Robiłam sobie ze 2-3 razy rozbijanie OM'em. W sumie najtrudniejsze dla mnie jest zmęczenie ręki od wahania, ale generalnie podoba mi się taka praca, jako uzupełnienie normalnej pracy nad sobą.
Od jakiegoś czasu specyficzny mechanizm mi się uruchamiał, kiedy w ciągu dnia doświadczałam spokoju wewnętrznego, tak fajnie się czułam, moja pś nie mogła tego znieść i zazwyczaj wieczorami już była lekko poddenerwowana, znaczy się ja byłam. Tak jakby rosło napięcie nie wiadomo z czym związane, cisza przed burzą. Jedna sprawa, że odczuwam strach przed spokojem takim trwającym długo, ciągle, trwale, a druga, że gdy do tego jeszcze dochodzi, że fajnie się mi się dzień układa, to coś jest nie halo wg pś. Jakieś mi to podejrzane, bo czuję, że jest za dobrze i tak być nie może.
Więc ruszyłam ten temat strachu przed spokojem (bo akurat miałam zdecydowanie zbyt pozytywnie w ciągu dnia) i przez cały nos aż do czubka głowy miałam spory syf, a w nim paniczny strach, że znowu trafię do psychiatryka (jak to chyba miało miejsce w jakimś poprzednim wcieleniu), najpierw był spokój, a później już tylko wariatkowo i szaleństwo. Wiele razy mi się ten motyw szaleństwa pojawiał w czasie sesji whh czy innych, gdzie w grę wchodziło życie w spokoju. Jak to oczyszczałam, to czułam jak pś nie widzi wyjścia z tej sytuacji, jakby go zupełnie nie było, jakby zawsze po spokoju miało następować szaleństwo, dlatego też unikała go jak mogła. Zaślepienia, blokady, nie wiem co jeszcze żeby zobaczyć choć ciut, że wcale tak być nie musi. Nie uzdrowiłam tego do końca, bo mnie już ręka bolała od wahania, ale jest ciut popuściło

Jednak pś walczy ciągle w środku żeby ten spokój się nie utrzymywał, jest przez jakiś czas, to znowu zaczyna się nakręcać emocjami, żeby tylko wrócić do starego.