Autor Wątek: Kącik Oczyszczania  (Przeczytany 414245 razy)

poledwica

  • Wiadomości: 385
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-12-10, 15:51:43 »
Grudzień dla mnie jest takim miesiacem, wktórym bardziej niż kiedykolwiek czuje samotność. Cała energia świateczna i sylwester to czas w którym występują mieszane uczucia i bardzo brakuje tej drugiej połowy:(.
To co opisuje Jolanta brzmi oczywiście jak bajka:) dlatego może tak mało realnie, ale uważam jest jak najbardziej jest taki "cud" możliwy. Ja ze swojej strony oczywiście życzę
harmonijnego pod każdym wzgledem zwiazku:)))
 To naturalne, że każdemu życie układa się inaczej i nie ma to nic wspólnego ze szczesciem, cudem czy jak tego nie nazwiemy inaczej. Myśle sobie, że to troche też jest uzaleznione od wzorcow i problemów jakie mamy do przepracowania. Oczywiście, że każdy inkarnując sie tu na ziemi boryka sie z problemami i wszyscy mamy cos do przepracowania, ale mysle, że w różnym stopniu.
Ja pamiętam czas kiedy to po rosztaniu z byłym moje życie straciło sens - upadłam na samo dno ze wszystkim co jest możliwe kobiecością, poczuciem wartości, bezpieczenstwa ect, Teraz po upływie czasu kiedy wracam i analizuje zwiazek mówie, że był to najbardziej chory zwiazek jaki mogłam stworzyc, na tamten czas myslałam, że złapałam Pana Boga za nogii musze robic wszystko, zeby go przy sobie utrzymac. Na tamten czas miałam lęki przed bliskością a zarazem przed odrzuceniem. Bałam się okazywać emocji, nie było miłości, nie było wyrażania siebie poprzez okazywanie uczuc gestani, przytulaniem, nie było wsparcia. W zwiazku, że miałam ojca, który mnie ponizał, krytykował itd, panicznie bałam sie, że mnie odrzuci i tylko na to byłam zafiksowana - robiłam wszytsko by tylko ze mna byl ( m.in. wzorce prostytutki i służącej) upodlałam sie niesamowicie. Po rosztaniu czułam jedynie wstyd i poczucie winy, że za mało robiłam, że byłam niewystarczjaco dobra,itd. Dopiero z biegiem czsu uswiadomiłam sobie, że ten zwiazek nie dawał mi zadnej satysfakcji, że w nim w ogóle nie było mnie . Po rozstaniu wpędziłam  sie w pracoholizm, żeby znów nie zając sie soba. Bóg moje zycie tak ukierował, że straciłam prace i w koncu moglam zając sie sobą. I od tej chwili zaczeło sie moje uzdrawianie:))))
Teraz wiele zrozumiałam ( a ile jeszce zrozumiem) Był to czas kiedy nawet nie marzyłam, żeby mieć mezczyzne - czułąm sie gorsza w spoleczenstwie, ze sama z dzieckiem - przekonywałam siebie, że juz nie zasluguje na nikogo, ze nikt nie bedzie mnie chcial. To juz przerobilam., małymi krokami pne sie w góre. Miałąm za duże oczekiwania wzgledem samej siebie, zbyt wysoko wieszalam poprzeczke  - ciagle bylam z siebie niezadowolona, ciadgle siebie krytykowałam, ciagle czulam sie gorsza, i przez to chcialam widziec siebie lepsza w oczach mezczyzn, ale to jest mój bałagan w glowie i sama musze sobie pomoc. Teraz jeszce praca nad bezpieczenstwem, samoocena i to że zaslugukję na mezczyzne, który mnie kocha, szanuje i akceptuje taka jaka jestem i bedzie ok:))))
Mysle też sobie, że nasza praca nie konczy sie w momencie kiedy zwiazek sie utworzy. wydaje mi sie, że ludzie którzy sie rozwijaja moga byc dla siebie ogromna inspiracja, wsparciem, jest już inna swiadomosc, nie ma takich oporów, blokad co do rozmowy na takie tematy. Zreszta budowanie zdrowego zwiazku wymaga od obojga parterow by pielęgnowali w sobie to, co wartosciowe a oczyszczali wszelkie negatywne emocje, ktore wplywaja na ich wzajemne relacje.

