Autor Wątek: Niezależność finansowa  (Przeczytany 5326 razy)

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2013-08-14, 14:29:49 »
Clint, bez owijania w bawełnę, ale też bez złośliwości (trudno zrobić pierwsze, aby nie zabrzmiało jak drugie;) -- jak tłumaczysz sobie to, że Twoją pracą jest spamowanie? Jak godzisz ze swoimi ideałami Najwyższego Dobra itp to, że w pracy nie tyle nawet nie tworzysz nic korzystnego dla innych, a czynisz ich dzień nieco bardziej męczącym?

Swoją drogą ciekawe, że mamy "odwrotne" węzły księżycowe: Ty w wodniku, ja we lwie -- i moje pytanie chyba bardzo dobrze to ilustruje ;)

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-08-14, 12:57:21 »
Odświeżam temat po raz kolejny, będąc na kolejnym etapie usamodzielniania się.

Od tygodnia mieszkam z ukochaną w wynajmowanym pokoju, od ponad miesiąca mam pracę, która może nie jest szczytem marzeń, ale mogę w niej posiedzieć spokojnie nieco dłużej, póki sobie nie wypracuje czegoś lepszego i ogólnie można powiedzieć, że jesteśmy niezależni finansowo. Rodzice nas trochę wsparli i kupili trochę rzeczy, ale to też nie było nic bez czego byśmy sobie nie poradzili, więc zależności finansowej już w sumie nie ma.

Mam jeszcze trochę rzeczy na głowie i dziwnych spin, więc ciężko mi ostatnio odpocząć, ale wszystko zmierza we właściwym kierunku. Związek jak był cudowny, tak wciąż przecudowny jest i cały czas rozkwita, pokój który wynajmujemy jest duży, tani i bardzo fajny mimo różnych niedogodności, a praca którą mam jest dość luźna - płaci mi się mówiąc skrótowo za siedzenie na forach i blogach, pisanie postów i wciskanie linków pozycjonujących - nad głową nikt nie stoi, więc jest luźno. Pieniądze też większe niż to, czego się spodziewałem na ten etap mojego życia.

Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to że czuje się cały czas zmęczony, a momentami nieco sfrustrowany, ale to dlatego że mi teraz wywalają pewne wzorce, ale to się ogarnie w najbliższym czasie.

Na forum nie mam już za bardzo czasu (chyba że w pracy :D), ani nawet chęci, więc będę tu pisał sporadycznie - zresztą dość się już napisałem przez te kilka lat. Teraz pozostaje się wziąć za życie :) Swoją drogą bardzo mi się to podoba - po tych wszystkich ascetycznych wzorcach, unikaniu życia, itd miłą odmianą jest "normalne" funkcjonowanie w świecie :)

