Boga, mi. właśnie to, że Bóg się nie rozwija. Warto to oczyścić. Ktoś może potrzebować poukładać sobie w temacie, żeby się odblokować, pojąć czym jest harmonijny rozwój, zamiast się szarpać i coś Bogu udowadniać.
Chyba nie ma sensu na wyrost szukać mentalnie i oceniać Boga, jak już to odreagować swoje kodowania. Wtedy się powinno rozjaśnić, przynajmniej na tyle ile jest ważne i potrzebne na dany moment by iść dalej.
Gdy różne osoby mi mówią o tym, że zbieranie doświadczeń jest ważne, bo to sprawia, że nasza dusza się rozwija, ewoluuje, dzięki temu Bóg się rozwija to mnie osobiście mierzi, bo mi to zalatuje kodowaniami od Przedwiecznych. Także to słowo "dusza" w tym kontekście, które jest wtedy często używane. Do tego mówi się jeszcze o wieku duszy, jakby wiek miał być wyznacznikiem dojrzałości( wartości) duszy, ile to ona już doświadczeń uzbierała i dzięki temu pomogła Bogu się rozwijać.
Udało mi się dojść o co mi chodzi i dlaczego nie lubię słowa "dusza".
-
Mnie natomiast zgrzyta, że zbieranie doświadczeń jest ważne dla rozwoju, bo mi to się to mocno kojarzy z koniecznością trudnych doświadczeń- koniecznością cierpienia :/ że niby ta mityczna dusza wymyśliła sobie to i to, nabrała jakichś programów i wzorców i potem chce doświadczać, a ja muszę się z tym mierzyć, przeżywać i oczyszczać. Brrrr!! chyba nie ufam swojej duszy, czyli nie ufam sobie, nie mam wglądu w swoje intencje i boję się, że niedługo znowu wywinę sobie jakiś numer. Bleh :/
-
Tak jak my doświadczamy rozwoju po przez otwartość na Boga, tak Bóg doświadcza rozwoju, po przez naszą świadomość w jej wyrażaniu i stosowaniu w codziennym życiu, pracy, w związkach.
Bóg jest nieograniczony (ekspansywny) wyrażaniu własnej Boskości - do tego jesteśmy mu potrzebni tak samo jak on nam.
Może "potrzebni" nie do końca wyraża prawidłowo tą interakcję - ale tak, własnie jakoś tak ona następuje wg mnie :)
-
Chciałam napisać właśnie, że można sobie pomedytować nad tym czym jest rozwój wg Boga.
Ja własnie to sobie przemedytowałam, nie tylko rozkminiałam mentalnie ;)
Ogólnie - wyszło mi w tej chwili to, co napisałam i ok. Nie uważam tez, by rozważania były zbędne czy wprowadzały jedynie zamieszanie - nie ma niczego złego w dzieleniu się własnymi przemyśleniami i spostrzeżeniami, Do tego służy właśnie forum, wedle nazwy :)
Gdy różne osoby mi mówią o tym, że zbieranie doświadczeń jest ważne, bo to sprawia, że nasza dusza się rozwija, ewoluuje, dzięki temu Bóg się rozwija to mnie osobiście mierzi, bo mi to zalatuje kodowaniami od Przedwiecznych. Także to słowo "dusza" w tym kontekście, które jest wtedy często używane. Do tego mówi się jeszcze o wieku duszy, jakby wiek miał być wyznacznikiem dojrzałości( wartości) duszy, ile to ona już doświadczeń uzbierała i dzięki temu pomogła Bogu się rozwijać.
Udało mi się dojść o co mi chodzi i dlaczego nie lubię słowa "dusza".
To tutaj dodam - nie uważam, by zbieranie doświadczeń było ważne i tez budzi we mnie to podobne skojarzenia, co w Tobie. Ważne jest przejawianie boskości, bez ograniczeń - również na nowe sposoby. Doświadczanie boskości, a nie zbieranie doświadczeń. To jest różnica.
-
Indra
Wiele osób, zwłaszcza na Cudzie mówiło różne "odkrycia" na temat duszy, z presją, że to jest wynik bardzo wysokiego poziomu świadomości. Sprowadzało się to do tego, że dusza jest jakimś tworem, częścią nas, na którą nie mamy wpływu, która robi co jej się podoba, często bez naszej wiedzy i świadomości. To jest jakieś totalne pomieszanie. Mi pewna bliska osoba zarzuciła, że moja dusza( nie ważne że ja nic o tym nie wiem;)) teraz w tym wcieleniu przyszła do niej i ją opętała, także, że ona nie pamiętając zaszkodziła innej bliskiej osobie i zepsuła sobie z nią relację. A dowiedziała się tego, bo ta osoba jej powiedziała...no hello:)
Ja już się teraz domyślam, z czego karmicznie mogły wynikać te podejrzenia wobec mnie( moje demoniczne jazdy). No ale co dusza ma do tego:)?
Myślę, że mogłabyś popracować u siebie nad tym czym jest harmonia:) Wtedy Ci się powinno rozjaśnić.
-
W ogóle dla mnie błędem jest określanie - dusza to, dusza tamto; lub pś to, pś tamto - jakby to były jakieś niezależne od nas części, zewnętrzne, mające na nas wpływ bez naszej wolnej woli i wyboru.
To my sami wybieramy, czy coś w sobie trzymamy itp - pś, dusza, WJ ... - to tylko schematyzująco-upraszczające określenia, mające pomagać (w założeniu) w komunikacji słownej w tych tematach :)
-
Wiele osób, zwłaszcza na Cudzie mówiło różne "odkrycia" na temat duszy, z presją, że to jest wynik bardzo wysokiego poziomu świadomości. Sprowadzało się to do tego, że dusza jest jakimś tworem, częścią nas, na którą nie mamy wpływu, która robi co jej się podoba, często bez naszej wiedzy i świadomości. To jest jakieś totalne pomieszanie.
Zgadzam się, to jest pomieszanie. Choć jakoś mi to chyba umknęło z czasów bytności na Cudzie, szczerze mówiąc. Abstrahuję od tekstów Sławomira Majdy w tym temacie.
-
hydrozagadka
Ja się zgadzam z Tobą, z tym co napisałaś w poście Cytat: Laka w 2012-08-30, 10:35:21
Ważne jak rozumie się ten rozwój( to się wiąże z harmonią), na ile jest to Boski rozwój, a na ile wykrzywienie przez kodowania Przedwiecznych. Oni i białe anioły kodowały takie właśnie wypaczenia.
-
Semira
Łączysz dwa posty, które są odpowiedzią na dwa różne zagadnienia, skierowane do różnych osób.
Nie rozumie do czego ma prowadzić ta cała zabawa w łapanie za słówka.
-
Wojtek
Alez to nie jest zadna zabawa lapania za slowka tylko ja zwyczajnie zacytowalam Twoje slowa,ktore sam zreszta napisales i tyle.:)
-
Semira
Nie zacytowałaś, a wyciągnęłaś z kontekstu dwie różne wypowiedzi łącząc je.
-
Ok masz racje -zadowolony???
Paradoksalnie pisales o tym,ze watek jest watkiem udwadnianaia kto ma racje:))
-
Ok masz racje -zadowolony???
Nie jestem zadowolony tylko poirytowany.
-
No to juz sam musisz to rozgryzc co u Ciebie ta irytacje wywolalo:)
-
Przeszło mi :)
-
Wojtek
:)
-
Laka
Chyba rzeczywiście czas nad przemyśleniem sobie kwestii harmonii ; )) No właśnie coś takiego miałam na myśli, o czym napisałaś- o tym wyobrażeniu duszy, która jest częścią nas, ale to taki duchowy nasz byt, który robi sobie co chce, lata, gdzie chce i wymyśla sobie, czego chce doświadczać, a my potem musimy się z tym użerać ; >
Dobre to z tym rzekomym opętaniem ze strony Twojej duszy ;) Ja tam średnio ten temat ogarniam, ale na razie to właśnie mam jakiś dziwny lęk odnośnie tego, co ta moja dusza znowu knuje przeciwko mnie ;)
Hydrozagadka
To prawda, często stosujemy ten podział na jaznie, dusze, kij wie, co jeszcze, jakby to były jakieś oddzielne od nas byty. Zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że to wszystko tworzy MNIE, że to jestem JA. Inna sprawa to to, że niektórzy z nas niestety (ja do tej grupy należę) mają słaby wgląd w swoje rzeczywiste intencje i potem się robią z tego różne głupoty. Świadomie przecież nikt nie chce cierpieć, gdyby człowiek wiedział, że ma się przewrócić to by sobie usiadł. Niestety nieświadomość konsekwencji pewnych decyzji nie uwalnia od ponoszenia ich. Dlatego ostatnio mam takie parcie na poszerzenie świadomości- chcę mieć jak najlepszy wgląd w siebie i jak najmocniej jednoczyć moją świadomosć z Bogiem. Naprawdę już mi nudzi odgrywanie scenek z dramatów, zwłaszcza tych o odrzuceniu ;))
P.S. Niektóre teksty Sławomira Majdy mnie rozwalały swego czasu :D
-
Indra
Chodzi o to by zrozumieć, uświadomić sobie, że to jesteś Ty, Ty decydujesz,a nie jakaś tam abstrakcyjna "dusza", która robi co chce i Ty nie masz wpływu na to. To mogą być kodowania od Przedwiecznych, albo już pokodowanych innych aniołów.
Pisałam o harmonii, bo to jest powiązane. Aniołki boją się harmonii, bo kojarzą ją z brakiem rozwoju, stagnacją( wkrena). Mogą czuć się pś oszukane przez Boga i nim rozczarowane, bo tak im wmówiono, pokodowano.
Gdy zaczęłam afkować, ze harmonia jest bezpieczna, korzystna itd to mi się bardziej przejaśniło.
Teraz jeszcze mam moc do przepracowania i Boską ochronę, które zostały zaburzone, chyba jeszcze głębiej( wcześniej to było).
Może z harmonią coś jeszcze wyjdzie, nie wiem. Ale już czuję, że jak to przepracuję to otworzę się bardziej na niewinność, czystość i czystą miłość. Także ciało, kobiecość, materia, związek i ludzie okażą się bardziej łaskawe:D
-
Już nie taka abstrakcyjna, i fakt faktem mamy na nią duży wpływ, ale nią nie jesteśmy, przynajmniej nie w pełnym tego słowa znaczeniu. Bardziej ona jest nami w danym wcieleniu. Lub manifestuje się w tym wcieleniu jako My.
-
Ok masz racje -zadowolony???
Paradoksalnie pisales o tym,ze watek jest watkiem udwadnianaia kto ma racje:))
Widzę że dopisałaś.
Na to wyszło że paradoksalnie prostuję to wszystko co ciągle sugerujesz :)
-
Laka
Tak, masz rację, wiem, że właśnie o to uświadomienie chodzi. Mam wrażenie, że najważniejsze jest uświadomienie sobie własnych intencji wobec siebie, uświadomienie sobie tego, czego tak naprawdę chce się doświadczać i po co. Gdy to przychodzi, można intencje oczyszczać, zmieniać, zacząć doświadczać czegoś innego. To w nieświadomości biorą początek cierpienia i doświadczenia z nimi związane. Teraz czuję, że to właśnie braku świadomości się boję, boję się tego, że znowu zrobię sobie krzywdę poprzez swoje zaślepienia, fałszywe przekonania, nieprzytomność.
Jest mi przykro, że mam w sobie wzorce odrzucenia i prowokacje do tego, aby inni mnie ranili, krzywdzili. Nie wiem, po co mi to i skąd to wzięłam. Z jakiegoś powodu zapragnęłam tego doświadczać, ale świadomie chcę się od tego uwolnić i przyjąć wolę Boga.
Na pewno harmonia jest o niebo lepsza od chęci dowalania sobie :))) Życzę Ci przepracowania tego tematu i czerpania korzyści na każdym planie- sobie też tego życzę:)
-
Indra
Dziękuję bardzo:))
Tak sobie pomyślałam, czy Ty nie masz też poczucia winy za coś co kiedyś robiłaś? I stąd nie akceptacja siebie i dowalanie sobie, wzorce odrzucenia.
Ruszyłam z tą kobiecością i u mnie to było właśnie główną przyczyną. Spontanicznie mi Ty przyszłaś namyśl, to co pisałaś w różnych wątkach.
-
Laka
Ja właśnie zastanawiam się dokładnie nad tym samym! Wczoraj nawet przyjaciółka też mnie o to zapytała, czy nie czuję się winna z jakiegoś powodu, bo te moje emocjonalne jazdy i przekonania, których się trzymam wyglądają jej na samobiczowanie się.
Pewnie mam poczucie winy, nie wiem dokładnie, za co, ale może mieć to związek z karmą prostytutki, tak sobie strzelam póki co w ciemno.
-
Indra
:)
Karma prostytutki to może być po drodze, a pierwotnie coś głębiej:)
Tak piszę na spontan, nie wiem na pewno.
-
Laka
Ja powinnam wiedzieć, a nie wiem i to mnie wkurza ;)) mam tam jakieś w miarę świeże sprawy na wierzchu z obecnego zycia, przez które moge się czuć winna, ale nie mam pewności, czy to o to chodzi. Chyba trzeba mi więcej medytacji, może mi to pomoże uzyskać lepszy wgląd w siebie.
-
Mi pomógł, tak myślę reberhing codzienny i codzienna medytacja od miesiąca. I pewne głęboko ukryte przeze mnie rzeczy się ruszyły. Bo one były tak okropne, że ja to bardzo zakamuflowałam.
-
Ano właśnie, sprytne podświadomości doskonale umieją trudne rzeczy kamuflować. Dzięki za radę odnośnie metod :) Też popróbuję oddychania i postaram się codziennie medytować. Teraz jestem mocno nastawiona na to, aby pozbyć się tych wzorców, bo jak sobie pomyślę, że miałabym sobie zafundować powtórkę z mojego ostatniego koszmaru, to mi się robi słabo.
-
o masakra, żeście tych postów natrzaskali...
hydrozagadka,
ok, a jak uważasz rozwijali się i rozwijają ludzie? Zawsze są na tym samym poziomie (samo)świadomości?
właśnie nie czuję żeby oni się jakoś inaczej rozwijali od innych, nawet nie wiem od jakich innych, bo nie czuję zupełnie tego podziału na ludzi, anioły i inne cuda
A jeszcze przy okazji mnie zastanowiło - jak Ty łączysz Ja (samoświadomosć) z duszą, skoro wymieniłaś je w jednym zdaniu?
duszę czuję jakoś coś, co ma do spełnienia pewną rolę, zadanie, jakby wytyczne wg których najlepiej będzie się danej istocie rozwijać, JA zaś czuję jako coś większego od duszy, coś co nie jest już "obciążone" pewnymi rzeczami, takie bardziej bycie, samo istnienie
No dobrze, ale skoro sami jestesmy boskimi istotami, z potencjalnie boskimi możliwościami, częścią Boga - to czemu mam zakładać, ze jestesmy tylko i wyłącznie odbiornikami? Im bardziej przejawiamy boskość, tym mamy więcej boskich możliwości. A boską możliwością jest również tworzenie, stwarzanie, kreacja. Tworzenie jest zwykle działaniem w jakiś nowy sposób lub w sposób umożliwiający stworzenie czegoś nowego - a powstanie czegoś nowego jest zmianą i rozwojem. Przynajmniej dla mnie i tak m.in. pojmuje rozwój w tej sferze.
wg mnie nadal będzie to po prostu inne przejawianie się przez Boga, przez boską energię.
Tak jak w fizyce uznaje się, że wszystko zbudowane jest z energii, która nigdy nie ginie, jedynie zmienia swoją formę, tak podobnie postrzegam Boga - można przejawiać go w różny sposób, ale nadal będzie to tylko inna jego forma. Można by spojrzeć na to z perspektywy ewolucji i jeśli uznać ją (tutaj odnośnie ewolucji JA czy tam czegoś innego, boskiego :P) za proces przystosowywania się do określonych warunków, w tym momencie mogłabym się zgodzić, że ewolucja zachodzi. Właśnie na takich warunkach - zmieniają się realia i jest możliwy inny sposób przejawienia boskich cech.
