Dla mnie chyba najważniejsze i najbardziej motywujące jest poznanie. Jak sporo rzeczy zmieniło mi się w rozwoju, tak ta jedna nie chce: głównym motywatorem rozszerzania świadomości jest dla mnie szersze poznanie. Może "wyższe" będzie tu lepszym określeniem: zamiast poznawać nowe miejsca przez przemieszczanie się na płaszczyźnie, wolę dostrzec więcej przez wzniesienie się ponad nią.
Nie mówię tu tylko o poznaniu naukowym (choć absolutnie go nie deklasyfikuję), wręcz przeciwnie, najprzyjemniejsze jest poznanie wewnętrzne:)
I chyba ważny jest też zachwyt nad światem. Tu akurat uwielbiam naukę, bo poznawanie tego jak coś działa może mnie znudzić w przypadku ludzkich dzieł, ale chyba nigdy w przypadku natury

Zawsze można zejść głębiej, dostrzec więcej, i zawasze to będzie doskonałe, fascynujące i... prawdziwe, chyba to się dla mnie liczy. Że natura (w baaaardzo szerokim pojęciu! nie tylko kwiatki i drzewka, a nawet to jak działa laptop na którym piszę -- fizyczna natura) jest nieporównywalnie piękniejsza i żywsza od tego, co potrafią stworzyć ludzie. Zresztą najbardziej rusza mnie sztuka klasyczna, "geometryczna", oddająca piękno wzorów występujących w naturze.
I może jestem jakiś niedorozwinięty duchowo, nie wiem, ale coraz bardziej zaczynam rozumieć "religijny" zachwyt naukowców nad zachwytem, no, religijnym. Choćby prosty fakt, że cała materia która mnie otacza: pokój, wersalka, ubrania na podłodze:P, czajnik i kubek, wszystko to zostało stworzone miliardy lat temu z umierających gwiazd.
Albo skala gwiazd. Albo chociażby zwykła mucha -- dlaczego że zniszczenie TAK skomplikowanej struktury (zastanawiam się jak niewiele rzeczy, które stworzyliśmy, dorównuje jej komplikacją (mówię nawet na poziomie molekularnym)) nie jest czynem karalnym? Bo w świecie organizmów żywych jest ona jednym z PROSTSZYCH!!!
BUUM, mózg roztegowany

A to przecież "ledwie" świat materialny.