Autor Wątek: Kącik Oczyszczania  (Przeczytany 416245 razy)

ontoja

  • Wiadomości: 1 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2011-12-07, 22:29:53 »
Nie jestem idealny.Ale coraz bardziej to akceptuje i czuje z tym w porządku.I to dobry znak co do samooceny .Drażnią mnie czasem jacyś ludzie i jakieś wzorce .W dużej częsci niefajne wzorce (część z nich pewnie sam posiadam dlatego mnie drażnią ale nie wszystkie) ,czasem jednak to rozdrażnienie ,które  wynika z samooceny . Z drugiej strony coraz bardziej widzę ,ze jakby każdy był szczery to bym nie był jednak tak rózny :) Mam czasem ochote przydymić .Na szczęscie często czuje też sympatie do ludzi i dużą harmonie i otwarty jestem na przepływy fajnych energii a nawet miłości .Szkoda tylko,ze nie do wszystkich. Zazwyczaj gdy ktoś jest do mnie fajnie nastawiony to i ja jestem tak ale czasem pewnie moje rozdrażnienie wynika z samooceny.Przyznaje ,ze w dyskusji z Clintem ,którą na poczatku toczyłem reprezentując jakiś tam punkt widzenia chciałem sobie poukłądać w głowie lecz póżniej za bardzo sie z tym utożsamiłem i zaczełem traktować te poglądy jako swoje i ich bronić.Samoocena mi sie odezwała ,ze czegoś nie wiem ,ze nie jestem wystarczająco dobry i ,ze mi gówniarz nie bedzie doradzał .Nie żałuje tylko ostatniej odpowiedzi bo to olśninie nietrafne uwazam i też nie z najczystszymi intencjami napisane.Nie potrzebnie sie wdałem w dyskusje bo obchodziło mi o zdanie Leszka na ten temat.
Abstrahując od tematu to życzył bym sobie żeby ludzie byli sczerzy i potrafili się przyznać również publicznie (jeśli dyskusja była toczona publicznie) do swoich prawdziwych emocji i intencji .Na pewno by była większa przestrzeń do uzdrowienia i do popłynięcia prawdziwej nie lukrowanej miłości.
Ot manifest ,spowiedź.Czuje sie oczyszcony trochę.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2011-12-07, 22:13:58 »
Ja właśnie coś takiego czuję - że jest to dla nas korzystne. I nie chodzi tylko i wyłącznie o nieranienie się (choć to też jest ważne), ale o nauczenie się żyć bez siebie po to, żeby można było żyć ze sobą w pełni (tzn. w pełni być sobą).
To nienaturalne, gdy dwoje ludzi jest ze sobą prawie zrośniętych. Dobrze jest, gdy każdy potrafi być samowystarczalny, gdy każdy sam w sobie czuje siłę i czerpie z niej, a nie z drugiej osoby. Bo gdy jedno czerpie z siły drugiego i na odwrót, to dochodzi do chorej sytuacji, w której jedno bez drugiego nie może żyć, bo czuje się za słabe. Nikt wtedy nie czuje się tak naprawdę sobą (bo swoje własne "ja" porzuciło się na rzecz "my") i w konsekwencji dochodzi do podświadomego obwiniania za to drugiej strony.
Zdrowy związek to związek dwojga silnych ludzi, gdzie każdy jest sobą, i gdzie w konsekwencji można wyróżnić trzy strefy: strefa każdego z partnerów i strefa wspólna. W zdrowym związku jest się po to by dawać, a można to robić, gdy jest z czego. Do tego trzeba samemu stać się silnym i przez siebie kochanym :)

Ja przekonałam się na własnej skórze, jak to jest być w związku "bliźniaków syjamskich". Od ponad 15 lat byliśmy nierozłączni: ciągle razem (studia, a potem praca nam to umożliwiały), ciągle o sobie myśleliśmy. Nie wiadomo było, gdzie kończy się jedna osoba, a zaczyna druga.
A tymczasem do dającego spełnienie związku nie tędy droga :)