poledwica

  • Wiadomości: 385
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-03-05, 18:36:49 »
Cieżko mi stwierdzić, kiedy niezależność zaczeła się u mnie, Mój ojciec handlował chryzantemami i pomidorami, więc już od dziecka miałam do czynienia z praca, handlem i pieniędzmi:) (ojciec zwsze nas uczył byśmy same na siebie zarabiały i nigdy nie musiały nikogo prosic o grosz. Oczywiście mam wiele przekonań co do samej pracy, które muszę uzdrowić, ale z samą praca nie miałam nigdy problemu.
Pierwszą pracą na umowę była praca od razu po liceum, w galerii, Praca była dosyc fajna i dobrze płatna, ale, że mój były mąż był w Anglii, postanowiliśmy, że dojadę by szybciej się dorobić.
Pamietam swoją pierwszą wyprawe do agencji pracy, gdzie wybrałam się sama mając mapkę w ręku, tydzień po przyjeździe, poznałam tam fantastyczną babkę, ktora obiecała mi, że postara się coś znaleźć. Wieczorem dostałam telefon, że na następny dzień mam się stawić nw pracy w innej miejscowości(jeśli chce oczywiście. O godzinie 23 w nocy jechałam ze znajomymi do centrum by pokazali mi gdzie mam wysiąść z autobusu i przejść na inny przystanek( do tej pracy jeździłam 1,5 godziny w jedną stronę dwoma autobusami). Pamiętam swój pierwszy dzień, jak wysiadłam, wracając już do domu ni w tym miejscu, czułam ogromne przerażenie, błąkając się 4 godziny kilkakrotnie w kółko domyśliłam się w końcu, która droga prowadzi do mnie:)Niestety wytrzymałam w tej pracy 2 miesiące nie dlatego, że była ciężka (bo było fajnie i zabawnie) lecz dlatego, że do przystanku musiałam przejść przez dzielnice murzyńską, gdzie bywały dni, że naprawdę się bałam a że jestem blondynką to często mnie zatrzymywali, więc czasami musiałam powiedzieć coś bardzo dosadnie.
Razem ze znajomymi znaleźliśmy pracę w firmie gdzie pakowano żywność, jednak smród był tam tak straszny, że wytrzymaliśmy niecały miesiąc. Przyprowadziliśmy sie znalazłam pracę niedaleko domu w pralni, uwielbiałam tą prace, choć bywały dni, że było dużo pracy, to jednak pensja jaką tam dostawałam dodawała mi mega motywacji i powera:) Tam pracowałam 1,5 roku i niestety firma została przeniesiona gdzieś zupełnie daleko, gdzie nie miałabym w ogóle dojazdu.
Kolejna praca, zaraz po kilku dniach była w hotelu, też lubiłam tą pracę, sporo Polaków sympatycznych tam pracowało, i była zasada, że masz daną ilośc pokoi do posprzątania i jak zrobisz do domu. Więc obrabiałam się w 4 godziny maks i znalazłam pracę w sklepie, który był  po drodze do domu. W Anglii to była moja ostatnia praca, czułam się tam fantastycznie, nie tylko ze względu na to, że nie było mojej rodziny, lecz również na to, że tam nikogo nie interesowało czy Brygida idzie w żakiecie, w kaloszach latem, czy na boso, nikt nikogo nie obgadywał i nie zaglądał czy dorobił sie nowego auto i czy do sąsiada 24 laska inna przychodzi. Gdybym wtedy nie była taka głupia i nie wierzyłam, że moje małżeństwo da się uratować pewnie bym została bo miałam mnóstwo znajomych, którzy dawali mi ogrom wsparcia:)
Po powrocie do Polski sytuacja zmusiła mnie do podjęcia dwóch prac w dzień w sklepie w nocy w knajpie . Później pracowałam w sklepie, na terapii zajęciowej, wynajmowałam mieszkanie w którym niestety sama musiałam opalać, kilka miesięcy temu wyprowadziłam się z niego bo powrocie do domu strasznie zimno było i zaczym sie wszystko nagrzało to już prawie noc.
W każdej pracy robiłam co innego, każda dała mi szansę zdobycia innych umiejętności, każda do tej pory była bardzo energiczna. Teraz usiadłam w urzedzie uczę sie nowej umiejętności - udawania, że się coś robi:) Mimo iż nic praktycznie nie robie dostaje za to znacznie wiecej niż w poprzednich, choć mogliby dać tyle co w Anglii:) - Ale i tak stać mnie na wiecej. 
Od dziecka marzyłam by być zdala od domu, by nie musieć wysłuchiwać żadnych kłótni i choć matka zawsze truła ja mimo wszystko lubiłam czuć swobodę i wolność:) I choć ataki pozostawiły ślad w psychice i małżeństwo ( moje intencje) zniszczyły zupełnie kobiecość i samoocenę , był czas zagubienia i zupełnego zniechęcenia do wszystkiego, to i tak wewnątrz czuje, że bardzo dużo w tym wcieleniu przerobię i doświadczę dobrego i poczuję się bezpiecznie nie tylko w kwestii finanowej:))

Kaja

  • Wiadomości: 473
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-03-05, 12:40:23 »
BR,
ja niedawno uświadomiłam sobie to samopresjonowanie się, u mnie nawet nie chodzi o poganianie się ale w ogóle o jakiekolwiek działanie. Wydaje mi się zę jak nie będę tego robić to nic mi się nie będzie chciało, a przecież coś muszę robić.

