Przyznam szczerze, że mam to szczęście, że mogłem osobiście poznać Andrzeja Kluzę z Wrocławia (nazwisko podaję, gdyż jest na Jego stronie www). Andrzej ma swoją stronę o ciężkich obciążeniach takich, jakich w Polsce jest w bród: DDA, DDD, krokodyle, wejścia, pogryzienia, itp. Jestem tą stroną zafascynowany, bo dla mnie przynoszą one ogromny ładunek informacji o tym, co dzieje się w moim życiu. I nie ma co udawać, że w Polsce jest tak pięknie i cudownie, uduchowiono. jest tu całkiem niezły syf obciążeniowy, z którym trzeba sobie poradzić, oczyścić i uzdrowić.
Zamieszczam tu adres strony, gdyby to kogoś zainteresowało:
http://swiatducha.wordpress.com/A oto tekst ze strony Andrzeja, który pomógł mi rozwiać wiele wątpliwości. Wklejam go tu w całości:
Nauki o obciążeniach duchowych01 lut 2010 by SwiatDucha in Obciążenia duchowe
Pytanie do mnie:
mojajoga Says: 1 Luty 2010 o 15:10
Rzeczywiście, bardzo dużo tutaj jest napisane o obciążeniach i przyznam szczerze, że nie jestem w stanie teraz tego wszystkiego zgłębić.
Dlatego chciałabym dowiedzieć się, czy temat obciążeń, przedstawiony na Twoim blogu, ma coś wspólnego z ciałem bolesnym Tolle’a? Prawdę powiedziawszy temat obiążeń i tzw. krokodyli, ciut przeraża mnie, natomiast, gdy czytam o ciele bolesnym, nie czuję lęku. Zastanawiam się dlaczego tak jest?
Witaj!
Dzięki za komentarz i pytanie.
Po pierwsze, często podkreślam – jeśli nie dotyczą Cię sprawy głębokich obciążeń, iluś wcieleń, jakiejś zadawnionej karmy – nie warto w to wchodzić. Jeśli tak jest, to dobrze, że ciągnie Cię do Eckharta i jego spokojnych, prostolinijnych nauk. Powiem więcej – grzebanie się w takich informacjach, jakie ja podaję na witrynie, może przygnębiać.
Niemniej jednak są [zwłaszcza w Polsce] osoby, którym te nauki są bardzo potrzebne.
Ciało Bolesne E.T. jest duuużym workiem, w którym jest „wszystko” z obszaru obciążeń. Cokolwiek psycholodzy, psychiatrzy opisują, tam jest. Cokolwiek jest opisane na moich stronach – też. A więc szerokość spojrzenia Eckharta jest istotnie zadziwiająca.
Tak musi być, ponieważ E.T. owo „wszystko” właśnie przekracza. Jest na takim etapie, gdzie już to jest w stanie zrobić. Jest na tyle swobodny, uwolniony. Jest nieuwiązany osobiście przez obciążenia, więc jest w stanie postąpić ten krok. I dlatego owo Ciało Bolesne wydaje się tak spokojne [wydaje się, podkreślę].
Jest jedno „ale”. Kto opisuje z szerokim spojrzeniem, nie dostrzega szczegółów. Eckhartowi nie są one potrzebne, nie są JUŻ potrzebne.
Dla osób, które przeżywają piekło na ziemi w trudnych, traumatycznych rodzinach, związkach, relacjach, dla ludzi uzależnionych, poturbowanych przez życie owo Ciało Bolesne nie jest już takie prościutkie, wręcz miłe. Przekłada się na codzienną niemal walkę o życie, o godność, o nie danie się zeszmacić.
TO SAMO Ciało Bolesne jest już istotnie BOLESNE. Jest bolesne bolesnością codzienną, którą sam przeżywałem. Wiem coś o tym i rozumiem osoby, które do mnie piszą, że ich życie jest ciężkie.
