http://ziemianarozdrozu.pl/artykul/3015/dobre-zycie-zamiast-kapitalizmu W 1976 roku przeprowadzono w Stanach Zjednoczonych badania wśród młodzieży (12 tysięcy osób), która ukończyła najbardziej prestiżowe szkoły lub rozpoczynała naukę na znanych uczelniach. Zapytano o ich aspiracje i wartości. Około dwudziestu lat później, gdy mieli już mniej więcej 37 lat, zwrócono się do nich ponownie, z pytaniem o zadowolenie z życia. Okazało się, że te osoby, dla których na początku studiów głównym celem życia było zarabianie pieniędzy i miały materialistyczne wartości, były mniej szczęśliwe od pozostałych.
Z kolei badania przeprowadzone wśród osób w USA, których majątek przekraczał 10 milionów dolarów, pokazały, że były one niewiele bardziej zadowolone z życia niż pracownicy biurowi i fizyczni, których zatrudniały. Z innego natomiast badania, które przeprowadzono wśród 792 osób, których inwestycje miały wartość nie mniejszą niż milion dolarów, wynika, że ponad połowa osób z tej grupy uważała, że większa ilość pieniędzy nie przyniosła im więcej szczęścia. Natomiast blisko jedna trzecia tych, których majątek był większy niż 10 milionów dolarów, była zdania, że pieniądze przyniosły im więcej problemów niż rozwiązały.
Bez wątpienia jakość życia osób, które żyją poniżej granicy ubóstwa, poprawi się, gdy otrzymają powiedzmy dodatkowe 3 tysiące złotych miesięcznie. Będzie to dla nich spora zmiana w życiu. Jednak przekładanie się wzrostu dochodów na jakość życia ma swoje granice i gdy określony poziom zamożności zostaje osiągnięty, przestaje działać w ten sposób. Najpilniejsze potrzeby materialne, które ludzie odbierają jako uciążliwość, zostały już bowiem zaspokojone i dalszy wzrost dochodów nie sprawia takiej radości. Przykładem są tu ponownie Stany Zjednoczone, gdzie pomimo tego, że średnie dochody zwiększyły się ponad dwukrotnie (w latach 1957-2002), liczba osób, które uważały się za bardzo szczęśliwe, pozostawała na mniej więcej tym samym poziomie (6). Pomimo tego większość polityków na świecie za nadrzędny cel rozwoju państwa wciąż uważa wzrost konsumpcji.