Szafirowy Błękit

  • Wiadomości: 617
  • Płeć: Kobieta
  • W "wątku numerologicznym" nie wykonuję analiz dat urodzenia.
  • Status: Obserwator
[#]   « 2011-12-07, 21:51:57 »
Ja oczyszczając jedną bardzo ważną dla mnie relację, po modlitwie poczułam, że nawet bardzo korzystne jest w tej sytuacji dla
obu stron oddzielenie na jakiś czas (właściwie zmniejszenie częstotliwości spotkań) aby się nie ranić niepotrzebnie gdy coś wywala, bo ogólnie ta relacja po uzdrowieniu może być bardzo harmonijna

ontoja

  • Wiadomości: 1 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2011-12-07, 21:33:04 »
W pewnych okresach dużych wywałek to chyba korzystne takie czasowe separacje ,zeby sie można sobą zająć bardziej ,spojrzeć z dystansem  czy odnowić głębszy kontakt z Bogiem.


Felicite

  • Gość
[#]   « 2011-12-07, 20:21:50 »
Clint,
"Strasznie mnie podkręca wizja zamieszkania z kimś kogo lubię, kto będzie mnie szanował i traktował na równi ze sobą. :)"

Mnie też to kręci :))), więc Cię rozumiem. Tym bardziej, że jestem na etapie poszukiwania mieszkania do wynajęcia gdzieś w okolicy mojej własnej chaty. Ale moje mieszkanie to ma być samotnia, w której przepracowywać będę związek z dala od męża, od którego jestem uzależniona (i vice versa). Dopiero teraz do tego dojrzałam (więc też Cię rozumiem z tym poczekaniem na odpowiedni moment :), on  też, choć jeszcze trochę się opiera. Ale ja jestem pewna swego i nic mi nie stanie na przeszkodzie :D

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2011-12-07, 19:31:30 »
Felicite
Dzięki, bardzo podoba mi się Twoja wypowiedź :) Po części tak do tego wszystkiego podchodzę. Postanowiłem po prostu spokojnie, bez presji poczekać te 1,5 roku do skończenia studiów, a potem po prostu sobie znajdę pracę i coś wynajmę. Mam już bardzo luźny plan zamieszkania z przyjacielem, o ile ten zdecyduje się pozostać w Poznaniu i wtedy mógłby sobie wynająć pokoik za kilka stówek. W międzyczasie zapewne zaoszczędzę trochę grosza, żeby mieć jakieś środki na swój start. Strasznie mnie podkręca wizja zamieszkania z kimś kogo lubię, kto będzie mnie szanował i traktował na równi ze sobą. :)

A do tego czasu? Czekam sobie spokojnie. Jakby nie spojrzeć, jazdy ojca nie są aż takie częste i raczej z reguły kończą się tylko emocjonalną wywalanką. To i tak dalekie jest od tego, co przeżywałem jako bezbronny dzieciak, więc poradzę sobie. Zachowywać w stosunku do ojca się będę chyba raczej tak jak będę się czuł w danej sytuacji - jak się będę chciał wycofać to się wycofam, jak się będę chciał sprzeciwić to się sprzeciwię. Nie chce podejmować działań z którymi czułbym się niepewnie, bo ta niepewność zostałaby wykorzystana przeciwko mnie - nie ma co się zmuszać do rzeczy, do których się nie jest gotowym, tylko po to, aby się oszukiwać że się niby jestem.

W końcu i tak nadejdzie ten czas, kiedy stanowczo się odetnę od toksyn z jego strony i nawet jeśli nie urwę z nim kontaktu (co oczywiście biorę pod uwagę) to na pewno nie będę sobie pozwalał na nic niemiłego.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2011-12-07, 19:08:49 »
Clint,
rozumiem, że w tej sytuacji trudno jest być asertywnym. Najlepiej byłoby uniezależnić się od ojca finansowo, no ale z tego co pamiętam, pisałeś, że nie widzisz takiej możliwości na razie. To nic, poczekaj po prostu, nadal pracując nad sobą. Do pewnych rzeczy potrzeba czasu. Czasem krótkiego, a czasem dłuższego. Zazwyczaj bywa tak, że nieograniczona cierpliwość przynosi natychmiastowe rezultaty :)
Cierpliwość, a właściwie pełna akceptacja dotychczasowego stanu rzeczy. Akceptacja jest pierwszym, niezbędnym warunkiem zmiany.
A więc grunt to nie wywierać na siebie presji, bo jest właśnie tak jak być powinno.
Zrób sobie taki eksperyment: pomyśl sobie o czymś najgorszym, co mogłoby Cię spotkać w związku z tą sytuacją. No nie wiem, np. że do końca życia będziesz mieszkał z tatusiem, a on do usranej śmierci będzie Cię poniżał. Pozwól na wypłynięcie wszystkich emocji. I nie skupiaj się na ich puszczaniu, niech wypływają.
Potem zapytaj siebie: no i co z tego, że będzie mnie poniżał, itd.? Będą pojawiać się różne odpowiedzi, aż w końcu może dojdziesz do konkluzji, że absolutnie nic z tego :) Że to nie ma żadnego znaczenia.
Zaakceptujesz to. No i być może wtedy dostrzeżesz możliwości zmiany Twojego życia :)

