Dziennik z 17 dniowej głodówy:
Dzień 1.
Leże w łóżku, 9 rano. Mam kilka spraw do zrobienia, zaraz trzeba będzie wstać i to ogarnąć. Postanawiam zrobić sobie ciepłą kąpiel w wannie. Naszło mnie pierwszy raz od dawna na świezy soczek - wycisnąłem świeży sok z 3 pomarańczy i 1 grejpfruta. Wyszło 0,7l, w sam raz do mojego ulubionego kubka. Już od 3 miesięcy krążyły mi po głowie myśli o głodówce, które wróciły w wannie. Po chwili rozważania za i przeciw podjąłem decyzję - Od dzisiaj robię głodówkę.
Dojmujący głód zacząłem czuć już o godzinie 13. Chyba bardziej z przejęcia tym że będę nie jadł, niż z realnej potrzeby jedzenia. O 16 nachodziły mnie wspomnienia łososia norewskiego kupowanego w Norwegii na kilogramy, a przechodząc obok kawiarni z głębin mojej podświadomości dobiegło mnie donośne wołanie o pączka. Zdecydowane i nie znające sprzeciwu. Wyostrzył mi się węch, każde jedzenie w moim pobliżu czuję bardzo mocno.Pod wieczór dopadła mi nieprzytomność że nie umiałem się za nic zabrać i czułem się źle. Zrobiłem lewatywe i troche nieprzytomność mi puściła, ale nie chciało mi sie nic robić i poszedłem spać.
Dzień 2.
Poranne ważenie: 89,5 kg
Obudziłem się z lękiem że skoro nic nie jadłem to nie będe miał siły i że nawet z łóżka nie uda mi sie wstać. Puszczały mi jakieś napięcia na łydkach. O dziwo wstałem bez żadnego problemu

Robie prawo jazdy na tira i zastanawiałem się czy nie odpuścić tych jazd, ale idąc za tym co pisze Małachow: "Głodówka to żaden ekstremalny stan, można normalnie wykonywać codzienne czynności", to postanowiłem nie unienormalniać tego czasu. Wychodząc z bloku miałem dobitne wrażenie że powietrze pachnie jak lukier z pączków. Pojechałem 3 godziny jeździć ciężarówką, w 3 godzinie już troche wymiękałem, byłem zmęczony. Jak wróciłem to pojechałem na rolki i jeździłem jeszcze ze 3 godziny. Przestałem wykonywać jakiekolwiek gwałtowne ruchy, bo to nieekonomiczne i szybko męczy. Ludzie w parku jak zahipnotyzowani jedzą kiełbasy, zapiekanki, gofry. Wróciłem do domu, zmęczony padłem na fotel.Posprzątałem troche mieszkanie, obejrzałem film, była godzina 21. W przerwach między wysiłkiem przez cały dzień czułem jak harmonizują się energie wewnątrz mnie i puszczają napięcia. Kiedy położyłem się do łóżka to zacząłem tak głęboko i spokojnie oddychać, jak mi sie na codzień nie zdarza. Za to godzine później wyszły mi napięcia do których zażerałem, na klatce piersiowej, taka ciężka, nieprzyjemna, stłumiona energia. Nie spałem do 3 w nocy tylko wierciłem się na łózku bo co chwile mnie coś pikało i dużo się w środku działo, jak przy mocnej sesji oddechowej. Potem zasnąłem i miałem wspaniały sen o tym jak wyrwałem dziewczynę i zaczęliśmy się całować, a potem śniło mi się że zjadłem cała paczkę żelek

Smakowały wspaniale. Po zjedzeniu zorientowałem się że przecież jestem na głodówce i że wszystko zaprzepaściłem, ale chwile później sie obudziłem i przekonałem się że wszystko jest w porządku

