Dla mnie oznaką duchowego przebudzenia są efekty w życiu codziennym oraz sposób w jaki traktujemy samych siebie. Zmiany są konieczne, i rzeczywiście na drodze do duchowego spełnienia mogą niekiedy przejawiać się w sposób "brutalny". Zależy od tego jak silne są opory w przyjmowaniu oraz rozumieniu. Im większe opory tym większy ból i cierpienie na drodze do życia lepszej jakości. Kwestia, aby potrafić dokonać wyboru, czego się chce, do czego się dąży. Świadomość niekiedy wciska się bardzo boleśnie i ukazanie tego jest celem autora strony. Jednak to nie powinno być oczekiwaniem, takie rozumienie zmian może skutkować kreacją niepotrzebnych sytuacji trudnych.
Ostatnio zapragnęłam oczekiwać tego co dobre. Zmiany i wzrastanie nie muszą być bólem, cierpieniem, spektakularnymi wydarzeniami w ciele fizycznym. Może to się odbywać dużo spokojniej i z radością. Z tego co widzę, im na stronie nie zależy wyłącznie na trwaniu w bagnie jak Jezus, ale i ciąglym podążaniem w kierunku cierpienia. Świadomość boli, ale i uszlachetnia - i po co tak? Wiele odrzucenia w tym i wkręcania sobie, że takie zmiany są oznaką naprawdę wysokiego rozwoju. Owszem dużo może się dziać, jeśli się nabroiło - zmiany wtedy cholernie bolą, ale warto zwrócić uwagę, że przyzwyczajenie do takiego sposobu odreagowania i oczyszczania bywa zgubne.
Ten post to takie moje luźne przemyślenia ; )