Pozytywne Inspiracje

Forum => Uzdrawianie duchowe i uzdrawianie karmy => Wątek zaczęty przez: Sylvia w 2017-08-03, 07:34:36

Tytuł: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2017-08-03, 07:34:36
"Prawdopodobnie nie ma osoby, która nie doświadczyłaby łagodnej formy gaslightingu. To rodzaj przemocy psychicznej, gdzie oprawca nosi „białe rękawiczki”. Trochę dlatego, że wciąż istnieje społeczne przyzwolenie na werbalne dyskredytowanie uczuć i sądów rozmówców. I to najczęściej tych, z którymi jesteśmy blisko."

"Gaslighting może przybierać postać wyśmiewania czy trywializowania wypowiedzi, ale też traktowania kogoś z pobłażaniem, niepatrzenia na niego, gdy usiłuje coś powiedzieć, protekcjonalnego tonu, wznoszenia oczu do nieba, lekceważących gestów. Nie chodzi tu rzecz jasna o sporadyczne zachowania tego typu, ale o stosunek do drugiej osoby, który uniemożliwia z nią dialog.

Do tego komentarze z rodzaju „puknij się w głowę” „co ty wygadujesz”, „wszystko źle zapamiętałaś, wcale tak nie było”, „histeryzujesz”, „już do reszty zwariowałaś”. Jeśli traktowana w ten sposób osoba będzie usiłowała przeciwstawić się oprawcy, najprawdopodobniej usłyszy, że nie zna się na żartach, jest przewrażliwiona albo wymyśla problemy, których nie ma. Gaslighting zamyka szansę na rozmowę, jest jednostronnym zakamuflowanym atakiem. "

http://natemat.pl/213707,jestes-przewrazliwiona-nie-wydziwiaj-slyszysz-te-zdania-to-nie-odwracanie-kota-ogonem-tylko-konkretne-zjawisko (http://natemat.pl/213707,jestes-przewrazliwiona-nie-wydziwiaj-slyszysz-te-zdania-to-nie-odwracanie-kota-ogonem-tylko-konkretne-zjawisko)

Ważny temat, bo jest to powszechny problem w Polsce w ostatnich latach, który narasta. Często przemoc jest traktowana jako norma społeczna w komunikacji.
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2017-09-18, 15:01:28
 10 sposobów na lepszą komunikację

Super początek z humorem, że już nie jest tak jak w przeszłości, że bezpieczne tematy, to pogoda i zdrowie. Dlaczego?
Przez spolaryzowanie na temat szczepionek i zmian klimatu. Czyżby Celeste czasami czytała to forum?;))

W opcjach można zmienić język tłumaczenia na polski.


 (https://www.ted.com/talks/celeste_headlee_10_ways_to_have_a_better_conversation)
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Wiking23 w 2017-09-21, 16:25:48
Czytałem ten art jakiś czas temu, jakoś mi wpadło, w odniesieniu do przepracowania tematu, konstruktywna krytyka vs "przemoc". Wnioski jakie miałem to takie, że jest to tak rozpowszechnione [w pewnych kręgach], dlatego że tam myli się przemoc z siłą, a oszustwo i manipulację z zaradnością. Pewnie wiele innych. Natomiast najbardziej oświecające było to jak poczytałem i posłuchałem opracować z zakresu psychologi, i psychoterapii na temat narcystycznych psychopatów. Taki trochę nieprzyjemny materiał, natomiast dający pewną perspektywę, na to jak pewni ludzi postrzegają sukces i go odnoszą, w tym, przypadku po trupach do celu. Co ciekawe wiele osób postrzega takie osoby jako wybitne, z tego powodu, z tej aury nazwijmy to "sukcesu". Z tego też powodu wszystkie chwyty dozwolone, także takie na umniejszaniu, czy negowaniu opinii, czy już idąc w patologię, wypaczanie postrzegania rzeczywistości przez drugą osobę - czyli po duchowemu atak na struktury energetyczne, myślowe, itd. Głównie aby dominować nad drugą osobą. To tak w skrócie.



Kilka uwag.



Najbardziej prostą rzeczą do zobaczenia - jeśli mamy mieć nieprzyjemność, kontaktu z taką osobą, żeby nie dać się wkręcić - to brak empatii. Pominę to to czytałem, a napiszę coś od siebie, z moich obserwacji. Takie osoby postrzegają brak empatii, jako cechę którą trzeba pielęgnować, ponieważ, ona daje możliwości krzywdzenia, drugiej osoby, idąc dalej realizacji swoich celów. Świata jest taki że żyje się w śród innych i nie wszystko co się chce można. W tym przypadku, pomimo różnych ciągów, złości, itd, normalnie ludzie, wymiękają zazwyczaj, z powodu empatii. Czują się źle z tym co robią, jeśli to co robi krzywdzi kogoś innego.


I niestety ale pogląd że empatia jest zła, krąży też w środowiskach "rozwojowych", bo empatia to cierpienie z innymi itd. Co gorsza, bo sam dałem się na to nadziać, przy nieco bardzo wysublimowanych osobach, można bardzo łatwo pomylić, świadomość pewnych rzeczy (pewnej neutralności wobec cierpienia innych), a właśnie brakiem empatii, czyli zimną oceną sytuacji. Nie jest to takie proste jak się wydaje, że łatwo to odróżnić. [ Przynajmniej nie było to oczywiste dla mnie, przed przerobieniem trochę tematu, i poczytaniem o tym ]


Najbardziej zaskakującą rzeczą, do której dotarłem, to taka, że takie osoby nie odniosły by sukcesu, gdyby były łatwo rozpoznawalne, i z przeprowadzonych badań wynikało, że właśnie o dziwo, że ci bardziej inteligentni psychopaci/manipulanci wypadali dobrze w testach emocjonalnych, ponieważ doskonale wiedzieli, jak grać w emocję, i na przykład udawać, troskę, skruchę itd. czy udzielać odpowiedzi zgodnej z powiedzmy społecznościowymi wymaganiami. Więc jest to dosyć wysublimowana gra.

Wysublimowana gra - czyli to co niektórzy nazywają noszeniem przez oprawców "białych" rękawiczek. Rzeczy dzieją się nie tak, czuć że coś jest nie tak, jednak wszystko z pozoru jest ok, a sprawca wydaj się "świadomy" czy "empatyczny" itd., tylko że to też elementy gry oprawcy.


Konstruktywna krytyka - to zazwyczaj wskazanie, na coś co może być nie tak, i można to poprawić, a nie destrukcja punktu widzenia drugiej osoby. Dlatego nazywa się to konstruktywna krytyka, bo służy budowaniu czegoś lepiej, oczywiście w miejsce starego, które czasem trzeba odpuścić. Różnica kolosalna, już na pewno widać po efektach. W przypadku tego art, jeśli efektem jest pomieszanie w głowie, to wiadomo z kim miało się do czynienia. W przypadku konstruktywnej krytyki, człowiek wzrasta.


To oczywiście takie moje uproszczenia, w przestrzeni tego art, psychologii itd. Nie uwzględniając duchowych abstrakcji.




[ Kinematograficznie ]


Łowca androidów. Androidów odkrywano na podstawie testu, właśnie braku reakcji emocjonalnej ( braku empatii ).


[ Blade Runner Soundtrack (Remastered 2017) ]


https://www.youtube.com/watch?v=k3fz6CC45ok&t=4120s


Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Facilite w 2017-09-22, 01:13:20
Najbardziej zaskakującą rzeczą, do której dotarłem, to taka, że takie osoby nie odniosły by sukcesu, gdyby były łatwo rozpoznawalne, i z przeprowadzonych badań wynikało, że właśnie o dziwo, że ci bardziej inteligentni psychopaci/manipulanci wypadali dobrze w testach emocjonalnych, ponieważ doskonale wiedzieli, jak grać w emocję, i na przykład udawać, troskę, skruchę itd. czy udzielać odpowiedzi zgodnej z powiedzmy społecznościowymi wymaganiami. Więc jest to dosyć wysublimowana gra.

Jakby ktoś chciał poczytać, to w tej książce bardzo fajnie jest to opisane:
"Drapieżcy. Pedofile, gwałciciele i inni przestępcy seksualni. Kim są, jak działają i jak możemy chronić siebie i nasze dzieci".
Autorka (Anna Salter) pokazuje tam, w jak niewiarygodny sposób psychopaci są w stanie manipulować innymi ludźmi.


Tak trochę z innej beczki - ja na podstawie moich obserwacji mogę napisać, że to nie jest tak (jak się zazwyczaj myśli), że ludzie bez empatii nastawieni są tylko i wyłącznie na odczuwanie siebie (a nie są w stanie wczuć się w innych).
Nie, oni przede wszystkim nie czują siebie i tu zaczyna się tragedia. Żeby móc odczuwać emocje innych osób, najpierw trzeba przeżyć swoje własne uczucia (nie blokować ich). Psychopata z jakichś powodów nie chce odczuwać swoich emocji (najczęściej dlatego, że gdyby dopuścił do siebie ogrom negatywnych uczuć, które ma w sobie, to po prostu ból byłby nie do zniesienia), więc blokuje je, "przenosząc" je na innych. To w innych ludziach lokuje źródło bólu i negatywnych uczuć.
To dlatego obcując z psychopatą czujemy, że coś jest nie tak, że jest nam źle, choć pozornie wszystko może wydawać się w jak najlepszym porządku.
Najlepiej widać to na przykładzie psychopatów-pedofilów, którzy traktują swoje ofiary w sposób, w jaki sami byli traktowani. W ten sposób odcinając się od swoich dziecięcych uczuć z tamtego okresu i "przerzucając" je na ofiary, mogą wreszcie poczuć się od nich uwolnieni.
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2017-09-25, 12:54:44
Z przeprowadzonych badań wynikało, że właśnie o dziwo, że ci bardziej inteligentni psychopaci/manipulanci wypadali dobrze w testach emocjonalnych, ponieważ doskonale wiedzieli, jak grać w emocję, i na przykład udawać, troskę, skruchę itd. czy udzielać odpowiedzi zgodnej z powiedzmy społecznościowymi wymaganiami. Więc jest to dosyć wysublimowana gra.

Konstruktywna krytyka - to zazwyczaj wskazanie, na coś co może być nie tak, i można to poprawić, a nie destrukcja punktu widzenia drugiej osoby. Dlatego nazywa się to konstruktywna krytyka, bo służy budowaniu czegoś lepiej, oczywiście w miejsce starego, które czasem trzeba odpuścić. Różnica kolosalna, już na pewno widać po efektach. W przypadku tego art, jeśli efektem jest pomieszanie w głowie, to wiadomo z kim miało się do czynienia. W przypadku konstruktywnej krytyki, człowiek wzrasta.

Nie dziwi mnie, że dobrze wypadali w testach. Do tych samych wniosków doszłam na podstawie równych obserwacji z życia, gdy kilka razy zetknęłam się z takimi osobami lub ktoś mi opowiadał jakieś historie.
Psychopata potrafi świetnie zarządzać emocjami innych. Potrafi do nich prowokować, wzbudzać, w różnych celach. Jeśli doświadcza jakiś emocji to na poziomie realizacji celu satysfakcja-jej brak, też poprzez "dzieje mi się krzywda" i tym gra.

Odbiór konstruktywnej krytyki zależy też od osoby "krytykowanej". Jeśli ma jakąś matrycę z przeszłości, to nawet mówienie o faktach, swoich odczuciach, czy potrzebach, może odbierać jako atak lub prowokację do konfliktu. Jeśli schemat reakcji powtarza się, to konstruktywne formułowanie krytyki też może być odebrane negatywnie. Wtedy pozostaje komunikacja swoich potrzeb i uczuć. I zrozumienie dla potrzeb i uczuć drugiej osoby.
Psychopata szybko wtedy siebie odkryje, bo nie zareaguje spontaniczną empatią i współczuciem. Chyba, że i w tym się przeszkolił, ale to już nie takie proste w bezpośrednim kontakcie. W internetowym może oszukać, przez mechanizm projekcji siebie lub idealizowania na to co wyraża.
 
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Wiking23 w 2017-09-25, 13:44:41

Psychopata szybko wtedy siebie odkryje, bo nie zareaguje spontaniczną empatią i współczuciem. Chyba, że i w tym się przeszkolił, ale to już nie takie proste w bezpośrednim kontakcie. W internetowym może oszukać, przez mechanizm projekcji siebie lub idealizowania na to co wyraża.