Jednak sam rozwój jako tako nie zachodzi moim zdaniem, bo jak energia boska może się rozwijać?
-
Carolieen
"właśnie nie czuję żeby oni się jakoś inaczej rozwijali od innych, nawet nie wiem od jakich innych, bo nie czuję zupełnie tego podziału na ludzi, anioły i inne cuda"
Nic nie wspominałam w pytaniu, na które odpowiedziałaś, o aniołach czy porównaniu ludzi do innych istot ;)
Zapytałam się, czy uważasz, ze ludzka świadomość się rozwija? Zarówno u poszczególnych jednostek, jak i ogólnie - w obrębie ludzkości? Czy zawsze są na tym samym poziomie (samo)świadomości czy też jednak ich świadomość ewoluuje?
Dzięki za Twoją definicję duszy i Ja - stąd jak widzę nasza rozbieżność w postrzeganiu pewnych szczegółów - każda z nas inaczej rozumie te określenia i dla określenia czego innego je stosuje.
"Tak jak w fizyce uznaje się, że wszystko zbudowane jest z energii, która nigdy nie ginie, jedynie zmienia swoją formę, tak podobnie postrzegam Boga - można przejawiać go w różny sposób, ale nadal będzie to tylko inna jego forma."
Widać też inaczej rozumiemy słowo rozwój :) Dla mnie zmiana formy tez jest rozwojem - tak, jak podałam na przykładzie pączka i kwiatu.
No i ok - przynajmniej ustaliłyśmy, ze pojmujemy pewne rzeczy całkiem inaczej i stąd wcześniejsze niezrozumienie :)
-
hydrozagadka,
Nic nie wspominałam w pytaniu, na które odpowiedziałaś, o aniołach czy porównaniu ludzi do innych istot ;)
Zapytałam się, czy uważasz, ze ludzka świadomość się rozwija? Zarówno u poszczególnych jednostek, jak i ogólnie - w obrębie ludzkości? Czy zawsze są na tym samym poziomie (samo)świadomości czy też jednak ich świadomość ewoluuje?
ok, źle zrozumiałam pytanie:
ok, a jak uważasz rozwijali się i rozwijają ludzie? Zawsze są na tym samym poziomie (samo)świadomości?
myślałam, że napisałaś je właśnie w kontekście ludzi jako jednej z kategorii różnych istot ;)
Teraz musiałabym się zastanowić, bo to pytanie już mi inaczej brzmi. Pomyślę i odpiszę jakoś na dniach, bo chyba nie będę miała dostępu do neta w najbliższym czasie.
Póki co, dobranoc :)
-
hydrozagadka,
ok, a jak uważasz rozwijali się i rozwijają ludzie? Zawsze są na tym samym poziomie (samo)świadomości?
nie, uważam, że u ludzi następowały spore zmiany na przestrzeni ich istnienia, ale wg mnie jest to bardziej poszerzanie świadomości, nie jej rozwój, poszerzanie tej świadomości i coraz bardziej przejawianie boskiej świadomości
-
Zdziwiłam się jak szybko można załatwić pewne sprawy postępując zgodnie z mentalnością duszy.
Pewna osoba przez 10 lat wspólnej pracy ciągle mnie krytykowała, pouczała i drwiła ze mnie usiłując nakłonić mnie do swojego stylu życia który m.in. polegał na wypożyczaniu i oglądaniu dużej ilośći filmów.
Chociaż już nie mam z nią kontaktu od kilku lat to ona ciągle mi się przypominała i w myślach nadal mnie krytykowała, a ja się przed nią tłumaczyłam tak jak kiedyś. Nie potrafiłam się od tego uwolnić.
W końcu doszłam do wniosku że ona jest moim strażnikiem. Odwoływałam ją i dawałam jej wolność, tak jak to jest zalecane ale to nie pomagało.
Pomyślałam że to jej dusza nadal mnie strażnik uje. Znając trochę mentalność duszy domyśliłam się czego ona oczekuje. Ona chciała aby jej podziękować za tak długotrwałą i dobrze wykonywaną pracę na moją rzecz. Bo przecież to ja ją kiedyś zatrudniłam do tego strażnikowania mnie a ona bardzo dobrze z tego obowiązku się wywiązywała.
Ja byłam na nią wściekła za tyle lat obniżania mi poczucia wartośći i negowania mnie takiej jaka jestem. Z wielką niechęcią podziękowałam jej i jeszcze ją pochwaliłam że taka była solidna. Robiłam to wszystko w myślach podczas domowych zajęć.
I pomogło. ta kobieta wreszcie przestała mnie dręczyć. Już nie pojawia się w moich myślach.
Drugi przypadek to kobieta z którą pracowałam przez 5 lat.
Szyję ubrania dla siebie i w trakcie tego szycia ta kobieta mi przyszła na myśl. Poczułam że ona chce mi zrobić coś złego, czyli uzyskać coś moim kosztem. Tak postępowała przez te wszystkie wspólne lata pracy jadąc na moich plecach.
Przypomniałam sobie że ona mi nieraz mówiła że też chciałaby umieć szyć bo na swoją tuszę niczego nie może ładnego kupić. I że mi jest tak dobrze że ja potrafię.
Teraz mocno się zastanawiałam o co może chodzić. Bałam się jej bo ona jest bardzo silna psychicznie i zawsze uzyskuje to co zamierza.
Usłyszałam jej myśl, że ona zrezygnuje z tego pod warunkiem że ja ją przeproszę. Nie miałam za co jej przepraszać. Po chwili do mnie doszło że ona chce abym ją przeprosiła za to że ona mi zazdrościła. Tego bym się nigdy nie spodziewała. Przecież powinni przepraszać ci którzy zazdroszczą a nie ci którym jest zazdroszczone. Przecież zazdrość należy do grzechów głównych.
A ona przeżywała katusze z powodu zazdrośći, tak bardzo się z jej powodu męczyła, a powodem zazdrośći byłam ja. Nigdy bym się nie spodziewała że ktoś może żądać z tego powodu przeprosin. I żaden człowiek by nie żądał a dusza ich potrzebowała.
Przeprosiłam i przestałam czuć się zagrożona z jej strony.
Tak niewiele trzeba aby dusza poczuła się usatysfakcjonowana.
-
Inga
Fajny pomysł. Chyba wypróbuję :)
-
Inga, rozmawianie z duszami praktykuję od jakiegoś czasu i skutkuje nawet przy egzorcyzmach i innych trudnych sprawach. Ale fajnie to opisałaś tak zwyczajnie, bo to można załatwić wszystko zwyczajnie, a nie tak jak myślą ludzie, że niestworzone historie i w ogóle. Pozdrawiam Cię.:)
-
Moje 2 pierwsze próby dogadania się na razie skońcvzyły się niepowodzeniem.
Obie się czyją winne i dlatego chcą się mścić.
Tak, wiem, nie da się tego zrozumieć.
-
Leszek
Nie oczekuj racjonalnego myślenia duszy, która utkwiła w świecie astralnym, bo nawet w świecie materialnym podobnie się zachowują.
Czasami trzeba przeprosić za to czego się nie zrobiło i prosić o wybaczenie, uznając niekiedy że ta druga strona jest "silniejsza" - "wygrała".
Absurdalnie to brzmi, ale często to działa, bo duszyczka osiągnęła satysfakcje że cię "pokonała" :)
Fakt że wzorce i intencje zostały i pewnie zacznie się mścić na kimś innym, ale nam odpuszcza.
Ponoć można zwrócić się z prośbą do naszego Wyższego Ja aby Wyższe Ja danej osoby odzyskało tą część siebie ze świata astralnego. Skuteczności tego sposobu nie znam.
-
Trzeba poprobować dalej :)
-
A jednak rozwój istnieje
Na naszych oczach widzimy jak w świecie materialnym, społecznym, ekonomicznym - nabierają na znaczeniu wartości duchowe. To precedens na skalę ludzkości - wcześniej liczyła się głównie kasa i seks ;)) Przykładów można mnożyć mnóstwo a daję słowo że będzie można niedługo mnożyć ich jeszcze więcej - jakby Bóg promował włąśnie teraz te wartości, ponieważ to stare już się przejadło i trzeba stworzyć coś nowego.
A może to tylko moja projekcja - bo tak właśnie czuję w swoim wnętrzu. Ale uważam że nie tylko.
-
Jeszcze w takiej pracy z drugą duszą pomaga, gdy nie można sie dogadać mówienie formułki z hoopoono "Wybacz mi, Przepraszam, Dziękuję, Kocham Cię". Pracujesz tak jakby z oddzieloną częścią Twojej duszy.
-
No właśnie: oddzieloną. Jak takie coś 'przykleić'? Jakaś duchowa ośmiorniczka :P?
(sorry za mały offtop, ale w sumie w temacie)
-
Karina
Pozdrawiam bratnią duszę:)
Cieszę się że potrafisz rozmawiać z duszami.
W kwestii podejścia do duszy najważniejszy jest szacunek, bo w ich świecie to jest najwyższa wartość.
Leszek
W takim przypadku można próbować tłumaczyć tym duszom że zemsta im nie pomoże, że przez nią nie uzyskają tego czego chcą. Czasami trzeba tłumaczyć przez kilka dni po to aby dusza miała czas na przemyślenia.
Ja tak się zachęciłam że obserwuję czy mi w głowie nie zaczyna się jakaś rozmowa z kimś. Ale w głowie pusto. A kiedyś rozmawiałam z ludźmi w myślach na okrągło.
-
To ciekawe, ale ja przylapalam sie tez niedawno na rozmowie w myslach z innymi ludzmi - swiadomie. Tak jak pisaliscie ....to co w danym momencie przyszlo mi do glowy (jakis temat) odpowiadalam mentalnie tej osobie ....to co bym chciala jej powiedziec, gdyby stala obok. Nie wiem czy przychodzily mi do glowy odpowiedzi...od tych osob, ale ten sposob byl dla mnie jak zabawa w wyrazaniu moich emocji i ....robilam to calkiem swiadomie i naturalnie. Nie wiedzialam, ze to moze rzeczywiscie byc az tak skuteczne w naprawianiu relacji. Nieraz bylam bardzo ta rozmowa pochlonieta i przejeta, ze zapominalam o calym swiecie wokol. Dzieki na naprowadzenie - teraz bede bardziej swiadoma tego mechanizmu i moge wiecej zaobserwowac skutki takich rozmow ;)
-
W takich rozmowach ważne jest to co te osoby chcą nam powiedzieć. I całą uwagę należy nastawić na to aby wychwycić to czego one chcą.
-
StArfire
No właśnie przyklejamy oddzieloną część przez wybaczenie i pokochanie, wierząc że taki trudny dla nas przypadek jest dla nas ni mniej ni więcej jak Uzdrawiającym Aniołem.:)
Inga
coś w tym jest, bo od jakiegoś czasu postrzegam Cię jako bratnią duszę.:)
-
Inga
Chociaz powiem szczerze, że przeraża mnie kilka Twoich wzorców np. przywiązanie do cierpienia, ale pewnie dlatego że sama to jeszcze mam. Brrr :)
-
Inga
Jak moja dusza próbuje się zbliżyć do Twojej to czuje jakies przerażenie, nie wiem dlaczego ?.
-
Zaobserwowałam coś podobnego w komunikacji z duszami w Theta Healing. Gdy się robi jakieś uzdrawianie odbywa się spontanicznie właśnie taki proces, że czasami przychodzą dusze, czy też inaczej reprezentacja czyjejś podświadomości, i chce brać udział w uzdrawianiu. Przebiega to bardzo pozytywnie i bywa wzruszające, jak to wpływa na uzdrawianą osobę i na tę duszę.
Moje 2 pierwsze próby dogadania się na razie skońcvzyły się niepowodzeniem.
Obie się czyją winne i dlatego chcą się mścić.
Tak, wiem, nie da się tego zrozumieć.
Da się zrozumieć:)
To się nazywa przeniesienie - termin stosowany w psychologii, a w rozwoju nazywane jest to projekcją i wyparciem. Mają w sobie poczucie winy ("czują się winne"), więc jako mechanizm obronny,a może ochronny dla ego, stosują przeniesienie i widzą powód do ataków, żeby swojego nie ruszyć, czy wręcz wzmocnić. Mszczenie się jest formą ataku.
Może też są przywiązane do tego poczucia winy i w ten sposób mogą je podtrzymać. Może też czekają na coś, co im się obiecało, albo są zobowiązania np. czują się zobowiązane. Warto z nimi tak porozmawiać, że cokolwiek czują, to dawać temu akceptację.
Jak nie zmiękną i nie przyjmą uzdrowienia z poziomu bezwarunkowej miłości, to odesłać do światła to wszystko i Bóg to załatwi na takim poziomie jaki jest odpowiedni.
-
Fajne ;p
-
a jeszcze miałem Sylvia do Ciebie pytanie odn EFT i tej całej akceptacji w procesie. Tzn jak ty widzisz granice akceptacji w uzdrawianiu - czy kochać siebie RAZEM z czymś(wrednym)) czy POMIMO tewgo czegoś ?? :-))
-
Bezwarunkowo kochać i akceptować razem z tym i pomimo tego czegoś:)
Jest to też indywidualne, co lepiej wpływa na proces uwolnienia. W EFT stosuje się formułki "pomimo, że....", "nawet jeśli..."
Jeśli ta miłość, akceptacja jest z poziomu bezwarunkowego i światła, to tylko wspiera uzdrawianie. Jeśli to jest miłość z poziomu warunkowego, to zasila się przywiązanie do tego czegoś. Ważna jest intencja odpuszczenia sobie tego wzorca w całym procesie i wtedy jest to odpowiedni rodzaj akceptacji:)
Często jest tak w EFT, że warto najpierw popracować z akceptacją. Teraz, dzięki Theta Healing, popracowałabym z boską definicją akceptacji, żeby było szybciej z przepracowaniem intencji dot. akceptacji i kolejnych warstw wyobrażeń, emocji i przekonań w podświadomości. I wtedy wróciła bym do odczuwania akceptacji na innym pułapie w EFT.
-
Do mnie też wraca jedna osoba w myślach. Czego chce? Chce mnie zmienić pod siebie i wysyła presje, bym uległa. Rozmawiałam z nią, a właściwie nim, by sobie poszedł już i żył swoim życiem, ale jakiś uparty :P. Tak mają tyrani i despoci.
Zrobiłam przecięcie więzów karmicznych i odzyskiwanie fragmentów duszy i poprawiło się, jest to mniej intensywne.
Ale coś zostało, jakby te presje na zmianę, były atakami jednocześnie i zostały kody, takie implanty. Powyciągałam to sobie właśnie jedząc zupę, zobaczę, czy zadziała ;)
-
Karina
Ty to jesteś zaawansowana w pracy z duszami jeżeli nawet potrafisz rozmawiać ze swoją i widzisz że twoja próbuje się zbliżyć do mojej.
Nie wiem co ją może przerażać, może moje ciężkie wzorce..
Widzisz jakieś pokrewieństwo miedzy nami? hm...... zastanawiające:)
-
Sylvia
no wypróbuję tą wersję akceptacji "razem z tym" , chociaż wcześniej miałem takie odczucie, że to prowadzi w odwrotnym kierunku niż np afirmacje uwalniające
-
Cieszę się że do mnie nikt nie przychodzi:)
-
Mariusz
Do boskiego wzorca akceptacji przyszło do mnie:
Akceptacja bez oczekiwań
Akceptacja, która nie tworzy marazmu i pasywności, tylko kreuje decyzje i działania przez pozytywy i czyste intencje
Akceptacja bez przywiązań
Akceptacja, która nie tworzy przywiązań
Akceptacja bezwarunkowa
Akceptacja bez kontroli
Akceptacja, że coś jest takie jakie jest
Akceptacja, która jest manifestacją bezwarunkowej miłości
Akceptacja z poziomu światła, które jest przepływem bez stagnacji
Akceptacja, że Bóg w nas jest tą akceptacją, czyli energia akceptacji jest Bogiem (wyobraźnia
Akceptacja mocy zmiany, dzięki takiej akceptacji
Olga
A dlaczego się cieszysz? To jest bezpieczne i korzystne, gdy jest intencja jak tutaj, czyli w celu uzdrowienia i z ochroną Boga.