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2012-12-10, 11:59:22 »
Jolanta
Ja tam w tej kwestii nie wierzę w cuda :)

Jolanta 16

  • Wiadomości: 710
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-12-10, 11:36:17 »
Wiecie co...ja w tym czasie co poznalam mojego meza mialam niska samoocene, mieszkalam w suterenie z dzieckiem, zero kasy,taka bieda z Polski,zestresowana na maxa i znerwicowana, ale maz powiedzial, ze mimo wszystko co go ujelo we mnie to byla ....."moja duma"???!!!.Jaka duma??? Powiedzial to po roku kiedy go zapytalam, bo nie moglam zrozumiec- co go we mnie pociagalo i dlaczego sie zakochal we mnie.
Wiec mialam jakas dume w sobie i on to odczul, niezaleznie ode mnie.Nawet nie zdawalam sobie sprawy z tego.To byl jak prezent od Boga...potem myslalam dlugo, ze nie zasluzylam i nie jestem godna jego, maz mowil, ze jestem jego krolowa i nigdy mnie nie opusci... on naprawde jest jak ideal pod wieloma wzgledami.
Wiec trzeba wierzyc, ze Bog rzuci nam kolo ratunkowe i da cos wiecej niezaleznie od samooceny w tym momencie. Potem bedziemy zobowiazani to utrzymac i docenic...czyli podciagnac sie z samooceny. Dzis wierze, ze to byl cud w moim zyciu, ale pilnuje sie aby go nie zapascic i nic nie zepsuc.

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2012-12-10, 10:35:40 »
Hehe, związki to ciekawy temat:) Pracuję nad nim od kilku miesięcy. I dalej oscyluję, w temacie związków czuję się za a nawet przeciw. Miewam uczuciowe porywy, potem boli mnie serducho, potem przeoddycham i na nowo cieszę się swoją wolnością. Potem znowu otwiera mi się serducho, ja się daję ponieść fantazji... i tak w kółko póki co. Ale jest coraz klarowniej, bo w międzyczasie układam sobie czego chcę od związku i układam podejście do potencjalnej partnerki. Żeby stworzyć udany związek trzeba mieć w sobie i dla drugiej osoby dużo wolności. A żeby mieć wolność, trzeba być silnym na serduchu i niezależnym uczuciowo. Żeby być niezależnym uczuciowo, trzeba stabilnie stać na nogach. Więc związki to praca nad całym sobą całościowo.
« Ostatnia zmiana: 2012-12-10, 10:37:45 wysłana przez Sebastian »

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-12-09, 22:56:06 »
Iustitia
Jasne, że rozumiem :) I dziękuję Ci za zwrócenie mi uwagi na ważną rzecz. Mianowicie widzę już, że o wiele bardziej mi zależało (może nadal tak jest) na moim wyobrażeniu o miłości, związku, niż na tym, aby to było prawdziwe i realne  w moim życiu. Bardziej mnie kręciły emocje i romansowanie, no i oczywiście DRAMAT!  Czymże byłaby szanujace się heroina bez dramatu ;>
Dobrze, że mam już pod tym względem ogarniete i mam wreszcie święty spokój:) Koniec z telenowelą, Bogu niech będą dzięki.
Z tym moim "niedorozwojem" to miałam na myśli, że nie jestem gotowa na dojrzały związek, trochę nie wiem, czym to się je i co to jest, ani po co jest. Trochę też mi się to kojarzy z nudą, zatem dla pś to żadna atrakcja. Nic dziwnego, że mi się kreował dramat i telenowela ;)))



Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-12-09, 22:27:09 »
Indra
:* wiedziałam, że zrozumiesz.
P.S. Jeszcze raz napiszesz, ze jestes za mało piękna, albo rozwinięta albo znowu będziesz siebie szkalować to...właściwie to kolejna inspira dla mnie. Dzięki Perełko:)

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-12-09, 18:53:39 »
nie przepraszaj, bo nie uraziło:) mnie nie jest łatwo urazić ;)
Peace and love to you! Cieszę sie, że Ci lepiej :)

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2012-12-09, 18:23:43 »
Indra dzięki za naprowadzenie mnie. Jeśli Cię to nie uraziło to nie przepraszam;) A jesli Cię uraziło to przepraszam za niemiłe zachowanie.

Już mi lepiej.

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-12-09, 17:59:28 »
Iustitia
Cieszę się bardzo, że moja rola królowej i heroiny dramato-romansu Ci się do czegoś przydała i wyciągnęłaś z tego jakąś korzysć dla siebie- i piszę to serio, bez przekąsu:) Ja to mam jednak duży dystans do siebie i do ról, które przyjmuję. Zdaję sobie sprawę z tego, że wchodzę w pewne role, ponieważ sama mam z tego jakieś korzyści, choć niekoniecznie są to korzyści tego rodzaju, jakich Ty doświadczasz. Na to niestety nie jestem ani gotowa, ani wystarczająco rozwinięta.
Tak naprawdę to jestem rzeczywiście na takim etapie, że nie chcę wcale związku, podobnie jak Ty kiedyś. Rzeczywiście wolałam być heroiną romansów, a teraz jak zauważył Sebastian, mam aspiracje zakonne :D
Jestem sama ze sobą i dobrze mi z tym, czuję się tak bezpiecznie i wygodnie, wcale mi się nie chce tego zmieniać. Wcześniej mi jakieś telenowele nie wychodziły chyba własnie dlatego- bo wcale nie chciałam, żeby mi wyszły.
I dobrze, niech tak zostanie :)