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2013-03-05, 12:21:08 »
Moja niezależność finansowa kształtuje się powoli, ale konsekwentnie. Uczę się wielu rzeczy od podstaw, rozumieć swoje potrzeby, marzenia,
jak i zadbać o siebie. Dopiero zaczynam czuć to czego chcę, a nie to czego nie chcę. Tego drugiego było już wystarczająco wiele w moim życiu. Mama nieco wspiera mnie finansowo, chociaż nie jest to regularne. Dorabiam na wielu rzeczach i pracuję nad samooceną. Codziennie wiele afirmuję i staram się przejść trudne stany emocjonalne z domu. Czasami zapętlam się w jakiejś agresji i bezradności, ale docieram do tego i jest lepiej. Tak jakbym nie mogła sobie darować, że jeszcze sobie idealnie nie radzę. Powiem Wam, że takie wymuszanie na sobie jest najgorsze. Ułożyłam  pewną afkę, która mi wiele uświadamia i pomaga w spokojnym kreowaniu swojego życia.

"Ja Ania jestem bezpieczna i w porządku, kiedy rozwijam się i działam w najlepszym dla siebie tempie"

Przez pierwsze dni, nie potrafiłam zrozumieć, czym jest dla mnie to najlepsze tempo. Przecież gdy siebie nie pogonię, nie zmuszę się, to nic nie osiągnę! Takie pokrętne myślenie, a przecież bez presji zajdzie się o wiele dalej niż z nimi. Męczy mnie jeszcze świadomość mojego ojca alkoholika, który błądzi po ulicach i strach się do niego przyznać. Czuję, że siedzi mi gdzieś z tyłu głowy, a ja się obawiam, że w każdej chwili umrze. To następny etap mojego uzdrawiania. Czuję, że on i nie tylko trzyma mnie w poczuciu winy, którym nasiąknęłam. Pokoleniowo coś nade mną ciąży, z czego od dłuższego czasu pragnę się wyzwolić. Najlepsza droga, dla każdego z nas przyjdzie i bardzo chcę w to szczerze wierzyć.

Myślę, że niezależność finansowa to dojrzałość w rozpoznawaniu siebie, swoich potrzeb, możliwości i talentów. Pojawia się wtedy kiedy przestajemy walczyć ze strachu, a zaczynamy na spokojnie realizować to co czujemy, z poczuciem ufności do Boga :) Bardzo sobie tego życzę.

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2013-03-05, 11:49:08 »
Kinga
Pocieszyłaś mnie, bo ja robię się niezależny, od rodziny już całkiem finansowo się odciąłem, ale starcza mi właściwie na życie i nic więcej i dopiero klaruje mi się jak chcę żeby wyglądało moje życie i tak od 4 miesięcy klaruje się i klaruje i jeszcze do końca nie wyklarowało ;)

W tej chwili każdą nadwyżkę pieniędzy wydaję na przyjemności, nie są to jakieś wielkie rzeczy i nie codziennie ale czuję że tego potrzebuję i że jest to dobrze wydana kasa. Gdybym tego nie robił to mam wrażenie że gorzej by było z przepływem pieniędzy. Może z czasem zacznie płynąć tyle że coś odłożę
« Ostatnia zmiana: 2013-03-05, 11:59:08 wysłana przez Sebastian »