Może spytaj się kilku osób, które są niezależne od siebie i od ciebie, czy nie przychodzą;)
Albo obserwuj swoje sny i myśli, czy są w pełni twoje.
-
Sylwia
Ciesze się ze nic źlego do mnie nie przychodzi teraz, to źle?
A raczej: nie mam teraz podatności na to po przepracowaniu kilku tematów, moze sobie krązyć, ale czuje sie wystarczająco bezpiecznie w świetle, by zapraszac do srodka syf.
Niemniej wlasnie teraz pracuje od odcięciem sie od niskich wibracji, ale moich ktore jeszcze okresowo odzywają się i mam juz dość:)
-
Ok. Czyli uznałaś, że jak coś przychodzi, to coś złego i stąd taka reakcja cieszenia się.
Jak dla mnie nie do końca o to chodzi i dlatego nie patrzyłam na te opisy, czy sytuacje z takiej perspektywy. Raczej, że jak coś przychodzi, to szansa na uzdrowienie czegoś własnego, bo jeśli przyszło, to jest jakiś powód w osobie do której przychodzi, i ma szansę coś w sobie zmienić. Poza tym czasami to samemu było się tym "złym" w danej relacji i dlatego jakaś dusza się pojawia w otoczeniu i czeka na zwolnienie jej, bo sama nie umie, a widzi szansę u osoby , która wie jak.
Przychodzą istoty z duszą, czyli tak naprawdę nic złego, gdy powitamy ją z miłością i zrozumieniem, porozmawiamy i pozwolimy Bogu działać. Przecież naturą tych dusz jest miłość, a nie zło. A jeśli się uzdrowi, to też zwiększa się w przestrzeni, w kimś, w relacji, ilość przejawionej miłości i światła. Czyli same korzyści i pozytywy:)
-
Inga
pisałam o próbie zbliżenia się jako próbie podejścia, żeby pogadać i pobyć przez chwilę ze sobą, poczuć się, ale coś ciężko idzie.;)
Myślę, że w jakiś sposób mnie zainteresowałaś, bo rzeczywiście tak jak pisze Sylvia, podświadomie wyczuwam, że możemy sobie coś nawzajem pomóc uzdrowić, kto wie ? ;)
Sylvia
mądrze piszesz:)
-
Sylwia, prubujesz mi wytłumaczyć ze widze tylko zło w przychodzeniu dusz.
Tak nie jest, aż mnie dziwi ze na cos takiego wpadłaś, biorąc pod uwage fakt, że uzdrawiam poprzez kontakt z duszami.
Jestem w punkcie gdzie jak napisałam niżej, sporo mam już odchaczone z innymi [ zresztą aż tak dużo nigdy nie miałam, miałam robione na to analizy] i mam narazie spokój, może za jakis czas sie uaktywni cos nowego- niewiem. Mam nadzieje że ten post wyjaśnił ci juz twoje błędne podejrzenie:)
Niekażda dusza chce uzdrowienia, często chcą czegoś innego, bo sa pod silnym wpływem- i to jest juz syf i z takimi nie ma sensu "rozmawiać"
-
Sylwia, prubujesz mi wytłumaczyć ze widze tylko zło w przychodzeniu dusz.
Parafraza twoich słów to nie podejrzenie;) I nic ci nie próbuje wytłumaczyć, poza opisywaniem swojej perspektywy.
I praca z duszami, które przychodzą, nie polega na zapraszaniu do środka syfu, a wręcz odwrotnie, bo na pracy w świetle i zdrowych własnych granicach. Przynajmniej tak jest w Theta Healing. Może to kwestia pracy różnymi metodami z tym samym tematem, że inaczej sobie to wyobrażasz i masz takie skojarzenia jak opisujesz.
Karina
:)
-
Nie napisałam w poście poniżej ze uzdrawianie to zapraszanie do siebie syfu. Napisałam natomiast ze nie każda dusza chce uzdrowienia, zmiany.
"I praca z duszami, które przychodzą, nie polega na zapraszaniu do środka syfu, a wręcz odwrotnie, bo na pracy w świetle i zdrowych własnych granicach"
Jeśli ktoś jest przytomny i ma dobre intencje, i umie to robić, to zawsze tak robi bo to jest właściwa... technika.
-
Nawiązuje też do innych postów, które są tutaj.
Wystarczy tego, czas na coś innego:)
-
(Logika mówi, że nawiązujesz do mojego posta)
Pa:)
-
To, że jakaś dusza przychodzi czy że słyszy się głosy w głowie, to nie znaczy, że jest się opętanym. To po prostu tzw. wewnętrzny teatr, umysł tworzy projekcje, bo coś jest nieprzerobione z daną osobą i go `męczy`, więc tworzy obrazy i słowa, co ma pokazać, że istnieje problem do uzdrowienia. Może w tym być energia drugiej osoby, fragment duszy, który zostawiła (czyli niekoniecznie pełna projekcja), energię tę trzeba zwrócić.
-
przyjście czegoś do nas, to zawsze dobra szansa na uzdrowienie czegoś w sobie.
-
Nawet jak to baaardzo zły duch ;D
-
Olga
Nawiązuję do nie jednego twojego posta tutaj. Nawet cytuję pewne słowa, więc sprawa jest jasna do czego się odnoszę.
Przecież nie będę ciągle wklejała twoich postów i wszystkiego wyjaśniała, gdy, sama sobie możesz przypomnieć co napisałaś w danym temacie lub przeczytać;)
lukaszlm
I dodatkowo zasługa karmiczna i możliwość uczestniczenia w prawie łaski, gdy się tę szansę wykorzysta:)
-
Odnośnie Duszy widzę że temat się przegryzł i fajnie to obserwować, gdy przestało się go marginalizować.
Jak to było w przeszłości , za czasów cudownego, bodajże.
-
Sylwia, nawiązujesz do mojego posta, wlasnie, i ja na to nawiązanie odpowiadam, że jest nie logiczne. A ty wtedy piszesz, ze nawiązujesz nie tylko do tego. gdy ewidentnie widac że do tego. Troche odwracanie kota ogonem.
łukasz, ano.
-
Sylvia
Theta Healing o duszach i i uwolnieniu wolnych wspomnień własnie w aspekcie uwalniania, czyli łopatologicznie trzeba czuc swoje zwiazanie zeby puscic
-
Olga
Rozumiem, że masz swoją konwencję tak jak każdy, jednak....nawiązując do ostatniego posta i wcześniejszych, dla mnie to co robisz w tej dyskusji, jest to klasyczne przeniesienie, ale dziękuję za podzielenie się swoimi odczuciami, bo wiem, że tak naprawdę to widzisz w tej chwili. Tyle mogę napisać bez stawiania siebie, czy wpasowywania się w pewną rolę.
Nie uważam i nie widzę, żebym była aż tak wyjątkowa w temacie, żebym tylko ja rozumiała ciąg tych wypowiedzi i nawiązań. W związku z tym uznaję, że to co mogłam wytłumaczyć, nie przekraczając pewnych granic dyskusji, które są dla mnie adekwatne dla forumowych wypowiedzi i kontaktów, już wyjaśniłam Tobie wystarczająco jasno.
Iustitia
Czuć tak, a czasami wystarczy mieć świadomość, że jest połączenie. Jakiś kontakt z tematem jednak powinien być zawsze, żeby była zgoda uzdrawianej osoby na uwolnienie.
Theta Healer może nie mieć połączenia, poza kontaktem diagnostycznym z duszą, jeśli ona przyszła do kogoś w procesie. A i tak na koniec robi się rozłączanie.
Uzdrawianie wolnych wspomnień (inaczej: wolno pływających wspomnień), to często klucz do wielu tematów, które utknęły. Dużo dobrego po uwolnieniu się dzieje, a w trakcie czasem czuć niewielką zmianę w energii, chociaż znaczącą:)
-
Sylwia..eh :)
Ty mi tłumaczysz. Ty mi nie musisz tlumaczyc czegoś co ja wiem. Natomiast ty chyba nie wiesz, ze masz tendencje do przekręcania treści by chyba udowadniać sobie, że jestes jak napisałas, wyjatkowa. ?
Żeby muc komuś/ cos wytłumaczyć, gdy ma się intencje pomagania na która ktoś inny się nie godzi [ to tak apropo naszych dusz], najpierw trzeba kogoś wbić z glebę by juz nic nie wiedział i by mu się poplątało, a potem można pouczać i sie wybielać.
Oczywiście wiem ze tego nie widzisz w sobie i zdaje sobie sprawe z tego co byś napisała, zatem nie mam juz nic do napisania, ani chęci. Moze kiedyś zobaczysz głebiej, zemozesz czyms takim emanować na tych, z którymi cie cos łączy, na tych którym częśc ciebie wciąż chce pomuc. Może to jeszcze resztki bialego astralu. Dla mnier naulka taka, że widząc nasza relację głebiej, wiem juz od czego mialam sie uwolnić a co od zawsze mnie irytowało, w sobie.
-
Olga
I to takie rozumienie twoje tego o czym jest napisane wprost, jak z tą wyjątkowością. Jest napisane jedno, a czytasz drugie, bo sobie dopowiadasz. Wiem, ze ludzie sobie dopowiadają wg swoich wyobrażeń i nic w tym dziwnego, dlatego nic mi do takiego mechanizmu w sumie, poza tym, że wyjaśnianie jest zdrową reakcją, gdy się chce zrozumieć, czy być zrozumianym.
I jest to analogiczne do twoich wpisów i tego jak reagujesz na parafrazę, czy odniesienie się do pewnych słów. Piszesz jedno, a później twierdzisz, że to nie ty napisałaś takie słowa, czy że nawiązanie ktoś powinien zrobić inaczej, i oznacza to coś innego, i to ja coś wymyślam niby. Nawet nie wiem czy się zastanowiłaś i ponownie przeczytałaś co sama napisałaś wcześniej, bo tak dziwnie reagujesz. Jeszcze mi jedno przychodzi, że może to innej natury problem w komunikacji i nie ma sensu reagować na twoje reakcje, tylko pisać, że o coś innego chodziło, i stąd pytanie: czy ty masz jakąś dyslekcję, czy dysgrafię?
Staram się zrozumieć takie zachowania u ludzi na poziomie przyczyny. Zrozumienie pozwala na większe współczucie - bezwarunkową miłość, czyli pomimo.
Dziękuję za diagnozę i kosmiczne rady "od ciebie", jednak są bardzie zabawna, niż poważne na ten moment przy takim przeniesieniu.
Zrozumiałam głębiej(*), jak ludzie sobie robią samoobsługę przy pewnych wzorcach i ustawiają siebie w pewnych rolach.
(*) oj tak , stać mnie czasem na głębię, tyle lat w rozwoju, to coś tam się pogłębiło w końcu, bo przecież wcześniej, to płycizna;))))
A w tym Theta to zupełna płycizna w diagnozowaniu siebie i innych mi się zrobiła;D
Mam nadzieję, że z siebie tutaj można się pośmiać i nie wchodzi to nikomu na nic;)
A trochę na poważnie ogólnie: Warto czasami więcej pytać, parafrazować, sprawdzać i słuchać, niż diagnozować wg swoich schematów, gdy się w nich żyje od lat.
To co się usłyszy np. w Theta przekracza często własne wyobrażenia, samemu by się tego co przyjdzie nie wymyśliło, z pozycji w której się jest.
Bardzo mi się podoba zrobienie w Theta schematu i coś mi tutaj świta: "mogę zmienić pozycję w której jestem"
Co mi w tym przeszkadza?
Jak ja sobie w tym przeszkadzam?
Kto jeszcze temu przeszkadza?
Komu by się to nie podobało, gdybym zmieniła pozycję na inną, lepszą dla mnie?
Z jakiego powodu?
itd
-
Inga
pisałam o próbie zbliżenia się jako próbie podejścia, żeby pogadać i pobyć przez chwilę ze sobą, poczuć się,
Tak to właśnie zrozumiałam.
Ja mam tak silne lęki przed ludźmi że zbliżenie się do mnie chyba jest niemożliwe.
-
Pewna osoba dmucha energią śmierci na moje serce, chociaż świadomie życzy mi dobrze . Czułam to już od dłuższego czasu. Ponieważ wiedziałam że to co robi, również na nią źle wpływa, więc czekałam aż sama to sobie uzdrowi, zwłaszcza że jej dusza do mnie nie przychodziła i nie była zainteresowana aby to uzdrowić.
Dzisiaj pomimo tego spróbowałam do niej przemówić, tłumacząc jej że to co robi jest niepotrzebne, że przecież sama się rozwija, a mnie robi coś przeciwnego chcąc zabić we mnie życie, itd. Usłyszałam tylko że robi tak ponieważ ma taki przymus.
A teraz nie czuję od niej niczego, a raczej to że ona się zawstydziła że coś takiego złego mi robiła i dlatego przestała.
Tak, że myślę że takie uzdrawianie można próbować przeprowadzać również z duszami które same nie dążą do uzdrowienia relacji.
-
Sylvia - dodałabym jeszcze pytanie do postawienia sobie - co chcesz osiągnąć i jaki cel Ci przyświeca? (pytam nawiązując do dyskusji Twojej i Olgi).
Tego typu rozmowa, z elementami pouczania i nie tylko, wydaje się mieć jakiś cel. Jaki, to myślę, że wystarczy jak odpowiesz sobie na to sama.
Choć możliwe, ze to jakieś moje ograniczenia wychodzą;), że odbieram tutaj nie całkiem czystą motywację, jak np.: niepełną akceptację innego widzenia świata czy innych potrzeb niż wizje własne.
Zaznaczę też, że nie jest to pytanie złośliwe, ani nic w tym stylu. Abstrahuję też od obopólnych projekcji i dopowiadań.
-
Inga
Ja mam tak silne lęki przed ludźmi że zbliżenie się do mnie chyba jest niemożliwe.
Doceniam szczerość.
-
Leszek
Myślę że u tych osób to może być projekcja.
Zrobiły coś złego, w głębi siebie czują się winne ale nie chcą tej winy przyjąć, więc to zło z siebie projektują na kogoś innego i w nim to widzą, czego nie chcą zobaczyć w sobie. I zastępczo, zamiast siebie, atakują tego kogos innego. Zajęci atakami, nie czują swojego poczucia winy, ani nie widzą siebie. Są przekonani że postępują słusznie, karząc kogoś za zło jakie w nim widzą.
-
hydrozagadka
Tym razem nie będę się tłumaczyć z rzeczy, których nie zrobiłam. Niech to sobie pozostanie w cudzych umysłach jak chcą, nic mi do tego kiedy zmienią swoje widzenie czegoś. To sprawa między nimi, a Bogiem. Oświeceni przewodnicy duchowi nauczyli mnie swoją postawą, jak to jest w sprawach między mną, a Bogiem, między innymi, a Bogiem, poprzez analogię.
Natomiast to jest dobry przykład, że można przesadzić z diagnozami i projekcjami w przypadku dyskusji forumowych, czy innych.
Ktoś mi powiedział w czwartek, jakiś czas po moim ostatnim wpisie w tym wątku, że zdanie:
"nie mam teraz podatności na to po przepracowaniu kilku tematów, moze sobie krązyć, ale czuje sie wystarczająco bezpiecznie w świetle, by zapraszac do srodka syf."
zrozumiał jako ".......czuje sie wystarczająco bezpiecznie w świetle, by nie chcieć/musieć/potrzebować zapraszac do srodka syfu",
co jest zupełną odwrotnością do tego co jest napisane i dobrym przykładem, gdzie była niejasność.
gdy językowo oznacza to zdanie, że: może zapraszać do środka syf, bo czuje się bezpiecznie w świetle.
