poledwica
Byłam wychowywana w domu gdzie wmawiano, że dla ludzi trzeba byc dobrym - uczynnym- bo inaczej to nikt ze mna nie bedzie chciał być!
Chodzi o to żeby być dobrym – według ich definicji. „Czyli ja Ci powiem co to znaczy być dobrym i Ty musisz się tak zachować, bo inaczej jesteś zła” – Jest to wredna manipulacja, dzieciom wmawia się takie rzeczy, żeby wykorzystywać do swoich nieuczciwych egoistycznych celów.” To jest dobre, tamto złe – robisz to co ja chcę jest ok, robisz co innego – źle”. A pod byciem uczynnym, czuję manipulacje polegającą na tym by poświęcać się dla innych.
Zasadniczo nie warto być „niedobrym”. Na pewno nie warto krzywdzić innych. Natomiast warto żebyś zrozumiała jak podświadomie definujesz bycie dobrym.
Wtedy wpadałam w jeszcze wieksza pułapke, bo myslałam, że jak nie bede miła i uczynna dla ludzi to Bóg mnie ukarze - natabene zaczełam miec wiecej schiz niż miałam
Chrześcijaństwo Ci wywala

Wiesz co w tym wypadku warto zauważyć, że żyje dużo ludzi którzy nie są mili i uczynni, a i takim się powodzi. I jakoś nie dostają w łeb piorunem z niebios

Jak wygladaja u Was relacje z ludzmi? Do jakich wniosków doszliście dzieki rozwojowi?
Ja aktualnie jestem w trakcie uzdrawianie tematu – relacji z ludźmi i dużo już mi się poczyściło.
Ogólnie z mojej perspektywy wygląda to tak : ja jestem dobrym egoistą

Dążę do swoich własnych celów, przy tym nie krzywdzę innych. Liczy się dla mnie przede wszystkim moje dobro i szczęście. Jeżeli mam komuś pomóc to nie ma problemu, jeżeli to nie jest moim kosztem. Tu trzeba kierować się zdrowym rozsądkiem.
Coraz mniej przejmuje się tym co inni czują –wiem, że to nie jest nikomu do szczęścia potrzebne i nic dobrego z tego nie ma. Jestem coraz bardziej empatyczny dla ludzi bogatych i szczęśliwych i coraz mniej dla biednych, poszkodowanych i smutnych – wiem, że to dobra droga

Znaczy żebyśmy się dobrze zrozumieli. Rozumiem i potrafię wczuć się w sytuację ludzi poszkodowanych, biednych, smutnych – znam te stany, ale nie nakręcam się tym, nie biorę tego bardzo do siebie, bo wiem jakie się kryją intencje pod takimi rzeczami.
Przyzwyczajam się do stanu miłości. Do tego by kierować się miłością we wszystkich relacjach z ludźmi. Bo taki według mnie jest najlepszy sposób na relacje z innymi. Temat miłości był ogólnie dla mnie kosmosem

Ja jako karmiczny wojownik nie jestem do takich stanów przyzwyczajony. I uściślijmy chodzi mi o prawdziwą, czystą miłość ( takie przyjemne uczucie w klatce piersiowej, poczucie szczęśliwości bez powodu – wtedy czuję taką harmonię i, że mi silnie „pracuje” intuicja). Największy problem sprawia mi przyzwyczajenie się jeszcze do tego, że miłość to najpotężniejsza moc (Boże jak to banalnie brzmi XD).