A to w porządku odbierać sobie w świecie, gdzie wszyscy inni i tak mają dokładnie tyle ile sobie wykreują, a Ty swoimi działaniami i tak nie masz realnego wpływu na ich poziom przyjmowania? Jak ktoś jest na coś otwarty, to przyjdzie to do niego tak czy siak - dając sobie, nie odbierasz drugiemu. A jak się będziesz poświęcać dla kogoś kto nie jest otwarty, to on i tak znajdzie sposób, aby to stracić.
Nasunęła mi się taka fajna metafora bogactwa wszechświata. Można sobie wyobrazić, że wszyscy ludzie płyną sobie w nieskończenie wielkim zbiorniku wodnym. Ludzie z mentalnością bogacza zaspokajają swoje pragnienie bez problemu, pijąc swobodnie tyle wody, ile potrzebują. Ludzie z mentalnością biedaka płyną na plecach, gapiąc się w niebo i usychając z pragnienia, bo oni żadnej wody nie widzą. A co robi Grażyna? Pije mniej wody niż potrzebuje, bo inni usychają z pragnienia. Niezbyt sensownie, prawda?
