Autor Wątek: Rozwój duchowy a relacje z ludźmi.  (Przeczytany 1795 razy)

muszka91

  • Wiadomości: 668
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-12-28, 22:13:17 »
U mnie podobnie, całe dzieciństwo czułam ,ze otoczenie rodzinne jest mi raczej wrogie. Czułam się ofiarą rodziny! mam wzorce ofiary, walki i magiczne też.U mnie magia na porządku dziennym! Teraz też rodzice walczą ale ja już w to nie wchodzę.
Śmiać mi się z nich chce jak się przepychaja.
Dalej mam wzorce walki kurde trzeba pooczyszczać. Stosujesz modlitwy, afirmacje?

poledwica

  • Wiadomości: 385
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-12-28, 21:48:53 »
Muszka:))
Tak sobie przypominam, że w twojej rodzienie magia panuje - co nie?
Wiec w mojej to samo i przyszlo mi teraz, (ja mam jeszce wzorce walki - nie wiem jak jest u ciebie) że może walczyłam jako mag z moja matka. A w tym wcieleniu to juz intencja zemsty jej na mnie. Takie też mam wrażenie jakbym jej wrogiem była, ale nie wiem jak u Ciebie:) U mnie magia i walka to pokoleniowe - moja babka to miała, matka i ja też, ale tak juz każda coraz mniej. Mi zreszta magia na samym poczatku wyszła i intencje regularnie oczyszczam, bo też z tym nie chce miec do czynienia!

poledwica

  • Wiadomości: 385
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-12-28, 20:45:29 »
Ja za wybaczanie matce jeszcze sie nie zabierałam, ale też w pełni emocji do niej nie pozwolilam sobie poczuć. Tłumie je nie pozwalam sobie na zlość, gniew i myśle, że też przez to nie jestem gotowa. Z jednej strony wiem, że mnie skrzywdziła z drugiej gdzieś uwarzam, że nienawiść do matki? no jak tak można:) Kilka razy czytałam radykalne wybaczanie, ale absolutnie tego na nia nie czułam. Ja też mam uraz bo tak jak pisałam nie rozumiem tego jak własna matka..

muszka91

  • Wiadomości: 668
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-12-28, 20:36:31 »
Też chce ją zostawić w spokoju, zaakceptować ,że ma takie intencje i ,że się nie rozwija.
Ale mam jakieś dziwne wyobrażenie,że żeby jej wybaczyć to ona musi poźniej być czuła i dobra dla mnie. Takie coś za coś. Wiele mnie blokuje przed wybaczeniem jej. Wczoraj miałam taki opór przed wybaczeniem ,że aż poblokowały mi się zatoki - tak mi wyszło,że to opór przed wzięciem się za wybaczenie. Dziś jest ok. Daje sobie jeszcze czas na pozbieranie siły, odwagi przed uzdrowieniem tego. Teraz będę miała co uzdrawiać ! Najpierw musze uzdrowić intencje do wybaczenia.
Ja nie mogę strawić myśli, ze matka źle mi życzy.
Daję sobie na razie taki czas na niewybaczenie, nie branie się za to. Bo po prostu do tego dojrzewam żeby wybaczyć ;) Bo chcę to zrobić teraz, nie chcę tego trzymać w sobie.

poledwica

  • Wiadomości: 385
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-12-28, 20:23:41 »
Muszka:)

Też mam taka matke jak ty  i nie potrafie zrozumiec co nimi kieruje. Co powoduje to, że one tak są nastawione. Sama mam córke nieraz jest tak, że wszystkie soki ze mnie wyciśnie( czesto też słyszalam od niej niezbyt miłe słowa - jak jestes wredna matka). Ale nigdy źle o niej nie mysle! Nawet mi przez głowe nie przejdzie żeby byc złośliwa dla niej.
Teraz dojrzałam już do tego, żeby skupić sie na sobie i córce matka swoim światem niech zajmuje sie sama!! Najgorsze jednak jest to, że wyczuwam od niej mam cie gdzieś, ale na starość masz sie mna zająć!

poledwica

  • Wiadomości: 385
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-12-28, 20:06:27 »
Ja jestem na samym poczatku uzdrawiania relacji, nastawienia do ludzi i wywalaja mi ograniczajace schematy z domu. Szczerze mówiac to dopiero od 1,5 roku zaczełam sie zajmować soba!:) Takiego egoizmu o którym ty Bonkers piszesz zaczynam sie uczyć:))
Sa to tak cholernie ograniczajace schematy, że wyjscie z nich troche potrwa.
Miałam czas kiedy wpadłam w skrajność - wtedy jeszcze sie nie rozwijałam - nie podejmowałam na trzeźwo decyzji. To poświecanie sie dla ludzi przekroczyło już tak moja wytrzymałość i granice, że miałam ochote sie za wszystko odegrać- wyszła mi wtedy okropna wredność do ludzi, nienawiść.Miałam dosyć, że ciagle robie cos dla ludzi a jak potrzebuje pomocy nie ma nikogo!

