Autor Wątek: Wszechświat, życie, materia  (Przeczytany 9194 razy)

Starfire

  • Wiadomości: 853
  • Alien Zen Master
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-11-03, 14:44:13 »
No właśnie, ta 'pustka' w rzeczywistości nie jest wcale pusta, a jest stanem wszechmożliwości, płaszczyzną, z której może się narodzić prawie każda idea. Nawet przestrzeń w senie fizycznym nie jest pusta, a zawiera w sobie całe mnóstwo cząstek subatomowych, promieniowań, pól etc.

A co do świadomości - nie da się jej zniszczyć. Niektórzy próbowali różnymi metodami przez wcielenia, efekty trzeba było odreagowywać w tym :D

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-11-03, 14:21:30 »
Owszem ciekawy. Jednak swojego czasu najsilniej mnie dołował, gdy przerabiałam temat sensu życia. Docierało do mnie, że nie istnieje "nic". Nie ma szansy, na to, aby się zredukować z tego świata, istnienia w ogóle. Nawet pojęcie "nic" zawiera w sobie przestrzeń na coś, co jak napisaliście podlega prawom umysłu, który nazywa, wyobraża sobie, tworzy.

Nawet nicość, tak zwana pustka jawi mi się jako przestrzeń, czerń, a to nie jest nic. ( omg!)

No cóż ;)

Ja sobie od rana piszę książkę, mam nadzieję, że nie zawrę w niej tak optymistycznych spostrzeżeń na temat pustki jak tutaj ;)




Starfire

  • Wiadomości: 853
  • Alien Zen Master
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-11-03, 13:56:14 »
Clint:

Fajnie piszesz, ale dorzucę parę groszy ;]
Otóż, czas istnieje jako czwarty wymiar na płaszczyźnie materialnej. Owszem z wyższych płaszczyzn duchowych to wygląda dokładnie tak jak piszesz - wszystko istnieje od zawsze, pojęcie czasu jest tworzone przez umysł itp. Ale w rzeczywistości, której obecnie doświadczamy rządzą prawa fizyki wg. których czas jest najknajbardziej realny.
A co do tego, co było przed Wielkim Wybuchem i jak powstała materia krążą tylko spekulacje, bo póki co nie da się tego zweryfikować empirycznie. (I empirycznie zapewne się nigdy nie zweryfikuje, podobnie jak z reinkarnacją i istnieniem płaszczyzn duchowych)


Gdyby cały wszechświat nagle zastygł, gdyby nagle zatrzymane zostały wszelkie przemiany i ruch, to czy wciąż płynąłby czas? A gdyby nagle wszystkie przemiany i ruch przyspieszyłyby, ale świadomość i myślenie odbywały się w tym samym tempie, to czas płynąłby szybciej?


Fajne pytanie. Myślę, że czas jest względny, podobnie jak jego upływ. Z resztą pięknie tłumaczy to teoria względności ;)


BR:

Bo to bardzo ciekawy koncept - umysł po prostu nie potrafi pojąć pojęcia 'nic', bo nic z zasady po prostu nie istnieje*, więc nie może zaistnieć jako konkretna reprezentacja w umyśle. Tworzy się tylko pewna idea, przybliżenie, które powoduje że owe 'nic' sami powołujemy do istnienia na płaszczyźnie mentalnej. Jesteśmy przyzwyczajeni do myślenia o całości w kategoriach jej wycinków, co tworzy taki mały paradox loop. Ehh, chyba nie umiem tego wyjaśnić, bo to już poziom konkretnych abstrakcji :P

*ja widzę wszechświat jako 'self-contained entity' czyli w przybliżeniu byt zawierający się sam w sobie - nieskończony, więc każde rozważanie o początku/końcu, krawędzi etc. nie ma sensu z punktu widzenia całości, może odnosić się tylko do elementów wewnątrz. Pozostaje pytanie, które elementy można uznać za wewnętrzne ;)
« Ostatnia zmiana: 2012-11-03, 14:06:23 wysłana przez StArfire »

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-11-03, 13:30:26 »
A czy aby na pewno istnieje jakiekolwiek nic? Wg mnie określeniem "nic" ludzie nazywają coś, co im się wydaje niczym z powodu ich zawężonego postrzegania, a co w rzeczywistości jest czymś :P

I tak półżartem, to tak jak przy tych sfochowanych ludziach.
- Co ci jest?
- Nic!

