Autor Wątek: Wgląd w Oświecenie?  (Przeczytany 2770 razy)

Daniel

  • Gość
[#]   « 2013-08-09, 05:40:54 »
Cytuj
Gateless gate. Jak stoisz przed nia to widzisz ze jest, jak przejdziesz okazuje sie, ze niczego tam nie ma i nigdy nie bylo.

No moze nie do konca, cos tam jednak bylo ;)

Cytuj
Pierwsze zdanie specjalnie pogrubiłam, bo tez tak czuję, iz po oświeceniu, po rozpuszczeniu skorupki - możemy robić dalej w zyciu cokolwiek, co chcemy i czujemy się spełnieni - że nie ma tam żadnego wyrzekania się, a jest po prostu działanie z pełni.

Asiu, wiem, ze pisalem o tym w innym kontekscie, ale tak naprawde najbardziej interesujace jest to, ze mozemy tak postepowac juz teraz :)

Cytuj
Warto takie rzeczy czytać aby sobie uświadamiać czym naprawdę jest to oświecenie

Inga, niestety, zaden opis nie jest w stanie uswiadomic nikogo, czym naprawde jest oswiecenie... tymbardziej ze nawet ja sam nie wiem, co to bylo, choc wiele wskazuje, ze mogl to faktycznie byc wglad w oswiecenie. Opisy moga byc jedynie przydatnymi wskazowkami na swojej wlasnej sciezce, ot tyle...

Cytuj
...zwłaszcza w przypadku gdy się było kiedyś siłą i groźbami napędzanym do oświecania się.

No tak, a tymczasem okazuje sie, porzucenie pragnienia oswiecenia jest jedna z kluczowych rzeczy.

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-08-06, 07:42:07 »
Daniel
Dzieki za umieszczenie tego opisu. Warto takie rzeczy czytać aby sobie uświadamiać czym naprawdę jest to oświecenie zwłaszcza w przypadku gdy się było kiedyś siłą i groźbami napędzanym do oświecania się.

Ola

  • Gość
[#]   « 2013-08-05, 12:38:36 »
Tak z innej beczki. Moze warto te rozmowe przeniesc we wlasciwsze miejsce, bo robi sie offtopic.

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-08-05, 12:31:59 »
Mnie ciągle się przypomina to że wyleciałam przez komin jako istota wolna, bez ciała, bez obciążeń, bez strachu przez prześladowcami, bez cierpień, bo wszystkie cierpienia zostały na dole, a mnie już nic nie ograniczało. Czułam się wyzwolona od tego wszystkiego złego i wolna.

Ola

  • Gość
[#]   « 2013-08-05, 12:25:24 »
Oswiecim eksterminacja ciala. Oswiecenie eksterminacja ego.

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-08-05, 07:56:04 »
Mam nieprzerobione wcielenie z Oświęcimia i pewnie dlatego wyrazy podobne do niego kojarzą mi się z Oświęcimiem.
A może też tak boję się oświecenia jak Oświęcimia.

Davvidia

  • Wiadomości: 499
  • Płeć: Kobieta
    • http://www.podlasem.manifo.com
  • Regresja EFT Trener, NLP Coach zaśw. MEN
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-08-02, 22:21:51 »
Ja nie w temacie -ale spojrzałam na tytuł wątku i przeczytałam- Oświęcim. Potem znów moja podśwaidomość przeczytała - Oświęcim.
Takie są moje skojarzenia z oświeceniem. I do czego mam dążyć?

Inga, właśnie dążenie nic nie daje. Frustracje, że sie czegoś chce czego sie nie ma teraz.

Davvidia

  • Wiadomości: 499
  • Płeć: Kobieta
    • http://www.podlasem.manifo.com
  • Regresja EFT Trener, NLP Coach zaśw. MEN
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-08-02, 22:17:23 »
Marcin, ale tu NIC nie ma :))))

Martinus

  • Wiadomości: 313
  • Płeć: Mężczyzna
    • Terapia Duszy
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-08-02, 21:18:29 »
Albo zobaczyłaś "Oświęcim", żeby napisać w tym wątku o tym, że zobaczyłaś "Oświęcim", żeby ktoś to przeczytał, żeby Majkel odpisał i teraz, żebym ja odpisał :). I pewnie, żeby następni też przeczytali to, co napisałaś, co napisał Majkel i co ja napisałem :).

Żartuję :).