Internet to specyficzne medium, które myślę że trzeba brać z przymrożeniem oka i z pewnym dystansem. To bardziej komunikacja mentalna ? tak mi się wydaje.

Teraz tak jeszcze dodam, z tych opracowań, psychopaci są inteligentni - mentalnie. I z moich doświadczeń, zawsze kierują się w tą formę komunikacji - czyli oprócz manipulacji emocjami, to robieniem wody z mózgu, czy pomieszania, właśnie w metalu - i jest taka osoba bardzo na tym polu przekonująca. Chociaż dla zdrowej osoby - tak sądzę, z boku, czy z perspektywy odbierania takiej osoby całościowo - to ten mental wygląda jak zlep niespójnych ze sobą, idei, argumentów, często przeczących samych sobie, i bardzo zmiennych w toku rozmowy - w zależności od nastroju drugiej osoby i zgodne z agendą zarządzania emocjami. Dalej występuje tam coś takiego że w różnym czasie i miejscu, potrafią argumenty które negowały zaaplikować do swojej osoby, i już usprawiedliwić i wyjaśnić. Mi wolno tobie nie, jeśli ja ci to robię, to spoko, ale jeśli ty mi tak robisz, to "mnie krzywdzisz", "ja jestem ofiarą" itd.


internet, czy mental jest okej, tylko trzeba być rozważnym uważnym, i słuchać swoich odczuć, żeby nie dać się oszukać.
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Wiking23 w 2017-09-25, 16:41:15

Nie dziwi mnie, że dobrze wypadali w testach. Do tych samych wniosków doszłam na podstawie równych obserwacji z życia, gdy kilka razy zetknęłam się z takimi osobami lub ktoś mi opowiadał jakieś historie.
Psychopata potrafi świetnie zarządzać emocjami innych. Potrafi do nich prowokować, wzbudzać, w różnych celach. Jeśli doświadcza jakiś emocji to na poziomie realizacji celu satysfakcja-jej brak, też poprzez "dzieje mi się krzywda" i tym gra.


OKej  [ jakoś czuje się nie skończyłem w tym temacie ]. Więc z materiałów, oraz własnych doświadczeń jeszcze taka rzecz jest godna uwagi i zastanowienia się. Psychopaci robią bardzo dobre pierwsze wrażenie, i co się z tym wiąże bardzo szybko wzbudzają zaufanie(próbują je wzbudzić), i bardzo szybko ( czyli za szybko !) próbują przenieść znajomość, na pole bardziej osobiste, w celu uzyskiwania właśnie bardzo osobistych zwierzeń, poglądów, głębokich chęci i niechęci drugiej osoby, właśnie aby mieć pewne pole do manipulacji, a najlepiej się manipuluje na polu tym bardziej osobistym. Chodzi o to że zbyt szybko wykazują zainteresowanie poznaniem lęków, oraz marzeń drugiej osoby, bardziej osobistych doświadczeń itd. Przy tym sami albo nie dzielą niczym od siebie, albo to czym się dzielą( co występuje najczęściej), jest zmyślone / pozorowane / udawane.



Tak trochę z innej beczki - ja na podstawie moich obserwacji mogę napisać, że to nie jest tak (jak się zazwyczaj myśli), że ludzie bez empatii nastawieni są tylko i wyłącznie na odczuwanie siebie (a nie są w stanie wczuć się w innych).
Nie, oni przede wszystkim nie czują siebie i tu zaczyna się tragedia. Żeby móc odczuwać emocje innych osób, najpierw trzeba przeżyć swoje własne uczucia (nie blokować ich). Psychopata z jakichś powodów nie chce odczuwać swoich emocji (najczęściej dlatego, że gdyby dopuścił do siebie ogrom negatywnych uczuć, które ma w sobie, to po prostu ból byłby nie do zniesienia), więc blokuje je, "przenosząc" je na innych. To w innych ludziach lokuje źródło bólu i negatywnych uczuć.
To dlatego obcując z psychopatą czujemy, że coś jest nie tak, że jest nam źle, choć pozornie wszystko może wydawać się w jak najlepszym porządku.
Najlepiej widać to na przykładzie psychopatów-pedofilów, którzy traktują swoje ofiary w sposób, w jaki sami byli traktowani. W ten sposób odcinając się od swoich dziecięcych uczuć z tamtego okresu i "przerzucając" je na ofiary, mogą wreszcie poczuć się od nich uwolnieni.


Podobno na samym dnie piekła są zdrajcy osób bliskich (np. judasz Krąg IX / Boska komedia).[podzielam ten pogląd] A pedofilia to zdrada na najgłębszym poziomie, nie ma większego bólu niż zdrada osób bliskich. A rodzice (szczególnie) / ale także inni dorośli w sensie społecznym są niejako opiekunami dzieci.
I myślę że kryje się za tym COŚ WIĘCEJ niż tylko przenoszenie na kogoś - bo przenieść to można grypę, jak się nie leczy, i brzmi to jako owo przenoszenie, było tak przy okazji. Natomiast żeby robić takie rzeczy to trzeba to planować, ukrywać się, czyli być zaznajomionym że jest to karalne, nieakceptowalne itd. Przecież trzeba dużo się namęczyć żeby "zaspokoić" swoje "dewiacje" i zniszczyć komuś życie. Dla mnie jest to występek przeciwko życiu samemu w sobie i to z wyboru, gdzie wybiera rozumnie takie a nie inne decyzje.



Trochę offtop a może i nie, ale ja uzdrawiałem  ze światów energetycznych to nad psychopatami, zobaczyłem, jakby wyznawanie nihilizmu - z powodu ciężkich doświadczeń itd. porzucenie siebie/prawdy na zawsze, i całkiem "rozumnie" ( nie mylić ze świadomością ) wybranie drogi drapieżnictwa - bo albo się jest ofiarą albo drapieżnikiem to lepsze to drugie.


"Nihilizm" czyli pojęciem że wszystko jest relatywne, i nie istnieje sens, ani prawda, ani wartość bezwzględna, jest tylko to co ktoś uzna za prawdę, ktoś sobie wywalczy, czyli w świecie albo jest się ofiarą, albo drapieżnikiem, silny wygrywa, narzuca swoją wolę, dominuje, silny spełnia swoje potrzeby itd. bez względy na inne osoby, każda inna osoba to "mięso", w świecie gdzie nic nie ma sensu, a wszystko jest relatywne, liczy się spełnianie swoich potrzeb / zachcianek / dewiacji itd. Dlatego też dla takich osób jedyna konsekwencje to takie jeśli zostaną złapane, wykryte, ukarane społecznie.
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: dżonny w 2017-09-25, 22:18:52
"Nihilizm" czyli pojęciem że wszystko jest relatywne, i nie istnieje sens, ani prawda, ani wartość bezwzględna, jest tylko to co ktoś uzna za prawdę, ktoś sobie wywalczy, czyli w świecie albo jest się ofiarą, albo drapieżnikiem, silny wygrywa, narzuca swoją wolę, dominuje, silny spełnia swoje potrzeby itd. bez względy na inne osoby, każda inna osoba to "mięso", w świecie gdzie nic nie ma sensu, a wszystko jest relatywne, liczy się spełnianie swoich potrzeb / zachcianek / dewiacji itd. Dlatego też dla takich osób jedyna konsekwencje to takie jeśli zostaną złapane, wykryte, ukarane społecznie.

Problem z ludźmi jest chyba taki, że ewolucyjnie mają w sobie drapieżnika, mają tzw mozg gadzi, ktorego poziomu czasem dzialaja. Mniej swiadomi z zasady tak dzialają, bardziej swiadomi czasem sie zapominaja i gdy ktos widzi ofiare praktycznie nad soba nie panuje i nie potrafi odeprzec pokusy. RD wg mnie to tak na prawde 'walka' ze swoim cialem tzn odpieranie jego sklonnosci.
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Facilite w 2017-09-25, 23:01:19
Podobno na samym dnie piekła są zdrajcy osób bliskich (np. judasz Krąg IX / Boska komedia).[podzielam ten pogląd] A pedofilia to zdrada na najgłębszym poziomie, nie ma większego bólu niż zdrada osób bliskich. A rodzice (szczególnie) / ale także inni dorośli w sensie społecznym są niejako opiekunami dzieci.

Wiking, ja nie wierzę w piekło, no chyba że piekło chorego umysłu :)
I w tym sensie pedofile żyją w piekle, bo to co oni robią, kiedyś zrobiono im. I tak to się będzie toczyć, jeśli nie uda im się tego jakoś przerwać.

I myślę że kryje się za tym COŚ WIĘCEJ niż tylko przenoszenie na kogoś - bo przenieść to można grypę, jak się nie leczy, i brzmi to jako owo przenoszenie, było tak przy okazji. Natomiast żeby robić takie rzeczy to trzeba to planować, ukrywać się, czyli być zaznajomionym że jest to karalne, nieakceptowalne itd. Przecież trzeba dużo się namęczyć żeby "zaspokoić" swoje "dewiacje" i zniszczyć komuś życie. Dla mnie jest to występek przeciwko życiu samemu w sobie i to z wyboru, gdzie wybiera rozumnie takie a nie inne decyzje.

Rozumie, że może Cię oburzać, że pojęcie przenoszenia jest za słabe na ten rodzaj zbrodni, ale to się nie wyklucza (przenoszenie i planowanie, czy ukrywanie). Po prostu te sprawy zachodzą na różnych poziomach umysłu. Na poziomie podświadomym możemy mówić o przenoszeniu, a planowanie, ukrywanie i wybór to już świadomy umysł.

Trochę offtop a może i nie, ale ja uzdrawiałem  ze światów energetycznych to nad psychopatami, zobaczyłem, jakby wyznawanie nihilizmu - z powodu ciężkich doświadczeń itd. porzucenie siebie/prawdy na zawsze, i całkiem "rozumnie" ( nie mylić ze świadomością ) wybranie drogi drapieżnictwa - bo albo się jest ofiarą albo drapieżnikiem to lepsze to drugie.


"Nihilizm" czyli pojęciem że wszystko jest relatywne, i nie istnieje sens, ani prawda, ani wartość bezwzględna, jest tylko to co ktoś uzna za prawdę, ktoś sobie wywalczy, czyli w świecie albo jest się ofiarą, albo drapieżnikiem, silny wygrywa, narzuca swoją wolę, dominuje, silny spełnia swoje potrzeby itd. bez względy na inne osoby, każda inna osoba to "mięso", w świecie gdzie nic nie ma sensu, a wszystko jest relatywne, liczy się spełnianie swoich potrzeb / zachcianek / dewiacji itd. Dlatego też dla takich osób jedyna konsekwencje to takie jeśli zostaną złapane, wykryte, ukarane społecznie.

Tak się właśnie dzieje, gdy człowiek totalnie odcina się od siebie, czyli od swoich uczuć wyższych (bo tak je chyba można nazwać na potrzeby tej dyskusji).

RD wg mnie to tak na prawde 'walka' ze swoim cialem tzn odpieranie jego sklonnosci.

Dżonny, przemoc rodzi przemoc, a to z czym walczysz wzrasta. "Cień" to jest iluzja, a walka z wiatrakami prowadzi donikąd, lepiej jest zaakceptować cień i zobaczyć siebie na trzeźwo i przytomnie :)
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Wiking23 w 2017-09-26, 00:32:02

Problem z ludźmi jest chyba taki, że ewolucyjnie mają w sobie drapieżnika, mają tzw mozg gadzi, ktorego poziomu czasem dzialaja. Mniej swiadomi z zasady tak dzialają, bardziej swiadomi czasem sie zapominaja i gdy ktos widzi ofiare praktycznie nad soba nie panuje i nie potrafi odeprzec pokusy. RD wg mnie to tak na prawde 'walka' ze swoim cialem tzn odpieranie jego sklonnosci.