Nie przez przypadek ludzie tak zaufali cierpiącemu na krzyżu Jezusowi – widzieli bowiem w nim siebie samych. On był dla nich tym, kto ich zrozumiał.
E.T. raczej nie wygląda, że przeżywa takie cierpienie. Już go nie przeżywa.
….
Zacznę od siebie. Jak byłem dzieckiem, to wierzyłem, że świat jest takim pięknym miejscem! Wierzyłem, bo realia, zwłaszcza z tego najbliższego otoczenia, rodziny ukazywały mi dwuznaczny świat. Ci sami ludzie potrafili być mili, jak i bardzo niemili.
Wpadłem jak śliwka w kompot – byłem naiwny i przez to cierpiałem.
Po niewielu latach zrozumiałem, że nie potrafię tak prosto żyć, tak jak wtedy, gdy byłem dzieckiem, zostałem naznaczony cierpieniem. I zacząłem czytać, zgłębiać, studiować sprawę. To co opisuję, jest efektem moich poszukiwań. A że może nieco przerażać?
1. jeśli ktoś nie jest zaznajomiony z takimi tematami – to jest normalna reakcja.
2. wiele osób nie wchodzi w głębsze zastanowienie nad tymi tematami – to nie jest znane, więc może wydawać się dziwne, obce [poza "znanym światem", a na pewno poza kulturowym obrazem świata.]
Dlaczego opowieści o ciele bolesnym ET są łatwiejsze?
- po pierwsze ET. jest człowiekiem, mówiącym do nas „z tamtej strony”, czyli po przekroczeniu tych różnych spraw emocjonalnych. Dla niego to jest „ot, gra form”. To od razu uspokaja. I ma rację, że obciążenia, jest to gra form.
- ciało bolesne jest bardzo ogólnym, wybaczającym i eufemistycznym pojęciem. Dopiero osoba mocno oczyszczona, zdystansowana może tak to opowiadać. Ja jeszcze nie potrafię, z pewnością mam wiele wspólnego z moimi czytelnikami – mam emocje z tematami, które opisuję.
- E.T. opowiadając o ciałach bolesnych nie drąży tematu. Czy dobrze robi? Hmmm.. może i tak. A może i nie. Dla Amerykanów [młodszych dusz] jest to bardzo dobre tłumaczenie, bo proste i szybko je akceptują. Moja dusza najprawdopodobniej nie „kupiłaby” takiej prostej lekcji. Wiele lat we wcieleniach powoduje, że Duszy nie kupi się byle światełkiem lub cukierkiem. Potrzeba konkretnych faktów, rozpoznania, wyczerpującego tłumaczenia. Owszem, mam przez to więcej materiału umysłowego do rozpuszczania, niemniej Dusze w Europie mają większą głębię.
- E.T. nie drąży tematu i nie pokazuje naprawdę sporych kłopotów. U niego opowieść zatrzymuje się na .. „popatrzył się z ukosa – to ciało subtelne się popatrzyło” – i koniec tłumaczenia. Nie dziwię się, że to jest o wiele łatwiejsze do przełknięcia. Jednak, gdy masz w Polsce rodziny z problemem alkoholowym od kilku pokoleń plus wojny co dwa pokolenia przetaczające się i niszczące, to takie miłe opowieści są.. miłe i koniec. DDA z warszawskiej Pragi tylko się uśmiechnie na myśl o tym, jak proste jest patrzenie tamtych ludzi, którym wystarcza tłumaczenie E.T. Chciałby/chciałaby, żeby jego/jej to też dotyczyło, ale niestety sytuacja jest poważniejsza.
- zauważ, że E.T. napisał swoje książki tam na Ziemi, gdzie najspokojniej. Vancouver, California.. Sam byłem w Vancouver i znajomi pytali się, czy się tam nie osiedlę. Nie, Dusza nie chciała – w Polsce jest odpowiednia głębia, historia przeżyć, odpowiednia do pracy nad sobą dla mnie. Może i osobowość ciągnie do prostoty, ale Dusza mówi: masz jeszcze coś Głębokiego do zrobienia.