Majkel

  • Wiadomości: 8
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2013-08-02, 15:26:24 »
Być może twoja podświadomość "zobaczyła" napis Oświęcim, ponieważ mózg podczas czytania idzie na skróty i nie czyta każdej litery, tylko składa z tego co widzi słowo, które najbardziej się z tymi literami kojarzy, a że w prasie, w telewizji, w szkołach, w instytucjach kultury ciągle piszą i bełkoczą o Oświęcimiu to twojej podświadomości te litery najbardziej kojarzą się właśnie z Oświęcimiem. To kwestia czytania a nie kojarzenia oświecenia z Oświęcimiem.
Pozdrawiam :)

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-08-02, 14:16:55 »
Ja nie w temacie -ale spojrzałam na tytuł wątku i przeczytałam- Oświęcim. Potem znów moja podśwaidomość przeczytała - Oświęcim.
Takie są moje skojarzenia z oświeceniem. I do czego mam dążyć?

hydrozagadka

  • Wiadomości: 2 696
  • Płeć: Kobieta
  • http://uzdrawianieswiatlem.pl/ Zwrot-odzyskiwanie energii, rozpuszczanie więzów karmicznych, rozpuszczanie blokad i węzłów.
  • Status: Ekspert
[#]   « 2013-07-31, 14:59:07 »
(...) odniosłem wrażenie, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby robić sobie *cokolwiek* dalej w życiu chcemy i w czym czujemy się spełnieni.

I ostatni wniosek - to, co doświadczyłem, z bardzo dużym prawdopodobieństwem jest wglądem w naturę Oświecenia. Skłaniam się ku takiej interpretacji po przypomnieniu sobie kilku wpisów z rozmaitych książek, które przyszło mi w przeszłości czytać. I choć jest to bardzo mały kroczek w tym kierunku, to jestem, hmm, pod wrażeniem ;)

Ten opis odczuć tego światła i dalej, zgadza się też z moimi odczuciami. Jak i to, ze cały czas jesteśmy w tym oceanie, jedynie mamy na sobie skorupki, na razie jeszcze potrzebne naszej pś, naszemu ego, nam samym - aż nastąpi w nas, z naszej woli, stopniowe przebudowywanie energetyczne i uświadomimy sobie bez lęków, że jestesmy i zawsze byliśmy częścią tego oceanu.

Pierwsze zdanie specjalnie pogrubiłam, bo tez tak czuję, iz po oświeceniu, po rozpuszczeniu skorupki - możemy robić dalej w zyciu cokolwiek, co chcemy i czujemy się spełnieni - że nie ma tam żadnego wyrzekania się, a jest po prostu działanie z pełni.
« Ostatnia zmiana: 2013-07-31, 15:06:43 wysłana przez hydrozagadka »

Ola

  • Gość
[#]   « 2013-07-31, 13:03:29 »

[...] to tak naprawdę czy jest JAKIKOLWIEK inny zewnętrzny czynnik, który określałby naszą wewnętrzną komunię ze Stwórcą?

[...] Tylko jak ta ryba w oceanie szukająca oceanu, nie rozumiemy, że ocean już tutaj jest i nie trzeba absolutnie nic poza świadomością tego faktu i hmm, no właśnie, otwartością na niego? [...]


Gateless gate. Jak stoisz przed nia to widzisz ze jest, jak przejdziesz okazuje sie, ze niczego tam nie ma i nigdy nie bylo.

Daniel

  • Gość
[#]   « 2013-07-31, 12:43:41 »
Jako, że to doświadczenie autora tekstu skojarzyło mi się z czymś, o czym kiedyś pisał Leszek, nazywając to wglądem w Oświecenie, myślę, że warto się tym podzielić.

Zródło: http://www.elijah-blog.info/?p=1026

*******

Odwiedził mnie mój dobry przyjaciel D., z którym wcześniej byłem umówiony na sesję regresywną. Trudno mi to jednak jakkolwiek nazwać, albowiem nie przypomina to żadnej znanej techniki, robimy to z D. w sposób dość intuicyjny i spontaniczny, bez sugerowania się czymkolwiek, bez definiowania czegokolwiek i zbytecznych analiz. Zwyczajnie, zapisałem sobie w notatniku, jako jedną z tysiąca rzeczy do zrobienia przed nadchodzącymi wakacjami, że po prostu mam mieć sesję z D. Zresztą, o czym tu pisać, D. nie jest żadnym terapeutą, po prostu podobnie jak i ja interesuje się duchowością i samopoznaniem. Nigdy zresztą też nie robił mi takiej sesji, ja mu wcześniej – tak, dzisiaj poprosiłem go aby zrobił to dla mnie. Przed sesją zdefiniowałem jednak, że chciałbym wrócić do korzeni, czyli głębiej spenetrować temat mojego pochodzenia, które nadal jest dla mnie pewną zagadką.

