Jesli chodzi o dekadencje to nadal czasem lubie - tylko nie taka juz calkiem zanurzona w beznadziei, albo co gorsza nasycona okrucienstwem. Dekadencja to dla mnie troche taki uklon w strone swiadomosci iluzorycznosci tego, co nazywamy Zyciem, a do czego niektorzy odnosza sie ze smiertelna powaga.
Ale wykryto u mnie wzorce dekadenta i artysty-pesymisty, wiec moze po prostu ciezko mi sie ich pozbyc. Z tym, ze na razie nie chce sie pozbywac tych czesci osobowosci, ktore w sumie... lubie:)Staram sie po prostu "uzywac" ich bardziej swiadomie.