Clint

Mhh możliwe, co piszesz. Ale to chyba wiele osób by mnie wtedy musiało tak postrzegać, nie tylko Leszek, bo innym wychodziło tak samo. Niektórym nawet dużo wyżej, Leszek mi wtedy najmniej dawał, te 28,5.
Przy okazji miałam badane obciązenia białoastralne i wyszło bardzo mało, nie pamiętam dokładnie ale coś ok 0,5 % Albo 1%. Bylam nawet zaskoczona wtedy, że tak malo dlatego, że wywalało mi na białe i na połówki. Ale chyba to byla własnie ta resztka. Wiadomo, że potem są jeszcze w róznych tematach karmiczne obciążenia, które były wynikiem białych kodowan, taka 5 woda po kisielu. Ja teraz i tak to sprowadzam do przedwiecznych, bo dla mnie to teraz jeden początek. Choć wzorce mogą być inne. Taki jeden kij co ma dwa konce.
Witek
MOja jakość energii faktycznie "spadła", gdy zaczęłam skupiać się na tematach zwiazanych z materią. Ale to może złudzenie jest, bo tu jak pisałam poniżej do Hydzi, mam jeszcze zamotę jakąś. Albo rozwój duchowy i wysokie energie, "powrót do Boga", albo materia i sukcesy w materii. A do tego jeszcze, albo spełnienie w związku z idealnym dla mnie partnerem, albo praca.
Wcześniej byłam w wersji ja, połówek, BOG, powrót, rozwój duchowy i wysokie energie i wow, czułam się fajnie, pomimo, ze wywalalo bardzo, ale ...czułam jakieś tam spełnienie( albo wiara w to, że tym razem mi się uda, mnie nakręcała, taka nadzieja), potem nie udało się w pewnym sensie, straciłam kontakt z połówkiem, to zajęłam się uzdrowieniem tej karmy do konca i materią, pracą, co wczesniej odcinalam( nie czulam tez parcia na to bo i tak kasa jakas tam zawsze byla, choć za cene uzaleznienia i inne). No a jak puściłam odciananie się od materii to skupiłam się na tym temacie i mi się ładnie pouzdrawiało, ugruntowałam się bardziej. No ale... mam znów poczucie, że odeszłam od Boga i spelnienia w zwiazku- czyli tego co dla mnie najwazniejsze. Wiec nie unoszę się nad ziemią, jak wcześniej, stad tez mam bardziej przyziemny nastrój i chyba energie jakieś też nizsze, choć jest wg mnie duzo czyściej we mnie samej. Tak realnie.
Niestety, albo stety jest pewno połączenie: moja szefowa, to istotka bardzo bliska z mojego drzewa dusz, z ktora mam bardzo duza harmonię, w pewnym sensie. Bo jest to istotka bardzo zbuntowana, pragnąca całą sobą być oryginalna, niepowtarzalna, wyjątkowa i przekorna. Swiadomie, bardzo to w sobie pielęgnuję, i jak twierdzi kręca ją przeciwienstwa.
Kiedyś nadawałybyśmy na tej samej fali. Juz widze te wspolne klimaty, imprezy, jazdy w zwiazkach z aniolkami, niebieskie włosy, ciezka muzyka itp Mogłabym mieć zielone włosy w pracy, kolczyk w brwi i byłoby dla niej i dla mnie to super fajne. Także moje dziwaczne stroje. Ale ja odreagowałam troche z tej indywidualizacji i coraz bardziej kreci mnie harmonia, spokoj, przyjemne energie. Wracam do siebie, bez tej oryginalności. W tym kierunku też ide. Ona ma chyba co do mnie mieszane uczucia, mieta przez rumianek;)
No ale jest pewne polączenie praca i relacja z taką istotą jednoczesnie.
Ale pracuję się dobrze, bo jest możliwość rozwoju, a jeszcze okazało się, że jesteśmy pierwszym zespolem, ktoremu udało się wypracować premię od wyrobienia planu sprzedazowego w pierwszym miesiacu zatrudnienia:)) Nigdy dotąd podobno się to nie zdarzalo. Wiec dobrze kreujemy:-) Tylko ta indywidualizacja i wzorce z nią zwiazane sa niestety uciązliwe i nieprzyjemne.
Tematu ciąg dalszy do przepracowania.