Produkcja i handel bronią niesie ciekawe dylematy.
Z jednej strony, to jest okropnie nieetyczne, nieduchowe, i w ogóle fe.
Z drugiej. Widziałem już tę przyszłość, w której ludzie siedzą na łące wspólnie z lwami i barankami, wszyscy dla siebie niezmiennie przyjaźni, śpiewają badżany, panuje ogólny czilałt, oraz pis & love. Wtedy oczywiście żadna broń nie będzie już nikomu potrzebna. Ale póki co, to (niestety) te coraz doskonalsze, śmiercionośne maszyny wciąż są nam niezbędnie konieczne. Choćby do obrony przed agresorami, którzy inaczej po prostu sobie przyjdą, i (bez jednego wystrzału, elegancko) zaanektują nasze ziemie.
Z trzeciej. Na pewno warto uważać KOMU ta broń jest sprzedawana. Tu mamy obecnie takie morze hipokryzji, że aż strach zaczynać wnikać (bo pkb, bo miejsca pracy, bo gospodarka najważniejsza).
Z czwartej. Zapewne problem rozwiąże dopiero nowy światowy rząd, który najpierw postanowi, a następnie skutecznie dopilnuje, aby żadna broń nie dostała się w ręce zadymiarzy i bandziorów. Znaczy żadna nowoczesna broń, bo jakieś proce i katapulty, to se lokalni watażkowie chyba nadal będą mogli strugać.