Bonkers

  • Wiadomości: 89
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-12-28, 19:40:11 »
poledwica

Cytuj
Byłam wychowywana w domu gdzie wmawiano, że dla ludzi trzeba byc dobrym - uczynnym- bo inaczej to nikt ze mna nie bedzie chciał być!
Chodzi o to żeby być dobrym – według ich definicji. „Czyli ja Ci powiem co to znaczy być dobrym i Ty musisz się tak zachować, bo inaczej jesteś zła” – Jest to wredna manipulacja, dzieciom wmawia się takie rzeczy, żeby wykorzystywać do swoich  nieuczciwych egoistycznych celów.” To jest dobre, tamto złe – robisz to co ja chcę jest ok, robisz co innego – źle”.   A pod byciem uczynnym, czuję manipulacje polegającą na tym by poświęcać się dla innych.

Zasadniczo nie warto być „niedobrym”. Na pewno nie warto krzywdzić innych. Natomiast warto żebyś zrozumiała jak podświadomie definujesz bycie dobrym.

Cytuj
Wtedy wpadałam w jeszcze wieksza pułapke, bo myslałam, że jak nie bede miła i uczynna dla ludzi to Bóg mnie ukarze - natabene zaczełam miec wiecej schiz niż miałam
Chrześcijaństwo Ci wywala :P Wiesz co  w tym wypadku warto zauważyć, że żyje dużo ludzi którzy nie są mili i uczynni, a i takim się powodzi. I jakoś nie dostają w łeb piorunem z niebios ;)

Cytuj
Jak wygladaja u Was relacje z ludzmi? Do jakich wniosków doszliście dzieki rozwojowi?

 Ja aktualnie jestem w trakcie uzdrawianie tematu – relacji z ludźmi i dużo już mi się poczyściło.

Ogólnie z mojej perspektywy wygląda to tak : ja jestem dobrym egoistą :) Dążę do swoich własnych celów, przy tym nie krzywdzę innych. Liczy się dla mnie przede wszystkim moje dobro i szczęście. Jeżeli mam komuś pomóc to nie ma problemu, jeżeli to nie jest moim kosztem. Tu trzeba kierować się zdrowym rozsądkiem.

Coraz mniej przejmuje się tym co inni czują –wiem, że to nie jest nikomu do szczęścia potrzebne i nic dobrego z tego nie ma. Jestem coraz bardziej empatyczny dla ludzi bogatych i szczęśliwych i coraz mniej dla biednych, poszkodowanych i smutnych – wiem, że to dobra droga :)  Znaczy żebyśmy się dobrze zrozumieli. Rozumiem i potrafię  wczuć się w sytuację ludzi poszkodowanych, biednych, smutnych – znam te stany, ale nie nakręcam się tym, nie biorę tego bardzo do siebie, bo wiem jakie się kryją intencje pod takimi rzeczami.

Przyzwyczajam się do stanu miłości. Do tego by kierować się miłością we wszystkich relacjach z ludźmi. Bo taki według mnie jest najlepszy sposób na relacje z innymi. Temat miłości był ogólnie dla mnie kosmosem :D Ja jako karmiczny wojownik nie jestem do takich stanów przyzwyczajony. I uściślijmy chodzi mi o prawdziwą, czystą miłość ( takie przyjemne uczucie w klatce piersiowej, poczucie szczęśliwości bez powodu – wtedy czuję taką harmonię i, że mi silnie „pracuje” intuicja). Największy problem sprawia mi przyzwyczajenie się jeszcze do tego, że miłość to najpotężniejsza moc (Boże jak to banalnie brzmi XD).

muszka91

  • Wiadomości: 668
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-12-28, 19:39:36 »
Wniosek najważniejszy: to, co dostaję od innych, jest przejawem mojego urzeczywistnienia
dzięki za to przemyślenie ;)