Tak jakby napisać analogicznie: mam wystarczająco dużo światła w sobie, by zapraszać do środka syf.
Odpowiadałam zawsze na to co jest napisane i na to jaki to nadaje kontekst wypowiedziom, a nie co ktoś myśli, czy czuje, czy interpretuje sobie.
Wolę rozmowy wprost bez telepatii zbiorowej i oczekiwania, że domyślę się co autor miał na myśli.
A to co mi się pokazuje poza tym dlaczego takie diagnozy dostałam dziwne, jakby z czyjegoś świata, gdzie to jest pewnie realne, gdzie tak jest, to już sprawa do Theta ze sobą, a nie przyczyna do kolejnych wpisów.
To co mi przyszło z Theta jako najważniejsza, transformująca informacja:
Moje pytanie: Co my tu robimy?
Odpowiedź: To tworzy rozdzielenia. A przecież zawsze chodzi o jedność na poziomie miłości.
I też jako odpowiedź płynące nowe odczucia, które więcej dały w kilka sekund, niż bym się wcześniej spodziewała:)
Te odpowiedzi od Boga w Theta, są zawsze lepsze, o lata świetle, od tego jak sama bym to ujęła np. z poziomu na którym jest dana rzecz do uzdrowienia, czy to co kiedyś słyszałam z intuicji, czy Nadświadomości jako rozwiązanie. To samo źródło, inna perspektywa:)
-
Sylvia - przecież wcale Cię nie prosiłam o żadne tłumaczenie się. Nie stawiałam tez diagnoz, czym innym jest "odbieram coś" a czym innym "stwierdzam, że tak jest". Zareagowałaś, jakbym stwierdziła - tak, Sylvia na pewno ma to i to. Zadałam jedynie pytanie, na które mogłaś sobie odpowiedzieć sama.
Obecnie wiecej pytań nie mam.
Mam prawo jednak do własnych wrażeń i odbiorów pewnych sytuacji, jak i ich wyrażania. Wyraziłam jak najdelikatniej to potrafiłam, znając Ciebie i Twoje reakcje. Nie musisz automatycznie się bronić, bo nie było w tym ataku. Pytanie to pytanie.
Trzeba też wziąć pod uwagę, że zarówno Ty, jaki Olga macie obie specyficzny, własny styl pisania (i wiele innych osób oczywiście też, nie ma w tym nic złego) - i stąd biorą się nieporozumienia. Dlatego sądzę, że warto, jak ma sie wątpliwosci i widać, że nie ma porozumienia, zapytać rozmówcę, co dokładnie ma na myśli, zamiast usiłowywać się domyślać.
-
hydrozagadka
A ja myślałam, że to uprzejme, ze odpowiadam i wyrażam coś przy okazji na forum, gdy chcesz się dołączyć do tematu i piszesz tylko do mnie;D
Nie wiem do czego nawiązujesz w tych wnioskach o co mi chodziło, bo jeśli to była reakcja obronna, to ja nie wiem gdzie był ten atak i skąd bym miała tak myśleć;D
Widziałam chęć wyrażenia czegoś, co jest w zgodzie z twoimi wrażeniami i jakoś ataku nie zauważyłam. Więc tylko mi zaświtało, że nie spełniłam oczekiwania jaka jestem, ale to chyba dobrze w tej sytuacji;)
W sumie jakie to ma znaczenie czy o co prosiłaś, czy nie prosiłaś? To nie jest wpis z mojej strony na jakieś zamówienie, tylko swoboda forumowa. Nie rozumiem takiego sformułowania, że nie prosiłaś. Tez masz swoją specyfikę pewnie;)
Przecież to nie był cytat z ciebie, ani jakaś aluzja do ciebie w specyficznej formie, tylko wprost informacja jaki jest cel wpisu o diagnozie. Wyrażam swoje zdanie i odczucia w szerszym, jednak konkretnym kontekście do którego też nawiązałaś. I tyle:)
"Mam prawo jednak do własnych wrażeń i odbiorów pewnych sytuacji, jak i ich wyrażania. Wyraziłam jak najdelikatniej to potrafiłam, znając Ciebie i Twoje reakcje."
Też tak robię wobec Ciebie, jeszcze kilku osób z tego forum, znając ich reakcje. Chociaż to już raczej wynika z uznania dla różnorodności, z bycia w innym świecie na własnej drodze, niż z tych reakcji.
Jednak bez przesady z tym cackaniem się, bo przecież jesteśmy uprzejmi, szczerzy, życzliwi, wszyscy zakładają dobre chęci, więc dyskusja może być normalna jak to przy różnicy zdań nawet, taka wprost i otwarta, bo ma swoje ramy. Teraz wyobraziłam sobie taką ramę z miłości, która tak pięknie przepływa i trochę łaskocze dla stworzenia nastroju lekkości i humoru:)))
Najważniejsze w mojej wypowiedzi było dla mnie. to co przyszło w Theta i co z tego się zrobiło się dla mnie.
Moje pytanie: Co my tu robimy?
Odpowiedź: To tworzy rozdzielenia. A przecież zawsze chodzi o jedność na poziomie miłości.
Dużo miłości i radości kochana ci życzę, i Oldze, i innym, i sobie:)
-
Sylvia :)
Gwoli jasności - ten fragment odebrałam jako typowo obronny: "Tym razem nie będę się tłumaczyć z rzeczy, których nie zrobiłam. Niech to sobie pozostanie w cudzych umysłach jak chcą, nic mi do tego kiedy zmienią swoje widzenie czegoś. To sprawa między nimi, a Bogiem. Oświeceni przewodnicy duchowi nauczyli mnie swoją postawą, jak to jest w sprawach między mną, a Bogiem, między innymi, a Bogiem, poprzez analogię."
"Nie rozumiem takiego sformułowania, że nie prosiłaś." - owo "nie prosiłam" nawiązywało to do Twojego "Tym razem nie będę się tłumaczyć" - jakbyś czuła się do tego zmuszona tzn. do wypowiedzi na ten temat i dlatego zaznaczała, że nie bedziesz się tłumaczyć. Zaznaczyłam zatem, że nie miałam na myśli stawiania Cię pod tablicą, tzn. nie prosiłam, ani nie zmuszałam ;). Chyba teraz jest to bardziej jasne? :)
Tak czy siak, myślę, że się juz dogadałyśmy :D
Wszystkiego dobrego także Tobie. :)
-
Właśnie się dowiedziałam o co chodzi z tą kobietą o której pisałam że chce cos uzyskać moim kosztem.
Jej stanowisko pracy jest zagrożone a ona szuka sobie nowego miejsca pracy.
A ja czułam że ona chce mnie wygryźć z mojego miejsca pracy.
A więc ta komunikacja z duszami jest prawdziwa.
-
Inga,
mnie już do reszty olśniło, żeby zamienić gadanie z duszami na gadanie z Bogiem.:) Ja nie jestem w stanie wszystkiego kontrolować, a ciągle podejrzewac innych o złe zamiary to choroba, ciężka choroba. Lepiej jest całkowicie poddac się Bogu, jego ochronie i prowadzeniu, jak równiez powierzyć mu wszystkie swoje problemy . I od razu robi się lekko i przyjemnie.:)
-
Jeżeli doszłaś do takiego etapu że widzisz że gadanie z Bogiem jest bardziej korzystne i potrafisz to robić, to bardzo dobrze.
Lepiej jest hurtem oddać wszystkie zagrożenia Bogu niż samemu rozprawiać się z każdym z osobna.
Ja dopiero zaczynam rozmawiać z duszami, a temat Boga jest mi zupełnie obcy, po prostu mam do niego bardzo negatywne nastawienie i szybko tego nie zmienię.
To że mogę rozmawiać z jakąś duszą, coś zmieniać, widzieć i rozumieć, to dla mnie duże odkrycie.
Mam nadzieję że to doprowadzi mnie do tego że będe mogła rozmawaić z włąsną duszą i w ten sposób siebie uzdrawiać.
-
Po prostu bądź dla siebie dobra, tego się można nauczyć.:)
-
Jestem dla siebie dobra :)
-
No to git.:)
-
hydrozadka
Dziękuję:)
-
Mateusz
Cześć twojej energii jest utkwiona we mnie. Twoja dusza pilnuje abym się na tobie nie zemśćiła za te wszystkie kilku wcieleniowe gwałty.
Rozmawiałam z nią bo chciałam ją przekonać że nie mam zamiaru się na tobie mścić. Ona nie wierzy że za takie coś mogłabym się nie mścić, zwłaszcza że jej tego nie przebaczyłam. Ja nie potrafię przebaczyć bo nie czuję się skrzywdzona.
Specjalnie piszę o tym publicznie bo jej bardzo zależy aby nie wyszło na jaw co robiła.
Myślę że może pomóc przeproszenie przez ciebie mojej duszy np w formie rytuału A. Kluzy. Bo moja dusza na pewno czuje się skrzywdzona.
-
Super artykuly na temat Duszy:)
http://www.kwiatduszy.pl/podzialy-dusz-a-prawdziwe-zwiazki-milosci/
-
Jakoś miałam potrzebę odszukania i ponownego przeczytania tego artykułu:
http://terapiaduszy.pl/rzeczywiste-aspekty-duszy-i-ich-substytuty/
-
oj fajne to: "Im większa integracja u duszy jej wypartych rzeczywistych aspektów, tym mniejsze działanie duszy i większe bycie. Dusza staje się coraz pełniejszą emanacją swojej unikalności, a jej działania są wyrazem tej unikalności, jej ekspresją" - dzieki Kornelia, to bardzo w moim temacie teraz :)
-
Fajnie Ola, cieszę się, że się przydało :) Mi też coraz bardziej o to chodzi ;)
-
Pamiętam gdy ten wętek powstawał miałam wątpliwości co do terminu dusza, niby wiedziałam ale nie wiedziałam tak w pełni, tak w sobie. Chciałam napisać, raczej dopisać.
Wyodrębniona boska świadomość z pola świadomości boga [ czy światla jak to woli] to Duch, WJ, czasem mówię sobie ze góra albo bozia.
Dusza to nie podświadomość ani Duch. Dusza to pole świadomości przeżyć, doświadczeń, przedstawiające się w formie osobowej.
To wszystko:D
No ale musialam troche pomedytować nad tym i zacząc widzieć wyraźnie granice tych obszarów w sobie. Realnie zobaczyłam ostatnio jak w moim ciele w miejsce różnych zapisanych doświadczeń, wspomnień wstępuje Duch. To mi dało zróżnicowanie i teraz doskonale wiem gdzie co mam i z czym gadam. jestem na etapie przenoszenia osobowości w wymiar Ducha i potrwa to pewnie sto lat;) a pole pamięci Duszy i pś słuzy tu pomoca ale one nie maja w sobie boskości.
Najgorsze przestępstwo to mylić WJ/Ducha/Boskość z Duszą.
Zwracam honor hunie:)
-
Dusza to nie podświadomość ani Duch. Dusza to pole świadomości przeżyć, doświadczeń, przedstawiające się w formie osobowej.
Olga, pasuje mi to bardzo.
Dla mnie to też nie był Duch, a na podświadomość za dużo :)
To już jakiś konkret jest.
Lubie czytac twoje uświadomienia :)
Inspirujesz mnie do pracy :)
-
Olga
Jeżeli dusza nie ma w sobie boskości to jak to się dzieje że ona potrafi kochać?
-
Inga bo dusza to uosobienie doświadczeń, pamięci, związków astralnych, emocji, nastawień:) Dlatego niektóre dusze kochają się, inne nienawidzą, dlatego są plany dusz, różne drogi itd.
Dusza potrafi kochać pięknie i jest taki obieg do góry w pewnym momencie i niższe ciala w tym własnie dusza są zastępowane Duchem/WJ, ale jak zyjesz tu na ziemi w Duchu to masz jednoczesnie urzeczywistnione w sobie twoje wyróżnione "ja" chociązby przez to ze przejawiasz się poprzez konkretne ciało, chociaz podejrzewam że ono sie wysubtelnia i dostraja do Ducha. Dalej nie wiem jak jest, a ksiązki-z przymróżeniem oka traktuję
Grażynka miło mi:)
-
Nie zrozumiałam co z tymi książkami
-
Bo w książkach jest dużo opisów:)
-
Ja pisałam z własnego doświadczenia
-
Tak, oczywiście, ja wiem że ty masz kontakt:), pisalam o ksiązkach w których piszą "jak jest dalej" po za to co mogę i umiem zaobserwować
-
przeczytałem "Pisałam o tym w książkach" :)
-
A tego nie wiem;)))
-
A może jeszcze nie wiesz ;P
-
Najgorsze przestępstwo to mylić WJ/Ducha/Boskość z Duszą.
Zazwyczaj duch (http://sjp.pwn.pl/szukaj/duch) kojarzony jset z czymś wyższym i bardziej transcendentnym niż bardziej osobowa, ożywiająca ciało dusza (http://sjp.pwn.pl/szukaj/dusza). Filozofowie proszeni są o ewentualną korektę :)
-
Bardzo mnie ostatnio frapuje zagadnienie planu duszy na dane wcielenie. Czy ktoś orientuje się, czy ten plan jest niezmienny, w sensie nic się z nim nie da zrobić, czy może jednak praktyki rozwojowe są w stanie na niego wpłynąc. Konkretnie chodzi mi o to, czy jesli dusza na dane wcielenie wybrała mocne trudności w konkretnej dziedzinie zycia, to czy mozna to zmienic, czy tez bez względu na nasze starania cały czas będziemy miec pod górkę i nadal zero spelnienia.
-
Bardzo mnie ostatnio frapuje zagadnienie planu duszy na dane wcielenie. Czy ktoś orientuje się, czy ten plan jest niezmienny, w sensie nic się z nim nie da zrobić, czy może jednak praktyki rozwojowe są w stanie na niego wpłynąc. Konkretnie chodzi mi o to, czy jesli dusza na dane wcielenie wybrała mocne trudności w konkretnej dziedzinie zycia, to czy mozna to zmienic, czy tez bez względu na nasze starania cały czas będziemy miec pod górkę i nadal zero spelnienia.
Z tego, co kiedyś widziałem we wglądach, to dusza ma albo plan boski albo karmiczny. Często jest to wymieszane. W danej dziedzinie może być boski, w innej karmiczny itd.
Plan boski to po prostu urzeczywistnianie prawdy o sobie. Bez jakichś problemów, lekcji karmicznych itd.
Plan karmiczny to właśnie takie zapętlanie się, lekcje karmiczne, cierpienie itd.
I widziałem właśnie, że jak dusza wychodzi z tych pętli karmicznych, integruje te swoje aspekty siebie prawdziwej, wtedy zmienia decyzje, widzi prawdę i puszcza plan karmiczny w jakimś obszarze i otwiera się na plan boski w tym miejscu.
-
Indra, podobno dusza przed wcieleniem wybierajac plan wie, czy da rade podolac czy nie. Jesli wybrala jakas sciezke, to dlatego ze razem z Opiekunem dokonali wyboru wspolnie i zdecydowali, ze plan jest do wykonania ;) Nie poddawaj sie! :D Polecam Michaela Newtona.
