"Sitwa ma utrzymać władzę, media mają jej głośno klaskać, a masy mają milczeć, koniecznie uśmiechnięte. Ktokolwiek ma słuszne wątpliwości co do przebiegu wyborów, zostaje uznany za podpalacza Polski. Zgwałconą demokrację zakneblowano a Partia ogłosiła, że wszelkie uliczne manifestacje są próbą destabilizacji kraju. Platforma z Ludowcami przegonili Orwella.
Gdy Prawo i Sprawiedliwość poruszyło sprawę gigantycznych nieprawidłowości wyborczych na forum Parlamentu Europejskiego, natychmiast zostało zlinczowane przez Platformę. Ewa Kopacz i Radosław Sikorski stwierdzili, że to wstyd wyciągać swoje brudy publicznie. Że też pamiętają jeszcze o istnieniu słowa „wstyd”. Nie pamiętają za to lub nie chcą pamiętać, jak w 2007 roku Bronisław Komorowski usilnie zabiegał o obecność obserwatorów OBWE podczas wyborów. Ówczesny wiceszef PO grzmiał na Jarosława Kaczyńskiego, że
„ktoś kto nie ma nic na sumieniu, nie musi się bać”."http://wpolityce.pl/polityka/223654-panstwo-platformy-przegonilo-orwella-klamac-z-pelna-premedytacja-a-jednoczesnie-gleboko-wierzyc-we-wlasne-slowa"Jeśli dwie główne, legalne partie opozycyjne, stojące na drastycznie przeciwległych biegunach politycznych, oświadczają wspólnie, że mają wątpliwości co do prawidłowości przeprowadzonych wyborów, to nie pora żeby się wytrząsać nad egzotycznymi „koalicjami”. Taka sytuacja jest w państwie demokratycznym powodem ogłoszenia obywatelskiego „pomarańczowego alertu”. Niezależnie od tego, którą partie się lubi i na kogo się głosuje. Jeżeli do tego
prawie 1/3 respondentów, w badaniu opinii publicznej, wyraża przekonanie, że wybory były sfałszowane – to choćby ta opinia była najzupełniej mylna, w interesie przyszłości demokracji w Polsce - wybory należy sprawdzić".
http://www.fronda.pl/a/agnieszka-romaszewska-guzy-pomaranczowy-alert,44329.html