Dzień 3.
Waga 88,6 kg
Część nocy, i cały ranek dopóki nie wstałem z łózka, a później zresztą też, miałem tęsknoty smakowe. Pyszne sushi którym sie tak zażerałem, boczek smażony na miodzie, gumy do żucia, cokolwiek! Masakryczne uzależnienie od smaków. Ogólnie to czuję się fatalnie, kręci mi się w głowie. Poszedłem na godzinny spacer, w głowie mam jakby świeżej niż 2 dni temu. Po spacerze zawroty głowy minęły, pojechałem na jazdy ciężarówą. Dzisiaj pozwolono mi pojeździć nowym MANem, co sprawiło mi sporo frajdy. Na szczęście nie było problemów z koncentracją, jeździło mi się jakoś tak przyjemnie, po skończeniu jazd zorientowałem się że wpadłem w błogostan. I jeść mi się odechciało. Moje odczucia do świata się zmieniają... wszystko robi się takie jak kiedyś, jak wtedy kiedy miałem 10 lat. Wieczorem poszedłem na rolki.
Dzień 4-6
Waga: 87,5 kg
86,3 kg
84,9 kg
Dużo w tych dniach jeździłem na rolkach. Mam zakwasy bo ruszam sie dużo więcej niż na codzień. Narasta zakwaszenie organizmu, to oznacza że organizm zaczyna rozkładać toksyny i zbędne substancje z ciała. Kiedy czuję kwasote w układzie pokarmowym, to piję więcej wody. Płuczę też często usta. Język mam cały obłożony białym nalotem. Kilka razy najpierw czułem drążenie w zatokach, a potem spływało stamtąd kilka splunięć brzydkiej, gęstej krwii. To chyba pozostałości po niedoleczonym zapaleniu zatok. Znacząco zmalał mi natłok myśli. 6 dnia byłem jeździć ciężarówką i wciąż o dziwo mam się dobrze, lepiej mi sie myśli, sił nie brakuje, tylko są bóle od napięć mięśniowych. Pod wieczór poczułem straszne napięcie w mięśniach które przeleżałem, coś puściło. Pod wieczór obejrzałem film, który mnie ruszył i w nocy wywalały emocje. Nie mogę spać, kręcę się na łóżku w lewo i prawo. Tak jakby siła życiowa we mnie wzrastała i wybijała te rzeczy. A, i czasem pod wieczór tańczę albo coś robię to czuję w sobie taki inny rodzaj ciepła, bardzo przyjemny. Kilka razy miałem myśli o zaprzestaniu głodówki, kilka chwil po których mi coś wywalało. Tracę masę bardziej niż to Małachow opisał w swojej książce, ale nie mam nic przeciwko

