Tak w temacie UBA, to myślałam że mam tu już wszystko za sobą, ale okazuje się, że jednak, sporo mi w samoocenie jeszcze zostało. No i wkrętów na temat Boga.
Ja też nie czuję się spełniona, modlę się do Boga, żeby mi pokazał jak mam się poczuć spełniona i w czym, bo nie wiem. Mam poczucie, że nie chcę się w materialne rzeczy angażować zbyt mocno, bo "szkoda czasu", takie odcięcie od materii, lęk przed zakorzenieniem. Myślę, że to też od nich.
Ja mogę materię konsumować, ale już uczestniczyć w tym głębiej np praca, a wcześniej nauka tych wszystkich rzeczy związanych z pracą, gdzie będę musiała wejść w to głębiej i się zaangażować, to mnie odrzuca, to zgłębianie się właśnie w jakieś niuanse i szczegóły np dociekanie różnych funkcji w programie graficznym i rozumienie jak to wszystko działa, ja lubię, ale tylko tak powierzchownie i nie cierpię czegoś udoskonalać, analizować i szukać nowych rozwiązań, zgłębiać wiedzę.
Bleee, czuje taki bunt, że na samą myśl, że mam w to wejść robię się nieprzytomna. To też tak jakbym nie chciała czegoś wymyślać( a jak wymyślę i uznam za fajne, co jest bardzo rzadko, to nie chce mi się tego wdrażać w materię, czyli tworzyć realnie, bo po co? nie mam żadnej motywacji.
Te wszystkie wynalazki, mechanizmy w materii mnie bardzo odrzucają. Nie wiem dlaczego.
Co ciekawe w rozwoju duchowym bardzo chętnie zgłębiam różne zależności, prawa itd. A tu zupełnie nie chce, mózg mi się od razu wyłącza do poziomu warzywa.
Kiedyś sobie tłumaczyłam, że to dlatego, że mnie to nie interesuje, a jak połówka interesowało i mnie drażniło, to mówiłam, że widocznie nie ma harmonii między nami, a teraz zaczynam widzieć, że coś jest nie tak jednak. Nie chodzi tylko o zwykłe stwierdzenie, że to "nie moja działka".