Ja mam wewnętrzne poczucie, że chce sobie te moce odblokować, że mi to potrzebne by być pełniej sobą. Nie łączę tego akurat z oświeceniem, czy tym, że będę na bardzo wysokim poziomie rozwoju, tylko właśnie z byciem sobą, odzyskaniem siebie prawdziwej. Tak to widzi przynajmniej na teraz moja pś.
Też to tak odbieram, jako pełne bycie sobą, bo to jest częścią mnie. To forma tego jak mogę się przejawiać. I zgadzam się też z Leszkiem, że trzeba mieć trochę w głowie, aby tych mocy nie sprzeniewierzyć - znowu

A zawsze gdzieś tam pokusa się czaiła, że "wszystko mogę"

. Podejrzewam, że pewne rzeczy trzeba wyćwiczyć, a pewne są zablokowane z powodu sprzeniewierzenia. Wraz z oczyszczaniem PS to, że potrafię "operować" materią stawało się coraz łatwiejsze. Nie jest to u mnie w pełni urzeczywistnione, ale widzę też dlaczego jeszcze nie. Ale to tylko kwestia czasu i systematycznej praktyki duchowej.
Przyznam szczerze, że gdyby nie to, że pamiętam co zablokowało te zdolności i jak, to pewnie miałabym powtórkę z rozrywki

A w kwestii ciała tęczowego.
Zdarzyło mi się kochać z partnerem, przy którym przepływ energii był tak intensywny i łatwy - to bardzo kluczowe słowo - ŁATWY - w pełnym rozluźnieniu i świadomości ciał (i nie mówię tu bynajmniej o orgazmie, który w zasadzie był tylko efektem ubocznym, a i tak nie przypominał w niczym tego "naukowego"), że widziałam tęczę w całym pokoju (niezależnie od tego czy miałam oczy otwarte czy zamknięte). Choć równie dobrze mogłam w tym momencie widzieć ciało partnera, bo był wystarczająco blisko
Czy to mogło chodzić o widzenie jego/naszych ciał, czy miało to związek z czymś innym?