Dzisiaj w nocy miałam sen w temacie ERD jako aspekt szerszego kontekstu. Poszłam w tym śnie na spotkanie z Dalajlamą (w realnym życiu mnie nie ciągnie na spotkania z nim, chociaż sympatyczny człowiek). Jak przyszłam, to Dalajlama zszedł ze swojego "tronu" audiencyjnego i przywitał się serdecznie. Powiedział mi ile mam ERD i pokazywał jakie mam duże serce energetycznie. Z akceptacją słuchałam tego co mówi i śmieliśmy się serdecznie. Wyszłam od niego i spotykałam różne osoby, w tym jedną, której spontanicznie opowiedziałam o tym spotkaniu (nie pamiętając o jej stosunku do mnie z przeszłości). Osoba ta zrobiła wtedy minę wielkiego, poważnego mistrza duchowego, chociaż pod spodem miała ukrytą wrogość (czyli bez zmian - jak do tej pory). Poszłam dalej z radością i obserwowałam, że to na mnie nie wpłynęło co się w tej osobie dzieje. Chociaż kiedyś pewnie by mi było przykro, że ktoś nie rozumie i tak reaguje na coś pozytywnego. Dalej mi było tak fajnie w energiach jak przy spotkaniu z Dalaj - bezwarunkowa radość i rozbawienie.
Jakiś czas temu miałam sen, w którym Bóg przez kogoś mi mówił ile mam ERD, ale wtedy upierałam się, że mam mniej i że on się myli. "On" czyli Bóg.
W tym chronologicznie-czasowo, pierwszym śnie pięknie przepracowywało się umniejszanie siebie. W tym drugim, czyli z dzisiaj, uzdrawiało się bycie umniejszaną przez innych i uznanie siebie w obecności osób, które nie mają problemów z poczuciem własnej wartości i rezonują z tym co najlepsze ma się w sobie. U mnie to akurat ostatnio radość w relacjach:)) I pokazała się kolejna manifestacja ochrony radością. Co ciekawe w obydwu snach pojawiło się takie samo ERD.
Jak się okazało ERD też może się bardziej do czegoś przydać, niż do tej pory:))