kinga roszczyniała

  • Wiadomości: 903
    • www.czysteswiatlo.com
  • Kinga Roszczyniała, www.czysteswiatlo.com (konsultacje,analizy,wypalanie węzłów,sesje regresingu)
  • Status: Terapeuta
[#]   « 2013-03-05, 08:01:50 »
Lubię temat niezależności, jest on dla mnie bardzo ważny, może dlatego, że całe życie dobijał mnie fakt że jestem od kogoś zależna ;))) Karmicznie też pamiętałam, że od kilku wcieleń byłam finansowo i mentalnie zależna od mężczyzn, kolejnego wcielenia już bym tego nie zniosła ;). Moim głównym motorem napędowym do tego by się wyprowadzić od rodziców, było podejście mojej mamy do moich związków. U mnie w domu nie było mowy o czymś takim, że ktoś z innego miasta przyjedzie do mnie i zostanie na parę dni. Więc miałam przeświadczenie, że jeśli chce faceta to muszę się wyprowadzić. Rodzice nic nie wiedzieli, kiedy szukałam sobie przez neta pokoju do wynajęcia w Warszawie (200km od mojego miejsca zamieszkania). Chyba tydzień przed wyprowadzką oświadczyłam, że się wyprowadzam. Byli zdziwieni na maksa, ale nie utrudniali mi tego.Miałam 3 tysiace oszczędności, zero perspektyw na pracę i wynajęty pokój w Wawie :). Ale bardzo szybko zmanifestowało się to, na co liczyłam. Po dwóch tygodniach poznałam partnera, a po miesiacu już razem mieszkaliśmy w Wawie. Ja między czasie ukończyłam kurs masażu (rodzice sponsorowali), kupili mi stół. Pierwszy rok cieszyłam się wolnością, tym że mogę robić co chcę, myśleć jak chce i nikt pod nosem mi nie marudzi i niczego nie oczekuję. Finansowo było tak, że starczało na życie codzienne, ale nic poza tym ;). Nie bardzo mieliśmy pomysł na siebie samych. Po roku pojechaliśmy za granice (na 1,5roku), udalo się odlożyć większą sumę, tak że jak przyjechaliśmy mogliśmy sobie podróżować przez jakiś czas i życ na luzie. Po powrocie i zamieszkaniu już w Gorzowie, zaczęło mi się klarować co bym tak naprawdę chciała robić zawodowo i dlaczego :). I powoli moje pomysły wdrażałam w życie. Po drodze było kilka finansowych porażek, ale ogólnie i tak wszystko szło ku dobremu. Jednego czego zawsze byłam pewna, to że nigdy nie będę pracowała na etacie (1,5 roku w Anglii jeszcze mnie utwierdziło w tym przekonaniu). Przez pierwsze dwa lata pracowałam intensywnie nad sobą, nad swoją niezależnością finansową, otworzyłam działalność i coś zaskoczyło na tyle, że potem było już tylko lepiej, z każdym rokiem dużo lepiej, moje dochody wzrastały prawie co roku o 100%. Pod względem niezależności finansowej mój najlepszy okres zaczął się gdy zamieszkałam w Gorzowie (ok 5 lat temu), choć wiem, że tamte 3 lata wcześniej też były potrzebne, bym potrafiła się jeszcze bardziej ugruntować w tym co tak naprawdę chcę, a czego napewno nie :).