Właściwie to tak, bo ma się ciało - z wzorcami itd, z przodków na przodków, a tutaj bywało tak że trzeba walczyć lub też "uciekaj albo walcz".
Mnie zastanawiała kwestia gadzich mózgów, zwłaszcza po doświadczeniach z WHH, i w sumie wnioski miałem takie że przy przejawianiu się świadomości, czy tam swojej natury, to jakby ta świadomość rozchodzi się po ciele, i się ciało synchronizuje, i przestaje się być niewolnikiem wzorców gadzich z ciała, wychodzi się poza wzorzec "uciekaj albo walcz". Stąd moim zdaniem wylew chorób cywilizacyjnych, i różnych depresji, bo w pracy odpalają się te wzorce, które są nieadekwatne do sytłacji, i wypalać ciało, w sensie cieżko z pracy spier***, albo walczyć z szefem na pięści - a ciało tak się przygotowuje, w stresie.
Po wypełnieniu świadomością, to się samoistnie przestawia.
W mniejszym stopniu miałem doświadczenia z tym związane, więc tak zakładam że w większej skali działa podobnie. Chyba.


Wiking, ja nie wierzę w piekło, no chyba że piekło chorego umysłu :)
I w tym sensie pedofile żyją w piekle, bo to co oni robią, kiedyś zrobiono im. I tak to się będzie toczyć, jeśli nie uda im się tego jakoś przerwać.

Tak :(. Piekło jest na poziomie "umysłu/duszy/ducha". Chociaż nie fizycznie, to istnieje, i jest bardzo bardzo realne gdy się go doświadcza. Mnie tam zesłano, za pomocą ataków energetycznych :(, więc trochę tam byłem, tam gdzie jest zimno i szaro. I to w ciągu jednej nocy... no i jakoś tak wyszło że gaja (?) wyciągła mnie też w ciągu jednej nocy, i wszystko znikło. Trochę jak koszmar, który jest bardzo realny gdy się śpi, i całkowicie nierealny gdy jest pobudka. Nie ciekawe doświadczenia, bardzo nie miłe.


Rozumie, że może Cię oburzać, że pojęcie przenoszenia jest za słabe na ten rodzaj zbrodni, ale to się nie wyklucza (przenoszenie i planowanie, czy ukrywanie). Po prostu te sprawy zachodzą na różnych poziomach umysłu. Na poziomie podświadomym możemy mówić o przenoszeniu, a planowanie, ukrywanie i wybór to już świadomy umysł.

Moje oburzenie wynika z tego, że miałem szanse doświadczyć, tego podświadomego poziomu, który okazał się całkiem przemyślany, mam na myśli teraz karmiczne zagwostki - gdzie przenoszenie swojego syfu było nadrzędnym/przemyślanym/zaplanowanym celem kogoś - nie efektem ubocznym, powiedzmy rządzy wypartych potrzeb. A ponieważ integrują tą część mnie z tamtego okresu (...) - szkoda gadać, na górkę idzę premedytacja w tym wszystkim - że razem z tą częścią muszę ptsd ogarniać (...). Być może mi wywala z tego, ale nie ma to znaczenia, ponieważ czuje to co czuje, i zamierzam to czuć, i ufać temu co czuje i widzieć to co widzę. Na tą chwilę "podświadomie" - brzmi jak usprawiedliwianie, ja tego nie przyjmuje (w odniesieniu do moich tamtych doświadczeń tego co tam zaszło, i integrowania tamtych części mnie)!



Tak się właśnie dzieje, gdy człowiek totalnie odcina się od siebie, czyli od swoich uczuć wyższych (bo tak je chyba można nazwać na potrzeby tej dyskusji).


No właśnie ja o tym nihilizmie, bo to poszerza trochę obszar rozważań, w sensie więcej szczegółów, i różnych takich tam, czasem diabeł tkwi w szczegółach. Chociaż to w zasadzie tak odcinanie się od swoich uczuć, porzucenia siebie itd. Właściwie to to samo, ja jakby rozważam w tym kontekście, bo spotkałem się też z alternatywą, czyli w tłumaczeniu potencjał życia, czy jakoś tak, mówiący że jest sens, jest prawda, i warto do niej dążyć, pomimo tego że życie nie jest doskonałe, czasem się cierpi itd, to nadrzędnie sens czy tam prawda, czy dążenie do prawdy jest warte życia z całością doświadczeń także tych które nam mogą nie odpowiadać. I te rozważania, też trochę przeszły na obszar dziecka, gdzie matka kocha dziecko bo ono reprezentuje nowe życie / ten sens i potencjał, które jest cenne same w sobie i pomimo "problemów". Bo tak logicznie dziecko to przez kilka lat problemy dla matki, nieprzespane noce, trzeba karmić, dziecko rozrabia, płaczę, - ale matka kocha jest bezwarunkowo i pomimo tego wszystko bo dziecko to nowe życie, a życie, istnienie jest nadrzędne i to widać w miłości matki do dziecka. Trochę to słabo tłumaczę, bo rozkminiam te dwa tematy, więc to tak na świeżo coś piszę. Być może tez mącę i plączę z tą miłością matki do dziecka, więc proźba o trochę wyrozumiałości ;)
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Facilite w 2017-09-26, 00:57:46
Tak :(. Piekło jest na poziomie "umysłu/duszy/ducha". Chociaż nie fizycznie, to istnieje, i jest bardzo bardzo realne gdy się go doświadcza. Mnie tam zesłano, za pomocą ataków energetycznych :(, więc trochę tam byłem, tam gdzie jest zimno i szaro. I to w ciągu jednej nocy... no i jakoś tak wyszło że gaja (?) wyciągła mnie też w ciągu jednej nocy, i wszystko znikło. Trochę jak koszmar, który jest bardzo realny gdy się śpi, i całkowicie nierealny gdy jest pobudka. Nie ciekawe doświadczenia, bardzo nie miłe.

Wiking, szczerze współczuję! <przytula>

Moje oburzenie wynika z tego, że miałem szanse doświadczyć, tego podświadomego poziomu, który okazał się całkiem przemyślany, mam na myśli teraz karmiczne zagwostki - gdzie przenoszenie swojego syfu było nadrzędnym/przemyślanym/zaplanowanym celem kogoś - nie efektem ubocznym, powiedzmy rządzy wypartych potrzeb. A ponieważ integrują tą część mnie z tamtego okresu (...) - szkoda gadać, na górkę idzę premedytacja w tym wszystkim - że razem z tą częścią muszę ptsd ogarniać (...). Być może mi wywala z tego, ale nie ma to znaczenia, ponieważ czuje to co czuje, i zamierzam to czuć, i ufać temu co czuje i widzieć to co widzę. Na tą chwilę "podświadomie" - brzmi jak usprawiedliwianie, ja tego nie przyjmuje (w odniesieniu do moich tamtych doświadczeń tego co tam zaszło, i integrowania tamtych części mnie)!

Wiesz, rozumiem Cię doskonale, bo ja też to przeżywałam. Teraz po prostu patrzę na to inaczej (bo mam to już za sobą i jestem w stanie inaczej na to spojrzeć), ale to nie znaczy, że Cię nie rozumiem :)

"ale nie ma to znaczenia, ponieważ czuje to co czuje, i zamierzam to czuć, i ufać temu co czuje i widzieć to co widzę"

Tak właśnie ma być! To (co opisujesz) jest dla Ciebie prawdą na ten moment i trzymaj się tego, jeśli tak czujesz, choćby ktoś Ci gadał, że jest odwrotnie :D
I taka postawa prowadzi do uzdrowienia :) Czego Ci z całego serca życzę :)

O matce jeszcze poczytam, bo tak na szybko nie zrozumiałam, a teraz muszę lecieć.
Ciao, ciao :*
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Facilite w 2017-09-26, 01:50:39
I taka postawa prowadzi do uzdrowienia :)

I jeszcze - takie spojrzenie jak Twoje, Wiking,  jest potrzebne do wzbudzenia emocji, które muszą zostać przeżyte, żeby temat został uzdrowiony.
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Wiking23 w 2017-09-26, 07:29:49


Wiking, szczerze współczuję! <przytula>

< thank you ^^ >

Niepotrzebny epizod, też wpisujący się że uległość, i poddaństwo i podatność. Oczywiście musi istnieć jakieś nadrzędna wartość, sense czy jakieś uniwersalne prawa życia ( które dosyć szybko neutralizują takie akcje ). Więc no cóż."Zapamiętaj lekcję, nie rozczarowanie" jak to się mawia.



Wiesz, rozumiem Cię doskonale, bo ja też to przeżywałam. Teraz po prostu patrzę na to inaczej (bo mam to już za sobą i jestem w stanie inaczej na to spojrzeć), ale to nie znaczy, że Cię nie rozumiem :)

"ale nie ma to znaczenia, ponieważ czuje to co czuje, i zamierzam to czuć, i ufać temu co czuje i widzieć to co widzę"

Tak właśnie ma być! To (co opisujesz) jest dla Ciebie prawdą na ten moment i trzymaj się tego, jeśli tak czujesz, choćby ktoś Ci gadał, że jest odwrotnie :D
I taka postawa prowadzi do uzdrowienia :) Czego Ci z całego serca życzę :)

O matce jeszcze poczytam, bo tak na szybko nie zrozumiałam, a teraz muszę lecieć.
Ciao, ciao :*

thank you ^^ again!.



[ on the nature of daylight ]

https://www.youtube.com/watch?v=Gog1PQ3BGfQ&t=825s


Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Facilite w 2017-09-26, 11:02:31
No właśnie ja o tym nihilizmie, bo to poszerza trochę obszar rozważań, w sensie więcej szczegółów, i różnych takich tam, czasem diabeł tkwi w szczegółach. Chociaż to w zasadzie tak odcinanie się od swoich uczuć, porzucenia siebie itd. Właściwie to to samo, ja jakby rozważam w tym kontekście, bo spotkałem się też z alternatywą, czyli w tłumaczeniu potencjał życia, czy jakoś tak, mówiący że jest sens, jest prawda, i warto do niej dążyć, pomimo tego że życie nie jest doskonałe, czasem się cierpi itd, to nadrzędnie sens czy tam prawda, czy dążenie do prawdy jest warte życia z całością doświadczeń także tych które nam mogą nie odpowiadać. I te rozważania, też trochę przeszły na obszar dziecka, gdzie matka kocha dziecko bo ono reprezentuje nowe życie / ten sens i potencjał, które jest cenne same w sobie i pomimo "problemów". Bo tak logicznie dziecko to przez kilka lat problemy dla matki, nieprzespane noce, trzeba karmić, dziecko rozrabia, płaczę, - ale matka kocha jest bezwarunkowo i pomimo tego wszystko bo dziecko to nowe życie, a życie, istnienie jest nadrzędne i to widać w miłości matki do dziecka. Trochę to słabo tłumaczę, bo rozkminiam te dwa tematy, więc to tak na świeżo coś piszę. Być może tez mącę i plączę z tą miłością matki do dziecka, więc proźba o trochę wyrozumiałości ;)

Wiking,
już wiem, dlaczego wczoraj nie do końca zrozumiałam, co napisałeś.
Nie dlatego, że "słabo" wytłumaczyłeś (bo wyłożyłeś to dostatecznie jasno), czy że było późno, a ja zmęczona, ale dlatego, że się przeciwko temu zbuntowałam.
No więc najpierw się zbuntowałam (na tę abstrakcję konceptu "kochać życie, bo to nowe życie"), a potem pomyślałam sobie, że ma to sens.

A teraz, choć się już nie buntuję przeciwko temu i uznaję to podejście, które opisałeś, to jednak uważam, że jest mi obce, właśnie przez to, że za bardzo abstrakcyjne.
[Choć nie uważam, że to całkiem inne podejście, raczej (znów :) inaczej rozłożone akcenty]
Jak pytam siebie czemu chcę żyć, to przychodzi odpowiedź - bo dążenie do prawdy i sensu jest dla mnie po prostu przyjemne i wciąga niesamowicie :) I jestem skłonna ponosić wszelkie "ciężary" z tym związane.
A czemu matka kocha dziecko? Nie jestem matką, jednak przekładając to na inne relacje: bo przyjemnością jest dla niej obcować z dzieckiem (dawać temu dziecku siebie i brać od niego coś pięknego, czyli po prostu wzajemnie dzielić się radością z przebywania ze sobą i uczenia się od siebie, choć tutaj jeszcze dochodzi element miłości własnej - kocham bo to moje dziecko, no ale to inna kwestia), nawet jeśli musi ponosić też koszty tego (kupy, nieprzespane noce, płacz, itd. itp.).
Tak sobie myślę, że ja po prostu lubię proste, konkretne rozwiązania i pewnie dlatego wybieram takie podejście do tematu :P
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Facilite w 2017-09-26, 11:13:18
RD wg mnie to tak na prawde 'walka' ze swoim cialem tzn odpieranie jego sklonnosci.

