Dla mnie akceptacja oznacza wewnętrzne nastawienie do danej rzeczy, ale nie oznacza bierności, braku działania i przyzwalania na negatywy.
Akceptacja to stan w którym puszczamy negatywne emocje, wszelkie napięcia związane z daną rzeczą.
Akceptacja powinna się tyczyć tego co jest teraz. Jeśli jestem sam, to akceptuje że teraz jestem sam. Miotanie się, spinanie i złość w niczym nie pomogą, niczego nie zmienią, więc biorę głęboki wdech i swobodnie wypuszczając powietrze akceptuje że teraz jest to co teraz jest. Według mnie nie ma potrzeby koncentrować się na akceptacji tego co może być, bo nie wiadomo co będzie. Akceptacja tego, że być może zawsze będę sam, jest akceptacją na wyrost, bo tyczy się czegoś czego realnie nie ma i co być może nigdy nie zaistnieje. Według mnie jest to też niepotrzebne posyłanie energii w kreacje braku.
Szukam teraz pracy. Nie widzę powodu dla którego miałbym się skupiać na akceptacji tego, że mogę jej nie znaleźć. Zamiast tego wolę się koncentrować na akceptacji tego, co jest teraz. Staram się więc zaakceptować, że w tej chwili nie mam pracy, że nie czuję się pewnie w temacie, że mam negatywne wyobrażenia, że boję się pewnych rzeczy, że oczekuje nieprzyjemności.
To takie moje swobodne przemyślenia w temacie.