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-12-09, 17:33:06 »
Indra
dzięki Tobie to ja sobie jakiś czas coś uświadomiłam, zaispirowałaś mnie wielce i dziękuję Ci za to:). Tak idealnie odegrałaś heroinę romansu, że do mnie w końcu dotarło iż ja wolałam otoczkę niż relację bardzo długo. Jak sobie przypomnę, jak mi się podobało to czekanie, przeświadczenie ze jest gdzieś w świecie jeden idealny i jak z nim będę to będzie taki lot, że po prostu miością będę gruchała po 1 tygodniu to śmiać mi się dziś chce. Ja po prostu nie chciałam związku, ja chciałam być heroiną romansów na przekór tym wszystkim, którzy mi wmawiali kiedy, gdzie i z kim. Sama się miotałam miedzy realizowaniem argentyńskiej wizji /bo była na tyle spektakularna, ze w koncu inni by uwierzyli/ i wartosciowaniem byłego partnera. Były jest po prostu były-idealny na wtedy a na dziś niekoniecznie. A jak sobie przypomnę że otwierając się na szacunek jednocześnie negowałam exa, no bo gdyby był idealny to byłby. Nie tedy droga-ludzie sa ze sobą czasem po to by intencje sie dograły. Moj ex był do tego idealny-wszelkie toksyczne zachowania spokojnie mogłam przy nim okazać a jednocześnie dał mi genialną inspirę do uzdrawiania karmy. Zwiazki to dobra lekcja ufnosci dopóki miałam egonadzieję nic Boskiego się nie zdarzyło. Nie dało rady zadnej wiekszej Boskiej idei przebić się przez mój pancerz oczekiwania na wyobrażenie o miłości. Jak miłość przyszła to naprawdę nieważne było, że wtedy nie padał śnieg, nawet zachód słońca był później. I lipa, ze byłam bardziej gotowa czy bardziej rozwinieta. Nie ma etapu od kiedy ludzie mogą ze sobą byc w szczesliwych zwiazkach-nie ma etapu wymiernego gotowości do zwiazku. Są ludzie dostajacy idealną osobę w podstawówce, są tacy, którzy dostają na etapie 12 ERD. Możliwe? oczywiscie tylko trzeba bardziej uwierzyć Bogu niż dobrze radzącym dookoła:)
Miłość jak każda Boski dar przychodzi w ciszy...

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2012-12-09, 17:23:23 »
Postaram się uwolnić tą zajadłość która mi wychodzi. Złapałem ostatnio trochę więcej wiatru w czakry i jestem creepy i jadowity na przemian.

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-12-09, 17:18:09 »
Asia, ja myślę, że to odczucie to dotyczyło raczej Ciebie samej i tego, co jest teraz w puli wszechswiata dla Ciebie :) I jestem przekoana, iż jest to prawda i z całego serca Ci życzę spełnienia! :) :*

Seba, spoko luz, możesz być dziwny, ja Cię kocham takiego, jaki jesteś :)

hydrozagadka

  • Wiadomości: 2 696
  • Płeć: Kobieta
  • http://uzdrawianieswiatlem.pl/ Zwrot-odzyskiwanie energii, rozpuszczanie więzów karmicznych, rozpuszczanie blokad i węzłów.
  • Status: Ekspert
[#]   « 2012-12-09, 17:09:55 »
Asia, a skąd wiesz, że coś takiego dla mnie jest?:)  ja tam trochę próbowałam medytować na ten temat i mi wyszło własnie to, o czym pisałam poniżej - że nie ma dla mnie związku z partnerem, że powinnam skupić się na związku ze sobą i z Bogiem.

Indra - ano tak czuję :) Np.: jak robiłyśmy razem tamtą medytację. Jeśli jednak np.: tzw. łudzenie się by Cię teraz męczyło, to nie wierz :D

Ale zgodzę się z Tobą za to w tym - to bardzo mądre z Twojej strony- że teraz chcesz więcej uwagi poświęcić sobie, oraz pełnemu uzdrowieniu relacji z samą sobą i Bogiem :)

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2012-12-09, 17:03:37 »
Fakt, jestem ostatnio jakiś dziwny.

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-12-09, 17:03:09 »
Asia, a skąd wiesz, że coś takiego dla mnie jest?:)  ja tam trochę próbowałam medytować na ten temat i mi wyszło własnie to, o czym pisałam poniżej - że nie ma dla mnie związku z partnerem, że powinnam skupić się na związku ze sobą i z Bogiem.
Jednak masz rację, że związek z tamtym facetem z pewnością nie był dla mnie, bo gdyby był, to by był :D

Sebastian
Lubię Twój sarkazm, ale ostatnio coś za często mnie nim traktujesz, a nie wiem, dlaczego. Opcja z zakonem jednak do mnie nie trafia ;)