Tola

  • Wiadomości: 147
  • Płeć: Kobieta
  • Anna Wolska-Maślanko, sesje BARS, regresing, uzdrawianie duchowe, anna.maslanko@gmail.com
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2011-12-07, 16:46:31 »
Sebastian

Zaufaj, że wszystko ułoży się piękniej niż mógłbyś się spodziewać......    : )))))))))
« Ostatnia zmiana: 2011-12-07, 16:59:25 wysłana przez Tola »

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2011-12-07, 16:15:00 »
Za pół godziny mam się wykąpać, wyjść z domu i pojechać na rebirthing i boję się, nie mogę się ruszyć.

kinga roszczyniała

  • Wiadomości: 903
    • www.czysteswiatlo.com
  • Kinga Roszczyniała, www.czysteswiatlo.com (konsultacje,analizy,wypalanie węzłów,sesje regresingu)
  • Status: Terapeuta
[#]   « 2011-12-07, 15:58:28 »
<Clint, pamiętaj przystojniaku, ze przede wszystkim jesteś sobą, istotą, aniołkiem, jakkolwiek tam nazywasz.>

:))))))))))))))

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2011-12-07, 15:17:44 »
Olga, może i wiem, ale zawsze dobrze sobie o tym przypomnieć - dzięki :)

Olga

  • Wiadomości: 2 175
  • Płeć: Kobieta
  • olga.sarzala@gmail.com
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2011-12-07, 15:13:28 »
Clint, jakbym czytała o swojej mamusi:)))

To z wypieraniem w połączeniu że jest sie dobrym ojcem matką, do tego pretensje że ty tego nie rozumiesz i nie widzisz:)
Dopiero teraz, gdy mineły 3 tyg od węzłów Lechowych, ogarniam w całośc to wszystko, jakbym wyszła już w pełni świadomością poza to. Nie umiem jeszcze wszystkiego wytłumaczyć, ale wiem już co robić a czego nie robić.

Moja praca nad sobą ma realny wymiar, bo widzę jak mama jest coraz bardziej na mnie obrażona :p taki mamo-miernik;)
Czuje się wspaniale z tym, że jestem już sobą przy niej. Że jestem dojrzałą kobietą przy niej, a nie jej dzieckiem. Czuje się wspaniale, ze pozwoliłam sobie by być sobą przy niej szczególnie w sytuacjach, w których kiedyś bym nie mogła nawet na moment. To bardzo ważne i wyzwalające, z roli rodzic- dziecko.

Clint, pamiętaj przystojniaku, ze przede wszystkim jesteś sobą, istotą, aniołkiem, jakkolwiek tam nazywasz. Człowiekiem. Poczuj się wolny od roli dziecka swoich rodziców:)
Poczuj, że jestes ukochanym dzieckiem, ale Boga:)
Poczuj, że to najlepszy rodzic i nauczyciel, a rodzice to tylko mało istotna, o ile nie kożystna, rola.