pewnie dlatego że sporo się ruszam.
Dzień 7-9
Waga: 84 kg
Tu nie chciało mi się pisać więc krótka relacja pisana kilka dni później. Narasta kwasota organizmu jeszcze bardziej. Odczuwalne troche jak zgaga, tylko że w całym układzie pokarmowym. Czasem troche słaniam sie na nogach ale ogólnie czuję się dobrze. Pobolewa mnie wątroba. Skończyłem jazdy ciężarówką, na wszelki wypadek na egzamin umówiłem termin na po głodówce, bo nie wiem co będzie dalej. W ciągu tych dni zrobiłem 1 lewatywe, wyszło z ćwierć szklanki dziwnych koreczków, takich samych jak kiedyś przy oczyszczaniu wątroby metodą Tombaka.
Dzień 10-13
10 dnia poczułem się trochę lepiej, mniej zawrotów głowy. 11 dnia uczucie kwasoty całkiem przeszło razem z zawrotami głowy, poprawił mi się nastrój, czuję dużo więcej siły życiowej i zrobiłem się... temperamentniejszy. Wychodzą różne złości, a 13 dnia odpoczywając po siłowni i saunie bez wyraźnego powodu popłakałem się i ryczałem tak z 2 godziny. Próbowałem się hamować ale szło samo z siebie niepowstrzymywalnie. Poczułem się po tym znacznie lepiej i zacząłem przed lustrem wyglądać jakby młodziej.
Co do pracy ciała, to dzieją się różne rzeczy, raz mi pika czakra serca, raz boli w okolicach wątroby/jelit/żeber i różne inne naprzemienne rzeczy. Czuć że ciało pracuje nad pozbywaniem się toksyn/czopów energetycznych. Wieczorem poszedłem na rolki. Niepokoi mnie to że 3-4 razy na dzień spływa mi z zatok brzydka zastarzała krew pomieszana ze śluzem, teraz w większych ilościach. Od kilku dni kilka razy dziennie i 2 razy w ciągu nocy odpluwam.
Dzień 14-16
Waga: 80,5 kg
Rano po przebudzeniu znowu plucie zastarzałą krwią. Staje się to coraz częstsze. Nie pękam, bo zawsze miałem problemy z gardłem. Często bez głodówki plułem rano krwią z zatok, tylko w znacznie mniejszych ilościach. Jeszcze Zastanawiam się czy nie wysilam się za mocno, od 10 dnia jestem bardzo aktywny. Powoli maleją mi siły, nie mogę podejmować dużych wysiłków, bo wtedy szybko się męczę.
Dzieje się głębsza praca w organiźmie.
Dzień 17
Czuję się słabszy. Organizm silnie sie oczyszcza. Śniło mi się że dzieją mi sie jakieś dziwne rzeczy, że umieram albo coś takiego. Mam niewielkie problemy z percepcją. Puściła mi się krew z nosa. Nie będę się męczył, po zatamowaniu krwii wycisnąłem sok z pomarańczy. Głodówka skończona.
Wydaje mi się że mam zbyt obciążony śmieciami organizm żeby robić tak długie głodówki. Tą głodówkę uważam za sukces. Jednak widzę że nie da się oczyścić wszystkiego jedną głodówką. Może mógłbym bezpiecznie pociągnąć troche dłużej, ale za namową znajomego głodówkowego eksperta sam z siebie zrezygnowałem. Ważniejsze jest to, żebym teraz zmienił żywienie na zdrowsze i je utrzymał.
Wychodzenie z głodówki
Opiszę tu szczegółowo mój jadłospis - znajduję egoistyczną przyjemność w pisaniu tego dzień po dniu

Dzień 1.
Waga 78,9 kg
O 15 wycisnąłem sok z pomarańczy. Pomarańcza ma witaminki i działa dobrze. Poprawił mi się humor. Poszedłem na saune, zrobiłem zapasy żywności. Pod wieczór zrobiłem się bardzo nieprzytomny, totalny haj. Wycisnąłem jeszcze jedną pomarańczę. Piję małymi łykami, szklanka poszła w 10 minut żeby nie obciążać żołądka.
Dzień 2.
Rano sok z 1 jabłka. o godzinie 12 sok z 1/2 pomarańczy i 1/2 grejpfruta. O godzinie 14 to samo. O 16 sok z 1 pomarańczy. Na wieczór o 18 sok z 1/2 pomarańczy i całego grejpfruta.
Dzień 3.
Tego dnia ustąpiło mi spływanie krwistej mazi z zatok. Rano sok z 1 jabłka i kilkunastu różowych winogronek.
Na obiad sok z 300g marchewek, 1 małego buraczka i połowy pomarańczy. Po obiadku dostałem zastrzyk energii, pewnie przez buraka. Ogólnie czuję się coraz lepiej. Co jakiś czas się kładę odpoczywać. Wtedy czuję że ciało się regeneruje. Na kolację sok z całej pomarańczy.
Dzień 4.
78,1 kg
Na śniadanko szklanka świeżego soku z marchewki.
Na obiad surówka z czerwonej kapusty, ogórka, pomidora, szczypiorku i koperku, pokropiona sokiem z cytryny. Strasznie mnie kuszą słone smaki, z tego powodu zakisiłem dzisiaj 10 słoików ogórków - będzie co chrupać jak już pozwolę sobie na słone.
Na kolację reszta niedojedzonej surówki, której i tak z sytości nie dojadłem