-
Indra,
Będziesz miała 20 lat rozwoju za sobą i nadal brak postępów, to będziesz mogła narzekać na jakieś niezmienne plany :P
Weź się otrzeźwij, dziecko :D
-
Martinus
No właśniw chodziło mi o to, czy można przekroczyc plan karmiczny, czy jest to w ogóle wykonalne. Wiem, że w pewnych dziedzinach życia mam mocno nabrudzone, pomieszana, trudna karma, itp. Nie wiem, czy moja dusza na to wcielenie nie wybrala sobie, ze ja sie w tym życiu w tej dziedzinie nie spełnię, tylko będę się nieustannie zmagac ztrudnosciami i rozczarowaniami, przeszkodami. Spełnienie ewentualnie w jakims następnym wcieleniu.. zatem zaczęlam się zastanawiac, czy w takiej sytuacji ja w ogóle jestem w stanie cokolwiek na to poradzic, czy tez moje starania i tak wpadną w próznie i zdadzą się psu na bude.,
Czyli uwazasz, ze wyjscie z takiej pętli jednak jest mozliwe?
Magic
Dziękuję, Newtona jeszcze nie czytałam, może się zapoznam, bo jednak mnie to ciekawi i to coraz mocniej. Dzięki za slowa otuchy :)
-
Lynd
Aha, dzieki :D no co, każdy ma czasem chwile zwątpienia ;)
-
Indra, znam osoby, ktore w planie karmicznym mialy ciezka chorobe, albo i smierc w mlodym wieku. Przekroczyly plan, wyszly z zapetlenia i maja sie dobrze :-)
-
Lynd Ty juz dzis nic nie pisz, prosze Cie :)))
-
Kinga
I to jest naprawde budujace, dziękuję : ) o to mi właśnie chodzilo.
Zwłaszcza, ze jak mi ktoś wczoraj karty postawił, to mnie ciary przeszły : ) na logike to przeciez wszystko zalezy od intencji, a te, jak wiemy, mozna zmienic przeciez
-
Martinus
Czyli uwazasz, ze wyjscie z takiej pętli jednak jest mozliwe?
Tak, oczywiście.
-
Tak, oczywiście.
Marcin ale po 20 latach rozwoju, czy szybciej ? :)
-
Kinga, Jezu, to jest nadzieja !
Znam pewną młodą osóbkę, ktorą bardzo kocham , a która sobie założyła ok 8 lat.
Skonczyła, Bogu dzieki właśnie 8 lat ! I ma sie dobrze. Ponoć sprawa się przesunęła w nieokreśloność :)))
Ale działałam ! I prosiłam mądre i profesjonalne osoby o pomoc .
W realu.
-
Marcin ale po 20 latach rozwoju, czy szybciej ? :)
Każdy w swoim właściwym czasie ;).
-
Przekroczenie planu karmicznego jest jak najbardziej możliwe. Wszystko zależy od naszego zaangażowania. Można powiedzieć, że to zdarza się nawet osobom nie rozwijającym się duchowo, ale za to mającym silną wiarę, że może zdarzyć się cud-łaska Boga i do tego oczywiście MODLITWA.
Odniosłem wrażenie, jakby poprzez rozwój duchowy niektórym udało się "przerobić" plan karmiczny na to wcielenie i dostali nowy.
-
Odniosłem wrażenie, jakby poprzez rozwój duchowy niektórym udało się "przerobić" plan karmiczny na to wcielenie i dostali nowy.
Dla mnie jakoś plan karmiczny to wymysł dusz, a nie Boga i jest raczej formą choroby duszy, która powstała w wyniku zamykania się na boskie. Tak to przynajmniej obecnie widzę.
Więc wyjście z karmy to uzdrowienie się duszy i otwarcie w pełni na boski plan, który w końcu może się zacząć realizować. Plan karmiczny, bycie w nim, wstrzymuje realizację boskiego planu, urzeczywistnia np. naszej boskiej unikalności, boskiego potencjału, unikalnych talentów, ścieżki światła, cudownego życia tutaj na Ziemi, totalnie spełnionego.
Wpierdzielanie się w jakieś lekcje karmiczne itd., cierpienie itd., plan karmiczny, z tego, co uważam, na dzień dzisiejszy, to wynika z bycia dusz w takiej strukturze karmy, która jest substytutem prawdopodobnie królestwa bożego, boskiego świata. Dusze odrzucają królestwo boże i pojawiają się w substytucie jego - w strukturze karmy.
Fakt, że dusza powtarza lekcję karmiczną, aż coś zrozumie, jaka jest prawda itd., i wtedy wychodzi z niej, i ma się wrażenie, że do tego karma jest, żeby się uczyć itd., ale ja to widzę bardziej na zasadzie błądzenia, aż w końcu się zrozumie, że nie tędy droga. Ja nie czuję w tym ręki Boga, raczej jakąś chorobę dusz. A Bóg, wyższa jaźń nie ingerują, bo szanują wolną wolę.
Czyli stan bycia w karmie - według mnie - to jest jakiś stan choroby, i dopiero wyjście z tego sprawia, że zaczyna się w pełni żyć, w rzeczywistości, korzystając w pełni, co dał Bóg.
-
Indra,
Gdybyś miała nie przekroczyć, to byś nie siedziała na forum duchowiackim, tylko byś pisała książki o tym jaki to ten świat jest zły. Kto wie, może nawet stałabyś się sławna, i wtedy byś miała dylemat: wszyscy by Cię kochali za to, że miałabyś życie do dupy;) Oczywiście z wyjątkiem samej siebie.
Albo po prostu byś siedziała cały dzień na fb i wrzucała obrazki smutnych pań z napisami w stylu:
PRAWDZIWY MĘŻCZYZNA KOCHA KOBIETĘ DLA NIEJ SAMEJ!
CHŁOPIEC -- PORZUCA DLA NOWEJ ZABAWKI!
JEŚLI TEŻ JESTEŚ KOBIETĄ W ŚWIECIE CHŁOPCÓW, UDOSTĘPNIJ....!
Nieprzekraczalna karma to wg mnie taka, w której nawet człowiek nie postanawia nic działać, bo tak bardzo jest uwikłany. I takim to rzeczywiście pisane jest ileś wcieleń przerabiania. Ileś wcieleń, czyli setki czy tysiące lat, a nie te kilka lat rozwoju które masz za sobą.
Rozchmurz się kuźwa idź jakieś kucyki pooglądać zamiast się smęcić :>
-
"Rozchmurz się kuźwa idź jakieś kucyki pooglądać zamiast się smęcić :> ..."
Tekst,który mnie od rana pozytywnie rozwalił :-)))...
-
"Wszyscy by cie kochali za to, ze miałabyś życie do dupy" - a wot dylemat !
Biez wodki nie razbieriosz ;))
Miałam taką przyjaciołkę, przy której gdy narzekałam to mi współczuła, była taka ciepła i dobra dla mnie.
Ale gdy powiedziałam np że chcę być szczęśliwa, po prostu, bogata i takie tam , to ujawniał się u niej taki jakiś szczękościsk ;)
Czuję, że była wiedźmą i to silną, kiedyś tam ( obecnie zna się na ziołach i zajmuje się radiestezją ), i podswiadomie lub nie, uruchamiały się u niej teraz klątwy, złorzeczenia itd.
Sama bardzo się bała 'złego oka', spojrzeń, choć jest prowokatorką i lubi być, jak sama powiada, ekscentryczna - i to akurat jest u niej sympatyczne.
Ale te klatwy właśnie .
Sama rzucała to i wie jak działają. I sie ich boi.
Leszek kiedyś powiedział, że klątw najbardziej boją się ludzie, którzy je kiedys sami rzucali, posługiwali się nimi.
Jest cudnym w sumie, czerwonym aniołkiem. Podoba sie mężczyznom - jest, jak to ona powiada, "inteligentna i oczytana" - przy pierwszym pokazuje na konkretny biust, przy drugim na swoja pupę w stylu Jennifer Lopez ;))
But. . . Kiedy miała ok 28 lat została wdową. I dotąd jest.
Ma cudowne dzieci, wnuki. Dużą, kochającą rodzinę, siostry.
Ale jako zodiakalna ( nie przesadzajmy jednak z tym zodiakiem ;)) Panna jest wybredna i upierdliwa - trudno jej dogodzić, czytaj 'dobrać sobie' kogoś.
I/lub się boi pokazać, że jest szczęśliwa :(
Zresztą ja myślę, ze to jest takie typowo polskie - lepiej narzekać niz się chwalić.
Żeby nikt nie zazdrościł !
Żeby nie zapeszyć !
-
Martinus
To jest kwestią tego co rozumie się pod hasłem plan karmiczny. Bo są różne rozumienia samej karmy. Dla mnie plan karmiczny nie jest mechanicznym, bezmyslnym odgrywaniem karmy. To nie jest też tkwienie w chorobie duszy. Samo rozumienie słowa karma też jest różne, bo dla niektórych jest to tylko coś negatywnego, coś do odpracowania. Ja przyjmuję, że karma może być negatywna, jak również pozytywna. Jeśli ktoś przychodzi na świat w rodzinie dziesięciu najbogatszych ludzi na świecie a potem przejmuje majątek po niej, pomnaża go i żyje w luksusie, to z czego to wynika?
Chodzi więc o zasługe karmiczną, o dobrą karmę, o talenty, sprawności, dokonania.
Żeby nie było nieporozumień powiem, że można by zamiast planu karmicznego jednoznaczniej powiedzieć, że są scenariusze życiowe. W oparciu o nasze dotychczasowe dokonania pojawia dalsza część, scenariusz, droga życia.
Jak dla mnie to widać gołym okiem, jak ludzie mają na to życie przewidziane najważniejsze rzeczy: rodziców, partnera /konkretnie/ lub bycie singlem/, jakie cechy rozwijać w tym zyciu... Wszystko z wolną wolą - świadomą bądź nieświadomą. Nieświadoma czy mechaniczna reakcja, działanie - to też jakis wybór.
W takim rozumieniu jak napisałem, wg mnie nie ma tu nic z choroby duszy.
-
Dla mnie jakoś plan karmiczny to wymysł dusz, a nie Boga i jest raczej formą choroby duszy, która powstała w wyniku zamykania się na boskie. Tak to przynajmniej obecnie widzę.
Więc wyjście z karmy to uzdrowienie się duszy i otwarcie w pełni na boski plan, który w końcu może się zacząć realizować. Plan karmiczny, bycie w nim, wstrzymuje realizację boskiego planu, urzeczywistnia np. naszej boskiej unikalności, boskiego potencjału, unikalnych talentów, ścieżki światła, cudownego życia tutaj na Ziemi, totalnie spełnionego.
Wpierdzielanie się w jakieś lekcje karmiczne itd., cierpienie itd., plan karmiczny, z tego, co uważam, na dzień dzisiejszy, to wynika z bycia dusz w takiej strukturze karmy, która jest substytutem prawdopodobnie królestwa bożego, boskiego świata. Dusze odrzucają królestwo boże i pojawiają się w substytucie jego - w strukturze karmy.
Fakt, że dusza powtarza lekcję karmiczną, aż coś zrozumie, jaka jest prawda itd., i wtedy wychodzi z niej, i ma się wrażenie, że do tego karma jest, żeby się uczyć itd., ale ja to widzę bardziej na zasadzie błądzenia, aż w końcu się zrozumie, że nie tędy droga. Ja nie czuję w tym ręki Boga, raczej jakąś chorobę dusz. A Bóg, wyższa jaźń nie ingerują, bo szanują wolną wolę.
Czyli stan bycia w karmie - według mnie - to jest jakiś stan choroby, i dopiero wyjście z tego sprawia, że zaczyna się w pełni żyć, w rzeczywistości, korzystając w pełni, co dał Bóg.
Uważam, że jednak karma jest swoistą "szkołą" dla duszy, która jak małe dziecko uczy się tego, że jego czyny, myśli, uczucia, przekonania i słowa mają swoje ściśle okreslone konsekwencje. Każdy napotkany człowiek i sytuacja służy nam za lustro w którym możemy na bieżąco to korygować, żeby wzrastać.
Ćwiczenie lekcji z "Kursu cudów" pomaga w kształtowaniu nawyków myślowych, od których się wszystko zaczyna, nawyków zwracania się w każdej sytuacji do Wyższego Ja, duchowości, Boga jak zwał tak zwał.
Silne cierpienie, którego wielu ludzi doświadcza w róznych sytuacjach jest takim dobitnym sygnałem, jak bardzo zboczyli z tej drogi i naprowadza ich z powrotem na duchowość (bo nawet Łazariew to pisze, że jednak w wielkim cierpieniu, nie wiem jak zatwardziali ludzie w końcu zwracają się ku Bogu).
To co piszesz Martinus, to jest patrzenie na to wszystko z pozycji już Wyższego Ja, Boga, tak jak dorosły patrzy na małe dziecko i widzi jego etapy dorastania. których jednak w moim odczuciu nie da się ominąć.
-
Uważam, że jednak karma jest swoistą "szkołą" dla duszy, która jak małe dziecko uczy się tego, że jego czyny, myśli, uczucia, przekonania i słowa mają swoje ściśle okreslone konsekwencje. Każdy napotkany człowiek i sytuacja służy nam za lustro w którym możemy na bieżąco to korygować, żeby wzrastać.
[...]
To co piszesz Martinus, to jest patrzenie na to wszystko z pozycji już Wyższego Ja, Boga, tak jak dorosły patrzy na małe dziecko i widzi jego etapy dorastania. których jednak w moim odczuciu nie da się ominąć.
No właśnie, ja jakoś czuję od dłuższego czasu i miałem też wglądy w tym temacie i coraz bardziej się przekonuję, że bycie w karmie to skutek odrzucania przez dusze planu boskiego. I karma nie jest żadną szkołą, lekcją itd. Z pewnej perspektywy tak to można interpretować.
Czuję, że dusze gdzieś na początku, w którymś momencie odrzuciły ten boski plan, i stworzyły strukturę karmiczną, gdzie są zarządcy karmy itd. I w tej strukturze są lekcje itd. Ale to jest coś sztucznego.
Wyższe jaźnie są cały czas przy duszach, ale nie mogą ingerować, bo szanują wolną wolę. Więc jak dusza coś zrozumie, "lekcje karmiczną", to może wyglądać, że wyższe jaźnie są zadowolone itd., i tak jest, ale czuję, że tu nie chodzi, że boską intencją jest bycie w takiej lekcji karmicznej. Taka jest intencja duszy.
Przesiąknięci jesteśmy tym myśleniem o karmie, o mądrości w niej, że to takie ważne itd. Od jakiegoś czasu zacząłem jednak czuć, że to jest coś sztucznego, struktura stworzona przez dusze.
Boski plan to urzeczywistnianie siebie, a nie szukanie siebie przez lekcje karmiczne, szukanie prawdy przez lekcje karmiczne.
Z tego, co widzę, ścieżki światła dusz, czyli ścieżki w życiu największego spełniania nie polegają na przerabianiu lekcji karmicznych, ale na coraz pełniejszym urzeczywistnianiu potencjału danej duszy, jej unikalności, urzeczywistnianiu jej coraz bardziej i bardziej.
Więc, na razie, będę jednak ustawał przy tym, że karma to obciążenie, sama idea karmy, bycie w karmie. Że nie jest to w boskim planie. Że tak naprawdę jest to sztuczny twór dusz. Substytut czegoś, być może właśnie boskiego świata, królestwa bożego, boskiego planu.
Dusza wybiera odgrywanie lekcji karmicznych, planu karmicznego, zamiast planu boskiego.
Piszę to też na bazie tego, co wychodziło mi wglądach. Że np. moją funkcją karmiczną, to jest funkcją, którą się ma w strukturze karmicznej, to było tworzenie planów karmicznych dusz i wprogramowywanie ich w dusze w postaci takiej kulki światła.
A potem w sesjach mi wychodziło, bo kiedyś były jeszcze 2 końcowe etapy, że dusza po uświadomieniu sobie prawdy, usuwała jakąś część planu karmicznego z tzw. księgi życia duszy, i w to miejsce wprowadzała plan boski, który widziałem jako taki świetlisty.
Czyli ta struktura karmy, w której jest karma itd., to - według mnie na dzień dzisiejszy - taki sztuczny wymysł dusz, sztuczna struktura, i to wszystko jest, bo dusze na jakimś poziomie siebie odrzucają boski plan, boskie królestwo, w którym nie trzeba niczego się uczyć, poznawać, tylko realizować, urzeczywistniać swój potencjał z absolutu, urzeczywistniać go, manifestować, bo na pewnym poziomie wszystko mamy, wszystko wiemy itd.