:D
« Ostatnia zmiana: 2012-11-03, 13:33:26 wysłana przez Clint »

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-11-03, 13:12:53 »
Mnie zastanawiał fakt, że zawsze istnieje bardziej "coś" niż "nic". A nawet "nic" stanowi "coś". W zasadzie poza to nie potrafię wyjść ;)

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-11-03, 13:08:49 »
To są dość abstrakcyjne tematy, ale ja czuje tak, że wszechświat nigdy nie powstał, a po prostu zawsze był, a właściwie to "jest". O co chodzi? Przede wszystkim o pojęcie czasu. Dla mnie czas jest tak samo prawdziwy jak liczby - jest to pojęcie służące jedynie do opisu rzeczywistości, a tym przypadku do opisu przemian wszystkiego co istnieje.

No bo jakby nie spojrzeć, realnie istnieje tylko "teraz". Wszystko co istnieje ulega przemianom - zmienia formę, położenie, itd. I te wszystkie przemiany mają miejsce teraz. Ludzki rozum dla ułatwienia sobie postrzegania tych przemian stworzył pojęcie czasu. Wyobraźmy sobie, że była sobie kałuża, ale wyparowała. To co się dzieje z tą wodą, dzieje się tylko w teraz, ale umysł jakoś musi się odnieść do stanów tej wody, których już nie ma i które dopiero będą, więc stworzył sobie pojęcie przeszłości i przyszłości.

Gdyby cały wszechświat nagle zastygł, gdyby nagle zatrzymane zostały wszelkie przemiany i ruch, to czy wciąż płynąłby czas? A gdyby nagle wszystkie przemiany i ruch przyspieszyłyby, ale świadomość i myślenie odbywały się w tym samym tempie, to czas płynąłby szybciej?

Postrzeganie czasu i jego upływu jest uzależnione od naszego postrzegania rzeczywistości. Tak samo jest z kwestią początku i końca. Umysł potrzebuje nadać czemuś zamknięte ramy, nie potrafi sobie wyobrazić nieskończoności. Pół biedy, gdy mówimy o braku końca, o tym że coś zawsze będzie - bo skoro to już jest to jeszcze potrafimy sobie jak tako wyobrazić, że po prostu to jest zawsze i tyle. Ale jak tu sobie wyobrazić minus nieskończoność? Już trudniej sobie wyobrazić, że coś zawsze było i nie miało początku. Jesteśmy tak bardzo przyzwyczajeni do koncepcji początku i końca, że wykracza to po za nasze możliwości pojmowania.

A wszechświat sobie po prostu jest. I to "bycie sobie" jest stanem permanentnym, bo taka jest natura wszechświata, że on po prostu jest. Oczywiście mówię tu o samym istnieniu, a nie tylko materialnej formie wszechświata. Płaszczyzna fizyczna może mieć swój początek, a być może także koniec. Podejrzewam, że kolejne płaszczyzny istnienia (np. materialna, astralna, mentalna, itd.) powstają sobie w procesie istnienia, a być może także ulegają zużyciu, choć w to akurat wątpię. Być może kiedyś powstaną jeszcze inne płaszczyzny i możliwości przejawiania się - w końcu wszystko ulega ciągłemu rozwojowi (w różne strony, także te spaczone).

W każdym razie teoria Wielkiego Wybuchu miałaby sens, jeśliby przyjąć że materia kiedyś nie istniała, a potem pod wpływem jakiejś kreacji po prostu powstała. Tak jak powstają nowe formy życia w materii pod wpływem ewolucji, tak być może powstają nowe płaszczyzny istnienia - trzeba by spojrzeć na istnienie w skali dużo szerszej niż materialny wszechświat, gdzie ten jest tylko jakąś częścią całości istnienia i nagle widać ten ogrom wszelkiego istnienia :P