Zamiast "ciałem" przeczytałam "cieniem" (zorientowałam się dopiero po wypowiedzi Wikinga na ten temat) i dlatego napisałam to, co napisałam :)
Tak sobie teraz myślę, że pewnie dlatego źle przeczytałam, bo w głowie mi się nie mieściło, że można w ten sposób patrzeć na ciało.
Dla mnie ciało to największy sojusznik na drodze RD. Mój prawdziwy rozwój (w sensie, że zaczęłam wtedy dopiero zdrowieć, zaczęły się rozwiązywać moje problemy i zaczęło mi być lepiej ze sobą) zaczął się w momencie, gdy zaczęłam współpracować z ciałem, słuchać go i traktować bardzo poważnie. No i uznawać za przyjaciela, a nie wroga.
Wiem, o co Wam chodzi z tym mózgiem gadzim itp., ale dla mnie jest to całkowicie obce podejście. A już w ogóle walka z tym, to już dla mnie całkowity kosmos :P
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Wiking23 w 2017-09-26, 11:20:00
Wiking,
już wiem, dlaczego wczoraj nie do końca zrozumiałam, co napisałeś.
Nie dlatego, że "słabo" wytłumaczyłeś (bo wyłożyłeś to dostatecznie jasno), czy że było późno, a ja zmęczona, ale dlatego, że się przeciwko temu zbuntowałam.
No więc najpierw się zbuntowałam (na tę abstrakcję konceptu "kochać życie, bo to nowe życie"), a potem pomyślałam sobie, że ma to sens.

A teraz, choć się już nie buntuję przeciwko temu i uznaję to podejście, które opisałeś, to jednak uważam, że jest mi obce, właśnie przez to, że za bardzo abstrakcyjne.
[Choć nie uważam, że to całkiem inne podejście, raczej (znów :) inaczej rozłożone akcenty]
Jak pytam siebie czemu chcę żyć, to przychodzi odpowiedź - bo dążenie do prawdy i sensu jest dla mnie po prostu przyjemne i wciąga niesamowicie :) I jestem skłonna ponosić wszelkie "ciężary" z tym związane.

No dokładnie tak to widzę, jest coś więcej, bardziej, coś co jest warte wszelkich trudów i pomimo trudów.


A czemu matka kocha dziecko? Nie jestem matką, jednak przekładając to na inne relacje: bo przyjemnością jest dla niej obcować z dzieckiem (dawać temu dziecku siebie i brać od niego coś pięknego, czyli po prostu wzajemnie dzielić się radością z przebywania ze sobą i uczenia się od siebie, choć tutaj jeszcze dochodzi element miłości własnej - kocham bo to moje dziecko, no ale to inna kwestia), nawet jeśli musi ponosić też koszty tego (kupy, nieprzespane noce, płacz, itd. itp.).
Tak sobie myślę, że ja po prostu lubię proste, konkretne rozwiązania i pewnie dlatego wybieram takie podejście do tematu :P

No właśnie a co oznacza inne nowe życie, to radość, interakcja, zabawa, dzielenie się, doświadczenie itd. całe bogactwo i różnorodność, która płynie z tego życia. A dzieci są taką esencją tego. Dzięki innemu życiu wprowadza się bogactwo do twojego życia, a ty wprowadzasz bogactwo do czyjegoś.

Tego już nawet nie pyta się jaki to ma sens, to po prostu im bardziej jest się w swojej naturze, ty bardziej jest się w tym, nikt nawet nie pyta jaki to ma sens, bo jest to tak naturalne i oczywiste, że wszystko co tym nie jest, po prostu nie ma sensu, nawet pytanie nie ma sensu. Upraszczając "Kocha bo lubi kochać, bo kochać przyjemnie" ;)


Wydaje mi się że podchodzimy do tych samym rzeczy, z innymi doświadczeniami, z innej strony, i na innych przestrzeniach - ale do tego samego tak myślę. Każdy ma swoje ulubione, zabawki do badania i dochodzenia do prawdy ^^.
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Facilite w 2017-09-26, 11:38:19
Tego już nawet nie pyta się jaki to ma sens, to po prostu im bardziej jest się w swojej naturze, ty bardziej jest się w tym, nikt nawet nie pyta jaki to ma sens, bo jest to tak naturalne i oczywiste, że wszystko co tym nie jest, po prostu nie ma sensu, nawet pytanie nie ma sensu. Upraszczając "Kocha bo lubi kochać, bo kochać przyjemnie" ;)

Ten opis jest mi szczególnie bliski :D

Wydaje mi się że podchodzimy do tych samym rzeczy, z innymi doświadczeniami, z innej strony, i na innych przestrzeniach - ale do tego samego tak myślę. Każdy ma swoje ulubione, zabawki do badania i dochodzenia do prawdy ^^.

Też tak myślę :)
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Wiking23 w 2017-09-26, 11:40:22
 ^^ ;):)
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2017-10-03, 07:24:00
Grzeczność buduje relacje. Dobre maniery to życzliwość:
http://www.focus.pl/artykul/grzeczno-buduje-relacje (http://www.focus.pl/artykul/grzeczno-buduje-relacje)
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2017-10-03, 18:28:54
Psychopaci robią bardzo dobre pierwsze wrażenie, i co się z tym wiąże bardzo szybko wzbudzają zaufanie(próbują je wzbudzić), i bardzo szybko ( czyli za szybko !) próbują przenieść znajomość, na pole bardziej osobiste, w celu uzyskiwania właśnie bardzo osobistych zwierzeń, poglądów, głębokich chęci i niechęci drugiej osoby, właśnie aby mieć pewne pole do manipulacji, a najlepiej się manipuluje na polu tym bardziej osobistym. Chodzi o to że zbyt szybko wykazują zainteresowanie poznaniem lęków, oraz marzeń drugiej osoby, bardziej osobistych doświadczeń itd. Przy tym sami albo nie dzielą niczym od siebie, albo to czym się dzielą( co występuje najczęściej), jest zmyślone / pozorowane / udawane.

Wzbudzania zaufania można się nauczyć. Być w roli osoby godnej zaufania, mieć taką maskę, zamiast naturalnie być godnym zaufania. Im mniej ludzie ufają sobie na poziomie prawdy, im maja większe niedobory uczuciowe, są niezaspokojeni, życiowe, tym łatwiej wejdą w gry. Widać to w każdej dziedzinie życia. W finansach (piramidy finansowe), we wchodzeniu w związki (obietnice idealności, która nie istnieje, co nie znaczy, że ma być toksycznie), w uleganiu czyimś celom, ideom, społecznie strukturom, grupom.
Jeśli jakiś mechanizm manipulacji sprawdza się, to po co ta osoba ma go zmienić dopóki nie cierpi lub nie wejdzie w autorefleksję?

Spojrzałabym na drugą stronę zajmowania się tematem. Jeśli pojawiają się w czyimś życiu tacy "źli" ludzie, sytuacje, wchodzi to w emocje i straty, to jakie wzorce i emocje mną manipulują? Wpływają na mnie i szkodzą?
Strach, poczucie, winy, wstydu, apatia, poczucie zagrożenia, złość? Może dążenie do przyjemności, przynależności, zrozumienia, akceptacji, miłości, oświecenia? Dążenie czyli brak i niezaspokojenie.


 





Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2017-10-03, 20:51:12
Co robić, by inni czuli się w naszym towarzystwie komfortowo?

http://www.focus.pl/artykul/co-robi-by-inni-czuli-si-w-naszym-towarzystwie-komfortowo
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Wiking23 w 2017-10-04, 10:02:43

czyli brak i niezaspokojenie.

To , co przeniosło się w konsekwencja na to

Może dążenie do przyjemności, przynależności, zrozumienia, akceptacji, miłości, oświecenia?

Kontekst:

Przynajmniej tej wierzchnej warstwy doświadczeń był taki, że pierwsze wcielenia ziemskie odczułem bardzo źle (chyba jak każdy kto spada ze światów energetycznych). Mniej więcej nie mogłem się ani odnaleźć, zero zrozumienia, akceptacji, a raczej coś odwrotnego, czyli dostawanie za jakieś próby "wyrażania siebie"

W momencie krytycznych, miałem takie "postanowienie", chcę już tego niedoświadczań ( "ucieczka"), a wrócić do "domu", + chęć i ogromna potrzeba bycia zrozumianym, akceptowanym. Tak z pozoru nie wygląda to na jakiś tragiczny zestaw, nazwyjmy to intencji do siebie.

A jak to się zrealizowało. Mniej więcej tak miałem trochę spokoju w kolejnych wcieleniach, i czułem się świetnie, i chociaż nie szukałem aktywnie tej akceptacji, to z powodu tych braków, byłem łasy, jak dziecko które nigdy słodyczy nie jadło, a tu cukierek. Bo tak to się zaczeło manifestować, że wszystkie przykrości, od których uciekłem, odeszły w cień, a chęć doświadczania akceptacji chociaż pozornej, spowodowała właśnie taką podatność, na taki tym osób, czyli z pozoru na wierchu, fajnie, miło, a w ukryciu, w cieniu realizacja czegoś innego.

W tym były dwa zaślepienia ze sobą powiązane, czyli nie widzenie tego co się faktycznie dzieje, z powodu wyparcia, a potrzeba akceptacji, w tym wypadku, też takiego zaczarowania, czyli nawet jakby nie możność przyznania , że ani akceptacji, ani zrozumienia tam nie było, tylko gra/zimna kalkulacja/ itd., bo to też wejście w te krzywdy od których uciekłem na początku, więc to się ze sobą wiąże.


To ciekawe że włączyłaś w to oświecenie, ale tak to też znany motyw sekt, narcystycznych guru, itd. Obiecywanie powrotu do domu (do miejsca gdzie jest miło, przyjemnie, itd.) chociaż w różnym opakowaniu. Jakiegoś rodzaju astral liczy się ? Chyba tak. Odnosząc się to tego wyżej, to tak miałem chciałem wrócić do domu, tak to nazwijmy, chociaż nie wiedziałem, jak. I tak z pojawieniem się kogoś, kto drogę "znał", i chciał mi "pomóc", to po prostu, ah i oh. Typowe.



https://www.youtube.com/watch?v=ITCcWPTIV2Q


Jeśli jakiś mechanizm manipulacji sprawdza się, to po co ta osoba ma go zmienić dopóki nie cierpi lub nie wejdzie w autorefleksję?

Jeszcze taki szok, miałem bo myślałem że jak miedzy duszami się uzdrawia , to zazwyczaj powoduje to refleksję po drugiej stronie, jakąś, nawet małą, w tym przypadku, "refleksja" była taka, uwolnisz się, poszukam innych na których słabościach mogę się pożywić. Zimna kalkulacja, co jest jak przeczytałem trudne samo w sobie do przyjęcie ten szok, bo to trzebam przyjąć że od początku, wszystko było zimne, bez uczuciowe, pozorne, szopka, ... i wszystkie odczucia z tym związane....


Eh jeszcze tego mi leży, trochę.
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Wiking23 w 2017-10-04, 10:29:52


Okej - więc jak o tym "powrocie do domu".

Doctor who - to władca czasu (moja zajawka), podróżuje w czasie i przestrzeni. "władca" - jakby miał nad tym kontrolę, gdzie wyląduje. Takie tam w ogóle przypadkowe i niezwiązane... oczywiście...

Ja po napisaniu tego posta niżej, poczułem się kompletnie zagubiony w czasie i przestrzeni, i w miejscu w którym wylądowałem. Nie czuje że to jest moje miejsce. I jest we mnie ogromne poczucie że chciałbym wrócić do siebie nie w sensie gdzieś tam... daleko, tylko w sensie do siebie, prawdziwego, do swojej natury, do swojego wyrażania siebie itd.
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2017-10-06, 11:56:09

"Kryzysy pojawiają się z nadmiernych oczekiwań. Druga osoba ma mnie całkowicie wypełnić, zawsze zrozumieć, zaspokoić wszystkie potrzeby. Powinna stać się niczym Bóg. Jeśli jednak ktoś nie potrafi być sam ze sobą, nie będzie umiał być także z innymi ludźmi, będzie chciał ich zawłaszczyć. To zniszczy każdą relację.
Istnieje rodzaj samotności, którego nie zaspokoi żaden człowiek, choćby najbliższy. On jest darem, przypomina o naszej niewystarczalności”.

