Cieżko mi stwierdzić, kiedy niezależność zaczeła się u mnie, Mój ojciec handlował chryzantemami i pomidorami, więc już od dziecka miałam do czynienia z praca, handlem i pieniędzmi:) (ojciec zwsze nas uczył byśmy same na siebie zarabiały i nigdy nie musiały nikogo prosic o grosz. Oczywiście mam wiele przekonań co do samej pracy, które muszę uzdrowić, ale z samą praca nie miałam nigdy problemu.
Pierwszą pracą na umowę była praca od razu po liceum, w galerii, Praca była dosyc fajna i dobrze płatna, ale, że mój były mąż był w Anglii, postanowiliśmy, że dojadę by szybciej się dorobić.
Pamietam swoją pierwszą wyprawe do agencji pracy, gdzie wybrałam się sama mając mapkę w ręku, tydzień po przyjeździe, poznałam tam fantastyczną babkę, ktora obiecała mi, że postara się coś znaleźć. Wieczorem dostałam telefon, że na następny dzień mam się stawić nw pracy w innej miejscowości(jeśli chce oczywiście. O godzinie 23 w nocy jechałam ze znajomymi do centrum by pokazali mi gdzie mam wysiąść z autobusu i przejść na inny przystanek( do tej pracy jeździłam 1,5 godziny w jedną stronę dwoma autobusami). Pamiętam swój pierwszy dzień, jak wysiadłam, wracając już do domu ni w tym miejscu, czułam ogromne przerażenie, błąkając się 4 godziny kilkakrotnie w kółko domyśliłam się w końcu, która droga prowadzi do mnie:)Niestety wytrzymałam w tej pracy 2 miesiące nie dlatego, że była ciężka (bo było fajnie i zabawnie) lecz dlatego, że do przystanku musiałam przejść przez dzielnice murzyńską, gdzie bywały dni, że naprawdę się bałam a że jestem blondynką to często mnie zatrzymywali, więc czasami musiałam powiedzieć coś bardzo dosadnie.
Razem ze znajomymi znaleźliśmy pracę w firmie gdzie pakowano żywność, jednak smród był tam tak straszny, że wytrzymaliśmy niecały miesiąc. Przyprowadziliśmy sie znalazłam pracę niedaleko domu w pralni, uwielbiałam tą prace, choć bywały dni, że było dużo pracy, to jednak pensja jaką tam dostawałam dodawała mi mega motywacji i powera:) Tam pracowałam 1,5 roku i niestety firma została przeniesiona gdzieś zupełnie daleko, gdzie nie miałabym w ogóle dojazdu.
Kolejna praca, zaraz po kilku dniach była w hotelu, też lubiłam tą pracę, sporo Polaków sympatycznych tam pracowało, i była zasada, że masz daną ilośc pokoi do posprzątania i jak zrobisz do domu. Więc obrabiałam się w 4 godziny maks i znalazłam pracę w sklepie, który był po drodze do domu. W Anglii to była moja ostatnia praca, czułam się tam fantastycznie, nie tylko ze względu na to, że nie było mojej rodziny, lecz również na to, że tam nikogo nie interesowało czy Brygida idzie w żakiecie, w kaloszach latem, czy na boso, nikt nikogo nie obgadywał i nie zaglądał czy dorobił sie nowego auto i czy do sąsiada 24 laska inna przychodzi. Gdybym wtedy nie była taka głupia i nie wierzyłam, że moje małżeństwo da się uratować pewnie bym została bo miałam mnóstwo znajomych, którzy dawali mi ogrom wsparcia:)
Po powrocie do Polski sytuacja zmusiła mnie do podjęcia dwóch prac w dzień w sklepie w nocy w knajpie . Później pracowałam w sklepie, na terapii zajęciowej, wynajmowałam mieszkanie w którym niestety sama musiałam opalać, kilka miesięcy temu wyprowadziłam się z niego bo powrocie do domu strasznie zimno było i zaczym sie wszystko nagrzało to już prawie noc.
W każdej pracy robiłam co innego, każda dała mi szansę zdobycia innych umiejętności, każda do tej pory była bardzo energiczna. Teraz usiadłam w urzedzie uczę sie nowej umiejętności - udawania, że się coś robi:) Mimo iż nic praktycznie nie robie dostaje za to znacznie wiecej niż w poprzednich, choć mogliby dać tyle co w Anglii:) - Ale i tak stać mnie na wiecej.
Od dziecka marzyłam by być zdala od domu, by nie musieć wysłuchiwać żadnych kłótni i choć matka zawsze truła ja mimo wszystko lubiłam czuć swobodę i wolność:) I choć ataki pozostawiły ślad w psychice i małżeństwo ( moje intencje) zniszczyły zupełnie kobiecość i samoocenę , był czas zagubienia i zupełnego zniechęcenia do wszystkiego, to i tak wewnątrz czuje, że bardzo dużo w tym wcieleniu przerobię i doświadczę dobrego i poczuję się bezpiecznie nie tylko w kwestii finanowej:))