Położyłem się wygodnie, opatuliłem kocem i zacząłem głęboko oddychać, wg metody Reicha, czyli podobnie jak w sesjach regresingu prowadzonych przez Leszka. W zasadzie na tym się podobieństwa kończą, oboje pożyczyliśmy technikę oddechu, reszta bowiem zadziała się spontanicznie i naturalnie, bez jakiegokolwiek odliczania, puszczania czy afirmowania (zresztą, nie afirmuję już niczego od lat i w żaden sposób nie jestem już tego fanem).

Po kilku(nastu?) minutach oddychania zaczęły pojawiać mi się przed oczami obrazy, a D. w tym samym momencie stwierdził, że czuje zmianę energii i mam mu opowiedzieć, czego doświadczam. Ja w tym czasie zobaczyłem siebie gdzieś w jakimś salonie w stylu Dzikiego Zachodu i dziwna sprawa, byłem niby sam ale jednak nie sam, byli ludzie, ale w żaden sposób nie mogłem z nimi się skomunikować. Po chwili takiej dezorientacji zrozumiałem, że skoro tak się dzieje, to najprawdopodobniej jestem martwy; faktycznie, rozejrzałem się za siebie, a na podłodze leżało, w kałuży krwi, ciało mężczyzny w sile wieku i przyprószonych siwizną włosach.

No dobra, ale po jaką cholerę mi wykopywać kolejne wcielenie i kolejną śmierć? Od dłuższego czasu nie czuję już potrzeby grzebania w moich poprzednich wcieleniach, niech sobie będą, większość problemów została już rozwiązana a jeśli miałbym rozwiązać jakiś konkretny, historycznie palący problem, to z dużym prawdopodobieństwem udałoby się to bez grzebania w przeszłości.

Lekko zdegustowany, usłyszałem w tym samym momencie słowa D. „koncentruj się na sercu”. Ok, koncentruję się na sercu, i oddycham dalej. W międzyczasie zaczęły przewijać mi się dziwne sceny przed oczyma, pomieszanie miejsc, obrazów i czasów. Nic specjalnego, pewnie jakiś chaos na czakrze trzeciego oka, który mam okazję doświadczać, więć poprosiłem D. aby położył mi rękę na czole i nieco uspokoił tę nieco nerwową histerię ;) W międzyczasie wszsystko się ładnie uspokoiło i wkroczyłem na zielone pastwiska spokojnej energii; innymi słowy, obrazy przestały napływać a ja czułem się przyjemnie zrelaksowany. D. zareagował na to bardzo szybko stwierdzając, że energia się uspokoiła i przestała falować. Byłem pod ogromnym wrażeniem, ponieważ bez żadnego wcześniejszego przygotowania, D. w trakcie całej sesji – absolutnie bezbłędnie – w każdym momencie czuł dokładnie to, co się energetycznie ze mną dzieje i praktycznie na żywo komentował wszystkie energetyczne wydarzenia. Do pewnego stopnia, pracowaliśmy praktycznie jak jeden umysł/organizm – moje słowa dopełniały to co on czuł, jego komentarz był idealnym odzwierciedleniem moich stanów. Niesamowite, jeszcze takiego całkowitego zgrania nie doświadczyłem z żadnym ze swoich terapeutów.

W każdym razie, kilkukrotne jego przypomnienia skupiły mnie na sercu, gdzie zacząłem odczuwać coraz większą i silniejszą blokadę – która tam z pewnością istniała od dawna (wiedziałem o niej od wielu lat i wielokrotnie po trochu ją rozpracowywałem, również z pomocą trzecich osób), ale nigdy jeszcze nie czułem jej tak silnie i wyraźnie. Przypominało to nieco dość solidny mur z cegieł, rozciągający się – to pewnie tylko moja percepcja – przez sporą część ciała, który oboje ładnie i technicznie nazwaliśmy „firewallem” ;)

D. się zdziwił czując taką blokadę, nigdy wcześniej jej u mnie nie obserwował, chyba u nikogo zresztą nie wyczuł takiego mocnego zamknięcia i ograniczenia, tym bardziej zdziwiony był widząc to u mnie, jako że nieco poznał moje zainteresowania i pasje. Zdałem sobie sprawę, że ta blokada jest od wielu wieków i została założona... na moje żądanie. Wiem, pozornie to nie ma sensu, ale czuję, że tak faktycznie było – ta blokada była mi niezmiernie potrzebna aby doświadczać realiów tego świata.