Konkret na dzisiaj: przyjrzyj się swoim oczekiwaniom wobec innych ludzi. Czy nie stały się już żądaniami?
Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +"
http://slowodaje.net/drugi-czlowiek-zeby-spelniac-oczekiwania-mt-201-16a/

: )
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Facilite w 2017-10-06, 15:53:06
Wiesz, rozumiem Cię doskonale, bo ja też to przeżywałam. Teraz po prostu patrzę na to inaczej (bo mam to już za sobą i jestem w stanie inaczej na to spojrzeć), ale to nie znaczy, że Cię nie rozumiem :)

"ale nie ma to znaczenia, ponieważ czuje to co czuje, i zamierzam to czuć, i ufać temu co czuje i widzieć to co widzę"

Tak właśnie ma być! To (co opisujesz) jest dla Ciebie prawdą na ten moment i trzymaj się tego, jeśli tak czujesz, choćby ktoś Ci gadał, że jest odwrotnie :D
I taka postawa prowadzi do uzdrowienia :) Czego Ci z całego serca życzę :)

Nie mam tego za sobą. Za sobą mam tylko jakąś tego część, ale chyba bardzo chciałam w to wierzyć (że wszystko), skoro nie czułam tego co Ty Wiking. Czuję, że teraz też mi to jest bardzo potrzebne (taka postawa, jaką Ty przyjmujesz).

Tak sobie teraz myślę, że moja ta moja reakcja (brak kontaktu z uczuciami, które Ty masz) wynikała z tego, że chciałam wierzyć w iluzję. Czyli w to, że mój mąż mnie kocha, że nie robi tego dlatego, że ma mnie w dupie, tylko dlatego, że jest biedny i inaczej nie może.
Teraz już tak nie myślę. Nie wiem, po prostu, jak to jest.
Tzn. wiem, skąd wynika potrzeba krzywdzenia innych, ale nie wiem, dlaczego jedni ludzie, gdy sobie to uświadamiają, że robią komuś krzywdę (czy mogą ją zrobić) potrafią skonfrontować się ze swoimi demonami po to, żeby nie krzywdzić, a inni (tak jak mój mąż) olewają to i wybierają ucieczkę od tego co ich boli i tym samym krzywdzą.
Kiedyś czytałam taką książkę, w której kobieta opisuje swoje doświadczenia. Była potwornie krzywdzona jako małe dziecko, potwornie. I na końcu napisała słowa, które głęboko zapadły mi w pamięć, że ona zdaje sobie sprawę, że wszyscy jej krzywdziciele, w tym matka, byli tak samo krzywdzeni w dzieciństwie, ale uważa, że to nie tłumaczy tego, że teraz świadomie wybierają takie same czyny wobec innych. Według niej to tylko wymówka, bo ona jest doskonałym przykładem na to, że może być inaczej, że w życiu dorosłym nie trzeba tego powtarzać.

No więc co o tym decyduje? Świadomość? Przecież przychodzimy na świat z jakimś tam poziomem świadomości (każdy na innym), może o to tutaj chodzi?

Akurat przedwczoraj mój mąż oglądał (niby przypadkiem) film poruszający dokładnie ten problem (no może niedokładnie, ale jednak podobny).
W obliczu zagrożenia mąż (z filmu, nie mój ;) uciekł, sam się ratując, żona została z dziecmi i ratowała przede wszystkim dzieci. I potem mieli z tym problem.
M. był bardzo poruszony, bo to było tak jakby o nim. Zawsze uciekał i nawet nie raz o tym rozmawialiśmy, że gdyby groziło nam niebezpieczeństwo, to pierwszy wziąłby nogi za pas.
Zresztą ucieka cały czas. Ucieka od swoich demonów, a przez to krzywdzi mnie, z czego doskonale zdaje sobie sprawę, a jednak to robi.
Nie obchodzi go to, że cierpię, choć twierdzi inaczej.

No więc dlaczego tak jest, że jeden ucieka (myśli tylko o sobie), a drugi dostrzega nie tylko siebie? Tam uciekającym był mężczyzna, a ratującą kobieta, matka, ale wydaje mi się że to nie tylko o instynkt macierzyński tutaj chodzi. Bo ratującymi niejednokrotnie są też mężczyźni.
Dlaczego jedni mierzą się ze swoim cierpieniem, żeby dalej nie krzywdzić siebie i innych, a drudzy uciekając, po prostu topią swój ból w krzywdzeniu innych??

Wydaje mi się, że może jednak chodzić o poziom świadomości. Bo niby jest tak (gdzieś tam przeczytałam kiedyś, może u Łazariewa), że ludzie najbardziej nieświadomi widzą winę (odpowiedzialność) tylko w innych, na zewnątrz. Nigdy nie czują swojej odpowiedzialności. Bardziej świadomi, znowu widzą ją w sobie. A jeszcze bardziej świadomi coś tam, zapomniałam co (tzn. mam pewne typy, ale nie chcę rozpowszechniać nieprawdziwych info, a szkoda mi baterii, żeby to sprawdzać w necie).
A w przypadku mojego męża bardzo charakterystyczne było zawsze, że zrzucał winę na wszystko, nawet na przedmioty materialne, tylko nie na siebie.
Ja z kolei, niedawno sobie o tym przypomniałam, wg pewnej numerolog, u której robiłam analizę lata temu, przyszłam na świat jako bardzo świadoma dusza (co miało być charakterystyczne w tym moim portrecie numero). Myślę, że mogło tak być, bo już o dziecka czułam nie wiem, jak to określić, różne zależności pomiędzy wszystkim na świecie, powiązania, widziałam więcej niż inni wokół mnie. Przez co niestety byłam czasem traktowana jak osoba nienormalna, albo po prostu dziecinnie (głupcy mądrego uważają za jeszcze większego głupca od nich, bo nie są w stanie go zrozumieć). Niestety, wybrałam sobie nieciekawe warunki wcieleniowe, wśród głupich ludzi (bo moi rodzice byli naprawdę, może nie tyle głupi, ale mieli naprawdę niską świadomość), którzy zawsze mi umniejszali (no więc to umniejszanie nie zaczęło się dopiero w małżeństwie, to była tylko kontynuacja).
No ale do czego dążę - ja zazwyczaj nie uciekam (ale też mi się zdarza). Tym bardziej gdy widzę, że moja ucieczka może naprawdę kogoś zranić.

Choć nie wiem, może się mylę z tą świadomością. To tylko moja propozycja.
Tym bardziej, że czasem wydaje mi się, że M. ma wysoką świadomość (jak łapie kontakt ze sobą).
Bo ja to na przykładzie M. próbuje rozkminić (on ma rys psychopatyczny w osobowości), a nie umiem go na przytomnie ocenić (za dużo skumulowanych emocji, oczekiwań itd.), czasem wydaje mi się totalnie nieświadomy, a czasem wręcz przeciwnie - bardzo świadomy.

Kurde, tak na szybko napisałam (bo się boję, że mi bateria padnie), bo nie chciałam myśli tracić, ale nie wiem, czy logicznie ;)
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Wiking23 w 2017-10-09, 21:25:15
Felicite,

Kurcze miałem ci coś odpisać w tym kontekście kontaktu z uczuciami wobec krzywd(oprawców), ale jakoś mocno osiadłem w klimatach bezsilności, i nie mogę zebrać się żeby sensownie coś napisać.

Ha! - no tak pisanie o oprawcach i klimaty bezsilności, no właśnie...
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2017-10-10, 11:25:32
Wiking23
Pojawiła Ci się bezsilność, którą akceptujesz lub nie, jako etap w poddaniu się Sile Większej do siebie czy apatia?
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Facilite w 2017-10-10, 15:41:09
Wiking,
ze swojego podwórka - czasem trzeba skonfrontować się z poczuciem bezsilności, żeby poczuć się wystarczająco silnym :)
Daj sobie tyle czasu, ile potrzebujesz.
<przytula>

A ja teraz mam mega-wahania: bezsilność-moc, bezsilność-moc, targa mną jak chorągiewką na wietrze ;)
Bezsilność nie w odniesieniu do siebie, ale w temacie innych. Coś się kroi, jakieś uświadomienie mocne. A przynajmniej tak czuję.
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Wiking23 w 2017-10-10, 20:06:02


Sylvia,
Nie wiem bardziej bezsilność w sensie bezbronność / nawet wrażliwość ? - czyli dalej bezbronność tak mi się to kojarzy. Apatia to raczej nie, bo mam pobudzony smak, i szukam nowych smaków, do jedzenia.


Felicite,

dziękuje :*



dzisiaj rozkminiam bezbronność i bezsilność, no i kontrast czyli siłę i moc, potem obejrzałem nową zapowiedz do GW, i teraz rozkminiam to w tym kontekście filmów ;)
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2017-10-11, 10:22:54
Wiking23
Rozumiem. Czyli rozwojowo.
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Facilite w 2017-10-11, 11:42:10
dzisiaj rozkminiam bezbronność i bezsilność, no i kontrast czyli siłę i moc, potem obejrzałem nową zapowiedz do GW, i teraz rozkminiam to w tym kontekście filmów ;)

Miałam nie oglądać, żeby się nie nakręcać*, ale już za późno ;) Nie mogę się doczekać Świąt :D
Wiking, jak będziesz miał jakieś przemyślenia, to się podzielisz?

*A nie chciałam się nakręcać, żeby nie tworzyć złudzenia siły/mocy w moim życiu. Chcę przeżyć moją bezsilność do końca, bez ucieczki.
U mnie też ta bezsilność ma wiele wspólnego z bezbronnością. Poczułam to zwłaszcza teraz, gdy pozbawiłam się części kciuka (nie mogę się bronić, nie mogę się sobą zaopiekować, tak jakbym chciała, tak jakbym tego potrzebowała, wymagam pomocy z zewnątrz).
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Wiking23 w 2017-10-11, 14:25:51


Miałam nie oglądać, żeby się nie nakręcać*, ale już za późno ;) Nie mogę się doczekać Świąt :D
Wiking, jak będziesz miał jakieś przemyślenia, to się podzielisz?

*A nie chciałam się nakręcać, żeby nie tworzyć złudzenia siły/mocy w moim życiu. Chcę przeżyć moją bezsilność do końca, bez ucieczki.
U mnie też ta bezsilność ma wiele wspólnego z bezbronnością. Poczułam to zwłaszcza teraz, gdy pozbawiłam się części kciuka (nie mogę się bronić, nie mogę się sobą zaopiekować, tak jakbym chciała, tak jakbym tego potrzebowała, wymagam pomocy z zewnątrz).

Podziele się :)

...

Chyba pierwszy raz pozwoliłem sobie tak mocno zatopić się w poczuciu bezbronności, to chyba najodpowiedniejsze słowo. Tak jakbym nie miał wpływu na nic co się dzieje na zewnątrz, a skoro tak to nie mam wpływu na to gdy dzieje mi się krzywda z zewnątrz.

...

Wydaje mi się, że może jednak chodzić o poziom świadomości. Bo niby jest tak (gdzieś tam przeczytałam kiedyś, może u Łazariewa), że ludzie najbardziej nieświadomi widzą winę (odpowiedzialność) tylko w innych, na zewnątrz. Nigdy nie czują swojej odpowiedzialności. Bardziej świadomi, znowu widzą ją w sobie. A jeszcze bardziej świadomi coś tam, zapomniałam co (tzn. mam pewne typy, ale nie chcę rozpowszechniać nieprawdziwych info, a szkoda mi baterii, żeby to sprawdzać w necie).
A w przypadku mojego męża bardzo charakterystyczne było zawsze, że zrzucał winę na wszystko, nawet na przedmioty materialne, tylko nie na siebie.
Ja z kolei, niedawno sobie o tym przypomniałam, wg pewnej numerolog, u której robiłam analizę lata temu, przyszłam na świat jako bardzo świadoma dusza (co miało być charakterystyczne w tym moim portrecie numero). Myślę, że mogło tak być, bo już o dziecka czułam nie wiem, jak to określić, różne zależności pomiędzy wszystkim na świecie, powiązania, widziałam więcej niż inni wokół mnie. Przez co niestety byłam czasem traktowana jak osoba nienormalna, albo po prostu dziecinnie (głupcy mądrego uważają za jeszcze większego głupca od nich, bo nie są w stanie go zrozumieć). Niestety, wybrałam sobie nieciekawe warunki wcieleniowe, wśród głupich ludzi (bo moi rodzice byli naprawdę, może nie tyle głupi, ale mieli naprawdę niską świadomość), którzy zawsze mi umniejszali (no więc to umniejszanie nie zaczęło się dopiero w małżeństwie, to była tylko kontynuacja).
No ale do czego dążę - ja zazwyczaj nie uciekam (ale też mi się zdarza). Tym bardziej gdy widzę, że moja ucieczka może naprawdę kogoś zranić.