Gdy np. maluję dla przyjemności, doświadczam totalnej radości wtedy, czy odgrywam karmę? Nie, przejawiam, urzeczywistniam coś w sobie, pasję, radość itd. To jest boski plan.
-
Ja miałam jeden taki wgląd, że wcieliłam się do tej rodziny ponieważ myślałam że zgodnie z moją karmą muszę i że muszę przerabiac swoją karmę. I byłam bardzo zdziwiona uświadomieniem sobie i możliwością tego, że przecież mogłabym ominąć karmę i wcielić się zgodnie ze swoją wolą. Poczułam wtedy gdy to sobie uśwaidamiałam taki jasny błysk. Gdybym wiedziała o takiej możliwości i gdyby mi nie wmówiono że muszę iść zgodnie z karmą to bym podjęła zupełnie inną decyzję.
-
Wiem też że są władcy karmy którzy pilnują dusz aby się wcielały zgodnie ze swoją karmą, po to aby ją przerabiać.
-
Martinus
medytowałam sobie dzisiaj trochę nad tym tematem i pojawiły mi sie nowe wglądy:)
1) rzeczywiście wyraźnie zobaczyłam to co mi mówiłeś, że z jakiegoś powodu moja dusza odrzuca miłość, boi się poddać miłości, więc może to mieć wpływ równiez na odrzucanie planu boskiego, a trzymanie się karmicznego.
2) jednak przychodzi mi równiez na myśl, że żebym mogła dojść do tego etapu, musiałam się trzymać planu karmicznego.
-
A co ciekawsze, to stwierdzam, że moje serce nie ma problemu z przyjęciem miłości, natomiast mają problem z przyjęciem (nie wiem jak to nazwać) trzewie, moje trzewie, albo mi przychodzi do głowy nazwa z WWH mózg ciała. Coś to komuś mówi ?
-
A co ciekawsze, to stwierdzam, że moje serce nie ma problemu z przyjęciem miłości, natomiast mają problem z przyjęciem (nie wiem jak to nazwać) trzewie, moje trzewie, albo mi przychodzi do głowy nazwa z WWH mózg ciała. Coś to komuś mówi ?
Karina zrobiłem wgląd w Twoją duszę odnośnie tego, co napisałaś. Najpierw tu wkleiłem, ale koleżanka mi zasugerowała, że to chyba nie jest dobry pomysł, więc wykasowałem i wysłałem w prywatnym poście :).
-
To wszystko co piszecie o karmie jest prawdą z boskiego poziomu. Z niego wiele rzeczy jest sztucznych które na drodze do oświecenia zanikają bądź są transformowane. Jeśli np. uwolnisz emocje, zniknie ciało astralne. itd.
Karma oczywiście okaże się sztucznym tworem, kiedy wyjdzie się poza karmę, kiedy człowiek jest tak wysoko w wibracjach, że już nie podlega karmie.
Póki co, karma jest, jaka by nie była sztuczna, urojona. Z karmą trzeba coś zrobić. Nie mówię, że karmę trzeba odpracowywać co do joty. Ale jakoś rozmontować ją trzeba.
Ja już nie chcę omijać, przekraczać, wychodzić poza karmę, bo gorzko się rozczarowałem. To było za wcześnie jak na mój poziom.
Nie tak dawno dostałem info, że dusza/PS ojca szuka sobie na następne wcielenie kogoś innego na moje miejsce. Po intensywnym uzdrawianiu relacji z nim, nie pasuję do jego oczekiwań, które do tej pory świetnie spełniałem. Można powiedzieć, że tutaj wyszedłem z karmy.
Co ciekawe ojciec od tego właśnie czasu zachowuje się wobec mnie zupełnie inaczej niż do tej pory, choć nic mu nie mówiłem o moim odczuciu. Tak jakbym mu już nie był przydatny do jego celów.
-
Walka z karma, silowanie sie, zeby z niej wyjsc, z pewnoscia skutkow nie da, jedynie wzmocni nasze uwiklanie.
-
Mateusz,
ojciec nie musi stać już w Twoim polu w roli... Rodzice to nasze najgłębsze wzorce i dlatego tak to jest zmontowane, żeby nie uciec szybko od siebie ;) tylko niestety musimy na nich patrzeć, czyli na swoje lustro głębokich energii.
Moja kolezanka która jest dosyć swiadoma opowiadała mi jak to chciala uciec od rodziny i wyprowadziła się do innego miasta. Tylko jak kazdy z nas, uciekła ze swoim POLEM energetycznym :) i mówi do mnie: wiesz, siedze w firmie i patrze jak ludzie z którymi pracuje odgrywają mi role. Widze matke, ojca, brata itd .. :)
Zatem jak zmienisz pole, to wchodzą w nie już inne role ...
-
Davvidia
ojciec nie musi stać już w Twoim polu w roli...
Do tego dążę, już mi wystarczy. Oczywiście nie walczę, bo to jeszcze mocniej wiąże. Dostałem szansę uzdrowienia z nim karmy. Do tańca trzeba dwojga; kiedy ja nie jestem już zainteresowany, zmieniłem swoje wzorce, to on wie, że jeśli chce dalej pełnić taką rolę, jak do tej pory musi sobie znaleźć do niej kogoś innego.
-
Czuję, że z karmą to jest tez tak, że należy zadośćuczynić.
Przynajmniej tak wypada :)
I tu mam problem. Bo jeżeli takie na przykład strzygi ( wiem, że to może jest upierdliwe, but . . . ;) ), jako takie swoiste "Maszyny do siania spustoszenia", wcielaja się ponownie, a przecież karma to karma i odcierpieć za swoje muszą :))), no tak , ale czy one mają duszę ???
Czy to tylko bezemocjonalne prawo karmy powoduje, ze przejdą przez to, co wynika z tego co narozrabiały ?
Bo dusza tu w tym przypadku nie ma udziału .
-
Martinus,
Gdy np. maluję dla przyjemności, doświadczam totalnej radości wtedy, czy odgrywam karmę? Nie, przejawiam, urzeczywistniam coś w sobie, pasję, radość itd. To jest boski plan.
Nie jestem zwolennikiem komplikowania spraw, ale. Karma zaklada rowniez "zasluge karmiczna", czyli "dobra karme". To znaczy, ze mozemy doznawac radosci i przyjemnosci realizujac nasze talenty karmiczne, a takim moze byc np. malowanie. Moze nie jest to tak czysta radosc jak wtedy, gdy wyrazamy nasza "najprawdziwsza" nature, poza karma - nie wiem, troche teoretyzuje, ale w sumie to istotne. Laczy sie zreszta z pytaniem, ktore Ci niedawno zadalem. Bo tutaj pojawia sie tez kwestia: po co uwalniac sie od dobrej karmy? Przyjemniej dac sie jej zrealizowac.
-
Osobiście jestem zwolennikiem podejścia, że sam kreuje swoje życie - swoimi obecnymi wyborami i wpływem przeszłych, które wciąż działają. I niczego nie muszę - nie muszę zadośćuczynić, nie muszę się karać czy realizować konkretnych planów na moje życie. Sam decyduje o tym jak chce żyć i jaki kształt nadać swojemu życiu. Świat gwarantuje nam nieograniczone pole do popisu, a my możemy sobie żyć w taki sposób, jaki nam odpowiada - to jest właśnie prawdziwa wolność.
Dla mnie prawdziwym przełomem było poczucie, że dla Boga nie ma znaczenia jak ja żyje i co osiągam, w jakim tempie. Nie muszę gnać na złamanie karku ku oświeceniu, zresztą to nic nie daje. Pośpiech odcina nas od prawdy. Poczułem, że mogę się swobodnie nacieszyć materialnym światem, prostymi rzeczami, których sobie odmawiałem całymi wcieleniami. Mogę się skupić na rozwoju rzeczy bezużytecznych z punktu widzenia rozwoju duchowego i to jest też w porządku. Mogę poświęcić całe życie różnym rzeczom, które niekoniecznie zbliżą mnie do oświecenia i to też jest w porządku. Mam nieskończenie wiele czasu. Mogę wszystko i realnie nic nie tracę.
To nie zmienia faktu, że i tak chce wybierać jak najkorzystniej dla siebie, ale dobrze jest to robić z poziomu serca, a nie przymusu czy jakiejś nerwicy rozwojowej.
-
T
Ja już nie chcę omijać, przekraczać, wychodzić poza karmę, bo gorzko się rozczarowałem. To było za wcześnie jak na mój poziom.
A na czym polegało to przekraczanie karmy?
Ja sobie jeszcze przypominam jak mi ciągle powtarzano i wmawiano- masz ciężką karmę więc musisz mieć ciężkie życie, nie da się inaczej. I uwierzyłam że tak musi być.
-
Karina zrobiłem wgląd w Twoją duszę odnośnie tego, co napisałaś. Najpierw tu wkleiłem, ale koleżanka mi zasugerowała, że to chyba nie jest dobry pomysł, więc wykasowałem i wysłałem w prywatnym poście :).
Dzięki :)
-
Nie jestem zwolennikiem komplikowania spraw, ale. Karma zaklada rowniez "zasluge karmiczna", czyli "dobra karme". To znaczy, ze mozemy doznawac radosci i przyjemnosci realizujac nasze talenty karmiczne, a takim moze byc np. malowanie. Moze nie jest to tak czysta radosc jak wtedy, gdy wyrazamy nasza "najprawdziwsza" nature, poza karma - nie wiem, troche teoretyzuje, ale w sumie to istotne. Laczy sie zreszta z pytaniem, ktore Ci niedawno zadalem. Bo tutaj pojawia sie tez kwestia: po co uwalniac sie od dobrej karmy? Przyjemniej dac sie jej zrealizowac.
Pamiętam o tym poście, ale nie czuję tego czegoś jeszcze, a nie chcę pisać z wyobrażeń, czy wiedzy opartej na wyobrażeniach. Ostatnio to lepiej widzę u siebie, gdy wiedza pochodzi, bo coś widzę, i gdy jakaś wiedza pochodzi z wyobrażeń, które z kolei oparte są na tym, że czegoś nie widzę tak naprawdę.
Na dzień dzisiejszy nie czuję, żeby karma dobra czy zła się różniła wiele. Co innego się dostaje, ale... przyjemne zdarzenia w życiu równie dobrze mogą wynikać z tego, że jest manifestacja aspektów rzeczywistych w nas, ktoś ma zintegrowaną miłość, i to będzie się odbijać jak w lustrze w jego życiu. To nie oznacza, że to musi być dobra karma.
Ja wierzę w coś takiego, że nie jest tak, że albo w całości się jest w karmie, albo nie. Z tego, co widzę, pewne obszary mogą być w karmie, a inne już w boskim planie.
Nie czuję po prostu takich pojęć jak dobra karma czy zła karma. Wiadomo, że dobrą karmą nazywa się, gdy komuś zdarzają się fajne rzeczy w życiu, a złą nieprzyjemne. Ale z tego, co widzę, z tych pętli, kokonów, to albo może realizować się ta pustka, wtedy życie będzie pokazywać tą pustkę, np. coś będzie w życiu odchodzić, miłość, zdrowie, dostatek, znikać z życia - wtedy można to nazwać złą karmą, albo jak dusza nazbiera substytutu, zakryje tą pustkę, wtedy ten substytut będzie się odbijał w życiu, wtedy może pojawić się w życiu coś fajnego - wtedy można nazwać to dobrą karmą. Jednak to fajne trzeba ciągle utrzymywać, czyli działać tak, żeby gromadzić ten substytut. Można nazwać to tworzeniem dobrej karmy. Zachowujemy się dobrze, traktujemy innych dobrze itd., na siłę, w intencji dobrej karmy. Ale to bazuje cały czas na braku, na nieświadomości, że nie musimy tego robić niejako na siłę, bo gdzieś tam pod tą pustką jest pełnia, która może sama się manifestować. I kiedyś nastąpi i tak wejście w tę pustkę, i trzeba będzie się z nią skonfrontować. To dla mnie właśnie te tzw. ciemne noce duszy itd.
Więc zgodnie z tym moim widzeniem karmy na dzień dzisiejszy, czy dobra karma, czy zła, obie bazują na odcięciu się od siebie prawdziwego. I obie podtrzymują tę separację. I obie tak naprawdę szkodzą w pewnym sensie w otwarciu się na siebie prawdziwego.
Po co żyć w kłamstwie? Po co żyć w iluzji siebie? Okłamywać siebie? Po co zachowywać się dobrze na siłę, jeżeli dobre zachowanie może po prostu samo się manifestować w nas? Być wyrazem nas prawdziwych.
Jeśli chodzi o talenty karmiczne, nie bardzo obecnie potrafię to powiązać z karmą. Czy coś, co się nauczyłem, oznacza, że to zdolność karmiczna? Na razie nie czuję tego. Można się czegoś nauczyć i tyle, czy to musi być karmiczne, na razie nie czuję tego.
-
Cytat: Mateusz w 2013-08-19, 21:47:22
T
Ja już nie chcę omijać, przekraczać, wychodzić poza karmę, bo gorzko się rozczarowałem. To było za wcześnie jak na mój poziom.
A na czym polegało to przekraczanie karmy
Odp:
Były takie różne praktyki odcinania się od karmy, wizualizacje wznoszenia się ponad karmę. Można być niedaleko od oświecenia i żyć w cudownym świecie wysokich wibracji nie chcąc zniżać się do niskich wzorców, problemów (do swojej nieuzdrowionej karmy), przecież przyjemniej świadomie wybrać wysokie stany. To coś w rodzaju współczesnego myślenia (pseudo)pozytywnego - zawsze myśl tylko pozytywnie.
I kiedy osoba bliska oświecenia chciała sobie trochę podoświadczać w związku, napłodziła dzieci, które z trudem mogła utrzymać, zleciała ze swojej wysokości złoszcząc się i buntując dlaczego ją to wszystko spotyka: cierpienie, niepowodzenia, męcząca praca, złe samopoczucie. Do tego to poczucie bezradności: dlaczego, jak do tego mogło dojść?
-
Marcin,
sprawa wyjasniona:)
przyjemne zdarzenia w życiu równie dobrze mogą wynikać z tego, że jest manifestacja aspektów rzeczywistych w nas, ktoś ma zintegrowaną miłość, i to będzie się odbijać jak w lustrze w jego życiu. To nie oznacza, że to musi być dobra karma.
No wlasnie, doszlo do mnie, ze to, co czesto nazywa sie "dobra karma" to po prostu "czysta karma" w danej dziedzinie, czyli wlasciwie jej brak. Karma tym lepsza, im jej mniej.
Jednak to fajne trzeba ciągle utrzymywać, czyli działać tak, żeby gromadzić ten substytut. Można nazwać to tworzeniem dobrej karmy.
Doswiadczenie by to potwierdzalo. Rzeczywiscie mozna sobie duzo rzeczy stworzyc, przyciagnac, ale dopoki jest to "zakrywanie pustki", to predzej czy pozniej dobra karma sie "wypali" a my budzimy sie z przyslowiowa "reka w nocniku";)
Faktem jest jednak, ze jesli karma jest zbyt "ciezka" w danym temacie, to praktycznie w ogole nie mozna nic "pozytywnego" tam zrealizowac, albo jest to okupione duza cena (najczesciej zdrowiem).
Jeśli chodzi o talenty karmiczne, nie bardzo obecnie potrafię to powiązać z karmą. Czy coś, co się nauczyłem, oznacza, że to zdolność karmiczna? Na razie nie czuję tego. Można się czegoś nauczyć i tyle, czy to musi być karmiczne, na razie nie czuję tego.