Nie mówię, że E.T. jest płaski – nie jest płaski, jego nauki są Ostateczne. To trochę inna cecha. Niezwykła cecha. To jest ostateczne przekroczenie doświadczeń ziemskich. Jeśli ktoś już nie potrzebuje się tu zajmować sprawami, to E.T. daje wskazanie ku Oświeceniu.
Moje opisy są jednak, jak mniemam wartościowe. Dlaczego?
Tematy, o których mówię są obecne w tradycyjnej psychologii i psychiatrii. Nie ma ich jednak w ezoteryce. Osobiście mam wizję świata jako świata duchowego, z wieloma płaszczyznami niewidzialnymi, duchowymi. Ale nikt z ezoteryków nie mówił o sprawach takich „przyziemnych”, ciężkich spraw jak alkohol, uzależnienie, bicie dzieci w rodzinie i inne sprawy, których byłem świadkiem na codzień. Zwykle była mowa, ćwierkanie o „aniołkach” i tyle, gęba w kubeł na resztę trudnych tematów.
Opowiadania w książkach psychologicznych nt. trudności, których doświadczałem, problemów były wysoce niesatysfakcjonujące – mimo setek stron była to jedynie „opisówka”, coś, co ja sam też bym zrobił bez wielkiego wysiłku.
Dopiero nauki Leszka Żądło o karmie, reinkarnacji i obciążeniach wielowcieleniowych dały mi solidną bazę do rozważań i oczyszczania się w regresji. Takie podejście przekonywało mnie, bo było istotnie logiczne i sprawdzało się.
Niemniej jednak także i nauki Leszka nie wychodziły poza wzorce. Wzorce, które mogły się ciągnąć wiele wcieleń. Ja jednak oczyściwszy się trochę zauważyłem, że są sprawy istotnie duchowe, które obciążają, a które nie potrafiłem w ramach owych wzorców wytłumaczyć. Dopiero dogrzebanie się do obciążeń od innych istot duchowych dało mi ulgę, poczułem, że znalazłem odpowiedź.
Dlaczego nie ćwierkam o aniołkach i wszechogarniającej bliźnich miłości?
Dlaczego tak się sporo zajmuję obciążeniami duchowymi?
A nie pieję jakimiś ślicznymi wersami na temat miłości, współczucia itp?
Ponieważ niemal każdy z nas ma gorszą lub lepszą intuicję, co to jest życzliwość, dobroć, miłość. Miłości chyba nie trzeba uczyć. Mam wrażenie, że nie trzebaby uczyć wielu osób wyrażać miłości, jeśliby im spontaniczności, radości i zabawy nie zabito w nich w dzieciństwie. Uważam bowiem, że wiele ludzi (w tym oczywiście rodziców) jest przekonanych, że są „dobrzy”, a tak naprawdę krzywdzą (i czasami inaczej po prostu nie umieją).
Niestety, nawet mówienie o miłości czy o rozwoju, ćwierkanie o oświeceniu nie przekreśla możliwości posiadania obciążeń duchowych. I to czasami sporych. Kiedyś myślałem sobie – jak ten człowiek tak pięknie mówi o miłości, o radości, jak tak się uśmiecha

, to musi to być na wskroś miły, życzliwy człowiek, taki współczujący, taki musi być pełen wewnętrznego pokoju!
No na pierwszy rzut oka to tak by się to wydawało i mocno mnie inspirowało, jednak czułem niepokój. Wyrzucałem sobie, mówiłem – czego od niej/niego chcesz! Przecież zajmuje się duchowością! Nie wystarczy ci to?
I co się okazało? Co pokazali niektórzy tak Uduchowieni ?
