http://nautilus.org.pl/index.php?p=artykul&id=2910"Rody wielkich hodowców kóz nazywają się teraz Emirami i ostatnią rzeczą, o której myślą, to jakakolwiek praca. Oni nawet nie zarządzają tym gigantycznym dystrybutorem paliwa, gdyż robią to znakomicie zachodni inżynierowie i wykwalifikowani specjaliści. Stanowiący ok. 10 procent ludności Zjednoczonych Emiratów Arabskich rodowici mieszkańcy mają jedynie zmieniać swoje luksusowe samochody na nowsze i droższe. Jeżeli ktoś z nich nie chce nawet ruszać się z domu, to główny i najważniejszy Emir daje mu dożywotni zasiłek miesięczny, który w przeliczeniu na złotówki wynosi ok. 16 tysięcy złotych. Jest to jednak przeważnie zbyteczne, gdyż tzw. frajerskie pieniądze z ropy zasilają konta miejscowych na wiele sposobów.
Kto pracuje w tym kraju, buduje „najwyższe budynki świata” i bajeczne stoki narciarskie na pustyni pod szklanymi kopułami? Tak zwany know-how dają Europejczycy i Amerykanie, a proste prace fizyczne wykonują głównie Azjaci. I tak nieróbstwo i bezkarne dojenie Matki Ziemi za petrodolary doprowadzono tutaj do rangi najwyższej wartości, wokół której toczy się życie. Nie ma takiego absurdu i nie ma takiej bajecznej kwoty, której władcy ropy nie byliby gotowi wydać jako kaprys czy kolejny szaleńczy pomysł, który zamienia ten kawałek pustyni w jakiś nierzeczywisty Disneyland. Z tą drobną różnicą, że tu jest wszystko o wiele śmieszniejsze, bo jest całkiem na serio."
:-)