To są dość abstrakcyjne tematy, ale ja czuje tak, że wszechświat nigdy nie powstał, a po prostu zawsze był, a właściwie to "jest". O co chodzi? Przede wszystkim o pojęcie czasu. Dla mnie czas jest tak samo prawdziwy jak liczby - jest to pojęcie służące jedynie do opisu rzeczywistości, a tym przypadku do opisu przemian wszystkiego co istnieje.
No bo jakby nie spojrzeć, realnie istnieje tylko "teraz". Wszystko co istnieje ulega przemianom - zmienia formę, położenie, itd. I te wszystkie przemiany mają miejsce teraz. Ludzki rozum dla ułatwienia sobie postrzegania tych przemian stworzył pojęcie czasu. Wyobraźmy sobie, że była sobie kałuża, ale wyparowała. To co się dzieje z tą wodą, dzieje się tylko w teraz, ale umysł jakoś musi się odnieść do stanów tej wody, których już nie ma i które dopiero będą, więc stworzył sobie pojęcie przeszłości i przyszłości.
Gdyby cały wszechświat nagle zastygł, gdyby nagle zatrzymane zostały wszelkie przemiany i ruch, to czy wciąż płynąłby czas? A gdyby nagle wszystkie przemiany i ruch przyspieszyłyby, ale świadomość i myślenie odbywały się w tym samym tempie, to czas płynąłby szybciej?
Postrzeganie czasu i jego upływu jest uzależnione od naszego postrzegania rzeczywistości. Tak samo jest z kwestią początku i końca. Umysł potrzebuje nadać czemuś zamknięte ramy, nie potrafi sobie wyobrazić nieskończoności. Pół biedy, gdy mówimy o braku końca, o tym że coś zawsze będzie - bo skoro to już jest to jeszcze potrafimy sobie jak tako wyobrazić, że po prostu to jest zawsze i tyle. Ale jak tu sobie wyobrazić minus nieskończoność? Już trudniej sobie wyobrazić, że coś zawsze było i nie miało początku. Jesteśmy tak bardzo przyzwyczajeni do koncepcji początku i końca, że wykracza to po za nasze możliwości pojmowania.
A wszechświat sobie po prostu jest. I to "bycie sobie" jest stanem permanentnym, bo taka jest natura wszechświata, że on po prostu jest. Oczywiście mówię tu o samym istnieniu, a nie tylko materialnej formie wszechświata. Płaszczyzna fizyczna może mieć swój początek, a być może także koniec. Podejrzewam, że kolejne płaszczyzny istnienia (np. materialna, astralna, mentalna, itd.) powstają sobie w procesie istnienia, a być może także ulegają zużyciu, choć w to akurat wątpię. Być może kiedyś powstaną jeszcze inne płaszczyzny i możliwości przejawiania się - w końcu wszystko ulega ciągłemu rozwojowi (w różne strony, także te spaczone).
W każdym razie teoria Wielkiego Wybuchu miałaby sens, jeśliby przyjąć że materia kiedyś nie istniała, a potem pod wpływem jakiejś kreacji po prostu powstała. Tak jak powstają nowe formy życia w materii pod wpływem ewolucji, tak być może powstają nowe płaszczyzny istnienia - trzeba by spojrzeć na istnienie w skali dużo szerszej niż materialny wszechświat, gdzie ten jest tylko jakąś częścią całości istnienia i nagle widać ten ogrom wszelkiego istnienia