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-11-03, 12:00:40 »
Doktor-X

Co do końca - tak się wydaje, ale jeśli spojrzeć na to z drugiej strony - budynek np. z czasem runie, ciało umrze i się rozłoży. Jednak to co tworzyło ten budynek i ciało, nie znika, tylko wraca do ziemi, do materii z której powstało. Czyli końca nie ma, choć jest jakaś przemiana. Ludzie rodzą się i umierają, drzewa i rośliny rosną, zamierają a potem dzieje się to od nowa. "Życie" wykorzystuje materię do zaistnienia, gdy z materii znika, ta materia znowu pojawia się jako przestrzeń, środek do zaistnienia nowego życia. I tak się kręci to. Życie rodzi się i umiera - zanika w jednym obszarze, skupieniu materii i pojawia w kolejnym. Tak długo jak jest wola, zaprogramowanie (biologiczne, genetyczne) to życie zachowuje się w jednym konkretnym skupieniu, ciele itp. Ciało to w sumie zbitka "piachu" i wody gdy kompletnie jest pozbawione życia:) Jednak najsilniejszy aspekt tego, co sprawia że ta zbitka piachu i wody zachowuje formę ciała, to wola życia, wola istnienia w materii (najsilniejszy u wszystkiego co żyje - instynkt przeżycia). To w jaki sposób pojawiła się ta wola życia, to już kwestia nieodgadniona jednoznacznie przez naukowców:) Ja optuję za przekonaniem że materia ożywiona powstała z materii nieożywionej i zaszły odpowiednie "warunki" by zaiskrzył główny czynnik nadający istnienie życia - czyli wola życia.

Temat jest fajny, więc go wydzieliłem

Też tak uważam. Koniec może nigdy nienastąpić. Będzie następywać tylko ciągła zmiana i transformacja.
Ale co z początkiem wszystkiego ?
I po co wszystko istnieje ?

Lynd
Słuszna uwaga. Miałem na myśli cel w jakim powstało wszystko co jest.

Jak myślicie, po co powstał wszechświat ?

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-11-03, 11:45:12 »

Starfire

  • Wiadomości: 853
  • Alien Zen Master
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-11-03, 11:08:07 »
Dzięki za poprawkę. Faktycznie inne, choć w sumie dotyczą tego samego scenariusza.

PS. Strzał w 10 z tym 'prujem' :D Chyba pada najbliżej oryginalnego znaczenia :)
« Ostatnia zmiana: 2012-11-03, 11:10:58 wysłana przez StArfire »

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-11-03, 11:03:49 »
Przyczepię się: Wielki Pruj i Wielki Mróz to akurat dwie różne rzeczy.

(Zastrzegam sobie wszelkie prawa do określenia "Wielki Pruj" ;)

Starfire

  • Wiadomości: 853
  • Alien Zen Master
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-11-03, 10:54:44 »
Doktorze,
Pomyliła Ci się przyczynowość z celowością.
Przyczynowość oznacza że była jakaś przyczyna. Np puszka z colą zostawiona w samochodzie wybuchła. Czemu? Bo było zbyt gorąco. Ale pytanie "po co" nie ma już sensu, bo wymaga jakiejś motywacji ze strony coli czy puszki. A one nie wybuchły po to zachlapać samochód -- choć jak najbardziej jakiś niemiły znajomy mógł zostawić tę puszkę po to aby mi zrobić kawał.

Po prostu: przyczyna musi być, natomiast motywacja wymaga już świadomości.

A co jeśli wszechświat jest świadomym 'ciałem Boga', przekształcającym się i ewoluującym w coraz to nowe formy przejawiania w celu samopoznania poprzez doświadczenie samego siebie za pomocą jednostkowej świadomości, która rozszerza się w ramach ewolucji/rozwoju ;]?
Myślę, że świadomość sama potrafi nadać sobie celowość (w ramach istnienia wolnej woli) zaś  wszechświat sam w sobie nie ma żadnej celowości poza samym istnieniem. To umsł nadaje znaczenia, prawa natury rządzą się prawem przyczynowości, nie celowości.

Co do prawa zachowania energii to ostatnio jest ono podważane (przez drugich potwierdzane, w zależności od zajmowanych punktów siedzenia ;)) w ramach rozważań o ekspansji wszechświata i związaną z nią energią próżni. Musiałabym sięgnąć do źródeł :)
No i faktycznie, jedna z teorii ewolucji wszechświata przewidująca coraz szybszą akcelerację ekspansji (czyli ta najbardziej prawdopodobna, zgadzająca się z obserwacjami) zakłada tzn. big rip czyli w luźnym tłumaczeniu wielki krach/rozerwanie - scenariusz, w którym wszelkie źródła energii powoli gasną, po 10 do 100 milionach lat parują nawet czarne dziury i nieliczne pozostałe gwiazdy (głównie białe karły i gwiazdy neutronowe)
« Ostatnia zmiana: 2012-11-03, 11:00:09 wysłana przez StArfire »

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-11-03, 09:36:35 »
Doktorze,
Pomyliła Ci się przyczynowość z celowością.
Przyczynowość oznacza że była jakaś przyczyna. Np puszka z colą zostawiona w samochodzie wybuchła. Czemu? Bo było zbyt gorąco. Ale pytanie "po co" nie ma już sensu, bo wymaga jakiejś motywacji ze strony coli czy puszki. A one nie wybuchły po to zachlapać samochód -- choć jak najbardziej jakiś niemiły znajomy mógł zostawić tę puszkę po to aby mi zrobić kawał.