Wieczorem półgodzinna przejażdżka na rolkach. Czuję jak stopniowo odzyskuję siły. Dalej dość się szybko męczę ale moje mięśnie nabierają sprężystości i łatwości w działaniu.
Refleksja: Jak można nie lubić warzywek!!?
Dzień 5.
Waga 77,8 kg
W nocy już nie plułem krwistą, tylko lepką, żółto-zieloną flegmą, po tym jak coś mi drążyło w głowie. To coś zalepiało mi mózg. Nad ranem pobolewała mnie wątroba, tam też coś się drążyło. Obudziłem się o 6 rano, chętny do wstania, w pełni sił umysłowych. Łał! Zrobiłem śniadanie z przetartych 2 średnich buraków i 1 jabłka - znowu za dużo, zjadłem ok. Na obiadek przemieliłem pół szklanki migdałów, zmieszałem z wodą i dodałem trochę miodu. Po wypiciu wrócił mi apetyt. Dojadłem później na drugie danie buraka z jabłkiem, a na kolację lekka sałatka owocowa z 1 kiwi, 1 gruszki, 1 mandarynki
Dzień 6. Waga 78,2 kg.
Ponieważ zacząłem jeść stały pokarm, jelita się wypełniają i zapewne dlatego waga idzie lekko w górę. Na śniadanie surówka owocowa z kiwi, świeżego ananasa, klementynki, połowy jabłka i garści rodzynek.
Dzisiaj jem pierwszy ciepły obiad - 3 malutkie młode ziemniaczki gotowane na parze z surówką: ogórek zielony, pomidor, potarty chrzan, kiełki słonecznika.
15 dni po wyjściu z głodówki ważę 77,8 kg, więc całe to pieprzenie o tym że masa wraca to tylko pieprzenie obżartuchów którzy po głodówie sie rzucają na jedzenie. Straciłem co prawda sporo mięśni co czuć jak skaczę na rolkach, ale szybko je odzyskuję. Jasnowidząca znajoma kiedy mnie zobaczyła to stwierdziła że czuje sie jakby rozmawiała z całkiem inną osobą, inna energia. Ja też czuję się inaczej. Im bardziej regularnie jem tym te najbardziej spektakularne efekty, czystość energetyczna się zacierają, ale myślę że bardzo dużo pozostało. No i przeszedłem na pełny wegetarianizm. Od 9 dnia po wyjściu jadłem już zupki, 15 dnia jem pierwsze smażone jedzenie. Wyeliminowałem z diety cukier, mleko i tego będę się trzymał. Następna głodówka, 12 dniowa, planuję na jesień.
Wnioski końcowe: głodówka jest bardzo efektywną (i efektowną

) ) metodą doskonalenia duchowego i oczyszczania organizmu. Nie jedząc czuć jak czyści się postać polowa, jeżeli potrafisz wyczuć swoją aurę, to podczas głodówki będziesz miał ciekawe spostrzeżenia. To wszystko przy uwzględnieniu prawidłowych zaleceń (które znajdziesz szczegółowo w lekturze Małachowa) i zdrowego rozsądku (ja popadłem w taki fanatyzm, że chciałem ciągnąć 30 dni, na szczęście znajomy ekspert od głodówek wytłumaczył mi że to może być szok a granica między głodówką leczniczą a patologiczną jest ciężka i w tak lekkim stanie umysłu łatwo ją przeoczyć. Postanowiłem nie igrać z losem. Myślę że przy tak obciążonym organiźmie (przeszłość fastfoodowo-alkoholowo-narkotykowo-słodyczowa) to było maksimum jakie na teraz mogłem wyciągnąć. Za rok zrobi sie może te 30 dni