Wieeem, że to wszystko wiesz:)
Wieeem też, że to gruntujesz i że inspiracje są okej:)
Ja też to gruntuję!:)

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2011-12-07, 15:00:44 »
"A najlepsze jest to, że po tych dwóch latach jak wyskoczył temat pieniędzy to on się zaczął wzbraniać, że to się wcale nie działo - szczęka mi opadła jak to usłyszałem. Ten gościu ma tak silne mechanizmy wypierające, że to się w głowie nie mieści. Dlatego, jak coś jest nie tak, to jest to moja wina, jeżeli ja nie będę chciał o czymś rozmawiać czy coś w tym stylu, to ja będę tym złym, tym który ma jakiś problem, itd. On żyje w urojonym świecie, w którym jest świetnym, starającym się ojcem, sprawiającym że mi jest niezwykle dobrze w życiu, dlatego robi wielkie oczy i nie rozumie co się dzieje, jeśli ja mam jakiś problem. Ba, on nawet święcie wierzy w to, że zapewnia mi super atrakcyjne warunki finansowe, za które powinienem mu być dozgonnie wdzięczny. "

Clint to normalka u pewnego gatunku ludzi ;). Moja teściowa ma podobnie. Ona wszystko zrobiła dobrze, bo przecież tak sie starała, tyle poświęciła. A że jeden syn ma już 3 żonę, a drugi jest niezaradny życiowo i bez kobiety go wyręczającej to ani rusz, to już inna bajka ;)))

Poczuj się bezpiecznie i w porządku bez względu na to co mówi i jak zachowuje się twój ojciec :)

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2011-12-07, 14:30:31 »
Najzabawniejsze jest to, że to mi wychodzi teraz jak robię medytację o wiele mówiącym tytule "Moje prawo do życia". Darek Loga mi polecił ją na moich pierwszych warsztatach 2,5 roku temu - dopiero teraz jestem w stanie w ogóle nad nią pracować. Wtedy opory mnie przerosły.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2011-12-07, 14:13:12 »
To jest inspirujące to co piszecie, ale dla mnie jest jeden fundamentalny problem. Wolę się wycofywać, bo to mi zapewnia względny spokój kosztem chwilowego poniżenia. Gdybym mu się postawił to on przeszedłby do ataku czyli, z reguły zwykłego uprzykrzania mi życia. A póki jestem na jego utrzymaniu, to on ma takie możliwości - taki niestety jest koszt uzależnienia od toksycznych osób.

Kilka lat temu, zaraz po maturze matka załatwiła mi robotę na wakacje i ja z tej oferty skorzystałem, do pracy poszedłem, ale miałem czelność wybrzydzać że chciałbym odpocząć po tym stresie maturalnym, zrobić sobie trochę wakacji, a dopiero potem popracować. Niechęć do życia miałem wtedy ogromną, więc mi wywalało. No i wyniku samego tylko wyrażenia tej opinii, ojciec się wkurzył i odciął mnie od kieszonkowego na dwa lata. Przez pierwsze dwa lata dziennych studiów, mieszkając na tym zadupiu i mając mocno ograniczone możliwości zarobku - musiałem płacić sobie za niemal wszystko - ubrania, fryzjera, własne przyjemności, itd. A przy okazji jeszcze mnie zmusił do zrobienia prawa jazdy, żebym wstawał o 5 rano i mu po bułki jeździł, gdzie też musiałem 2 tysiące wyłożyć z własnej kieszeni. Stać mnie było tylko dlatego, że ciułałem kasę z osiemnastki i zarobiłem przez te wakacje.

A najlepsze jest to, że po tych dwóch latach jak wyskoczył temat pieniędzy to on się zaczął wzbraniać, że to się wcale nie działo - szczęka mi opadła jak to usłyszałem. Ten gościu ma tak silne mechanizmy wypierające, że to się w głowie nie mieści. Dlatego, jak coś jest nie tak, to jest to moja wina, jeżeli ja nie będę chciał o czymś rozmawiać czy coś w tym stylu, to ja będę tym złym, tym który ma jakiś problem, itd. On żyje w urojonym świecie, w którym jest świetnym, starającym się ojcem, sprawiającym że mi jest niezwykle dobrze w życiu, dlatego robi wielkie oczy i nie rozumie co się dzieje, jeśli ja mam jakiś problem. Ba, on nawet święcie wierzy w to, że zapewnia mi super atrakcyjne warunki finansowe, za które powinienem mu być dozgonnie wdzięczny. A tymczasem siostra nie dostaje kasy na ginekologa, no bo przecież ostatnio na dentystę dostała. Czysta groteska.