Po prostu: przyczyna musi być, natomiast motywacja wymaga już świadomości.

Witek,
Życie też może się skończyć, kiedy zabraknie surowców i źródeł energii w danym środowisku. I teraz zakładając że wszechświat jest zamkniętym systemem, czyli żadna energia nie dochodzi z zewnątrz, ilość entropii (energii niezdatnej do ponownego wykorzystania) cały czas wzrasta, aż w końcu zwyczajnie cała energia się "zużyje" (przejdzie w formę niezdatną do wykorzystania) i to będzie na tyle.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-11-03, 00:39:15 »
Cytuj
Ja optuję za przekonaniem że materia ożywiona powstała z materii nieożywionej i zaszły odpowiednie "warunki" by zaiskrzył główny czynnik nadający istnienie życia - czyli wola życia.
Czyli  życie powstające na konkretnych płaszczyznach powstaje z energii istniejącej na danej płaszczyźnie, przybierając jakąś wyodrębnioną, żyjącą formę? Czyli w takim przypadku w świecie materialnym, gdzie energia ma formę materialną, powstaje życie również w takiej formie. A jako, że materia jest płaszczyzną niższą/bardziej zagęszczoną/mniej subtelną (nie wiem jak to nazwać) to życie powstałe tutaj wyższe ciała musi sobie wykształcić w żmudnym procesie ewolucji lub mniej żmudnym rozwoju duchowym. Z kolei takie aniołki rodzące się w świecie przyczynowym mogą dużo łatwiej wyhodować sobie te niższe ciała, ale przy tych wyższych już muszą się więcej napracować. Stąd byłaby różnica w długości czasu, jaki jest potrzebny przeciętnemu osobnikowi do oświecenia. Potencjał ten sam, ale różne miejsce startu.

Dobrze to rozumiem?

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2012-11-03, 00:13:38 »
Doktor-X

Co do końca - tak się wydaje, ale jeśli spojrzeć na to z drugiej strony - budynek np. z czasem runie, ciało umrze i się rozłoży. Jednak to co tworzyło ten budynek i ciało, nie znika, tylko wraca do ziemi, do materii z której powstało. Czyli końca nie ma, choć jest jakaś przemiana. Ludzie rodzą się i umierają, drzewa i rośliny rosną, zamierają a potem dzieje się to od nowa. "Życie" wykorzystuje materię do zaistnienia, gdy z materii znika, ta materia znowu pojawia się jako przestrzeń, środek do zaistnienia nowego życia. I tak się kręci to. Życie rodzi się i umiera - zanika w jednym obszarze, skupieniu materii i pojawia w kolejnym. Tak długo jak jest wola, zaprogramowanie (biologiczne, genetyczne) to życie zachowuje się w jednym konkretnym skupieniu, ciele itp. Ciało to w sumie zbitka "piachu" i wody gdy kompletnie jest pozbawione życia:) Jednak najsilniejszy aspekt tego, co sprawia że ta zbitka piachu i wody zachowuje formę ciała, to wola życia, wola istnienia w materii (najsilniejszy u wszystkiego co żyje - instynkt przeżycia). To w jaki sposób pojawiła się ta wola życia, to już kwestia nieodgadniona jednoznacznie przez naukowców:) Ja optuję za przekonaniem że materia ożywiona powstała z materii nieożywionej i zaszły odpowiednie "warunki" by zaiskrzył główny czynnik nadający istnienie życia - czyli wola życia.

Temat jest fajny, więc go wydzieliłem
« Ostatnia zmiana: 2012-11-03, 00:18:10 wysłana przez Witek D. »

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-11-02, 23:38:41 »
Wydaje mi się że musi być jakaś przyczyna.
Żyjemy w świecie gdzie obowiązuje prawo przyczyny i skutku. Nie wiem czy to prawo obowiązuje poza schematami istot żywych ale jestem skłonny tak powiedzieć.
Ciekawy też jestem jaki był początek wszechświata.
Niektórzy mówią że nie było początku i nie będzie końca.
Trudno to pojąć. Przecież w naszym świecie tu na ziemi wszystko ma początek i koniec.