Mnie się różowe nie kojarzy z wędliną. :-)
Mam chyba małe deżewe, ale kontynuując jeszcze przez chwilkę ten neutralny wątek naleśniki a rozwój duchowy, to te kolorowe znalazłem kiedyś szukając wogle przepisu na naleśniki wegańskie, co jest, jak się okazuje, pewnym wyzwaniem, a że mam już pewne doświadczenie, to się podzielę.
Otóż samo wycofanie mleka (czyli skład: mąka, woda, jaja, olej) daje rezultat nawet lepszy, niż standard (z mlekiem), albowiem w smaku prawie brak różnicy, za to mniejsza skłonność do przypalania się, czyli profit. Natomiast bez jaj jest już dużo inaczej, na początku trudniej, bo jaja dawały nalesiorom bardzo wiele, mianowicie elastyczność i wytrzymałość na rozciąganie :-). Różne są patenty na wegańskie ciasto naleśnikowe (np. dodanie banana okazało się fajoskie), ale po kilku osobistych testach i eksperymentach, mogę polecić taką prostą, bazową recepturę:
- 3 szklanki mąki
- 1 szklanka mielonych płatków owsianych
- 3,5 szklanki wody
Gdy wody dałem więcej, to ciacho było za gęste, a gdy wody było mniej, to naleśniki były za słabe i się rozlatywały. Płatki mieliłem w młynku do kawy, ale można też w jakiś mikserze czy malakserze. Ciekawi mnie też efekt dodania siemienia lnianego, ale tego jeszcze nie próbowałem.