JA ostatnio dostałam wróżbę od FF i było tam ,że matka nie będzie nigdy dla mnie życzliwą osobą i jakoś trudno mi to zaakceptować ,że ktoś jest i będzie zawsze do mnie źle nastawiony i żebym sobie dała spokoj z niesieniem misji. Myślałam,że mogę sprawić,że matka mnie pokocha. Ale się myliłam.Chociaż jeszcze nie dopuszczam do świadomości ,że jej nie zmienię znaczy jej intencji do mnie...
:)

poledwica

  • Wiadomości: 385
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-12-28, 19:26:00 »
Ja mam niestety jeszcze na tyle głopie podejscie, że w kazdym człowieku doszukuje sie dobrych stron. Nawet jak mi ktoś wyrzadzi dużą krzywde to i tak nie przekreslam takiego czlowieka i to jest dopiero chore.

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-12-28, 19:21:17 »
Wniosek najważniejszy: to, co dostaję od innych, jest przejawem mojego urzeczywistnienia.

Do czasu póki tego nie zrozumiałem, ludzie byli dla mnie zagadką, zawsze starałem się być dla nich miły i kombinowałem jak tu mogę dostać to, czego potrzebuję. Od czasu zrozumienia, nie mam problemu z olewaniem ludzi, z którymi relacja nie ma sensu, podobnie jak z olewaniem zachowań pozbawionych korzyści dla obu stron. A zarazem jakoś naturalniej obdarzam ludzi tym, czego potrzebują -- czasem niezależnie od tego, czy tego akurat chcą czy nie;)

I to wszystko z dużym luzem, bez spinki takiej jak kiedyś. (Ale wiadomo, jeszcze jakaś spinka jest.)

Jolanta 16

  • Wiadomości: 710
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-12-28, 17:38:32 »
Ja juz od dawna mialam inne poglady od innych. Bronilam i bronie ich zaciekle do teraz. Dzieki rozwojowi moge sie podeprzec wiedza i doswiadczeniem innych i nie czuc sie inna i wyobcowana.
Latwo nie jest...zwlaszycza kiedy bliscy maja zakodowane zle poglady i uwazaja je za norme- wtedy broniac swojego zdania narazam sie na krytyke i stwierdzenie.....ja dluzej zyje na tym swiecie wiec wiem lepiej od Ciebie.
Wtedy mysle....nie musze nikomu nic tlumaczyc, ani uszczesliwiac go na sile. Po prostu - nic nie musze.....zostawiam tak jak jest....zajmuje sie soba....inni moga byc inspirowani, nie nawracani przeze mnie. A ze uwazaja mnie nieraz za nawiedzona?.....dzis moze tak - jutro przyznaja mi racje - a jak nie - moge z tym zyc dalej ;)

Zreszta teraz rozumiem dlaczego tak sie dzieje jak sie dzieje, jaka role graja intencje i wzajemne relacje karmiczne.To dalo mi inne odniesienie i odpowiedz na pytanie...dlaczego powielamy nasze zachowania i bledy mechanicznie i jaka role gra nasze podswiadomosc w naszym zyciu. Fajnie jest kiedy ktos zachodzi w glowe- jak to moglo sie stac....a ja mam gotowa odpowiedz o przyczynie takiego postepowania....to jak olsnienie...i jestem w lepszej sytuacji i ciesze sie, ze wiecej juz rozumiem niz przed paru miesiacami. To mi wystarcza kiedy swiadomie panuje nad moimi emocjami i intencjami....moge kierowac przbiegiem klotni....albo chociaz inaczej ja zakonczyc....moge cos zmieniac...ciagle szukac alternatywy...to jest mile. A jeszcze fajniejsze jest rejestrowanie zmian u siebie i u innych na moje inne podejscie....kiedy wszystko sie uklada pomyslnie i jest tak jak ma byc...tak sobie po prostu.

poledwica

  • Wiadomości: 385
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-12-28, 17:10:11 »
Byłam wychowywana w domu gdzie wmawiano, że dla ludzi trzeba byc dobrym - uczynnym- bo inaczej to nikt ze mna nie bedzie chciał być!
Po zetknieciu sie z rozwojem zaczełam sie wiecej zastanawiac jak te relacje rzeczywiście maja wygladać. Wtedy wpadałam w jeszcze wieksza pułapke, bo myslałam, że jak nie bede miła i uczynna dla ludzi to Bóg mnie ukarze - natabene zaczełam miec wiecej schiz niż miałam
Jak wygladaja u Was relacje z ludzmi? Do jakich wniosków doszliście dzieki rozwojowi?