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-03-04, 22:36:54 »
Chciałem teraz założyć taki temat, ale się okazało że już to zrobiłem - rok temu :D Swoją drogą fajnie popatrzeć jakie się miało motywacje w przeszłości i jak łatwo wygasały z czasem. Na szczęście teraz mam bardzo dużą, pozytywną motywacje do usamodzielnienia się, więc powinno to wyglądać inaczej niż po zwykłych awanturach z ojcem i opartych na tym chęciach wyniesienia się :D Na razie zapowiada się, że o dziwo wyniosę się z domu będąc w pokoju z rodzicami, a nie na wojenne ścieżce i być może nawet wsparcie dostanę jakieś - co prawda na to zrodziła się nadzieja po rozmowie z matką, która w kwestii kasy i tak nie ma nic do gadania, a przygasła po rozmowie z ojcem, który na całe wieści o rozmowie o pracę, moim załatwieniu sobie zajęć na studiach, żeby to pogodzić i przemyślanych planach na stopniowe usamodzielnienie się, potrafił tylko skwitować tekstem, że skoro na zajęcia będę jeździł tylko jeden dzień w tygodniu, a nie dwa jak twierdziłem kilka dni temu, to go naciągnąłem na kasę na bilety autobusowe za marzec -_- No, ale cóż - nie spodziewałem się po nim niczego innego, chociaż przyznam że gdzieś tam trochę się odezwała jakaś potrzeba, aby był ze mnie dumny, pochwalił za to chcę osiągnąć, jakoś wsparł i takie tam, ale cóż... to się uzdrowi standardowymi metodami, bo od niego tego nie dostanę za cholerę, choćbym nie wiem co zrobił. Jestem i czuję się coraz bardziej dorosłym, silnym i niezależnym mężczyznom - myślę, że wyprowadzka i sukcesy zawodowe mi pomogą w dużej mierze wzrastać w tym poczuciu. No i mimo wszystko fajnie by było móc go mieć całkowicie w tyłu i być całkowicie niezależnym, radząc sobie bez jakiejkolwiek pomocy z jego strony (niech ta pomoc będzie miłym dodatkiem jak już, a nie ostatnią deską ratunku).

Temat odświeżam głównie dlatego, że chciałbym posłuchać od Was pozytywnych, inspirujących i dających kopa do działania historii o waszym usamodzielnianiu się - większość forumowiczów ma już ten etap za sobą, więc liczę na jakieś ciekawe historie i anegdotki :)

Szafirowy Błękit

  • Wiadomości: 617
  • Płeć: Kobieta
  • W "wątku numerologicznym" nie wykonuję analiz dat urodzenia.
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-05-09, 22:43:19 »
Doktor-X
To może być komunikacja przez "słowo pisane" a nawet ta forma wyrazu będzie się u Ciebie sprawdzać bardzo dobrze. Masz mocno zaznaczony w pozytywie aspekt płynnego wyrażania się w formie pisemnej, szczególnie jest to bardzo korzystne dla Ciebie na tym etapie drogi życia, później również będzie aktywne i być może nawet rozwinie się jeszcze bardziej, a możliwe że po ustąpieniu blokad bardziej uruchomii się wyrażanie przez słowo mówione. Obie formy są Twoją dużą zaletą i stwarzają spore możliwości rozwoju dla Ciebie.
Tutaj na tym forum również dobrze posługujesz się słowem pisanym i to ono ułatwia Ci dobrą komunikację.
Może szukaj gdzies możliwości pracy gdzie ten aspekt będzie bardzo ważny. Dzisiaj w dobie internetu wiele firm obsługuje klientów w formie pisemnej, mailowej, są całe działy przeznaczone do obsługi klienta w ten sposób np. dział do spraw reklamacji, odpowiedzi na pytania klientów itp.
Powodzenia :)

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-05-09, 21:35:40 »
Jakakolwiek praca a pokój możesz nawet wynająć u kogoś, byle tylko jak najdalej od takiego "kochającego" ojca. Bo nie wątpię że to jąkanie i niska samoocena to skutek jego wychowania.

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-05-09, 21:28:06 »
O dzięki Szafirowy. Czekałem aż ktoś mi wkońcu powie o tej mojej numerologi. Niezły paradoks z tymi moimi talentami mówczymi bo w tej chwili jąkam się jak cholera. Jak byłem o prace się pytać to niemogłem słowa z siebie wydobyć, jak by ktoś to nagrał to miazga normalnie. Wszelkie odpowiedzi ustne w szkołach tez spędzały mi sen z powiek. Nieraz ze szkoły przez to uciekałem. Ale wiem że mam to coś tylko musze siebie całego rozwinąc i oczyścić.
póki co dziękuje Wam. Już wiem co robić. :) Sprobuje cos zachaczyc i zobacze jak to bedzie wygladac wszystko.
« Ostatnia zmiana: 2012-05-09, 21:30:31 wysłana przez Doktor-X »

