Włączę się do dyskusji, choć nie czytałam jej dokładnie (wybaczcie więc, jeśli napiszę coś, co już zostało powiedziane

.
Kiedyś przeczytałam u Osho, że istnieją 3 typy ludzi, albo inaczej 3 etapy świadomości: etap wielbłąda, lwa i dziecka (lub mędrca).
Na każdym etapie mamy inny ogląd rzeczywistości, co innego jest nam też potrzebne.
Ludzie-wielbłądy potrzebują technik, metod, potrzebują tego, żeby ktoś wskazał im drogę, bo są jeszcze niesamodzielni.
Ludzie lwy nie potrzebują tego, odrzucają wszelkie autorytety, bo odkrywają swój własny potencjał, stają się samodzielni. Kierują się sercem (o ile dobrze pamiętam :p).
Z kolei dziecku (mędrcowi) wystarczy samo bycie.
Każdy etap ma więc swoje prawa, swoje potrzeby, swoje przywileje. Nie sposób od razu stać się mędrcem. Najpierw trzeba wiele się nauczyć, żeby potem móc to odrzucić i pozwolić sobie tylko być (szczęśliwym)

To jest trochę tak jak z dzieckiem, najpierw musi wspierać się na innych ludziach po to, żeby w końcu dorosnąć i stanąć na własnych nogach

Być może jest to trochę schematyczne ujęcie etapów rozwoju świadomości, ale jak tak sobie to przemyślałam, to w moim przypadku się zgadza. Najpierw musiałam poznać i zastosować wiele technik (które mi pomagały), żeby osiągnąć stan świadomości, w którym mogłam już je odrzucić, bo ich formuła zwyczajnie się zużyła. Potrzebne było mi coś zupełnie innego. Sama dla siebie stałam się jedynym autorytetem.
A teraz chodzi mi po głowie coś nowego: Mianowicie, żeby przestać w ogóle opierać się na autorytetach, nawet na swoim.
Właściwie to już to stosuję i to się sprawdza

Myślę, że w rozwoju duchowym bardzo ważne jest być elastycznym (i uważnym) oraz pamiętać o tym, że to co dziś jest wspaniałym wspomagaczem, jutro może robić za hamulcowego
