chcialam Panu tylko napisac-jako ciekawostke-ze dziś z rana piekny pierwsze co to witajac sie przypuscil mi swoją podrywającą energią, to mnie chyba rozsierdziło bo potem wykorzystałam okazje zeby zjechać go równo od góry do dolu-przekazal mi zle wiesci o kims innym co nabroił wiec niby to nie było na niego -bluzgalam a ludzie patrzyli na mnie w szoku, nie moglam sie opanowac i podswiadomie oczekiwalam ze go sprowokuje zeby to on czuł się winny, skrzywdzony jak ja, żeby coś do niego dotarło i ze w koncu da mi spokoj jak i wszystkim innym kobietom. Potem pożałowałam, przeprosiłam, jakby żałując, że go zraniłam, za to dałam mu pomarańczaę a on powrócił do podrywania mnie i wykorzystywał dalej kazdą okazję jaka się ku temu nadarzyła. No a gdy w rozmowie z kimś wspomnial o mojej koleżance która z nim będzie pracować poczułam ponownie lekką zazdrosć...Ale wie Pan co? tym razem to wszystko jest na tle mojej samooceny bardziej. A już nie jego samego. Tak mi się wydaje. no nic...jak na razie się trzymam, od rana wywalała złość na tle samooceny i tego kim jestem, porównywania się z innymi itd, ale kawa mnie troche podnosi.