Jesli chodzi o "talenty" karmiczne to przyszlo do mnie, ze czesto najwieksi geniusze placa bardzo wysoka cene za swoj talent. Ha, zreszta to juz archetypowy "geniusz": skolatane nerwy, nadwrazliwosc, zyciowe traumy itd. Poza tym, moze te ich "karmiczne talenty" sa jakims odbiciem ich prawdziwych, ale wykorzystuja je najczesciej do napompowania ego (to tez zawiera sie w klasycznej postaci geniusza: zadufany w sobie, przekonany o wlasnej wielkosci, wyjatkowosci i starajacy sie to potwierdzic na kazdym kroku).
W koncu, jesli ktos realizuje Siebie prawdziwego, jesli jest to wyraz milosci do prawdziwego Siebie (czyli Milosci), to cieszy sie po prostu aktem tworzenia, ekspresja. Nie bedzie zwracac uwagi np. na recenzje krytykow itp;)
Dzieki za rozjasnienie sprawy.
-
Ja na dzien dzisiejszy (a zmieniaja mi sie wglady szybko) widze te dobra karmę ciagle jako karmę, czyli uwarunkowanie. Im bardziej przyjemna tym bardziej rozprasza. Można sobie przystanac, poczuc sie milo. Jeszcze bardziej warto przekroczyć. Chyba zależy co jest naszym celem, czy przyjemność czy wyjscie poza uwarunkowania.
-
Bo tutaj znowu, dopoki jestesmy w karmie, pojawia sie rozroznienie: dobry - zly. To lubie, tego nie lubie. Jak mam to, to jest dobrze, jak mam cos innego to jest zle. Dialog dobrej i zlej karmy:)
-
No właśnie, ja jakoś czuję od dłuższego czasu i miałem też wglądy w tym temacie i coraz bardziej się przekonuję, że bycie w karmie to skutek odrzucania przez dusze planu boskiego. I karma nie jest żadną szkołą, lekcją itd. Z pewnej perspektywy tak to można interpretować.
Czuję, że dusze gdzieś na początku, w którymś momencie odrzuciły ten boski plan, i stworzyły strukturę karmiczną, gdzie są zarządcy karmy itd. I w tej strukturze są lekcje itd. Ale to jest coś sztucznego.
Wyższe jaźnie są cały czas przy duszach, ale nie mogą ingerować, bo szanują wolną wolę. Więc jak dusza coś zrozumie, "lekcje karmiczną", to może wyglądać, że wyższe jaźnie są zadowolone itd., i tak jest, ale czuję, że tu nie chodzi, że boską intencją jest bycie w takiej lekcji karmicznej. Taka jest intencja duszy.
Przesiąknięci jesteśmy tym myśleniem o karmie, o mądrości w niej, że to takie ważne itd. Od jakiegoś czasu zacząłem jednak czuć, że to jest coś sztucznego, struktura stworzona przez dusze.
Boski plan to urzeczywistnianie siebie, a nie szukanie siebie przez lekcje karmiczne, szukanie prawdy przez lekcje karmiczne.
Z tego, co widzę, ścieżki światła dusz, czyli ścieżki w życiu największego spełniania nie polegają na przerabianiu lekcji karmicznych, ale na coraz pełniejszym urzeczywistnianiu potencjału danej duszy, jej unikalności, urzeczywistnianiu jej coraz bardziej i bardziej.
Więc, na razie, będę jednak ustawał przy tym, że karma to obciążenie, sama idea karmy, bycie w karmie. Że nie jest to w boskim planie. Że tak naprawdę jest to sztuczny twór dusz. Substytut czegoś, być może właśnie boskiego świata, królestwa bożego, boskiego planu.
Dusza wybiera odgrywanie lekcji karmicznych, planu karmicznego, zamiast planu boskiego.
Piszę to też na bazie tego, co wychodziło mi wglądach. Że np. moją funkcją karmiczną, to jest funkcją, którą się ma w strukturze karmicznej, to było tworzenie planów karmicznych dusz i wprogramowywanie ich w dusze w postaci takiej kulki światła.
A potem w sesjach mi wychodziło, bo kiedyś były jeszcze 2 końcowe etapy, że dusza po uświadomieniu sobie prawdy, usuwała jakąś część planu karmicznego z tzw. księgi życia duszy, i w to miejsce wprowadzała plan boski, który widziałem jako taki świetlisty.
Czyli ta struktura karmy, w której jest karma itd., to - według mnie na dzień dzisiejszy - taki sztuczny wymysł dusz, sztuczna struktura, i to wszystko jest, bo dusze na jakimś poziomie siebie odrzucają boski plan, boskie królestwo, w którym nie trzeba niczego się uczyć, poznawać, tylko realizować, urzeczywistniać swój potencjał z absolutu, urzeczywistniać go, manifestować, bo na pewnym poziomie wszystko mamy, wszystko wiemy itd.
Gdy np. maluję dla przyjemności, doświadczam totalnej radości wtedy, czy odgrywam karmę? Nie, przejawiam, urzeczywistniam coś w sobie, pasję, radość itd. To jest boski plan.
Mam podobne odczucia, chociaż jak dla mnie dusza nie ma intencji, a karma to przyczyna i skutek czegoś poza Boskim Planem.
Nie jest lekcją, czy szkołą, tylko skutkiem. Nazwałabym to tak, że jest karma, która jest skutkiem i druga karma jako fałszywa struktura karmiczna. Coś na bazie prawa karmy, ale stworzonej dla istnienia kolejnej struktury "niby od Boga dla lekcji" zarządzanej dla jakiś innych celów, niż powrót na Drogę Światła, czyli do Boskiego Planu. Który to w sumie nie jest Planem, ale z pewnych poziomów siebie tak wygląda dla umysłu;)
-
Jakby było o definicjach, to dla mnie dusza jest Jednym z Bogiem,
Nawet jak w Theta coś się uzdrawia na poziomie duszy, to dla mnie to nazewnictwo, a traktuje to jako poziom pamięci duchowej i serca.
Tak jak może być projekcja na Wyższe Ja, że jest nieoświecone i to "wyższe ja", które widzi podświadomość trzeba uzdrowić dla niej, tak samo projekcja na duszę jest do uzdrowienia "na poziomie duszy".
-
Sylvia
Ostatni post fajnie porządkujący :)
-
KorneliaX
:)
Pisząc, też sobie porządkuję lub przypominam;)
-
Do osób pracujących z duszą:
w jaki sposób można pokazać duszy coś, uświadomić, jeśli się jej nie widzi, nie ma komunikacji? czy to w ogóle możliwe?
-
Indra
A się wypowiem;) i dołączę do Twojego pytania.
To podobno bardzo indywidualne co do duszy dotrze, przemówi, co do niej trafi.
Niektóre bardzo trudne dla duszy kwestie, takie zapętlenia czy zaślepienia samemu trudno ruszyć.
Wtedy łatwiej i efektywniej pracować z kimś, kto czuje, widzi duszę, będzie widział jej reakcje.
Taka osoba może ją jakoś naprowadzić, wtedy dusza coś zrozumie, zobaczy.
Bo pewnie chodzi Ci właśnie o te trudniejsze, bardziej obciążone tematy, gdzie dusza jest zaślepiona i w konflikcie z WJ.
Sama jestem ciekawa, czy jest wtedy jakakolwiek możliwość samodzielnego wyjścia z tego, uświadomienia...no bo przecież możliwość jest teoretycznie zawsze;) a tak praktycznie to właśnie w takich przypadkach jakoś nie bardzo.
-
no, dokładnie o to mi chodziło- o wyjście z zaślepienia i zapętlenia, żeby pokazać duszy, aby ona dostrzegła wyjście, że jest inna możliwość, że można wybrać to, co Bóg ma dla nas.
Jak się duszy nie widzi, nie ma kontaktu to chyba trudno to zrobić. Mamy narzędzia do pracy z pś, ale czy to daje ten sam efekt?
-
" Czy pan wie, dlaczego pije? Człowiek powinien kochać otaczający go świat, a jeśli tego nie odczuwa, to w jego duszy rozwija się stan dyskomfortu, stan duchowej męki. Człowiek próbuje zagłuszyć ból duszy na wszelkie sposoby. Doprowadza to do narkomanii, alkoholizmu, różnego rodzaju toksykomanii. Prawdziwą przyczyną narkomanii i alkoholizmu jest obniżenie poziomu miłości w naszej duszy. Stan taki powstaje z powodu silnego obrażania się, tłumienia miłości do ludzi. Wymieniłem fakty zabijania miłości, które popełnili jego rodzice i on sam. " Łazariew
-
"Gdy prowadziłem wykłady w Jałcie, nastąpiło ciekawe zdarzenie. Podszedł człowiek i opowiedział następujący przypadek. Jego sąsiad wpadł w ciąg alkoholowy, z którego nie mógł wyjść w żaden sposób. - Poszedłem do niego, postanowiłem wykorzystać pana metodę, i powiedziałem: “Powiedz mi, co się z tobą działo przed ciągiem, czy pamiętasz coś szczególnego?”.
-“Tak, rozdzielano ziemniaki, a ja nie dostałem i bardzo się obraziłem”. Powiedziałem mu: “Poproś o przebaczenie za to, że się obraziłeś”. Poprosił o przebaczenie i ciąg się zakończył. Przypadek humorystyczny, jednakże oddaje dokładnie to, co powinien zrobić człowiek, aby się pozbyć podobnych nawyków. Przede wszystkim konieczne jest zaprzestanie obrażania się na otaczający świat, wejście z nim w harmonię, prawdziwe pokochanie teraźniejszości - wewnątrz siebie, w duszy. " Łazariew
-
Odkryłam nawyk obrażania się w mojej duszy jest to dla mnie odkrycie stulecia, zmiana tego nawyku zmienia życie i stan energetyczny człowieka o 180 stopni.
-
Joasia, ten nawy k obrażania czuję w ciele przy kręgosłupie na wysokości krzyża mniej więcej, tylko bardziej wgłąb. Na razie jak się skupiam na tej cżęści to zaczyna mnie strasznie głowa boleć, więc mniemam, że jest równocześnie we mnie opór na zajmowanie się tą sprawą.
-
Karina
Dzięki za info :-***.
-
jak mi się coś ruszy i rozjaśni w temacie, to napiszę *
-
W pewnej analizie wyszlo u mnie, że jednym z zadań karmicznych mojej duszy jest to, aby zrozumiec, czym jest cierpienie po to, aby uwolnić się od przywiązania do niego (to akurat w kontekście partnerskim).
Jak to można rozwiązac, ma ktoś jakieś skojarzenia? Mnie się wydaje, tak na zdrowy rozum, ze chodzi o to, aby dusza zrozumiała, iz już nie musi cierpieć, ze cierpienie samo w sobie jest bez sensu. Ale chętnie poznam inne punkty widzenia.
-
Indra
Z tego co pamiętam z przeszłych rozmów na forum, to dosyć mocno zapierałaś się, że się nie da, że nie będzie ok, itd. Generalnie dość mocno negatywny stosunek do tego wszystkiego miałaś (chodzi o związki) i mam wrażenie, że ostatnie wydarzenia były tylko kontynuacją tego fatalistycznego podejścia, gdzie starałaś się udowodnić (nie wiem komu - sobie czy Bogu czy wszystkim naraz), że jedyne co możesz dostać to cierpienie, porażka, poniżenie i inne takie. Może zabrzmi to okrutnie, ale masz dokładnie to, przy czym się upierasz i co gwarantuje Ci kolejne dowody na to, że to jedyna dla Ciebie możliwa opcja. Może to tylko moje skojarzenie błędne, ale zdaje mi się momentami, że wręcz pławisz się w tym cierpieniu, jakbyś była do niego bardzo mocno przywiązana.
Myślę, że rozwiązaniem jest nie zrozumienie cierpienia, ale zrozumienie tego, że Ty wcale nie musisz rozumieć cierpienia, aby się od niego uwolnić. To jest tylko kwestia odpuszczenia sobie i wybierania czegoś innego - a wybrać możesz zawsze coś innego niż do tej pory. Może pora przebudować fundamenty Twojego podejścia do samej siebie i sięgnąć po nastawienie, które wcześniej było skreślane z góry "bo niemożliwe"? :)
-
Czasem cierpimy, kiedy się na coś nie zgadzamy lub kiedy z powodu lęków i przekonań nie potrafimy zadbać o siebie (traktować się z szacunkiem i miłością).
Dla mnie wyjście poza cierpienie jest wtedy gdy postępuję w zgodzie ze sobą oraz w akceptacji rzeczywistości (czyli tego co mnie spotyka i co dzieje się w około.) Ale to jeszcze i dla mnie wyższa szkoła jazdy.
-
Indra
A czy czujesz że zasługujesz na miłość?
Bo ja wyczuwam u ciebie jakieś bardzo stare, z początku istnienia czarne poczucie winy i przekonanie że nie zasługujesz. I wydaje ci się że z tym już nie da się nic zrobić.
-
Clint
A mnie się Twoje skojarzenia wydają właśnie bardzo słuszne, nic tam nie widzę obcesowego. Ja sama (jak mi akurat nie wywala i jestem w stanie obsmiać sama siebie) zauważam w sobie to przywiązanie do cierpienia, wręcz pławienie się w nim, jakąs chorą satysfakcję z bólu. Tylko po co? I dlatego zaczęłam się zastanawiać nad sensem cierpienia, szukać drogi wyjścia z tej głupiej pętli. Zmęczyło mnie już bardzo bycie królową dramatu.
Fajnie brzmi to, że nie muszę rozumieć sensu cierpienia, żeby z niego wyjsc:) cierpiętniczych wcielen miałam chyba sporo ale wcale nie stałam się od tego mądrzejsza. Mam nadzieję, że naprawdę mogę przerwać to zapętlenoe już teraz i wybrać coś lepszego, bo póki co ni cholery nie rozumiem, czym tak naprawdę jest cierpienie i pewnie juz nie zrozumiem. Po prostu chcę z tego wyjść. Już mi się nie chce upierac, że "niemozliwe". Dla Boga wszystko jest mozliwe, nawet jezeli dla mnie cos się jawi jako takie.
Inga
To byla cenna uwaga, dziękuję za nią. Moje srednie ja uważa, ze zasluguję na miłośc. Natomiast w pś mogą si@ dziac rzeczy, o jakich mi się nie śniło. I to faktycznie może być bardzo stare, ale nie wiem, na czym to poczucie winy się opiera.
-
Indra
Myślę, że dojrzewasz do zmian na serio :) Będzie coraz lepiej :)
-
Dziękuję :)) to mnie podnosi na duchu :) tak, chcę transformacji i to coraz mocniej. Nawet ze swojego glupiego uporujestem wreszcie gotowa zrezygnowac na rzecz świadomosci :) przeciez nie ma sily, zeby Bog nie mial dla mnie czegos lepszego
-
Co do poznawania cierpień, to miałam coś podobnego wmówione przez istoty astralne, w co uwierzyłam. Zapewniły mnie że przestanę się bać śmierci jeżeli wystarczająco często będę umierać, bo się do tego przyzwyczaję. W tym wcieleniu też mnie namawiały abym umarła jak najszybciej.
Co do poznawania cierpień aby je zrozumieć, to miałam takie intencje , bo sama chciałam je poznawać. Dążyłam do zrozumienia cierpień poprzez przeżywanie ich i poznawanie wszystkich po kolei, aby dotrzeć do samej ich istoty, poznać naturę cierpień. Ale zamiast poznania, dośwaidczałam coraz większego wyniszczenia psychicznego i coraz mniej byłam zdolna do poznawania, bo stawałam się coraz bardziej nieprzytomna ze strachu przed cierpieniami. Nie da się poznawać czegoś przez co jest się niszczonym.
A jaki jest stosunek twojej podświadomośći do cierpienia? Robiłas testy skojarzeń?
-
Testow jako takich nie robiłam, ale moja ps boi sie cierpienia, czuję sie tak samo wyniszczona, tak, jak to opisalas. Mam dość. Gdzies tam w ps czai mi się zaslepienie na temat cierpienia, ze juz nigdy sięnie uwolnię, ze noe wyjdę, ze bedę sie w tym kręcic juz zawsze.