Okazało się, że mieli wiedzę, mieli umiejętności, ale też mieli obciążenia.
Posiadanie cechy x nie musi dawać cechy y. Taaa.. innymi słowy zło i dobro mogą koegzystować w człowieku. [mówiąc najprościej]
I stąd tak duża na świecie niewiara w dobro, tak duże wątpliwości co do szczerości intencji. Kiedyś naiwnie się takim wątpliwościom przeciwstawiałem, teraz je rozumiem.
Tyle pokrzywdzonych dzieci pod hasłem „mamusia wie dobrze, co jest dla ciebie najlepsze” i robi dziecku zaraz krzywdę. Stąd tyle zawiedzionych miłości, przyjaźni. Tyle rozwodów w parach, które miały naprawdę duże nadzieje na szczęście.
Z tego powodu nie wierzę deklaracjom [na miarę moich możliwości]. Próbuję dociekać, badać, odkrywać. I co najciekawsze – udaje się oddzielić ziarno od plew! Udaje się odkrywać, co takiego jest w ludziach, co przeszkadza w cieszeniu się życiem. Można wręcz zbadać, co dany człowiek nosi ze sobą, a co nie pozwala mu na udane relacje z innymi.
Możliwe jest mielenie ozorem o miłości i jednoczesne atakowanie ludzi na poziomach niewidzialnych. Czasami zresztą nie ze złej woli. Jak się będziesz mogła/mógł dowiedzieć, niekorzystne działania mogą być bardzo sprytnie poukrywane. I to też nieintencjonalnie. Gdy zobaczysz, jak wiele „wytczek” ma zło, to pewnie zobaczysz, że ludzie bardzo przez nie cierpią. I to także ci, którym niby to zło ma „pomagać”..
Na szczęście nie cały świat jest przeżarty złem, nie, nie. Na poniższych stronach zobaczysz, że wyróżniam zupełnie konkretne, szczegółowe przypadki, konkretnie opisywalne stany i zachowania. Owszem, wiele osób ma obciążenia, ale wiele również ich nie ma! Nie popadajmy w paranoję. Dla własnego dobra – bądźmy mądrzy.
„Obciążenia duchowe” są istotnie związane ze światem niewidzialnym. Starożytni Chińczycy określali strefy niewidzialne, psychiczne, jako „niebo”. Dla nas to niebo nieco się przybliżyło, jednakże nadal wiele, wiele osób uważa, że tylko to, co widać jest realne. Niestety, wiele jest realnych spraw w psychice. W nauce o zarządzaniu firmami psychologia odgrywa jedną z głównych ról. A więc – tam, gdzie trzeba, ludzie doceniają „niebo”, czy też uznają istnienie sfer niewidzialnych. Jednakże nie robią tego dla dobra rozpoznania duchowego, a z przyczyn iście pragmatycznych czy merkantylnych. Mogą więc działać w sferach duchowych nie zdając sobie z tego sprawy, a także nie mając ochoty czasami aby widzieć, co istotnie w tych sferach dokonują. Często są jak słoń w składzie porcelany.
Tzw. „zwykli ludzie”, którzy nic nie wiedzą o duchowości, rozwoju duchowym mogą mieć potężne obciążenia duchowe, nie zdając sobie zupełnie o nich sprawy. Nie trzeba zupełnie się interesować duchowością, aby mieć takie obciążenia, podobnie jak nic nie trzeba wiedzieć o przewodzie pokarmowym, żeby jeść i trawić pożywienie.
Stąd obciążenia duchowe są częstsze niż się wydaje.
Inną sprawą jest zróżnicowanie intensywności owych obciążeń: skala jest bardzo szeroka, od bardzo niewielkich, aż do bardzo dużych. Opis jakościowy generalnie jest dla wszystkich podobny, jedynie rozpatrując różne intensywności obciążeń trzeba brać pod uwagę to, że nie wszyscy muszą mieć wszystko i w równym stopniu.