Szafirowy Błękit

  • Wiadomości: 617
  • Płeć: Kobieta
  • W "wątku numerologicznym" nie wykonuję analiz dat urodzenia.
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-05-09, 21:21:39 »
Doktor-X
Spojrzałam na Twoją datę urodzenia (zapisaną w wątku numerologicznym). Masz energetykę ze sporymi możliwościami, talentami szczególnie w zakresie komunikacji, języków, talenty artystyczne - być może masz je częściowo poblokowane.
Umiejętności komunikacji międzyludzkiej są bardzo ładnie zaznaczone u Ciebie. Duże mogą mieć dla Ciebie znaczenie aspekty estetyczne, ładnego wyglądu. Raczej też przysłowiowo "za biurkiem" nie usiedzisz więc praca bardziej w ruchu. Możesz też przemyśleć sobie jakbyś się czuł w zajęciach związanych z formami usług handlowych, logistyka. Miejsca gdzie trzeba wiele spraw "załatwić", przewieźć, dużo komunikacji z innymi osobami. Jak będzie Ci się stopniowo podnosiła samoocena to wiele swoich umiejętności będziesz odkrywał. Masz zaznaczoną "pracę" nad samookreślaniem, znalezieniem własnej drogi wyrazu,
określeniem własnej przestrzeni rozwoju. Zaznaczona też jest praca nad aspektami materii. Co jest bardzo ważne w Twoim przypadku abyś ściśle pilnował wszelkich warunków zawartych w umowach, dokładnie je czytał i nie pozostawiał nic na tzw. "słowo", to jest ważne abys w wielu aspektach życia pilnował tego. Faktycznie masz dosyć mocno zarysowany aspekt trudnych relacji szczególnie bliskich i rzeczywiście może być trudno znosić to na "dłuższą metę". Być może faktycznie łatwiej będzie Ci rozwinąć skrzydła gdy nie będziesz tak mocno skrępowany trudną relacją z ojcem.
Jeszcze odnośnie aspektów rozwoju talentów, to staraj się w miarę możliwości zbyt bardzo nie rozpraszać i próbować mocniej koncentrowac uwagę na tym co w danej chwili wykonujesz czy też na kierunkach w których będziesz się rozwijał.

Jolanta 16

  • Wiadomości: 710
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-05-09, 21:06:39 »
zgadzam sie z Lyndem, abys nie podejmowal jakis teraz decyzji o przyszlosci....mozesz podiac jakas prace nawet sezonowa i potem pomyslec czy to starczy aby sie usamodzielnic i wyprowadzic..... kiedy bedziesz juz na swoim pomyslisz co chcesz dalej robic ale na luzie....czy sie uczyc albo pracowac ...no i gdzie...nie martw sie, ze nie masz doswiadczenia...dasz rade...wszyscy kiedys zaczynali od zera ;)

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-05-09, 20:59:59 »
No tak też mi to wczesniej przez myśl przeszło ale szybko zapomniałem. Jak będe miał jaką kolwiek prace żeby wyżyć to będe mógł w spokoju pracować nad sobą żeby było lepiej.

Nie wiem czy jestem gotowy na ten krok ale jak o tym myśle to wydaje mi się to wszystko dość możliwe do osiągnięcia. No i zdecydowanie bym wolał się usamodzielnić.
« Ostatnia zmiana: 2012-05-09, 21:04:58 wysłana przez Doktor-X »

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-05-09, 20:58:19 »
Moim zdaniem: skoro nie wiesz co robić, to nie rób kariery :) Po prostu znajdź przynajmniej znośną pracę, która Ci umożliwi wyprowadzkę i pracuj nad sobą, w tym nad tym co chcesz robić. Co może zająć rok. Albo pięć. Albo dziesięć. I to jest ok, bo jeśli nie czujesz żadnego kierunku to nie ma się co na siłę pchać.
Jak jakiś kierunek poczujesz, wtedy warto za nim iść -- choćby po to aby sprawdzić czy jest Twój.
Nie ma co łapać dwóch srok za ogon, wszystko po kolei :)