Wielokrotnie zdarzało mi się narzekać na mój ciężki los i zastanawiać dlaczego to właśnie mnie spotkały wszystkie nieprzyjemne rzeczy, które stały się moim udziałem. Muszę przyznać, że mimo młodego wieku moje życie nie było łatwe, jednak pewne wydarzenie sprawiło, że zacząłem inaczej patrzeć na wiele spraw.
Czekając na terapię spotkałem pewnego młodego człowieka (przed trzydziestką) i zaczęliśmy rozmawiać to co mi powiedział sprawiło, że zacząłem zupełnie inaczej patrzeć na moje życie.
W trakcie rozmowy okazało się, że osoba, o której pisze od wielu lat cierpi na schizofrenię paranoidalną, pomimo tego, że nie wiem za dużo o zaburzeniach psychicznych (właściwie koncentrowałem się tylko mojej depresji

) bardzo mnie zabolało to co mi powiedział (w pewnej chwili żałowałem, że zapytałem go czy podobnie jak ja chodzi na terapię). Nasza pierwsza rozmowa nie była długa i gdyby nie moja ciekawość pewnie nigdy bym się nie dowiedział co dolega mojemu rozmówcy. Dobrze nam się rozmawiało więc wymieniliśmy się kontaktami facebookowymi.
Trochę piszemy ze sobą i muszę przyznać, że nigdy bym nie powiedział, że mój nowy znajomy ma schizofrenię (jak się później dowiedziałem choroba jest w remisji, czyli w uśpieniu dzięki lekom, które systematycznie bierze). Nie chcę się dłużej rozpisywać więc przejdę do sedna. Dużo myślałem o przypadku mojego znajomego z punktu widzenia reinkarnacji i karmy. Właściwie zastanawiają mnie dwie sprawy:
1. Czy zawsze jest tak, że osoba chora umysłowo (nie mówię o depresji czy zaburzeniach emocjonalnych) ma ciężką karmę i musi ją odpracować przeżywając piekło w postaci schizofrenii i innych chorób psychicznych?
2. W jaki sposób pomóc osobie chorej, która jest przekonana, że zasłużyła sobie na taką chorobę (nie rozmawiałem z nim o reinkarnacji, jednak mój znajomy często mówi o grzechu, pomimo tego, że jak sam twierdzi nie jest osobą religijną)?