Nie wydaje mi się aby napisał coś odkrywczego, nie wiem, ale napiszę jak to widzę. Ja miałem podobne odczucia, w sensie widzenia więcej, od otoczenia, jakbym to ujął ja bardziej widzę perspektywicznie-przestrzenie. I ostatnio bo z pół roku temu, czyli nie dawno zacząłem zauważać, pewną subtelną rzecz (dla mnie, dla innych może to być oczywiste), że w kontaktach z innymi, stawiałem się jako moderator (rodzic), niejako że jak widzę więcej, to bardziej wiem, więc jakoś tak stawiałem się w przestrzeni jako moderator (rodzic) sytuacji. Teraz jak o tym myślę to też czułem się bezpieczniej właśnie moderując, bo dawało mi to iluzję kontroli tak sądzę, nad tym co druga osoba robi, lub bardziej tego czego nie zrobi (nie skrzywdzi mnie). Czyli jak to teraz piszę, to tworzenie iluzji wszystko jest "okej" nawet jeśli nie jest. A nawet bardziej tworzenie iluzji rozwoju, czyli tego że będzie "okej". Bo jak to wygląda z perspektywy moderatora, w sytuacji konfliktu, żeby było najlepiej dla każdej ze stron szukałem złotek środka, którego po prostu czasem nie ma. Znów widzenie tego co by się chciało, bardziej kreowania, niż widzenie tego jak jest, jednak zapewnia to poczucie bardzo silne bezpieczeństwa jakby. To jakby mimo starań status quo, zostanie zachowany, dlatego że nie da się być zawsze moderatorem sytuacji, i żywym ludzkim indywidualnym sobą, na raz.

W przypadku krzywd, kontaktu z nimi, trzeba pozwolić sobie odczuć wszystko, przyjąć wszystko z integrować się na nowo, przeżyć to. Nie można tego zrobić w pełni, jeśli widzi się oprawce, jako też skrzywdzoną kiedyś osobę, biedną, z intencjami, karmą itd. To jest ten efekt że empatyczny świadek powinien stanąć po stronie skrzywdzonego dziecka w 100%. W tym przypadku stanąć całkowicie po stronie swojego skrzywdzenia, i odpuścić bycie moderatorem/rodzicem/dobrym sędzią/ drugiej strony, bo to nie nasza odpowiedzialność (niech ona się broni, usprawiedliwi, przeprasza, zmieni swoje zachowanie itd. / pójdzie siedzieć / dostanie kulkę - najwidoczniej zasłużyła!).

Gdyby krzywdy usprawiedliwiały krzywdy, to byśmy się już dawno wybili, bo każdy został skrzywdzony mniej lub bardziej, a jednak ludzie wybierają inaczej. Po prostu wybierają inaczej. A jeśli nie to ich decyzja, żaden to powód czy usprawiedliwienie, że ktoś krzywdzi słabszego, bo kiedyś on był skrzywdzony przez silniejszego, tym bardziej powinien starać się tego nie robić komuś drugiemu. Bo gdyby tak usprawiedliwiać / znajdywać powody, to można znaleźć powody dla wszystkie np. a bo zupa była za słona... to już można być adwokatem diabła w zasadzie.

Gdy się staje po swojej stronie, to sytuacja wygląda już inaczej niż z punktu moderacji(czasem bardzo inaczej). Krzywda wydaj się większa, emocje, i uczucia silniejsze, i przede wszystkim bardziej poważnie jest(mniej ściem). Bardziej na ostrzu noża, ale taka właśnie sytuacja zmienia status quo tak sądzę. Znikają też zaślepienia, iluzja moderatora, kontroli, wszystko jest bardziej żywe, i bardziej jakby niebezpieczne (dla oprawcy, bo nie ma "dobrego" rodzica, lub w zasadzie adwokata diabła - czasem). Ale to chyba dobrze, bo oprawca nie powinien czuć się bezpiecznie, gdy kogoś krzywdzi.



No i dalej mi z pod wielu negatywnych uczuć, zaczęła prześwitywać, i wychodzić, inna warstwa właśnie braku kontroli, i bezradności. I teraz myślę sobie że właśnie bycie tym moderatorem, i tworzenie inicjatywy żeby było dobrze, dla dwóch stron, to w zasadzie okazała się iluzja mocy, właśnie z powodu poczucia bezbronności, i bezradności i braku kontroli nad zewnątrz.

Wydaje mi się też że cała moc zmiany, jest w tej części nas która się odcięła, schowała z powodu traum, i kontakt z nią pozwala, przeżyć, zmienić, "sytuację" energię, wzorce myślowe - i odzyskać siebie, być bardziej sobą. I pomimo że rozumowo i intelektualnie się coś rozumie, to zmienna dzieją się jak się lapnie kontakt ze sobą, i przeżyje uczucia, zranienia, ból. Bo za tymi uczuciami jest skryta cześć nas, która ma pełną nieuświadomioną moc zmiany (która kryje się właśnie za lękami, bólem, ciężkimi przeżyciami)

Więc dla integralności siebie, swojego rozwoju trzeba pozwalać sobie być sobą(zbliżać się do siebie), w sobie, ze swoimi uczuciami, ufać im, pozwolić im być realnymi, pozostawić resztę, reszcie(nie trzeba zbawiać świata). Przynajmniej ja myślę i tak chcę.


Okej, ja tak napisałem, jakby to było łatwe, a nie jest, w zasadzie jest trudne, strasznie, i śmiertelnie, bo chyba tak to jest być żywym istnieniem. Wrażliwość i bezbronność.






Poniżej (bezbronności) jednak wyczułem że jest coś jeszcze (ale tylko trochę), jakaś żywa część mnie (być może w prawdziwej "mocy", cokolwiek to znaczy). Departure.


Madì | Max Richter - Departure (Lullaby)

https://www.youtube.com/watch?v=lUvG61iP730








Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Facilite w 2017-10-11, 14:53:33
Nie wydaje mi się aby napisał coś odkrywczego, nie wiem, ale napiszę jak to widzę.

Wiking,
dla mnie jest to bardzo odkrywcze na ten moment. I bardzo mnie to poruszyło. Do tego ta piękna muzyka... nawet nie wiem, czy ona mnie bardziej poruszyła, czy to co napisałeś.
Na pewno jeszcze słabo to do mnie dochodzi. Na razie czuję opór, żeby do tego wrócić.
Nie da się na raz ;)

Dziękuję :*
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Facilite w 2017-10-11, 21:30:25
Wiking, mogłabym się podpisać pod tym, co napisałeś, chociaż ja bym nie potrafiła tego tak świetnie opisać (no i przede wszystkim spojrzeć na to tak klarownie w moim stanie).
Bardzo tego potrzebowałam. Ale też bardzo się tego wystraszyłam i musiało upłynąć trochę czasu i uczuć, żebym mogła przeczytać to bez większych emocji, z pełnym zrozumieniem i w pełni to odczuć. Choć nie wiem, czy "w pełni" to właściwe określenie, chyba jednak nie.
Żeby to sobie w pełni przyswoić, potrzebuję jeszcze czasu. Na pewno będę wracać, do tego co napisałeś, bo świetnie to ująłeś, tak całościowo i przejrzyście. I bardzo to do mnie przemawia (choć jeszcze trochę się tego boję ;p).
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2017-10-11, 22:05:33
https://www.youtube.com/watch?v=Y7oGzaLELsk - Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Facilite w 2017-10-11, 22:53:24
No i Wiking, teraz widzę, że zapomniałam napisać - jestem Ci bardzo, bardzo wdzięczna! :))
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Wiking23 w 2017-10-12, 07:41:24


Żeby to sobie w pełni przyswoić, potrzebuję jeszcze czasu. Na pewno będę wracać, do tego co napisałeś, bo świetnie to ująłeś, tak całościowo i przejrzyście. I bardzo to do mnie przemawia (choć jeszcze trochę się tego boję ;p).

Wiesz, ja też potrzebuje czasu i boję się ;>, i raczej łapie kontakt z tym, niż już w pełni jest za mną, moim zdaniem to okej jest się bać, to też uczucia i przeżycia, i wystarczy pozwolić sobie przeżywać je w swoim czasie, na tyle na ile się chcę i czuje się bezpiecznie. Pozwolić sobie czuć to co się czuję.


pozdrawiam ;)



No i Wiking, teraz widzę, że zapomniałam napisać - jestem Ci bardzo, bardzo wdzięczna! :))

to tylko wiesz takie tam ;)

Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Facilite w 2017-10-12, 09:55:01
Tak, to całkowicie w porządku :))
:*
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2017-10-12, 11:10:27
Karina
to chyba nie ten link co chciałaś? : )
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2017-10-12, 17:42:32
Frisky

A tak cos mi sie pomerdało;)

https://www.facebook.com/osrodek.monitorowania/videos/630489973792806/?hc_ref=ARSaysBH7hMh3fFTXOsipchPqN4zmdcbUFzssjjJIb5RhTdEYymePM6QA60P8xkCoKY

Jakoś mnie to rusza, bo mam zaprzyjaźnionego hindusa, który jest kucharzem w restauracji "Curry House". I fajnie, ze tak mówi otwarcie i szczerze o problemach.
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Facilite w 2017-10-13, 00:58:51
to tylko wiesz takie tam ;)

Wiking,
przede wszystkim - nie "takie tam", bo dzięki temu już teraz zmieniło się moje podejście do męża, mam większą pewność swoich racji i mniejsze poczucie winy :)

I już wiem, co to za lęk mi wyszedł.
Dotyczy on słów, które kiedyś uznałeś za miałkie ;)

"Najbardziej boimy się nie tego, że jesteśmy do niczego.
Najbardziej boimy się tego, że jesteśmy potężni ponad miarę.
To nasza jasna – a nie ciemna – strona nas przeraża.
Zadajemy sobie pytanie, czy możemy być śmiali, błyskotliwi, piękni,
utalentowani i niezwykli.
A czyż właśnie tacy nie jesteśmy?"

