Kiedyś widziałem fajny filmik z cyklu "boso przez świat "W.Cejrowskiego.Pokazywał taki leniwy dzień z życia jakiejś indiańskiej rodziny z dżungli amazońskiej .Wychodzili sobie z koszykiem do dżungli, tu coś nazbierali ,tam coś nazbierali ,no jeszcze jakiegoś ptaszka strzelił z dmuchawki i rybkę złapał (mięso jako raczej minimalny dodatek).Cejrowski porównywał to do naszych zakupów sobotnich w marketach. Pomyślałem wtedy ależ oni mają obfitość pożywienia w tej dźungli i takie lekkie ,spokojne życie sobie wiodą właściwie leniwe.
Nie zdawałem sobie sprawy z tego ,że nasze lasy i łąki to dokładnie taka sama spiżarnia ,gdzie sobie można iść nazbierać zdrowego (bo nie nawożonego ,nie konserwowanego i zawierającego mnóstwo wartości odżywczych, witamin ,mikroelementów)pożywienia .Trzeba tylko mieć WIEDZĘ i lubić sobie pochodzić po lesie .Przy pewnej dozie determinacji lub przy pewnym stylu życia zakupy marketowe i płacenie za żywność jest właściwie zbędne.A tak to ,przechodzimy po tym deptamy i nawet tego nie dostrzegamy .
Z naszych polskich lasów możemy mieć pod dostatkiem nawet białka ,węglowodanów ,możemy mieć cukier,olej ,grzyby zimą i inne cuda o których już dawno nasza cywilizacja zapomniała.Jak to odkrywam to jestem w szoku.
Nie nakłaniam nikogo to takiego dzikiego życia ale warto wzbogacić swoją dietę chociażby tylko w grzybka ,jagódkę i herbatkę z lipy .Podejrzewam ,ze na zachodzie Europy nawet to jest już w większości czymś kompletnie dziwacznym i nieznanym tak dali się otumanić handlarzom i koncernom.