Kiedy tak przyglądałem się temu, spróbowałem to samodzielnie zdemontować, ale przypominało to nieco rzucanie grochem o ścianę – dosłownie. W tym samym momencie pojawiła się myśl, że aby to ściągnąć, potrzebuję pomocy z zewnątrz.

I tutaj moje ogromne zdziwienie – bez przywoływania przewodników o pomoc, modlitw wstawienniczych, rytuałów i jakiegokolwiek wysiłku poza ową jedną myślą o pomocy z zewnątrz, nagle po mojej prawej stronie pojawiła się istota, która zabrała się do pracy nad tą blokadą. Nie wiem, kto to był ani skąd się pojawił – ale jestem mu niesamowicie wdzięczny za ową pomoc. Kiedy zacząłem werbalizować słowami w stronę D. to, że będziemy potrzebować pomocy z zewnątrz i żeby zwrócił się o pomoc do swoich opiekunów, mój ekspert zabrał się do pracy, i bez specjalnego kłopotu ściągnął mi około 1/3 owej blokady. Energetycznie przeszła przez moje ciało taka fala energii, że gdybym stał, to możliwe że nie byłbym w stanie utrzymać się na nogach. D. odczuł to równie intensywnie i niesamowicie, i po całym tym wydarzeniu stwierdził, że było to niezwykle intensywne i silne, jedno z mocniejszych doznań energetycznych w jego życiu – w moim zresztą też ;)

Kiedy blokada ta została rozebrana jak opisałem powyżej, a trwało to wszystko mniej niż minutę – a przynajmniej takie miałem wrażenie, muszę spytać D. o jego percepcję czasu tej sytuacji -  wydarzyła się jeszcze jedna, zupełnie niesamowita rzecz, której za żadne skarby nie potrafię opisać słowami. Otóż, mój ekspert na krótką chwilę, być może ułamek sekundy, podniósł mi resztę owej blokady, umożliwiając wgląd poza owego „firewalla”. Przeszyła mnie kolejna fala światła i energii tak niesamowicie potężnej, i wywołującej taką głęboką ekstazę, wrażenia i emocje, że nawet teraz piszę to ze łzami wzruszenia w oczach... Pierwsza rzecz jaką powiedziałem D. kiedy owa zasłona się ponownie zasunęła to: „Dotknąłem Wszechświata”. Nie ma, absolutnie nie ma jakichkolwiek słów w dowolnym ludzkim języku, aby opisać to wspaniałe doświadczenie. Cokolwiek bym nie powiedział lub napisał, będzie jak napychanie siana do zbiorników Boeninga: bezcelowe, nieuzasadnione, błędne, nietrafione i niedokładne. Minęło ponad 5 godzin od tego doświadczenia, zbliża się 1:15am lokalnego czasu, a ja nadal nie jestem w stanie wrócić do normalnego funkcjonowania. Zdałem sobie sprawę, że doświadczenie to było zaledwie drobnym, bardzo drobnym ułamkiem tego, co będzie dalej. Zdałem też sobie sprawę, że ludzie którzy sięgają duchowo głębiej, przenoszą się na poziom, który praktycznie pozostaje poza jakimikolwiek możliwościami komunikacji werbalnej. Najprościej w gruncie rzeczy pomyśleć o tym jako o zupełnie nowej płaszczyźnie doświadczenia, analogia jaka mi się nasuwa to: przypomnij sobie główne o stany skupienia materii – stały, płynny, gazowy oraz plazma – i zdefiniuj to doświadczenie jako zupełnie nowy, odmienny od pozostałych stan istnienia.

Kolejne rzeczy, jakie pojawiły się w kontekście owego wydarzenia, to wnioski odnośnie moich ostatnich przemyśleń na dwa tematy: bogactwa i związku ze Stwórcą.