Właśnie tego się boję.
Tak się zastanawiałam, po co mi tacy ludzie jak rodzice, mąż (i wszyscy, którzy w całym moim życiu narzucali mi się ze swoimi "złotymi" radami wzmacniając mój lęk przed samodzielnością). Czemu ich sobie wybrałam?
Żeby się ubezwłasnowolnić. Bo bałam się swojej samodzielności, swoich zdolności, swoich pragnień, bałam się siebie po prostu.
Rodzice nie dość, że nie nauczyli mnie samodzielności (choć akurat tego nie musieli mnie uczyć, bo sama sobie świetnie radzę ze wszystkim), to jeszcze ją blokowali. Matka mawiała: "nie rób tego, ja to zrobię, duże kobiety (czyli ona) są do roboty, małe (czyli ja) do miłości". A ona jest ode mnie wyższa tylko o 1 centymetr, no ale ja jestem drobniejsza i faktycznie wydaję się mniejsza. Ojciec jej wtórował: "Hania jest za mała żeby to robić", kiedy np. Hania miała 18 lat i chodziło o pójście po coś do sklepu. Nie wymagali ode mnie nigdy, żebym zrobiła cokolwiek w domu. A gdy zrobiłam coś z własnej woli, np. posprzątałam, to trochę się zdziwili i po sprawie. Totalny kosmos.
Przy czym nie zawsze było to przyjemne ze strony matki, a nawet w większości przypadków nieprzyjemne. Np. gdy raz byłam sama na wsi i przy koszeniu trawnika przepalił się kabel, zaczęłam go naprawiać. Akurat zadzwoniła ona. Kiedy jej powiedziałam, co robię, to ona zaśmiała się pogardliwie i skwitowała: "akurat ty będziesz robić takie prace, zostaw to, bo się zabijesz". Oczywiście naprawiłam to, bo co jest trudnego w połączeniu dwóch kabli, zwłaszcza jak ma się odpowiednie narzędzia (sąsiad jest elektrykiem i dał mi taką złączkę, do której wkłada się kabelki, izoluje się taśmą i zrobione).
Albo gdy jakiś czas temu przyjechała do nas i obtrząsaliśmy jabłka. Weszła na drzewo i zaczęła trząść. Oczywiście niewiele to dało, bo te z czubka nie spadały. Pomyślałam sobie, że będę musiała tam wejść (na czubek) i zatrząść porządnie. Tymczasem ona zeszła i powiedziała coś, co dopiero potem doszło do mnie i nie chciało mi się zmieścić w głowie: "Ty Haniu nigdy byś o tym nie pomyślała, żeby tam wejść i zatrząść, prawda?". No po prostu "witki mi opadły".
Teraz bym jej tak dosoliła, że by jej w piety poszło, ale wtedy tylko weszłam na czubek i zatrzęsłam drzewem tak, że spadły prawie wszystkie owoce.
Taka jest moja mamuśka. No i do tego mąż, który też nie pozwala mi nic robić, no chyba że czegoś nie umie, ale wtedy tak mi umniejsza, że i tak powinnam czuć, że nic nie umiem sama zrobić.
Tak więc masakra odbiegająca od normy hohoho i trochę.
Widać bardzo musiałam bać się tej mojej samodzielności, skoro tak się spętałam.
Bo też i czuję w sobie dużą moc i wiarę we własne siły.

Rzadkie to momenty, ale zdarza się, że jestem sama ze sobą i sama decyduję o sobie i moim życiu. Wtedy wszystko mi się udaje, jest tak, jak chcę i zdarzają się rzeczy, które zakrawają o cuda.
Przede wszystkim czuję się bardzo bezpiecznie, nic nie może mi się stać, podczas gdy jak jestem z mężem, albo (co gorsza) z matką, to spotykają mnie niemiłe rzeczy (moja matka jest dumna z tego, że ma wiecznego pecha).
Gdy czegoś chcę i nikt tego nie blokuje to dzieją się takie rzeczy jak np. wtedy (kiedyś już dawno temu, ale to fajny przykład, spektakularny), gdy pomyślałam sobie, że chciałabym chodzić na kurs metody Callana. Powiedziałam to w kuchni do mamy, poszłam do kompa, żeby o tym poczytać, a tam pierwsze info w googlach: nabór na kurs Metodą Callana + kurs szybkiego czytania i mnemotechniki całkowicie za darmo. No więc się zapisałam i odbyłam :)
Spełniają się moje marzenia, mimo że świadomie, ani celowo tego nie kreuję, wystarczy, że pomyślę i za jakiś czas się spełniają. Pieniądze przychodzą do mnie same. Pojawiają się pomocni ludzie, gdy ich potrzebuję z przedmiotami (konkretnymi!), których potrzebuję w danym momencie. Samochodem jeżdżę bez GPS-u i zawsze trafiam do celu. Itp. itd.

Oczywiście matka+mąż uważają, że jestem naiwna i chcę przejść przez życie "między kroplami deszczu", a tak się nie da. Życie wg nich polega na trudzie, mozole i dostawaniu kopów w dupę. No więc się do nich dostosowuję, bo nie chcę wychodzić na naiwną i infantylną. Zresztą oni mnie nie słuchają (matkę mam w nosie, ale do męża starałam się dotrzeć, jednak to jak grochem o ścianę), a ja też się tego boję. Że może mi być za łatwo, za lekko, za dobrze. W materii.
No właśnie i tu jest pies pogrzebion. W skrócie - Biały Astral rządzi ;)

Ja blokuje w ten sposób swoje moce duchowe, blokuje możliwość i radość życia w materii. Bo przecież tutaj nie można przejawiać swoich mocy duchowych, tutaj nie ma miłości, a w ogóle to trzeba wracać do aniołkowa, do Boga.
Tzn. ja tak świadomie nie myślę, buntuje się przeciwko temu, bo wiem, że jest inaczej, ale ten lęk głęboko siedzi.
Tym bardziej, że nie chcę realizować takiej powszechnej rozwojowej wizji życia na ziemi, w której pomaga się innym różnymi duchowymi lub chociaż psychologicznymi metodami.
Ja bym chciała żyć dla siebie, bawić się w materii, chciałabym po prostu być szczęśliwa i nie myśleć o innych (ponad miarę). I realizować się w zawodach niekoniecznie związanych z duchowością (bo już tym rzygam po prostu). Chciałabym być zwyczajnym, ale szczęśliwym człowiekiem.
To jest dla mnie jakieś tabu, dlatego tak się tego boję i tak to blokuję. Czuję że ten BA bardzo mnie obciąża. To jest mój największy lęk, poza lękiem przed bliskością, oczywiście ;) A może to jeden i ten sam temat? Prawdopodobnie tak, ale póki co nie widzę klarownie tych powiązań.

Tak jeszcze sobie pomyślałam, że być może staram się uciekać w to, co opisuję, przed tym, co tu i teraz, czyli przed moimi problemami w związku.
Nie wiem, ale nie sądzę, bo nieprzytomność mnie przy tym łapie okrutna, a tak jest zawsze jak trafiam z czymś w sedno ;)
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2017-10-13, 07:30:22
Karina
dzięki za linka, poruszające!
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2017-10-13, 11:48:12
Frisky
:)
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Wiking23 w 2017-10-13, 12:26:21



I już wiem, co to za lęk mi wyszedł.
Dotyczy on słów, które kiedyś uznałeś za miałkie ;)


ale to kiedyś... teraz jest inaczej ------> we all change if you think about it ... ;)



"Najbardziej boimy się nie tego, że jesteśmy do niczego.
Najbardziej boimy się tego, że jesteśmy potężni ponad miarę.
To nasza jasna – a nie ciemna – strona nas przeraża.
Zadajemy sobie pytanie, czy możemy być śmiali, błyskotliwi, piękni,
utalentowani i niezwykli.
A czyż właśnie tacy nie jesteśmy?"


nie wiem, czy tacy jesteśmy, a może nie wiem czy tacy po prostu nie jesteśmy ? jej sam nie wiem ;)


a co jeśli z natury jesteśmy cudowni, genialni i wyjątkowi ?


to było by po prostu straszne, no tragedia ;p (dla zakompleksionych-umniejszających białych chyba najbardziej ;p)







I can beat the night, I’m not afraid of thunder

I am full of light, I am full of wonder

Whoa, oh I ain't falling under

Whoa, oh I am full of wonder



Naughty Boy - Wonder ft. Emeli Sandé

https://www.youtube.com/watch?v=_kASjW_aPbQ



Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Facilite w 2017-10-14, 00:46:37
nie wiem, czy tacy jesteśmy, a może nie wiem czy tacy po prostu nie jesteśmy ? jej sam nie wiem ;)


a co jeśli z natury jesteśmy cudowni, genialni i wyjątkowi ?


to było by po prostu straszne, no tragedia ;p (dla zakompleksionych-umniejszających białych chyba najbardziej ;p)

Hehehe, no ;)

Ja myślę, że tacy właśnie jesteśmy. Wszyscy, a nie tylko wybrani.
A ludzie sami robią siebie ułomnymi. Z różnych powodów, a właściwie tylko z jednego - bo pragną miłości (uwagi, zainteresowania, akceptacji, ciepła).
I tym wszystkim wspaniałym istotom mówi się "ja wiem lepiej, słuchaj mnie, beze mnie sobie nie poradzisz". I ci ludzie się do tego dostosowują, bo dostosowanie się do cudzych oczekiwań leży w ludzkiej naturze. I tak się kręci Biały Astral.

Ja dziś sobie zdałam sprawę z tego, że to, co teraz mnie spotyka tu na forum, to starcie z BA druga runda. Bo już kiedyś biali mnie odstraszyli. A teraz też w natarciu ;)
Bo czymże (jak nie kwintesencją BA) jest:
- wmawianie komuś, że coś się u niego dzieje, czego on kompletnie nie czuje z przekazem "ja wiem lepiej"?
- zadawanie pytań uświadamiających, mających na celu "podciągnąć" w górę, bo ktoś za wolno się rozwija i w ogóle nie tak jak trzeba?
- dawanie niechcianych rad?

W ogóle uważam, że każde narzucanie się z jakimiś uwagami, wnioskami, wątpliwościami komuś, kto nie prosił o to, jest przekraczaniem jego granic i zalatuje białym astralem. Bo najczęściej wynika z założenia: ja wiem lepiej, ja widziałam więcej, więc muszę pomóc.
Wcale nie muszę. Wcale też nie wiem lepiej, co danej osobie jest potrzebne.  Może właśnie potrzebuje takiego, a nie innego doświadczenia, np. po to żeby uczyć się na swoich własnych błędach.
A takie zakładanie, że ja wiem lepiej niż kto inny odnośnie tego, co u tego kogoś się dzieje to próba kontroli rzeczywistości, której nie da się kontrolować. W gruncie rzeczy jest to bardzo dziecinne i prymitywne (tak jak próba kontroli pogody). Ale też potrafi wyrządzić wielką szkodę.

A propos mojej drugiej rundy walki z BA ;) Teraz reaguję zupełnie inaczej niż za pierwszym razem. Po prostu zrobiłam sobie listę ignorowanych osób i nie czytam :) Na początku trochę mnie ciągnęło i sobie podczytywałam (bo można te ignorowane wiadomości otworzyć, kiedy się chce), ale to już jest coraz rzadsze. I fajnie. Bo czy ja muszę przejmowac się tym, co ktoś, z kim mi zupełnie nie po drodze, mówi i robi?
Kiedyś myslałam, że muszę słuchac wszystkich ludzi. Teraz wiem, że mogę wybierać to, co mi odpowiada, a innym pozwolić w spokoju sobie żyć i mieć swoje poglądy, nawet całkowicie odmienne od moich (byle mi też dali spokój). I mogę też puścić odpowiedzialność za innych. Choć trudno jest to zrobić (już pojawiły się wątpliwości ;p).

"Though our feet might ache
The world's upon our shoulders
No way we going to break
Cause we are full of wonder"

Yeah! :D
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Facilite w 2017-10-14, 11:08:54
Czuję że ten BA bardzo mnie obciąża. To jest mój największy lęk, poza lękiem przed bliskością, oczywiście ;) A może to jeden i ten sam temat? Prawdopodobnie tak, ale póki co nie widzę klarownie tych powiązań.

Teraz już widzę :))
Podzielę się tym wieczorem, bo teraz wybywam.
Addio pomidory!
:D
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Facilite w 2017-10-14, 12:26:02
A dobra, piszę teraz, bo mam chwilę, a potem to mi tylko ze łba wyleci ;)

Dziś przytrafiło mi się coś, co uświadomiło mi to powiązanie :)
Chodzi o to, że gdy tylko coś mnie poruszy, wzruszy, gdy poczuję cos bliższego sercu, boję sie tego i uciekam w rady, pomoc drugiej osobie, po prostu "idę" w drugą osobe, a nie w swoje uczucia (bo tych się przerażam, przeraża mnie bliskośc, boję się zranienia, odrzucenia i może czegos jeszcze?). Bo działanie z pozycji radzącego, pomagającego, stojącego "wyżej" jest bezpieczne, nie odkrywam siebie, swojego serca, nie moge więc być zraniona.
Myślę, że ten cały biały astral może własnie na tym polegać. Na ucieczce przed swoimi prawdziwymi uczuciami. Czyli że bazuje na lęku przed bliskością.

I jeszcze do mnie doszło, że gdy nie będę uciekać przed moimi uczuciami w takich przypadkach, to potem można podzielić się radą, jeśli ten drugi ktoś jest otwarty na to, jeśli tego potrzebuje (a gdy jest sie blisko ze sobą, ze swoimi uczuciami, to łatwiej to ocenić). Wtedy ta rada nie będzie "z dupy", bo nie będzie oparta na fałszywych podstawach, tylko na szczerej chęci pomocy wynikającej z miłości (uwaga trudne słowo! dla mnie, oczywiście ;).
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Facilite w 2017-10-14, 12:47:05
(...) tylko na szczerej chęci pomocy wynikającej z miłości (uwaga trudne słowo! dla mnie, oczywiście ;).