Chcę ją jakos przekonac, pokazac, ze jesr droga wyjscia.
-
A takie przekonywanie podśwaidomości działa u ciebie dobrze? Masz tego efekty?
-
Tak sobie..róznie.. ale czuję, ze predzej, czy pozniej się otworzę, bo zmęczenie starymi wzorcami jest wielkie. W koncu nawet największa uparciucha odpuszcza.
-
Z tym przekonywaniem podświadomości że jest lepsza droga niż cierpienie nie jest tak prosto, bo za każdym cierpieniem kryje się jakaś korzyść i trzeba do niej dotrzeć aby to zrozumieć.
Jednym z moich wielu cierpień jest ból zębów, które psują mi się bardzo mocno zanikając przy tym i z powodu braku szkliwa są jak żywe rany, bolące przy dotyku. Jedzenie jest dla mnie bolesnym zajęciem. A ta nadwrażliwość okresowo wzrasta lub maleje a ja nie wiem czym jest to spowodowane.
Ostatnio podczas oddychania nad tym się zastanawiałam i zobaczyłam przyczynę tego cierpienia.
Pochodzi z zakonów gdzie należało żyć w samotności i milczeniu a jedyne kogo się miało to był Jezus.
Ja w zakonach gryzłam jedzenie takimi kikutami zębów, cierpiąc przy tym bardzo mocno i powtarzając sobie- jak słodko jest cierpieć dla Jezusa. A moje cierpienia szły do Jezusa tworząc łańcuszek ciemnych kuleczek, on je wyczuwał i wtedy zwracał uwagę na mnie, oświetlając mnie swoimi oczami, tak że czułam się w pełni widzialna przez niego. Z tego powodu że w klasztorze żyło się tak jakby się dla świata nie istniało, takie zauważenie mojego istnienia było mi bardzo potrzebne i dla bycia zauważoną byłam zdolna do największych cierpień.
Teraz mam nadal ogromną potrzebę bycia zauważoną, z tego powodu że jako niemowlę nie byłam zauważana i ja siebie sama nie widzę czyli dla siebie nie istnieję. Nadal wysyłam swoje cierpienia do Jezusa po to aby on mnie zauważył, a ja żebym dzięki temu poczuła że jestem, istnieję, żyję.
Po to niszczę swoje zęby aby móc cierpieć przy jedzeniu.
Narysowałam to wszystko i zobaczyłam że ten łańcuszek cierpień biegnie do szyi Jezusa na której zaciska się jak pętla zmuszając go aby na mnie spojrzał i przywiązując go do mnie w ten sposób. Zrozumiałam że coś tu jest nie tak, że w tych klasztorach coś namotali i źle mi to wszystko przedstawili, bo przecież przywiązywaniem kogos do siebie za pomocą swoich cierpień nie zdobędę jego miłości.
Z zębami mi się poprawiło i bolą mniej.
-
Brrrr, okropność:/ ja się modlę o oczyszczenie intencji odnośnie cierpoenia, o uwolnienie mnie od zachłannosci na nie. Jest tam równiez intencja związana z byciem zauwazoną i żalowaną z powdu cierpienia.
Współpracuję z Bogiem, wiem, że mnie dobrze poprowadzi :)
-
Inga
Okropne co napisałaś o tym zakonie.
Ja też miałem z zębami problem. Z 2 lata temu wyrósł mi ząb i wrastał mi się w dziąsła. Cholernie bolało. Jedzenie to też była dla mnie męczarnia. Od jakiegoś roku mam spokój z bólem ale wciąż zgrzytam zębami w nocy.
-
Do Indra
czy nie korzystniej byloby pomodlic sie o uwolnienie od wszystkich intencji dotyczacyh cierpienia ?
gdy oczyscimy intencje dotyczace cierpienia, to bedziemy je mieli , ale czyste
sam nie wiem jak te oczyszczone by na mnie dzialaly wiec modle sie abym juz teraz, na zawsze byl wolny od wszystkich intencji do cierpienia
pozdrawiam puszyscie
-
Wniebowziecie Grubego
Owszem, modlę sie po calosci w taki wlasnie sposób, uzywam gotowca z modlitwy regresywnej jako inspiracji
-
Indra
jestem tak naprawde PRZEDpoczatkujacy i nie wiem wszystkiego co dotyczy oczyszczania intencji
nasunela mi sie taka mysl : czy w modlitwie nie uzywac sformulowania - ja i moja dusza prosimy o calkowite i na zawsze uwolnienie mnie ( jako osobowosci powstalej podczas tego mojego zycia ) i mojej duszy wszystkich naszych intencji dotyczacych cierpienia
wedlug mnie wiekszosc dusz ludzi pojawiajac sie na tym swiecie, ma w intencje do cierpienia
nie wiem czy taki podzial jest wlasciwy, ale ja stosuje powyzsza formulke
-
No dokladnie taka formulka pada w modlitwie regresywnej Marka Białacha, której uzywam, więc chyba wszystko ok : )
-
Indra
nie znam tej modlitwy, ale zapoznam sie z nia
-
Zajrzyj na www.atmajoga.pl
-
Joasia, ten nawy k obrażania czuję w ciele przy kręgosłupie na wysokości krzyża mniej więcej, tylko bardziej wgłąb. Na razie jak się skupiam na tej cżęści to zaczyna mnie strasznie głowa boleć, więc mniemam, że jest równocześnie we mnie opór na zajmowanie się tą sprawą.
Przekopałam się dalej, pod tą tendencją do obrażania się był węzeł bólu z wczesnego dzieciństwa, doznawanie często porzucenia ze strony matki. Dużo było wokół tego oporu w postaci silnego bólu głowy, że nie forsowałam uzdrowienia, tylko stopniowo oswajałam ten ból, wysyłałam w te miejsca światło i miłość i z czasem się rozpuściło.
Czuję, że teraz znowu jestem w jakimś nowym miejscu, jeszcze głębiej czuję tu jeszcze więcej bólu i nienawiści w związku z tym bólem. Oswajam.
-
Karina
Dzięki za podzielenie się spostrzeżeniami :-***.
-
Proszę ***)
-
coś wam powiem, często obserwuję zwierzaki, wałęsa się ich dużo w pobliżu Kleciny, gdzie często pracuję. Dużo jest kotów, które cierpią i im współczuję. Kiedyś miałam taki odruch, że sobie pomyślałam 'och gdybym mogła tak sprawić, żeby już nikt na świecie nie cierpiał'. I odruchowo pomyślałam o metodzie, którą wybrał Jezus, tzn. wzięcia na siebie cierpienia innych, aby inni już nigdy nie cierpieli.
I zaraz potem ujrzałam, że to była utopia, bo ludzie dalej cierpią, chociaż Jezus za nich cierpiał.
Każdy musi sam przestać chcieć cierpieć.
-
Ilość cierpień się nie zmniejszyła dlatego że Jezus wziął na siebie nie nasze cierpienia tylko nasze grzechy i cierpiał za nasze grzechy. Czyli wziął cierpienia te których doświadczalibyśmy po naszej śmierci jako kary za te grzechy.
-
Żeby przestać cierpieć, trzeba się również pozbyć wszelkiej awersji do cierpienia, a widzę, że mnóstwo ludzi to ma. Dlatego nie chce nawet zajrzeć w swoje traumy, żeby je uwolnić.
Prawda jest taka, że jak zaakceptujesz i zrozumiesz swoje cierpienie i decyzje z tym związane, zrozumiesz i zaakceptujesz te decyzje u innych.
NIe musisz brać cierpienia całego świata na siebie, wystarczy zrozumieć i zaakceptować swoje cierpienie.
-
jak slysze o cierpieniu zwierzat to mi sie cisnienie na Boga podnosi. Zwierze przeciez sie nieuzdrowi, niepojdzie na terapie jak czlowiek Zreszta zwierzeta nigdy niebyly doskonale jak czlowiek na poczatku ktory odszedl od swojej boskiej natury i wybral cierpienie. A zwierze od poczatku jest skazane na cierpienie. I to mnie okropnie wkurwia. Nierozumiem tego
-
Doktor
chciales napisac, ze na cierpienie jest skazane zwierze z rąk zwierzecia czlowieka?
-
Niema znaczenia czy przez czlowieka czy zwierze czy komete. Jest skazane na cierpienie.
-
e tam, gdy nie ma ingerencji ludzkiej to zwierzeta sobie tak naturalnie to ukladaja ze cierpienia na pewno jest tam duzo mniej niz ludzie potrafia zadac
-
A głodujące koty o których pisał ktoś wyżej ? Przecież to nie wina ludzi. A nawet jeśli miały by jedzenie to i tak w postaci np. myszy albo żywych stworzeń. Świat zwierząt jest tak ułożony że muszą same siebie zjadać.
Nie moge zrozumieć dlaczego tak Bóg to urządził.
Też zabardzo niewierze w tą teorie co napisałem post wyżej, że niby kiedyś byliśmy doskonali ale wybraliśmy cierpienie. Takie rzeczy to między bajki można włożyć. Każdy człowiek na planecie wybrał by sobie cierpienie jak jeden mąż. Po mojemu to jesteśmy w cyklu ciągłej ewolucji, od bakteri do człowieka kończąc. Kazdy z nas musiał przebyć tę drogę by dojść tu gdzie jest.
Moze i pierwsze wcielenia ludzkie były dobre, czyste i później wybierało się złą drogę.
Jak ktoś mi wytłumaczy dlaczego Bóg stworzył cierpienie to jest mistrzem świata
-
Doktor,
a co to w ogole jest cierpienie?Trudno mi sie wypowiadac w imieniu np. kotow, ale spojrzmy z ludzkiej perspektywy.
Jak boli zab, to rozumiem jest cierpienie. Jak ktos przylozy w morde, to zakladam ze tez. Ale moze kiedy mu oddamy i zaczniemy sie napieprzac, to robi sie z tego calkiem fajna zabawa? Czy to dalej cierpienie czy nie?
Idac dalej - kiedy dziewczyna klepnie nas w tylek to raczej przyjemnosc, nie cierpienie, prawda?:)
A jak klepnie nas za mocno, tak ze troche zaboli, to co?Cierpienie czy przyjemnosc?:)
Jak nie mamy tego, co chcemy, nazywamy to cierpieniem. Albo jak mamy to, czego nie chcemy.
Ale czy to na pewno Bog stworzyl?
Ja bym powiedzial, ze to raczej umysl tworzy cierpienie.
-
Nie widze sensu rozkminiac czym jest cierpienie a czym nie. To sie wie.
Bóg stworzył świat i nas. Czyli też cierpienie. Może i my tworzymy cierpienie ale gdyby nie bóg to niebyło by nas i cierpienia też. A więc i tak on jest odpowiedzialny za całość stworzenia.
Dużo o tym myślałem. Zrozumiałem że życie bez cierpienia było by nudne, pozbawione radości zwycięstwa, spełnienia i wielu innych stanów.
To tak jak zrobić grę. Jeśli wszystko było by podane na tacy nie trzeba by było o nic walczyć, to taka gra była by nudna. Jeśli jednak dodamy do gry drugą stronę medalu, gra nabiera sensu. Wtedy można zdobywać, osiągac wyższy poziom, wygrywać z trudnościami i wzbijać się coraz wyżej.
Może kiedyś mi się uda to zrozumieć dlaczego tak właśnie jest. Ale ktoś kiedyś pisał że tego się tak nie rozkmini. Odpowiedź pewnie można znaleźć tylko w medytacji.
-
Cierpienie pojawia się tam, gdzie brak miłości.
-
Rzeczywistość w której funkcjonujemy poprzez nasze ciała jest polem wielu ewolucji, polem rozwoju, kształcenia. Różne osoby różnie to biorą. Dla mnie, tu, oczywisty jest taniec mroku i światła. "Dobra i zła". Ważne by wejść w luźny proces zrzucania wyobrazeń negatywnym nt mroku, spojrzeć na to "okiem Twórcy", i pojąć, dlaczego jest mrok, dlaczego to tak wszystko jest, a nie inaczej. Funkcjonujemy w wielu płaszczyznach, ta, do której mamy mocno zawężoną świadomość,jest jaka jest, warto ją zrozumieć, to pomaga też przyznawać się do własnego mroku/światła, w tu. To wszystko jest po coś, nie tylko po to by sobie odreagowywać. Tak samo my, tu, nie jesteśmy tylko po to by się oczyszczać :)
Tutaj warto znaleźc drogę środka, harmonię, w świadomości dualności tego "świata". Warto miedzy półkulami mózgowymi zrobić sobie "wolną czystą przestrzeń" na kontakt ze źródłem, prosić umysł by znalazl drogę do źródła, bo umysł powinien załapać tą częstotliwość.
Ugruntować się w wyrzszych uczuciach to znaczy poznac je na przytomnie, zlac sie z nimi w akceptacji ze to "moje", być usmiechniętym, pogodzonym. Ugruntować się w materii [nasz świat] to znaczy poznć ją na przytomnie, zlać się przez otwarcie, byc pogodzonym.
-
Każda istota odczuwająca w sobie miłość będzie zdrowa i szczęśliwa. Trzeba ciągle kształcić w sobie miłość do świata i do ludzi. - Wstawaj rano i życz dobra całemu otaczającemu cię światu: ludziom, zwierzętom, roślinom i kwiatom.
Mów: kocham siebie, kocham innych ludzi, kocham ziemię, kocham kosmos, Boga i wszechświat. Wtedy będziesz zdrowy i szczęśliwy, ponieważ twoja dusza będzie oczyszczać się z agresji.
-
ćwiczenie współczucia:
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=10151735568999324&set=a.380319264323.158916.7369999323&type=1&theater
-
Ciekawe, do poczytania i zastanowienia. O wieku duszy:
http://www.bochenia.pl/?id=279#.U4JOh8jYSVs.facebook
-
ładnie napisała, krótko i bardzo trafne spostrzeżenia
-
Ciekawe, do poczytania i zastanowienia. O wieku duszy:
http://www.bochenia.pl/?id=279#.U4JOh8jYSVs.facebook
Nie mam facebooku. Mógłby to ktoś tu przekleić?
-
struktura duszy człowieka wg taoistycznych mistrzów i chińskiej tradycji ludowej, czyli 3 hun i 7 po, oraz o wykorzystaniu tego m. in. do rozwoju:
http://taoist-sorcery.blogspot.com/2013/12/3-hun-and-7-po-in-taoist-sorcery.html
-
Nie mam facebooku. Mógłby to ktoś tu przekleić?
Inga
to nie jest strona Facebooka, możesz w to kliknąć :-)
-
Ano rzeczywiście
-
http://thefabweb.com/wp-content/uploads/2012/07/hgYId.jpg
-
Definicja duszy, która do mnie przyszła:
Dusza to wyodrębniona świadomość i energia, posiada wolną wolę wobec Stwórcy.
Posiada Nadświadomość. Jest nieśmiertelna i niezniszczalna z natury.
Wyodrębnienie bywa mylone z wyindywidualizowaniem od Boga Źróda Stwórcy. Indywidualizacja jest funkcją ego. Ego zostało stworzone z poziomu świadomości i podświadomości przez użycie wolnej woli w oddzieleniu od Nadświadomości.
-
Poczułam ostatnio dlaczego JA jest takie ważne do pewnego momentu w rozwoju. JA to emanacja rozwoju i jego ekspresja. JA ma potrzeby, które pokazują kierunek w rozwoju. Ma swój czas i przestrzeń, i nie można go pominąć, ignorując , jak to proponuję niektóre szkoły i nauczyciele duchowi, gdy traktując JA jak ego. Im czystsze JA tym mniej ego, a więcej tego co prawdziwe. Zaspokojenie potrzeb JA z poziomu braku przywiązań jest kolejnym krokiem w zmniejszaniu się jego ziemskich potrzeb na rzecz nowych wymiarów siebie.