Pierwszy – zastanawiałem się ostatnio, gdzie i jakie są granice bogactwa. Startując w życiu praktycznie od zera, nie chwaląc się, osiągnąłem bardzo dużo, więcej niż chyba byłbym sobie w stanie 10 lat temu zamarzyć, i tutaj pojawia się pytanie: czy definiowanie siebie na płaszczyźnie materialnej ma naprawdę *cokolwiek* wspólnego z rozwojem duchowym? Owszem, uczymy się przy tym pewnych reguł, nie tylko kreacji ale i zasad funkcjonowania tego świata (jeśli chcemy być skuteczni), ale czy to naprawdę definiuję nas jako „rozwiniętych”? Absolutnie nie.

I tutaj drugi wniosek, związany z tym pierwszym. Skoro poziom bogactwa ma się nijak do tego, jak bardzo (przepraszam za określenie) „uduchowieni” jesteśmy, to tak naprawdę czy jest JAKIKOLWIEK inny zewnętrzny czynnik, który określałby naszą wewnętrzną komunię ze Stwórcą? Wokół siebie widzę ludzi, którzy stają się wegetarianami, medytują, praktykują, modlą się, proszą, błagają, i pies jeszcze wie co innego robią, aby BYĆ z powrotem jednością, gdy tymczasem w moim umyśle pojawia się rozumienie, że takie ukierunkowane na zewnątrz przekonanie, to być może nic innego jak zbyteczne i ograniczające kolejne uwarunkowanie, jako że tak naprawdę zawsze jesteśmy, byliśmy i będziemy ze Stwórcą. Tylko jak ta ryba w oceanie szukająca oceanu, nie rozumiemy, że ocean już tutaj jest i nie trzeba absolutnie nic poza świadomością tego faktu i hmm, no właśnie, otwartością na niego?... Tutaj wnioski są jeszcze do wyciągnięcia, ale dopiero po tym, jak w tym oceanie zanurzę się w całości. Mam jednak wrażenie, że może to jeszcze nieco potrwać, a co mi tam, pożyjemy zobaczymy... ;)

Trzeci wniosek - pomimo, że nic nie jest wymagane, aby spełnić warunki w punkcie drugim, to mimo wszystko odnoszę wrażenie, że pełne zjednoczenie ze Stwórcą wymaga przygotowania, zarówno na płaszczyźnie fizycznej, jak i emocjonalnej i intelektualnej. Po prostu, energia z którą się spotykamy ma taką moc, że porównać to można do  pracy na przewodach wysokiego napięcia - bez odpowiedniego przygotowania lepiej ich nie dotykać...

Kolejny wniosek - pomimo, że moje odczucia były głownie na płaszczyźnie fizyczno-emocjonalnej (szczególnie silne zwłaszcza na emocjonalnej), to odnoszę po jakimś czasie analizy tego zjawiska wrażenie, że niosły ze sobą informację rozmaitego typu, również typowo intelektualną w postaci wiedzy. Mam wrażenie, że jeśli uda mi się w jakiś sposób przyswoić, oswoić i przygotować do tej niewyobrażalnej wręcz fali ekstazy na innych płaszczyznach, to będę mógł spokojnie korzystać z intelektualnego przesłania i wiedzy, jaką owo doświadczenie niesie.

Piąty wniosek - wiele osób może dziwić się, dlaczego duchowi mistrzowie z czasem przestają się interesować i pasjonować rzeczywistością i odstawiają przyjemności takie jak np. seks. Po tym, co doświadczyłem, rozumiem doskonale, że ekstaza i spełnienie jakie niesie seks w porównaniu do ekstazy kontaktu z Boskością jest jak porównywanie jazdy hulajnogą z Porsche. Po prostu, inna kategoria, głębia i intensywność doświadczenia, niosąca kolejny stopień spełnienia po którym wracanie do wcześniejszych doświadczeń jest tak ekscytujące, jak powrót do 1-szej klasy szkoły podstawowej. Z drugiej strony, odniosłem wrażenie, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby robić sobie *cokolwiek* dalej w życiu chcemy i w czym czujemy się spełnieni.

I ostatni wniosek - to, co doświadczyłem, z bardzo dużym prawdopodobieństwem jest wglądem w naturę Oświecenia. Skłaniam się ku takiej interpretacji po przypomnieniu sobie kilku wpisów z rozmaitych książek, które przyszło mi w przeszłości czytać. I choć jest to bardzo mały kroczek w tym kierunku, to jestem, hmm, pod wrażeniem ;)