Już czuję kaca moralniaka, że napisałam o miłości. To słowo mi się wybitnie kojarzy z BA.
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Facilite w 2017-10-14, 15:08:57
Już wiem o co chodzi z tym kacem. Ja po prostu wstydzę się, gdy piszę o miłości, bo "ja nie wiem, co to jest miłość". Tylko UBA wiedzą i tylko oni mają na nią wyłączność!
A nie taki kmiot jak ja ;)
Ale  mi wywala!
Super :D
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2018-01-25, 15:16:45
"Nie trzeba odwoływać się do raportu Rzecznika Praw Dziecka, według którego ponad połowa Polaków (52 proc.) uważa, że są sytuacje, kiedy dziecko należy ukarać klapsem. Rodzice dają dzieciom klapsy, piszą o tym w internecie i nie uważają, że robią coś złego. Wręcz przeciwnie – biją dzieci i twierdzą, że są świetnymi rodzicami. Biją, bo klaps jest biciem, jest demonstracją siły rodzica. Klaps upokarza i pokazuje dziecku, że silniejszy zawsze wygra, a przemoc to najlepszy sposób rozwiązywania problemów.
http://mamadu.pl/134745,czy-klaps-to-bicie-daje-klapsy-i-jestem-swietna-matka

O zgrozo, w komentarzu ktoś nie odróżnia zasad, granic i ponoszenia konsekwencji swoich czynów i zachowań, od przemocy i miesza jedno z drugim do jednego worka jako karanie.

Artykuł i komentarz, wyjaśniają w jakiś sposób, dlaczego w ludziach jest tyle przemocy w komunikacji i nie rozumiej, że to co robią to przemoc. Jeśli 52% rodziców w Polsce nie rozumie czym jest przemoc wobec dzieci, to jak mają wyrosnąć ludzie komunikujący się bez przemocy jako dorośli. 
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: healingintelect w 2018-01-27, 13:24:26
Jak się nie kocha swoich dzieci, to trzeba je dyscyplinować w inny sposób :) Z dorosłymi wygląda, to trochę inaczej. Często się zdarza, że ktoś ma intencje, których nie chce zmienić i wtedy zostaje potraktowanie, takiego delkiwenta z buta. Nie dla wszystkich słowo NIE, oznacza STOP.  Jest niestety wiele takch osób i trzeba wyrobić, lub uzdrowić w sobie traktowanie takich osób bez litości. Smutne, ale prawdziwe.
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2018-01-31, 13:12:36
Nie wiem co rozumiesz przez traktowanie kogoś z buta?

Z innym wątku było coś na temat traktowania bez litości, żeby nie robić z kogoś ofiary. Tutaj litość by miała inny wydźwięk. Nie wiem czy litość jest w jakiejkolwiek sytuacji czymś pozytywnym. Bezwarunkowe współczucie, w przeciwieństwie do litości, zawsze ma sens i jest naturalnym stanem duchowym, gdy jest się w miłości.
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: healingintelect w 2018-01-31, 17:04:10
Nie wiem co rozumiesz przez traktowanie kogoś z buta?

Z innym wątku było coś na temat traktowania bez litości, żeby nie robić z kogoś ofiary. Tutaj litość by miała inny wydźwięk. Nie wiem czy litość jest w jakiejkolwiek sytuacji czymś pozytywnym. Bezwarunkowe współczucie, w przeciwieństwie do litości, zawsze ma sens i jest naturalnym stanem duchowym, gdy jest się w miłości.

Chodzi o szeroko rozumianą asertywność. Czasami trzeba krzyknąć, lub postawić się. Gdy sytuacja się powtarza, ja osobiście modlę się w ww. sposób.

Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2018-02-06, 15:18:22
Czasami nie ma przemocy, a ludzie podkręcają temat jakby była. Przykładem jest nagranie udostępnione w mediach, przestawione jako krzyki do żony, gdy słychać, że są w tym inne emocje. Co najwyżej złość, irytacja, ale na pewno nie agresja, czy krzyk http://natemat.pl/229231,przestan-mnie-nachodzic-film-na-ktorym-kazimierz-marcinkiewicz-krzyczy-na-isabel (http://natemat.pl/229231,przestan-mnie-nachodzic-film-na-ktorym-kazimierz-marcinkiewicz-krzyczy-na-isabel)
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2018-02-23, 10:42:41
Po raz kolejny Wszechświat mi pokazał, że niektórzy ludzie są jacy są i ich styl komunikacji, niekoniecznie zależy od drugiej strony. Do każdego kogo uznają za odpowiedni obiekt zachowują się tak samo. Obiekt może zależeć od ról życiowych i podobnych sytuacji.
Od drugiej strony zależy za to jak na to zareaguje, jak się poczuje, jakie intencje przejawi. Jak się okazało Wszechświat zrobi swoje w niektórych tematach i oczyści przestrzeń. Najszybciej zrobi takie porządki, gdy silniejsza jest energia ludzi z pozytywnymi intencjami. Tej zależności kiedyś nie widziałam. Zobaczyłam ją w pewnym momencie rozwoju, gdy zastanawiałam się nad "niesprawiedliwością" pewnych sytuacji. Ta moc energetyczna jest bardzo ważna dla działania Wszechświata, żeby miał jak przejawić swoje Dobro.

Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2018-02-23, 11:01:06
Była sobie restauracja, prowadzona przez ludzi, którym podobno zależało na dobrym biznesie i klientach. Niestety od pewnego momentu ciągle robili problemy stałym bywalcom, a czasem wręcz w komunikacji byli toksyczni i potrafili nagle zmienić skład oferowanych dań bez porozumienia z klientem "bo kucharz decyduje" lub gdy lepiej im szła sprzedaż dań przez internet, bo "po co będą brudzić naczynia i zatrudniać obsługę na miejscu. Nie mają czasu, idźcie gdzie indziej". Okazało się po kilku miesiącach, że tak samo traktują innych stałych bywalców. Traf chciał, że również właścicieli najmowanego lokalu. Skutkiem ich zachowań jest to, że dostali wypowiedzenie lokalu, który jest w bardzo dobrej lokalizacji i cenie. Na ich miejsce przychodzi inny restaurator.
Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2018-03-27, 10:07:01
Ostatnio przeczytałam na murze jednego z budynków państwowych cytat z autora z XX wieku po II wojnie światowej, który teraz jest bardziej aktualny nawet, niż kilkanaście lat temu:

Tam gdzie nie ma tolerancji dla tolerancji, zaczyna się tolerancja dla przemocy.

Parafrazując pozytywnie:

Tam gdzie jest tolerancja dla tolerancji, tam znika przemoc.

Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2018-04-25, 19:35:36
Podobno na fb jest nowy regulamin, który ma zapobiegać krzywdzeniu i nie będzie m.in. można "przedstawiania w dobrym świetle śmierci, chorób, krzywdy"
Czy to oznacza, że nie będzie można promować wielu religii?

Nie będzie też można ludzi wyzywać m.in. od głupków, umniejszać, hejtować, . Pole morficzne komunikacji bez przemocy poszerza się. Dobrze, dobrze:)

Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2020-01-12, 13:38:02
Pole morficzne porozumienia bez przemocy poszerza się, jednak ma to swój powód z poziomu dualizmu, w którym żyjemy. Przemoc stała się podstawowym problemem i narzędziem kontroli ludzi w ostatnich latach w niektórych regionach świata. Już nie choroby, głód, wstyd, poczucie winy, bo ludzie zyskali narzędzia wychodzenia z nich, a poczucie zagrożenia takim cierpieniem, nie tylko fizycznym. Skutkiem nawet chwilowej przemocy jest trauma i PTSD, które terapeutyzuje się latami. 
Przemoc staje się coraz bardziej wyrafinowana. Przyjmuje różne formy manipulacji, żeby osiągnąć swoje cele. Poszło to bardzo daleko. Stała się forma wywierania nacisku na ludzi, żeby rezygnowali z własnych granic, z bezpośredniego połączenia ze Źródłem, z siebie autentycznego w rzeczywistości, na rzecz wirtualnego wizerunku "siebie". Nagroda jest za zrezygnowanie z siebie i dostosowanie się do systemu zniewolenia.
Stawiasz granice i dążysz do szacunku? Wg przemocowca jesteś:
zaburzony i dorealniony,
głupi i coś z tobą nie tak, gdy masz inne zdanie i nie daj boże odnosisz się do szacunku i swoich prawdziwych potrzeb,
można psuć Twoją reputację i działać na szkodę, bo się nie podporządkowujesz,
można zrobić z Ciebie osobę z olbrzymimi problemami, jeśli przejawiasz wrażliwość i uczucia, gdy przeciwstawiasz się systemowi przemocy
jesteś nadwrażliwy i przez to godny potępienia, jeśli stawiasz granice i wyrażasz szacunek do siebie,
szanujesz siebie tzn., że poprzewracało Ci się w głowie,
stajesz po stronie sprawiedliwości i prawdy tzn., że trzeba jeszcze bardziej atakować, prześmiewać, intrygować, żeby zaszczuć i zniszczyć takie zachowania,
można Ciebie osądzać bez realnych podstaw do krytycznej oceny,
można generalizować negatywne osądy na Twój temat np. czujesz chwilową złość i wyrażasz oburzenie na coś krzywdzącego, to jesteś zaburzony albo histeryczka jakaś,
masz gorszy dzień, to można prowokować, a na twoją reakcję z poziomu gorszego dnia, mówić "a nie mówiłem, zobacz jaki, jaka jesteś"
mówisz prawdę, to zmyślasz, bo przecież ta osoba "jest święta i tylko pokazuje Ci prawdę" (atakując i osądzając)
stawiasz granice tzn., że trzeba Ciebie zniszczyć i unieważnić
stawiasz granice to trzeba Ciebie ukarać i pokazać kto tu rządzi
stawiasz granice tzn., że trzeba jeszcze bardziej atakować.

Wszystko z poziomu sztucznych wytworów i odrealnienia drugiego człowieka. Nie daj boze spotkać taką osobę w realnym życiu i porozmawiać na równi, jak człowiek z człowiekiem. Przemocowiec ie uznaje równości w relacji. Musi być ponad.

Ten kto atakuje atakuje siebie. Ten kto nie szanuje nie szanuje siebie. Ten kto szkodzi i przyczynia się do cierpienia, w końcu traci i cierpi. Tylko jeszcze nie widzi związku między tym co robi, a tym jak Wszechświat na to reaguje w jego życiu.

Ego ludzkie jest inteligentne i lubi być ekspansywne, żeby przetrwać i być coraz większe. Tak ostatecznie chce być tak wszechmocne i wielkie jak Bóg. Na szczęście ego podlega prawu przyczyny i skutku i nie ma możliwości takiej przemiany w Boga. Co najwyżej staje się bogiem w fałszywych strukturach. Najbardziej boi się tego, że w końcu i tak znika pod wpływem Światła.

Jeśli ktoś czuje się zagrożony jakąkolwiek przemocą, to bardzo pomaga medytacja z tematem: moja dusza jest nieśmiertelna i niezniszczalna. To jestem JA.
Poczucie zagrożenia mija momentalnie i wzmacnia się połączenie z ochraniającym, troskliwym i opiekuńczym Źródłem. Odzyskujesz moc.




Tytuł: Odp: Komunikacja bez przemocy
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2020-01-12, 16:35:49
*dorealniony - wyszło nowe słowo:))
Jednak ma być tam: odrealniony, bo przeżywasz coś po swojemu. a nie masz prawa do swojej historii, podświadomości, struktur poznawczych, ekspresji.

Przy tej medytacji mija też poczucie oddzielenia, osamotnienia, braku wsparcia, nieadekwatności, zagubienia, bezsilności wewnętrznego dziecka:

Jeśli ktoś czuje się zagrożony jakąkolwiek przemocą, to bardzo pomaga medytacja z tematem: moja dusza jest nieśmiertelna i niezniszczalna. To jestem JA.

Poczucie zagrożenia mija momentalnie i wzmacnia się połączenie z ochraniającym, troskliwym, czułym, kochającym i opiekuńczym Źródłem. Odzyskujesz moc jednocząc się z tym Źródłem.